EBENEZER ROJT

Piotr Ibrahim Kalwas demaskuje islam (oraz chrześcijaństwo)
albo erekcje, wytryski i niewyobrażalny orgazm

Archipelag islam Jakuba Winiarskiego i Piotra Ibrahima Kalwasa [1] mógłby być całkiem ciekawą książką, tyle że na zupełnie inny temat, bo obaj rozmówcy jednak się różnią, ale akurat najmniej w poglądach na islam.
Wiem, że współpracujesz z "Wyborczą" - mówi Winiarski do Kalwasa - ale ponieważ postanowiliśmy nie stawiać sobie ograniczeń, chcę zapytać, jak ty widzisz te wygibasy czynione przez ludzi z Czerskiej w zależności od chwilowych potrzeb? Że jak im potrzebny taki news, to piszą tak, a jak im się nagle odwidzi, to odwracają kota ogonem i udają, że tych wcześniejszych tekstów nie było [...].

KALWAS: "Gazeta Wyborcza" to najbardziej demokratyczna i obiektywna gazeta w Polsce. [...] Tam są po prostu różne punkty widzenia, różne światopoglądy, od centroprawicowych po mocno lewicowe. I każdy może przedstawiać na łamach GW swój ogląd świata. To jest właśnie prawdziwa agora, prawdziwa demokracja. [...]

WINIARSKI: Pięknie ich tłumaczysz. (śmiech) "Idę w to wierzyć", jak mawiał Antoni Słonimski. W ten ich pluralizm (Archipelag, s. 362-363).

Archipelag islam mógłby też być ostatecznie niezłą książką o islamie, gdyby go skrócić o co najmniej dwie trzecie - z ponad 450 stron do góra 150 - i porządnie zredagować, bo teraz wygląda miejscami jak pełna powtórzeń wymiana e-maili. "Znowu o tym samym powiem... do znudzenia o tym mówię" - mówi Kalwas (Archipelag, s. 79). I rzeczywiście - mówi do znudzenia. Zwłaszcza brak redakcji daje się mocno we znaki. W książce zostały nawet tak zabawne lapsusy, jak informacja, że Mahomet wydał córkę "za swojego zięcia Alego" (Archipelag, s. 46) [2].

A już zupełnym kuriozum jest notka na stronie redakcyjnej proponująca czytelnikowi, by sam sobie sprawdził w Internecie rozmaite cytaty, bo rozmówcy czasem cytują z pamięci, ale ani im, ani wydawcy niczego się posprawdzać nie chciało [3].

Korzysta z tej dzikiej swobody przede wszystkim Piotr Ibrahim Kalwas, o którego bezwstydnym plagiacie już kiedyś pisałem [4]. Czasem pozwala sobie na drobne zmyślenia, zasługujące najwyżej na przypis [5], a czasem na nieco grubsze. Pojawiają się u niego na przykład islamscy scholastycy [6], a Kahlil Gibran, maronita, zostaje zaliczony do kultury islamu [7].

Zresztą o poziomie rozmaitych wiadomości podawanych przez Kalwasa (nb. często niemal żywcem przepisanych z Wikipedii [8]), najlepiej świadczy to, że pierwszym autorytetem religioznawczym, na jaki się w tych rozmowach powołuje, jest Zenon Kosidowski (Archipelag, s. 13).

Toteż Kalwas może na przykład na stronie 15 spokojnie twierdzić, że literalność w religii zabija, a dwadzieścia stron dalej ekscytować się literalnym, powierzchownym podobieństwem brzmienia słowa 'Allah' do określeń Boga w innych językach i na tej podstawie bez sensu utrzymywać, że "Allah to ten sam, co w cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej, Jeden Bóg" (Archipelag, s. 35). Tyle że aby takie twierdzenie miało choć blady pozór prawdy, trzeba by najpierw chyłkiem wygumkować niemal całe chrześcijańskie Credo z jego chrystologią.

Niczym jakiś nowy Dan Brown fantazjuje, że "zwolennicy św. Pawła mordowali ebionitów, sami potem konając w katowniach rzymskich" (Archipelag, s. 107).

