EBENEZER ROJT

Michał Bilewicz gubi fiszki
albo cóż szkodzi trochę oszukać

Pan Antoni Grabowski uprzejmie poinformował mnie o nowych odcinkach serialu "Poszukiwacze zaginionych odnośników", który dostępny jest na platformie X. Kto chciałby obszerniej wiedzieć, jak to się zaczęło, niech przeczyta: "Michał Bilewicz o nienawiści na platformie X albo jak zostać nowoczesnym faryzeuszem (wraz z aneksem, w którym besserwisser okazuje się także chucpiarzem)".

Tutaj jedynie przypomnę w skrócie, o co poszło. Otóż poszukiwane są odnośniki do

prognoz przedstawianych na łamach pisma z Niepokalanowa [tj. "Rycerza Niepokalanej"] w drugiej połowie lat 30. na temat przewidywanego wkroczenia Armii Czerwonej (Żydzi witający Sowietów chlebem i solą, budujący bramy powitalne dla okupanta) (Michał Bilewicz, Nie(pamięć) zbrodni, "Karta" 2016, nr 86, s. 139).
Nadto artykułów prognozujących wkroczenie Armii Czerwonej etc., etc. powinno być w "Rycerzu" skolko ugodno, skoro regularne czytanie tych prognoz doprowadziło według Bilewicza do "skrzywień pamięciowych" u mieszkańców Jedwabnego, którzy wskutek tego potem usprawiedliwiali swoje czyny "domniemaną żydowską kolaboracją w latach 1939-41" (Ibid., wyróżnienie moje). Domniemaną, czyli taką, na którą rzekomo nie przedstawiono dotąd dowodów.

W poprzednich odcinkach:

Michał Bilewicz zrazu z poczuciem wyższości oświadcza, że on akurat dobrze wie, jak było, bo ma za sobą lekturę "wszystkich roczników Małego Dziennika i Rycerza Niepokalanej z lat trzydziestych" (Michał Bilewicz, komentarz z 30 grudnia 2025). Indagowany w drugim odcinku, by zechciał podzielić się tą ogromną wiedzą, odsyła do swojej pracy Wykluczeni sąsiedzi [1] wraz z solennym zapewnieniem: "Tam są odnośniki do konkretnych numerów czasopism z Niepokalanowa" (Michał Bilewicz, komentarz z 30 grudnia 2025). Zdawać by się mogło, że happy end jest już blisko. Jednak w kolejnym odcinku następuje plot twist, gdyż wychodzi na jaw, że żadnych takich odnośników w pracy Bilewicza nie ma.

O tym wszystkim było już obszernie w aneksie do mojej poprzedniej notki. A teraz streszczenie nowych odcinków:

Odcinek czwarty ("To bardziej skomplikowane"):

Widzę, że to bardziej skomplikowane: z badań do magisterki powstały dwa teksty (jeden na podstawie wywiadu grupowego w Jedwabnem w 2001, jeden na podstawie sondażu reprezentatywnego z 2002), a część na podstawie analizy prasy międzywojennej nie ukazała się drukiem. Dawne dzieje (Michał Bilewicz, komentarz z 1 lutego 2026; wyróżnienie moje).
Odcinek piąty ("Fajnie byłoby poczytać"):
Fajnie byłoby jednak poczytać tę magisterkę, bo to i śmieszno i strasznie, że są ludzie cytujący tę opinię o Rycerzu Niepokalanej, ale zamiast dawać odnośnik do właściwego tekstu (mgr) dają do artykułu, który nie daje podstaw do tej opinii (Antoni Grabowski, komentarz z 2 lutego 2026).
I znów happy end jakby na wyciągnięcie ręki, bo cóż trudnego w dzisiejszych czasach przesłać upartemu poszukiwaczowi plik z pracą magisterską. I znów zaskakujący plot twist.

Odcinek szósty ("Mnie to nie było dane"):

To była analiza głównie Małego Dziennika, tam się ukazywały najbardziej jadowite teksty. W Rycerzu nieco mniej, tam dominowała tematyka stricte religijna.
(Podziwiam historyków, którzy od studiów trzymają fiszki, nawet wielokrotnie przeprowadzając się - mnie to nie było dane) (Michał Bilewicz, komentarz z 2 lutego 2026).
Czy kolejne odcinki nie wchodzą już do produkcji, nie wiem, ale zaryzykuję komentarz, być może prowizoryczny.

Michał Bilewicz miał ponad miesiąc, by przyznać, że te liczne artykuły z "Rycerza Niepokalanej" z prognozami wkroczenia Armii Czerwonej i żydowskimi bramami powitalnymi nie istnieją, bo on je sobie niegdyś jedynie wyobraził. Zresztą w Wykluczonych sąsiadach naprawdę wspominał o tych swoich wyprawach w krainę wyobraźni:

Można sobie wyobrazić, że to właśnie "Rycerz Niepokalanej" był czytany przez elity, a później jego treści zostawały przekazane niepiśmiennym i uboższym (Wykluczeni sąsiedzi, s. 26; wyróżnienie moje).
Mógł zatem z powodzeniem nawiązać teraz do tego motywu i przyznać, że wyobraźnia pomyliła mu się z rzeczywistością. Nie przyniosłoby to wprawdzie chluby jego warsztatowi naukowemu, ale byłoby dowodem, że kiedy trzeba, umie bez owijania w bawełnę przyznać się do błędu. Dobre i to.

