Dawno nie czułem takiego zażenowania - napisał 5 listopada 2025 na Facebooku i na platformie X Artur Wójcik.Nie zweryfikowała tego co wypluł jej AI? Aj! A nawet ajaj, bo takie podejście żadną miarą nie świadczy dobrze o umysłowości dziennikarki i wykładowczyni dziennikarstwa Karoliny Opolskiej.Karolina Opolska, dziennikarka i wykładowczyni dziennikarstwa, nie miała cywilnej odwagi przyznać się, że w swojej książce "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata"… po prostu zmyśliła część przypisów. Nie pomyliła się, wymyśliła nieistniejące książki, albo nie zweryfikowała tego co wypluł jej AI.
Jednego wszakże nie można jej odmówić. Gdy wszyscy już i tak wiedzieli, że namiętnie i bez zabezpieczeń zabawiała się z AI - dalej nie traciła rezonu i tupetu. Może dlatego, że dziś bez tych cech w dziennikarstwie ani rusz.
Moje przypisy były prawidłowe i przygotowane zgodnie z zasadami. Doszło do nieporozumienia, wyjaśnia je wydawnictwo, które stoi za mną murem. Oświadczenie wydawnictwa wkrótce. AI nie miało z tym nic wspólnego (Karolina Opolska, post na platformie X z 5 listopada 2025; w tej samej sprawie post na Facebooku z 5 listopada 2025).Wydawnictwo, co odnotowuję ze smutkiem, rzeczywiście stanęło za nią murem, lecz niczego nie wyjaśniło, a jedynie w kuriozalnym oświadczeniu oświadczyło:
1. na żadnym etapie książka nie była pisana ani współtworzona przez narzędzia AI,I co za pech! Ta na chybcika podjęta próba gaszenia pożaru również nie wypaliła "w wyniku błędu technicznego". Oszuści - to znaczy Karolina Opolska, jak i wspierające ją w oszustwie wydawnictwo - nie tylko nie uzgodnili swoich zeznań (równolegle Opolska podała na Facebooku trochę inną wersję poprawionych przypisów), ale jeszcze głupio się z tym gaszeniem pospieszyli.2. w wyniku błędu technicznego w książce opublikowane zostały trzy nieprawidłowe przypisy [...] [tu wydawnictwo podało poprawione przypisy]
Po konsultacjach i wyjaśnieniach Autorki nie mamy zastrzeżeń do jej pracy. Jej książka jest bardzo dobrze udokumentowana źródłami i opisując tak trudną materię Karolina Opolska wykazała się wyjątkową rzetelnością (Oświadczenie Wydawnictwa HARDE, post na Facebooku z 5 listopada 2025; wyróżnienia moje).
Cóż, tak właśnie bywa, gdy ktoś kurczowo czepia się nadziei, że w jego nieprawdopodobnej fuszerce dostrzeżono wyłącznie "trzy nieprawidłowe przypisy", czy raczej trzy nieistniejące książki, które wcześniej wskazał - jako oczywisty przykład "halucynacji AI" - Artur Wójcik [1]. Tymczasem AI wyhalucynowała podobnych przypisów całe mrowie. Toteż śmiechom w mediach społecznościowych nie było końca, gdyż co chwila ktoś znajdował coś nowego, jeszcze bardziej absurdalnego.
Jednak nawet wtedy Karolina Opolska dalej szła w zaparte i właśnie ten jej tępy upór w wypieraniu udowodnionego oszustwa, przypominający podobne wybryki Wojciecha Sumlińskiego [2], skłonił mnie do napisania niniejszej notki.