Twierdzi również, że u świętego Pawła "kobieta to wcielenie zła i występnych namiętności" (Archipelag, s. 81), ale żeby tę tezę uprawdopodobnić szachruje z cytatem z Listu do Efezjan i urywa go w miejscu, w którym Paweł nakazuje żonom, aby były poddane mężom, "bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus głową Kościoła" (wyróżnienia Kalwasa). Tyle że Paweł zaraz potem nakazuje z kolei mężom, by miłując swe żony brali przykład z Chrystusa, który "umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie" (Ef 5, 25). Otóż święty Paweł może nie był feministą, ale też z pewnością nie był idiotą i nie nawoływał mężów, by byli gotowi umrzeć - jak Chrystus za Kościół - za "wcielenie zła".

Natomiast klucz, jaki Kalwas proponuje do zrozumienia religii, a w szczególności islamskiego terroryzmu, zaleca się swoją prostotą i bezpretensjonalnością.

Nie mówię nic nowego, seks gra ogromną rolę w religii. Wiesz, że szahidzi, czyli "męczennicy" islamscy idący się wysadzić na bazarze czy w metrze, mają wizje seksualne na jawie, niekontrolowany wzwód i wytryski? (Archipelag, s. 79).

Czytałem kiedyś wypowiedź pewnego szajcha, który twierdził, że Raj to nieustanny wzwód i nieustanne wytryski (Archipelag, s. 275).

Zresztą Kalwas przejrzał nie tylko życie seksualne szahidów, ale ma również wiarygodne informacje o erekcjach średniowiecznych biskupów:
Jak już wspomniałem, seks to klucz do religii. Wszystkich. Wzwód mieli też oprawcy w katowniach inkwizycji, wyrywający kawałki ciała swoim nieszczęsnym ofiarom. Orgazmy przeżywali księża i biskupi, z lubością przyglądając się płonącym na stosie młodym, pięknym "czarownicom" (Archipelag, s. 97).

Tak, myślę, że seks jest w tym wszystkim bardzo ważny. Znowu religia i seks! [...] To jest kult śmierci, u którego końca czeka niewyobrażalny orgazm, seks przemieszany ze śmiercią, przypominają mi się średniowieczne sztychy z cmentarzami pełnymi spółkujących zadżumionych... (Archipelag, s. 271-272).

"Średniowieczne sztychy z cmentarzami pełnymi spółkujących zadżumionych" Kalwas chyba zmyślił (jeśli ktoś z was widział coś takiego, prosiłbym o wiadomość), niemniej w tej jego fascynacji religijnymi erekcjami i wytryskami zdaje się kryć jakaś tajemnica. Kto wie, czy nie właśnie tam trzeba szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego areligijny chłopak z warszawskiego Powiśla, słuchający punk rocka i czytający Gombrowicza, ni stąd, ni zowąd przeszedł tuż przed czterdziestką na islam, czyli przypadkiem akurat w wieku, w którym zaczyna się zauważać, że erekcje już nie te, co dawniej - i może warto byłoby coś z tym zrobić.

Sam Kalwas nijak tej swojej konwersji wytłumaczyć nie umie i na odczepnego prezentuje się jako przypadkowy klient współczesnego supermarketu z religiami:

Mój islam jest prywatny. Ja sam przyjąłem tę religię w 2000 roku pod wpływem pewnych impulsów, których do końca nie potrafię wytłumaczyć. Naprawdę nie jest to miganie się od odpowiedzi, nie umiem tak krótko i jasno wytłumaczyć swojej konwersji. [...] Wybrałem islam, ale równie dobrze mogłem przyjąć buddyzm, niedaleko mi do tego było, jak pamiętam (Archipelag, s. 68-69; wyróżnienie moje).
A na pytanie, co to za dziwo ten "prywatny islam", odpowiada:
Mój islam to życie. Całość. To całość mnie i całość, która mnie otacza we wszystkich czasach i wymiarach. Jest moją drogą i jest mną. To jest coś, co mnie przenika na wskroś i stanowi o mnie. Ja jestem islamem, ja jestem w Bogu, a On jest wszystkim. Ja więc jestem wszędzie i zawsze... (Archipelag, s. 72).

[...] ja sam określam siebie jako a-teistę "czczącego wszystko", bo, jak powiedziałem, mój islam to całość. To całość mnie i całość całości, która mnie otacza we wszystkich czasach i wymiarach. Islam jest moją drogą i jest mną, ja jestem islamem (Archipelag, s. 185).

Nic dziwnego, że nawet jego wyrozumiały rozmówca w pewnym momencie kwituje ten bełkot krótkim: "Pojęcia nie mam, o czym mówisz" (Archipelag, s. 387) [9].