Zamiast tego wybrał drogę krętactw i zaprzeczeń. W dodatku nieco infantylną. Kolejne wykręty, że było, ale gdzie indziej i że tego gdzie indziej też nie ma, bo fiszki zginęły podczas przeprowadzki, to poziom dziecięcych oświadczeń, że praca domowa była, ale niestety pies ją zjadł.

Wszystko to jest też aż do bólu banalne. Bilewicz skłamał głupio, jak kłamczuch Ludwik Stomma, któremu również zapodziały się gdzieś badania do doktoratu. A potem twardo poszedł w zaparte jak plagiator Wojciech Sumliński czy oszustka Karolina Opolska.

À propos oszustw. Karolina Opolska długo podtrzymywała wersję, że całe zamieszanie wokół jej książki Teoria spisku wynikło z "błędu technicznego", który dotyczył raptem kilku przypisów i został popełniony przez wydawnictwo. W związku z tym obiecywała erratę, a jednocześnie nie potrafiła odpowiedzieć na proste pytanie, czemu sprawa z tą erratą tak się ślimaczy, skoro plik z poprawną wersją książki wciąż ma u siebie na dysku. Tak jakby problemem było oświadczenie, że plik z prawidłowymi odnośnikami zginął podczas przeprowadzki albo że laptop wpadł jej do wanny. Z czego jasno widać, że w przeciwieństwie do Michała Bilewicza Karolina Opolska nie ma zadatków na profesora nauk.

Natomiast przestała mówić o erracie, gdy ostatecznie okazało się, że w jej książce znajdują się również fałszywe cytaty wygenerowane przez AI. Wprawdzie sensowne i bardzo prawdopodobne, bo utrzymane w duchu cytowanych autorów i w znacznej części zlepione z ich autentycznych słów, niemniej fałszywe. Otóż ćwierć wieku temu, gdy o AI słyszeli wyłącznie specjaliści, Michałowi Bilewiczowi przytrafił się bardzo podobny przypadek.

Nie chciałem już poruszać tej kolejnej przykrej sprawy, ale okazuje się, że ktoś prócz mnie tych Wykluczonych sąsiadów Bilewicza teraz przeczytał. I chociaż zgadza się całkowicie z moją opinią o tej pracy, to jednak natrafił w niej na jeden cytat z "Rycerza Niepokalanej". Owszem, bez klasycznego odnośnika w przypisie, lecz wyraźnie zaznaczony w tekście.

I z lekką przyganą zapytał mnie, czy aby nie przeszarżowałem dla efektu, pisząc, że nie ma tam ani jednego odnośnika. Wprawdzie jeden niewielki cytat to też mizeria i rzecz jasna znowu nie ma w nim ani słowa o prognozowanym wkroczeniu Armii Czerwonej etc., etc., ale mimo wszystko jeden to nie zero.

Istotnie, jest w pracy Bilewicza coś, co z pozoru wygląda na wtrącony cytat:

Można jedynie dodać, że taki układ [wyznaniowe zdeterminowanie istniejących w Jedwabnem stowarzyszeń] był aprobowany przez katolickie ośrodki opiniotwórcze: w "Rycerzu Niepokalanej" (2/1936) czytamy: "Jak odróżnić organizację szkodliwą od pożytecznej? Organizacja oświatowo-społeczna szkodliwa dla Kościoła i Państwa to taka organizacja [...] której członkami mogą być bez zastrzeżeń żydzi, prawosławni, lutrzy" (Wykluczeni sąsiedzi, s. 22).
Cudzysłowy i znak opuszczenia sugerują, że to rzetelne przytoczenie zgodne z zasadami naukowej kindersztuby, aczkolwiek jednocześnie dziwi brak tytułu, autora czy choćby numeru strony. Tak jakby znów ktoś liczył na ludzkie lenistwo, bo przecież nie sposób tego teraz zweryfikować bez przewertowania całego numeru.

I może tak właśnie było. Rzecz bowiem w tym, że nie jest to żaden cytat, lecz dość swobodna sklejka słów z działu "Trudności religijne". W dodatku niezmiernie podobna do fałszywych cytatów, jakie dziś produkuje AI ze słów zlepianych wedle reguł prawdopodobieństwa. I tak przekonywająco naśladujących autentyczne cytaty, że nabrała się na nie nieszczęsna Karolina Opolska.

Gdy robi to AI, mówi się o "halucynacji" modelu językowego. Jednak w wypadku człowieka coś takiego nazywa się po prostu oszustwem.

[1] Wykluczeni sąsiedzi. Dyskurs eliminacyjny o mniejszościach jako przyczyna mordu w Jedwabnem, [w:] W poszukiwaniu ładu wielokulturowego. Mniejszości narodowe w Polsce a wyzwania integracji europejskiej, redakcja Lech M. Nijakowski, Interdyscyplinarne Koło Nauk o Społeczeństwie i Kulturze Przy Zakładzie Socjologii Ogólnej, Warszawa 2001. Dalej cytuję jako Wykluczeni sąsiedzi.