Szanowni Państwo, z uwagi na szerokie zainteresowanie książką Teoria Spisku i wieloma przekłamaniami w przestrzeni publicznej na jej temat, bardzo uprzejmie informuję, że w najbliższym czasie ukaże się errata wydawnictwa, która wszystko wyjaśni. Trochę cierpliwości (Karolina Opolska, post na platformie X z 7 listopada 2025).Niżej zaś, w odpowiedzi na pytanie, kiedy się tej erraty można spodziewać, dodała:
Mam nadzieję, że jak najszybciej. Na pewno zajmie to kilka dni. Na pewno jednak będzie (Karolina Opolska, post na platformie X z 7 listopada 2025).Gdy to piszę, minęły już ponad dwa tygodnie i erraty jak nie było, tak nie ma. Co więcej, można mieć pewność, że nie będzie jej nigdy!
W rzeczywistości nie chodzi tu bowiem ani o trzy nieprawidłowe przypisy, ani o trzydzieści trzy nieprawidłowe przypisy, ani w ogóle nie chodzi o przypisy. Przypisy to tylko wisienka na tym torcie słodkich bałamuctw wypichconych przez AI.
Trzy przykłady.
Wszystkie wzięte z jednego niewielkiego rozdziału o słynnej Atlantydzie, bo wygodniej pisać o zmyśleniach w treści, gdy sam temat jest już jako tako każdemu znany. I nie, nie chodzi o to, że Atlantyda jest zmyślona i że w ogóle spiski pełne są zmyśleń. Chodzi o zmyślone przez AI niby-cytaty z Platona i dwóch mniej znanych autorów: Ignatiusa Donnelly'ego i Grahama Hancocka.
Hancock podkreśla: "Data podana przez Platona - 9600 lat przed naszą erą - pokrywa się z gwałtownym ociepleniem klimatu na koniec ostatniej epoki lodowcowej. To moment, w którym rzeczywiście mogło dojść do zatonięcia lądu w wyniku topnienia lodowców i podniesienia poziomu oceanów" (Karolina Opolska, Teoria spisku czyli prawdziwa historia świata, Wydawnictwo HARDE, Warszawa 2025, rozdział 4 "Atlantyda - fakt czy mit?"; korzystałem z wydania elektronicznego, dalej cytowanego jako Teoria spisku).Przypis do tego cytatu z Hancocka (autora z tej samej półki co daleko bardziej znany Erich von Däniken) brzmi:
Graham Hancock, Ślady palców bogów, tłum. Grzegorz Kołodziejczyk, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1997, s. 145-146 (Teoria spisku).Opolska podaje dane bibliograficzne książki Hancocka w kilku różnych wariantach [3], ja zaś z uprzejmości wybrałem ten przypis, w którym udało się jej (mam na myśli oczywiście AI) niczego nie zmyślić. Co jest sporym osiągnięciem tego konkretnego modelu językowego, gdyż wcześniej bezwstydnie zmyślił od ręki właśnie ten podany wyżej cytat z Hancocka.
Cytatu tego nie ma nie tylko na stronach 145-146 cytowanego wydania (na tych stronach Hancock pisze o Majach), ale nie ma go na żadnej stronie tej książki, w której, owszem, wspomina się o ociepleniu, kilka razy wymieniony został Platon, ale data "9600 lat przed naszą erą" nie pojawia się ani razu. Za to data ta pojawia się obficie w innej książce Hancocka Magowie bogów. Najwyraźniej autorka (znowu oczywiście mam na myśli AI) swobodnie posklejała sobie wszystko to, co znalazła w sąsiedztwie słowa 'Hancock'.