Być może jednak w tym bełkocie jest metoda, bo gdy Kalwas mówi o swej ewolucji religijnej bardziej zrozumiałym językiem, nagminnie mija się z prawdą.

Mój islam na początku, w pierwszych dwóch, trzech latach [czyli w latach 2000-2002], był islamem neofity. Części swoich poglądów z tamtych czasów żałuję, ale nigdy nie byłem ortodoksem i szybko przeszedłem na pozycje heretyckie, na których do dzisiaj trwam (Archipelag, s. 69; wyróżnienia moje).
I dalej: "Nigdy jednak nie byłem ekstremistą na żadnym poziomie, zawsze szukałem [...]" (Archipelag, s. 157).

W rzeczywistości jeszcze w 2004 roku pryncypialnie pilnował ortodoksji na forum "Islam w Polsce", w dodatku przy okazji niewinnej, zdawałoby się, dyskusji o piciu coca-coli:

Ja, jako muzułmanin, jestem b. czuły na wprowadzanie wszelkich innowacji, których nie ma w sunnie czy Koranie. Podchodzę do sprawy przez pryzmat religii, a nie różnych, aktualnych, uwarunkowań politycznych.

Poglądy i sytuacje z tamtych czasów, to poglądy Proroka(Pokój z Nim) i jego towarzyszy, i TRZEBA je przenosić do naszych czasów bez żadnych zmian. To nie religia ma się przystosowywać do zmieniających się, bez wątpienia, czasów, tylko świat ma się przystosowywać do niezmiennej religii(islamu) [10].

Tyle że przenoszenie poglądów Proroka i jego towarzyszy "do naszych czasów bez żadnych zmian", to przenoszenie do naszych czasów bez żadnych zmian sankcjonowania mordów religijnych, szariatu z jego kamienowaniem za cudzołóstwo i obcinaniem rąk za kradzież etc. etc. Oczywiście, można sobie wyobrazić jeszcze gorszy ekstremizm, ale i ten wystarczy jako podstawa do zbrodni.

W Archipelagu Kalwas deklaruje: "Ja sam jestem zdecydowanym przeciwnikiem napływu imigrantów muzułmańskich do Europy i mówię to tutaj otwarcie" (s. 141). "Nie chcę, by moje dzieci czy wnuki stały się ofiarami takich barbarzyńskich fal [imigrantów]" (s. 438).

Natomiast w wydanej w 2006 roku książce Drzwi, czyli w sześć lat po konwersji, wyczekiwał tych barbarzyńców z utęsknieniem ("Jesteście przegrani, o niebieskoocy. Nienawiść przeciwko nienawiści") i jak najbardziej życzył swojemu synowi Europy zalanej ich falą:

Ale czasami sobie myślę, że chciałbym, żeby kiedyś, za kilkadziesiąt lat, mój malutki teraz synek chociaż na chwilę wszedł do tego mieszkania (tamtego mieszkania) i stanął na tym samym balkonie. Nie popatrzy już na topolę na pewno, ale popatrzy przed siebie, ponad dachy tych starych kamienic, które - da Bóg - wytrzymają jeszcze wiele, wiele lat. Nie zobaczy pewnie już tych bloków towarzysza Wiesława. Popatrzy na Mokotów rozjarzony światłami drapaczy chmur, przyozdobionych logami chińskich koncernów, przemieszanych ze strzelistymi minaretami niezliczonych meczetów [11].
Także później, gdy w 2008 roku emigrował z rodziną do Egiptu, jeszcze ani słowem nie dawał poznać, że coś mu się w islamie nie podoba [12].

Z czasem - jeśli mu wierzyć - to się zmieniło, niemniej Archipelag islam pokazuje, że do dziś nie zatracił zdolności do zachłystywania się swoimi życzeniowymi fantazjami.

W 2004 roku pisał: "Jeżeli w sklepie są pomarańcze z nalepką made in Israel, to ich nie kupuję, bo na 100% wiem skąd pochodzą" [13]. Po latach odmieniło mu się o 180 stopni i tym razem zaczął fantazjować, że Żydzi "nigdy nikogo w historii nie mordowali" (Archipelag, s. 63, też 66-67), a kultura żydowska w odróżnieniu od islamskiej "od zarania dziejów popycha świat ku wiedzy i postępowi" (Archipelag, s. 435). I teraz już naturalnie nalepki na pomarańczach mu nie przeszkadzają, ponieważ słowo 'Israel' oznacza dziś dla niego

jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie, wspaniałe państwo o ogromnym potencjale twórczym, państwo, w którym powstaje najwięcej start-upów, innowacji i idei zmieniających życie nas wszystkich na lepsze, [...] moim zdaniem nie istnieje i nigdy nie istniało coś takiego jak "naród palestyński". To jest ziemia Izraela i za Izrael trzymam kciuki. Bo poparcie dla Izraela to poparcie dla wolności i demokracji (Archipelag, s. 431-432).
Niestety, miał pecha z tymi aktami strzelistymi na cześć izraelskiej demokracji, bo w tym samym 2018 roku, w którym ukazał się Archipelag islam, Izrael przyjął - jak najbardziej demokratycznie - Prawo o żydowskim państwie narodowym (to coś jak "Polska dla Polaków" - tylko nie wymalowane ukradkiem na murze, ale otwarcie wpisane do konstytucji) [13a].

Jednak najbardziej jest zachłyśnięty pędzącą w świetlaną przyszłość nowoczesnością. Kiedyś chciał ją dopasowywać ściśle do Koranu, a dziś wolałby odwrotnie - wciąż rzecz jasna z tym samym neofickim zapałem.

Jak mówią wiarygodne autorytety naukowe, za dwie, trzy dekady sztuczna inteligencja będzie faktem, humanomaszyny, fuzja biologii z robotyką stanie się normą i codziennością. Takie pojęcia jak wszechświat holograficzny, "bycie kimś innym", inteligentny pył, nanoroboty czy (tak, tak) nieśmiertelność albo niewyobrażalna dzisiaj długowieczność, będą czymś prozaicznym. [...] O prądach i trendach w naukach humanistycznych nawet nie wspominam. A to dopiero początki Osobliwości (Archipelag, s. 394 i 91).
W tej nowej transhumanistycznej religii Kalwasa najbezpieczniejsze jest to, że do roku 2048 on sam niekoniecznie dożyje, by zobaczyć, co się spełniło z obietnic rozmaitych szarlatanów. Zresztą zawsze można dać Osobliwości jeszcze jedną dodatkową dekadę albo dwie na przyjście w chwale. Bo naturalnie wiara w to przyjście ma tyle wspólnego z nauką, co niegdysiejsza wiara w nadejście komunizmu. Niemniej Piotr Ibrahim Kalwas dalej nie ustaje w gorliwości.

Raz fanatyk, zawsze fanatyk?

[1] Jakub Winiarski, Piotr Ibrahim Kalwas, Archipelag islam. Czas Koranu, czas zmiany. Rozmowy bez cenzury, Wydawnictwo Błękitna Kropka, Nysa 2018. Dalej cytuję jako Archipelag.

[2] Nb. gdy mówi się o islamie - religii, w której wolno mieć cztery żony - taki lapsus może być mylący i sugerować, że Mahomet wcześniej wydał za Alego jakąś swoją starszą córkę, a gdy wskutek tego Ali został jego zięciem, wydał potem za niego kolejną córkę. W rzeczywistości Mahomet wydał za Alego tylko jedną córkę, Fatimę.

[3] "Źródła cytatów użytych przez Autorów podawane są bezpośrednio w tekście, jeśli nie, to Autorzy cytują z pamięci. Cytaty z Biblii i Koranu podane są bez wskazania księgi i rozdziału, jak również wydania i tłumaczenia. Wydawca uznał, że szczegóły dotyczące wszystkich cytatów zamieszczonych w książce zainteresowany Czytelnik może wyszukać w internecie" (Archipelag, s. 2).

[4] Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta w OSOBACH: "Piotr Ibrahim Kalwas okrada niewiernych albo islam po polsku". Tam też więcej o perypetiach Kalwasa z islamem, ale najważniejsze rzeczy powtarzam także tutaj.

[5] To nie Louis de Funès przebudził się w filmie Hibernatus ("To [wolność dla muzułmanów] może być straszny szok. To może być coś takiego jak przebudzenie Louis de Funèsa w filmie Hibernatus", Archipelag, s. 79), lecz Bernard Alane.