Ale chucpa ze zmyślonym cytatem z Hancocka to jeszcze nic przy tej rzuconej od niechcenia uwadze:
Już w czwartym wieku przed naszą erą filozof Krantor z Soloj twierdził, że widział w Egipcie kolumny z hieroglifami potwierdzającymi historię opisaną przez Solona (Teoria spisku).To olśniewające erudycją zdanie (słyszeliście kiedyś o Krantorze z Soloj?) zostało dodatkowo opatrzone imponującym przypisem:
Proklos, Komentarz do Timajosa Platona, cyt. za: Ignatius Donnelly, Atlantyda: świat przedpotopowy, tłum. Krzysztof Dołowy, Wydawnictwo KOS, Katowice 1994, s. 52-53 (Teoria spisku).Proszę, jakie eleganckie "cyt. za"! Niejeden ludzki autor zapomina o takiej staranności przy cytowaniu. Ale już polskie wydanie Donnelly'ego w przekładzie Krzysztofa Dołowego to kolejne zmyślenie AI, bo w rzeczywistości książka ta nie ma do dziś ani jednego prawdziwego polskiego przekładu, a jedynie ersatz przekładopodobny wytworzony za pomocą... tak, dobrze się domyślacie... wytworzony za pomocą sztucznej inteligencji [4].
Może jednak Karolinie Opolskiej mimo wszystko udało się przeczytać u Ignatiusa Donnelly'ego, co Proklos napisał o Krantorze z Soloj w komentarzu do Timajosa Platona (nb. ten komentarz naprawdę istnieje). Może czytała Donnelly'ego po angielsku? Bieda w tym, że Ignatius Donnelly w oryginalnym angielskim wydaniu swojej książki nigdzie tego komentarza nie cytuje [5]. Ale ponieważ Proklosa bodaj trzy razy tam wymienia, zapewne AI doszła do wniosku, że z powodzeniem mógłby go zacytować - i swoim starym zwyczajem to, co tylko prawdopodobne, uznała za rzeczywiste (w końcu jest modelem zlepiającym słowa wedle stopnia prawdopodobieństwa).
Niewykluczone też, że AI użyła do tej zlepki późnej wersji książki Donnelly'ego, wydanej prawie pół wieku po jego śmierci i zredagowanej przez Egertona Sykesa, który dodał nowe materiały oraz przypisy nieobecne w oryginalnym wydaniu. W tych przypisach Proklos rzeczywiście figuruje jako autor komentarza do Timajosa, choć jednocześnie zostało to zrobione wyjątkowo niechlujnie: bez przywołania konkretnej edycji, nie mówiąc już o numerze strony [6].
Niestety, Egerton Sykes chyba nigdy nie słyszał o Krantorze z Soloj i również w tym poszerzonym wydaniu Donnelly'ego Krantora nie ma. Nie można więc niczego zacytować o Krantorze za Ignatiusem Donnellym - tak jak to zrobiła AI w Teorii spisku. Natomiast prawdą jest, że ów Krantor pojawia się u Proklosa - i to ściśle w związku z Atlantydą. I nawet są tam też te egipskie kolumny z hieroglifami. Kto chciałby się o tym przekonać, niech zajrzy do pierwszej księgi Procli Diadochi in Platonis Timaeum commentaria (75.30-76.1-9 wg paginacji Diehla).
Na koniec jeszcze o Platonie.
Zrazu wyglądało to nieźle: Platon istnieje, dialog Platona Timajos istnieje, polski tłumacz tego dialogu, Władysław Witwicki, też istnieje. Tyle że w żadnym z wydań Timajosa w jego tłumaczeniu (w opisach tych wydań AI znów sporo nazmyślała) Atlantyda nie tonie "w jednym dniu i jednej nocy nieszczęścia". A właśnie taki cytat, ładnie oznaczony cudzysłowami i opatrzony przypisem odsyłającym do przekładu Witwickiego, znajduje się w Teorii spisku.
Jednak tym razem nie była to halucynacja z bredzeniem od rzeczy. U Witwickiego jest w tym miejscu (Timaios 25c): "jeden dzień i jedna noc okropna", czyli sens w zasadzie ten sam. Dlaczego więc nie można było od razu tak dać po bożemu? Czemu przez takie niedopatrzenie niedobrej AI wydało się, że Karolina Opolska jedynie symulowała, jakoby czytała (i cytowała) Platona w przekładzie Władysława Witwickiego?