W księdze Popol Vuh nie można usłyszeć żadnego echa matematycznej wiedzy Majów ("Tak jak zaskakująca jest na przykład wiedza matematyczna Majów, której echa możemy usłyszeć w księdze Popol Vuh", Archipelag, s. 304). Przeciwnie, nawet tak elementarna operacja matematyczna, jak liczenie, zbywana jest z reguły zwrotem "nie sposób było policzyć". "Nie sposób było policzyć ptaków, które śpiewały na drzewie [...]"; "Nie sposób było policzyć ludzi, którzy przybyli [...]"; "[...] nie sposób było policzyć ludzi, wojowników i żołnierzy, którzy szli [...]" (Popol Vuh. Księga Rady Narodu Quiché, przełożyli Halina Czarnocka i Carlos Marrodán Casas, PIW, opracowała i wstępem poprzedziła Elżbieta Siarkiewicz, Warszawa 1980, s. 74, 108, 130). W opowieści o czterystu młodzieńcach (s. 50-53): "Liczba 400 oznacza «dużo», «mnóstwo»" (przypis 24 na stronie 155).

Ksiądz Chlewiński, obok Ignacego Domeyki prawdopodobnie pierwszy tłumacz Koranu na polski (z francuskiego), nie nazywał się Ignacy, lecz Dionizy. Joachim Lelewel nie miał nic wspólnego z ustaleniem ostatecznej wersji tego tłumaczenia. Natomiast być może zredagował je ostatecznie Jan Murza Tarak Buczacki, któremu jeszcze do lat 90. przypisywano wyłączne autorstwo. Ale z pewnością tłumaczenie to nie "podniecało polskich romantyków", w każdym razie tych najważniejszych, gdyż ukazało się w roku 1858 - już po śmierci Mickiewicza i Słowackiego, a na rok przed śmiercią Krasińskiego (Archipelag, s. 307). Zob. Czesław Łapicz, Niezwykłe losy pierwszego drukowanego przekładu Koranu na język polski, "Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Językoznawcza" 2013, tom 20 (40), zeszyt 2 oraz Joanna Kulwicka-Kamińska, Rękopis z Czombrowa. Z zagadnień edycji filomackiego przekładu Koranu, "NURT SVD" 2019, nr 2.

Twierdzenie, że Majotta, maleńki departament zamorski Francji, ma "dochód narodowy [...] tylko niespełna dwa razy mniejszy od francuskiego, czyli notabene wyższy od polskiego", to nonsens wręcz rozpaczliwy. Ale nawet po wprowadzeniu dość oczywistej poprawki, że chodzi może o PKB na głowę, dalej nie jest to prawda. Nie jest też Majotta "znakomitym przykładem, że Afrykanie mogą stworzyć kwitnące społeczeństwo. Syte, bogate i mądre" (Archipelag, s. 409), bo wszystko tam opiera się w istocie na dotacjach z metropolii. Zresztą nawet ten fundowany dobrobyt należy już do przeszłości i dziś Majotta to rozpanoszona przestępczość i postępująca dewastacja.

O tym, jak Kalwas bierze swoje nowe fantazje za rzeczywistość, będzie jeszcze pod koniec tej notki.

[6] "Strach jest jednym z najważniejszych atrybutów boskich w islamie i, jak mówi wielu scholastyków, najbardziej korzystnym dla serca" (Archipelag, s. 184). "Swój pseudonim wziął od Abu 'Isy al-Warraqa, średniowiecznego scholastyka i sceptyka islamskiego [...]" (Archipelag, s. 342). Prawdopodobnie Kalwas przekłada w ten sposób angielskie 'scholar' (uczony), ale świadczy to jedynie o jego ignorancji, co najmniej językowej. Nagminnie używa też słowa 'kleryk' tam, gdzie po polsku mówi się 'duchowny'. Znów angielskie 'cleric' koślawo przełożone?

[7] "Kultura islamu to tak naprawdę konglomerat setek różnych kultur. [...] Ty powiesz: Picasso, a Irańczyk odparuje kaligrafią szyicką [...]. Mówisz: Gombrowicz, Libańczyk odpowie: Kahlil Gibran... [...] W świecie islamu są wspaniali pisarze [...] rzeczony Khalil Gibran [...]" (Archipelag, s. 244; zachowałem pisownię oryginału).

[8] Kalwas: Hasan al-Basri "bronił istnienia wolnej woli przed zwolennikami predestynacji, twierdząc, że Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby żądał posłuszeństwa, a potem uniemożliwiał niektórym ludziom przestrzeganie jego nakazów. [...] Co ciekawe, jazydzi uważają go za autora jednej z dwóch swoich świętych ksiąg - Mashaf Resz (Czarne Pismo Święte)" (Archipelag, s. 368).