Być może stało się tak dlatego, że choć te różne żarłoczne AI nakradły się ile wlezie z dorobku ludzkości, to jednak jeszcze nie ukradły wszystkiego (albo też chytrze tego nie ujawniają w darmowych/tanich wersjach dostępnych publicznie). W każdym razie akurat ta AI, z którą przeznaczenie połączyło Karolinę Opolską, pechowo nie miała w swoich zasobach przekładu Witwickiego i musiała kombinować, jak by tu zaspokoić fantazję swej uroczej klientki, pragnącej upstrzyć Teorię spisku również cytatem z Platona.
I trzeba przyznać, że kombinowała całkiem niegłupio. Wstawiła cytacik maleńki i niepozorny, a przełożyła go na polski ze starego angielskiego przekładu Benjamina Jowetta ("in a single day and night of misfortune"), którego odpowiedni fragment można znaleźć nawet w angielskiej Wikipedii. Po czym dała w przypisie, że to przekład Witwickiego. Dała nie bez tupetu (modele językowe uczą się także od swych użytkowników), ale gdyby umiała czuć, mogłaby się po tym szwindelku dalej czuć bezpieczna. No bo kto prócz Ebenezera Rojta zwróciłby uwagę na jakiś tam marny cytat złożony z ledwie siedmiu słów?
Rozumiecie więc sami, że sprawa jest znacznie grubsza, niż się z początku zdawało, więc jakże tu teraz do takich piętrowych zmyśleń zrobić erratę. Trzeba by chyba napisać całą Teorię spisku na nowo. Istna komedia omyłek z tą AI!
Natomiast po ludzku sprytna Karolina Opolska zadbała już o to, by w tej komedii pojawiła się także nutka grozy:
- To błędy techniczne, które się zdarzają. Wiem, że wkrótce pojawi się errata, a w niej właściwa forma bibliografii. Zajmie to pewnie kilka dni. Nie chcę się zagłębiać w to, co dokładnie się wydarzyło. Im więcej powiem, tym będzie dla mnie gorzej - mówi mi Karolina Opolska. - To jest dla mnie bardzo ciężki czas. Od trzech dni nie jem i nie śpię. Skala hejtu, który się na mnie wylał, jest niewyobrażalna (Paweł Marcinkiewicz, Dziennikarka TVP Info wykorzystała źródła zmyślone przez AI. "Od trzech dni nie śpię", warszawa.wyborcza.pl, 9 listopada 2025; wyróżnienie moje).Strategia nie powala oryginalnością: iść w zaparte, do niczego się nie przyznawać i przedstawiać siebie jako ofiarę niewyobrażalnego hejtu. Niemniej jest to strategia skuteczna, co wypraktykował już swego czasu Wojciech Sumliński i na niej właśnie oparł swój sukces. Podobno prześladowano go aż tak bardzo, że nawet próbował "popełnić samobójstwo". Tyle że wzruszający opis tego samobójstwa okazał się kolejnym plagiatem.
W filmowej Komedii grozy (The Comedy of Terrors, 1963) główny bohater Waldo Trumbull (Vincent Price), planujący kolejne morderstwo, ostrzega swego przymusowego pomagiera Felixa Gillie (Peter Lorre), by nie ważył się iść na policję i na wszelki wypadek przypomina mu jego sytuację:
- Jak myślisz, kto będzie dla nich bardziej wiarygodny? Pan Waldo Trumbull, szanowany obywatel i przedsiębiorca pogrzebowy, czy pan Felix Gillie, poszukiwany uciekinier, który przyznał się do obrabowania banku (wanted fugitive and confessed bank robber)?Sześćdziesiąt lat później życie po raz kolejny naśladuje sztukę.Na co oburzony Felix odpowiada: - Nigdy się nie przyznałem! Oni mi to udowodnili (I've never confessed! They just proved it).
[Aneks albo jak to widzą w "Polityce"]
Kilka dni po mojej notce sprawą zainteresowała się również "Polityka".Dwa duże skandale wstrząsnęły ostatnio polskim rynkiem literackim i oba rynek (oraz czytelnicy) musi potraktować jak alarmy ostrzegawcze. Pierwszym była afera ze zmyślonymi przypisami w książce "Teoria spisku" dziennikarki TVP Info Karoliny Opolskiej. Bibliografię przewertował czujnie Artur Wójcik, popularyzator historii, twórca fanpage'a Sigillum Authenticum. Kilka pozycji wymienił: Witold Kula nie napisał "Historii cywilizacji słowiańskiej", nawet się słowiańszczyzną nie zajmował. Stanisław Mikołajczyk nie ma w dorobku "Historii Polski". Itd., itd. Człowiek by tego nie wymyślił, tak halucynuje tylko AI. Winę wziął na siebie wydawca, niesmak pozostał.Podsumowanie w ten sposób skandalu z Teorią spisku wygląda co najmniej dziwnie. Kto o sprawie nie słyszał, może nawet dojść do wniosku, że to właśnie Karolinie Opolskiej stała się krzywda. Ona ("człowiek") niczego nie wymyśliła: to tylko swawolna AI trochę sobie pohalucynowała, a winę za jej niedopilnowanie wziął na siebie wydawca.Ludzkie zaniechania bolą mocniej. Pisarka Kalina Błażejowska nagłośniła w sieci własną sprawę - Jarosław Molenda, autor ok. 60 książek, skorzystał z jej pracy, ale tego nie zaznaczył, ma też własny pogląd na to, jak stosować cudzysłowy i przypisy (AŻ, Przypis do afer, "Polityka" nr 48, 26 listopada - 2 grudnia 2025, s. 6).
Nie ma w tym podsumowaniu ani słowa o wielokrotnie powtarzanych zapewnieniach Opolskiej, że z jej książką AI nie miało nic wspólnego, ani o solennie obiecywanej erracie, do dziś nieistniejącej. A przecież powinna się ona pojawić właściwie natychmiast, skoro książkę popsuto w wydawnictwie, a jej prawidłowy egzemplarz wciąż ma na swoim komputerze autorka.
Brakuje wreszcie jasnego stwierdzenia, że książka ta jest jednym wielkim humbugiem, gdyż zmyślenia znajdują się zarówno w przypisach, jak i w treści, też przynajmniej częściowo wygenerowanej przez AI. Do czego jednak Karolina Opolska uparcie nie chce się przyznać, brnąc dalej w kłamstwa i zaprzeczenia.
Z ciekawości przyjrzałem się jeszcze temu drugiemu skandalowi - z książką Jarosława Molendy. Spodziewałem się czegoś naprawdę wyjątkowego, skoro to właśnie postępki Molendy "bolą mocniej", a po pierwszym skandalu pozostał jedynie "niesmak". Tymczasem przy rozległym i zuchwałym oszustwie Karoliny Opolskiej jest to mały i zleżały kapiszon.
Rzeczywiście poszło o cudzysłowy i przypisy, ale nie jest prawdą, jakoby Jarosław Molenda w książce Zbrodnia w Kobierzynie. Nazistowska zagłada pacjentów szpitala psychiatrycznego (Wydawnictwo Filia 2024) nie zaznaczył tego, że korzystał z książki Kaliny Błażejowskiej Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych (Wydawnictwo Czarne 2023). Umieścił jej książkę w bibliografii i cztery razy cytuje ją w swoich przypisach.
Tyle że zdaniem Błażejowskiej zaznaczał te cytaty zbyt oszczędnie, a ponadto ukradł jeszcze kilka jej własnych przypisów. O tym wszystkim możecie przeczytać ze szczegółami w jej barwnym i długim poście na Facebooku (post z 18 listopada 2025; wersja zarchiwizowana), więc nie będę tu tego streszczał.
Nie jest to kradzież z rozmachem, raczej drobna. W sumie dziesięć zapożyczeń. Nadto połowa tych zapożyczeń to właśnie kradzież cytatu i przypisu. Na przykład Błażejowska przeczytała książkę Melvyna Conroya Nazistowska eugenika i zacytowała z niej dwa zdania ze strony 136, a Molenda wziął te same dwa zdania i powtórzył przypis Błażejowskiej - tak jakby to on sam je osobiście u Conroya wyszukał. Czyli zapomniał użyć w swoim przypisie tego "cyt. za", o którym już nawet głupia AI wie, że należy do obyczajów uczciwego autora.
Nie sposób tego uznać na przypadkową zbieżność, możliwą w sytuacji, gdy dwoje autorów zajmuje się tym samym tematem. Za każdym razem są to dokładnie te same zdania, które zacytowała Błażejowska. Kilka tych cytatów sprawdziłem i okazało się, że Molenda w jednym z przypisów powtarza nawet błąd Błażejowskiej [7]. Również to zbyt oszczędne gospodarowanie cudzysłowami nie wygląda dobrze, a czasem cudzysłowów nie ma wcale.
Postępki brzydkie, ale Jarosław Molenda, zręczny producent niegłupich czytadeł, wydaje mi się zbyt łatwym chłopcem do bicia. Przecież w gruncie rzeczy nie zrobił nic innego niż zrobiło to przed nim wielu innych autorów, znacznie bardziej od niego poważanych. Zgubił trochę cudzysłowów - jak profesor Tadeusz Gadacz [8]. Zapomniał o wstawianiu "cyt. za" przy przepisywaniu cudzych przypisów - jak profesor Zygmunt Bauman [9]. I skorzystał z przywoływanego autora w znacznie większym stopniu niż to zechciał ujawnić - jak Ryszard Kapuściński [10].
A mimo to autorzy ci nadal cieszą się poważaniem, choć na dobry ład ich postępki powinny boleć jeszcze mocniej. Ale może za to ból "Polityki" jest lepszy niż mój.
[1] Były to zmyślenia tak absurdalne, że przynajmniej jedno z nich powinno zapalić czerwoną lampkę u każdej przyzwoicie wykształconej osoby. Cytuję ten sam post Artura Wójcika, którym zacząłem tę notkę:
"To nie jest kwestia błędu w nazwisku autora, pomyłki w tytule, roku wydania czy numerze strony. Mówimy o całkowicie zmyślonych publikacjach, rzekomo autorstwa znanych historyków:
• Stanisław Mikołajczyk, Historia Polski, PWN, Warszawa 1989, s. 55-59 - taka książka nie istnieje, nie figuruje w żadnym katalogu bibliotecznym.
• Witold Kula, Historia cywilizacji słowiańskiej, PWN, Warszawa 1984, s. 89-95 - również nie istnieje. Zresztą Kula zajmował się przede wszystkim historią gospodarczą, więc od razu mnie zdziwiło, skąd u niego ta słowiańszczyzna.
• Gerard Labuda, Chrystianizacja Polski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1999, s. 17-20 - ta pozycja także nigdy nie została wydana.
Edycja Roczników Jana Długosza też jest pomylona".
[2] Kto chciałby wiedzieć więcej o plagiatach i oszustwach Wojciecha Sumlińskiego, niech przeczyta w OSOBACH: "Wojciech Sumliński - plagiator patologiczny WYPISY" i "Wojciech Sumliński - plagiator patologiczny. Aneks do raportu o złodziejstwie i oszustwie".
[3] Prócz tytułu Ślady palców bogów i wydania Wydawnictwa Amber z roku 1997, pojawia się też wariant Śladami palców bogów oraz wydania z roku 2000, 2001 i 2004.
[4] Ignatius Donnelly, Atlantyda - świat przedpotopowy, Atlantis - The Antediluvian World, książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej, Wydawnictwo Armoryka, Sandomierz 2024 (data podana na stronie ebookpoint.pl).
Jak informuje wydawca:
"Niniejszy tekst został przetłumaczony z języka angielskiego na język polski przy pomocy narzędzi automatycznych, w tym technologii sztucznej inteligencji. Z tego względu tłumaczenie może zawierać niedokładności, które nie były redagowane ręcznie. Dokładamy starań, aby zapewnić wysoką jakość tekstu, jednakże prosimy o wyrozumiałość, jeśli pojawią się błędy lub różnice względem oryginału".
Po czymś takim trudno się zdecydować, czy pochwalić wydawcę za uczciwość, czy zrugać za bezczelność ("Dokładamy starań, aby zapewnić wysoką jakość tekstu").
[5] Ignatius Donnelly, Atlantis. The Antediluvian World, Harper & Brothers, Nowy Jork 1882. Proklos (Proclus) wymieniony na stronach 27, 91 i 333.
[6] Ignatius Donnelly, Atlantis. The Antediluvian World. A Modern Revised Edition, redakcja Egerton Sykes, Gramercy Publishing Company, Nowy Jork 1949. "Proclus, Commentary on the Timaeus" w przypisie 3 na stronie 327, w przypisie 12 na stronie 328 oraz w przypisie 16 na stronie 345, w którym Proklos zmienia się niespodzianie w Proklosa z Bizancjum (Proclus of Byzantium). Ale w tym ostatnim przypisie Sykes przynajmniej prawidłowo podaje daty jego życia: 412-485 (wcześniej było błędne 412-455).
[7] Błażejowska cytuje to, co napisał Stanisław Batawia, i daje do cytatu taki przypis: S. Batawia, Zbrodnie niemieckie jako zagadnienie socjologiczne i kryminologiczne, "Rocznik Psychiatryczny" 1949, nr 37, s. 60.
Molenda zaś kradnie ten cytat (i to w uwspółcześnionej pisowni - jak u Błażejowskiej) i jego przypis wygląda tak: S. Batawia, Zbrodnie niemieckie jako zagadnienie socjologiczne i kryminologiczne, "Rocznik Psychiatryczny" 1949, t. XXXVII, nr 1, s. 60.
Naprawdę cytat ten znajduje się na stronie 62, ale - co ciekawe - samo źródło Molenda cytuje prawidłowo (tom 37, numer 1), a Błażejowska błędnie (numer 37).
[8] "«Kilka przypisów, o które jestem oskarżany, pochodzi z książek, które są w tomie wielokrotnie cytowane» - napisał prof. Gadacz w odpowiedzi na mój e-mail. «Dlaczego cytując rozprawy wielokrotnie, miałbym ukryć jakieś cytaty? Przyzna pan, że to nielogiczne. Wielokrotnie przepracowywałem tekst. Także wydawca przenosił przypisy w fazie redakcji, o czym chyba pisze. Nie spotkałem się z przypadkiem, by ktoś, kto popełnia plagiat, jednocześnie ujawniał jego źródła»" (Adam Leszczyński, Tajemnica znikających przypisów, wyborcza.pl, 28 stycznia 2012).
Również autorzy stale obecni w "Polityce" czasem oszczędzają na cudzysłowach i przywoływaniu wykorzystanych prac. Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta notkę: "Jak plagiatuje się w "Polityce" albo ciepły kontakt z prostym czytelnikiem".
[9] Kto chciałby wiedzieć więcej o postępkach Zygmunta Baumana, niech przeczyta w OSOBACH: "Zygmunt Bauman przepisuje z Wikipedii albo wielka nauka i małe machlojki".
[10] Kto chciałby wiedzieć więcej, czego nie ujawnił, a co zmyślił Ryszard Kapuściński, niech przeczyta w OSOBACH: "Ryszard Kapuściński o czarach w Afryce albo jak czarował czarodziej reportażu".