Wikipedia, hasło "Hasan al-Basri" w wersji ze stycznia 2018, czyli przed ukazaniem się Archipelagu: "bronił istnienia wolnej woli przeciwko zwolennikom predestynacji, argumentując m.in. że Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby żądał posłuszeństwa, a potem uniemożliwiał niektórym ludziom przestrzeganie jego nakazów. [...] Jazydzi uważają go za autora jednej z dwóch swoich świętych ksiąg, Mashaf Resz (Czarne Pismo Święte)".

[9] Jakub Winiarski, sam deklarujący się jako ateista, zadał też Kalwasowi zdroworozsądkowe pytanie:

"Rozumiem, że w momencie konwersji islam wywoływał u ciebie wrażenie czegoś czystego, religii w jej najwznioślejszej. nieskażonej, niezbrukanej postaci. Ale obecnie, po tylu latach, kiedy wiesz już, że w islamie jest tyle samo zła, co w chrześcijaństwie czy innych religiach, czemu nie rzucisz tego całego islamu w cholerę? Nie lepiej być uczciwym, sceptycznym niewierzącym? Albo kompletnie niezrzeszonym poszukującym? Albo nawet wrócić do katolicyzmu, który mimo tego, że księża robią często naprawdę wiele, żeby ludzi do niego zrazić, też jednak ma swoje teologiczne głębie i mistycyzm (jeśli ktoś tego potrzebuje)? Piotrek, po co ci ten cały islam, sufizm? Przecież to nie twoje problemy, nie twoja historia. Zawsze będziesz w tym obcy, zawsze jako ten, który przyszedł z zewnątrz" (Archipelag, s. 386).

Ale w odpowiedzi otrzymał tylko kolejną porcję niepojętego bełkotu ("Czasem mam wrażenie, że to nie ja wyznaję islam, tylko islam wyznaje mnie").

Być może uparte trzymanie się etykietki 'islam' to w tym wypadku jedynie banalny życiowy konformizm. To tylko w naszym kręgu kulturowym hucznie ogłaszają apostazję nawet tacy ludzie, po których nikt wcześniej nie mógłby poznać, że są katolikami. Natomiast muzułmanin oznajmiający publicznie, że porzuca swoją religię, wiele ryzykuje, lepiej więc zachowywać pozory, choćby bełkotliwe. Że coś tu jest na rzeczy, potwierdzać może wyznanie Kalwasa z ostatnich stron Archipelagu:

"Cały czas jednak myślę: a może ja też coś ukrywam? Nie tylko przed tobą i przed czytelnikami, ale przede wszystkim przed sobą samym. Nieustannie analizuję swoją autentyczność, a może to jednak nieautentyczność, a może zakłamanie? Może ja też uprawiam jakąś takijję - ukrywanie prawdy? Chyba jednak nie, chyba jednak jestem z tobą szczery do bólu" (Archipelag, s. 450). O takijji, do której neofita Kalwas zachęcał niegdyś polskich muzułmanów, w przypisie niżej.

[10] Piotr Ibrahim Kalwas, Forum "Islam w Polsce", wątek "coca cola", 15 sierpnia 2004. Tu i niżej zachowuję pisownię oryginału, ale poprawiam oczywiste literówki i dodaję polskie znaki.

Pomstował też wtedy na europejską rozwiązłość:

"Jeżeli chodzi o «misz - masz» płci w Europie, to tym bardziej, żeby się odróżnić od tego zdziczenia i rozwiązłości, powinniśmy nosić się tak, aby było wiadomym, że muzułmanka jest kobietą, a muzułmanin mężczyzną" ("Włosy Muslim", 10 października 2004).

"W przypadku adopcji dzieci przez pederastów, trudno będzie odróżnić, kto jest "normalnym" pederastą, a kto pedofilem. Możliwe, że pedofile będą udawać pederastów, a pederaści będą przedstawiać zaświadczenia, że nie są pedofilami" ("Adopcja dzieci przez zboczeńców", 26 listopada 2004).

A w wątku "Publiczne okazanie wiary" (9 października 2004) radził:

"Jeżeli masz uzasadnione podejrzenia, że przyznanie się do islamu może być dla ciebie niebezpieczne, to możesz ukryć swoją wiarę. Twoja wiara jest w sercu, Allah (SWT) ją widzi. Nie ryzykuj zanadto, jeżeli jesteś otoczony złymi ludźmi, wrogami islamu".

[11] Piotr Ibrahim Kalwas, Drzwi, Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2006, s. 130 i 48.

[12] Współtwórca Kiepskich wyemigrował z Polski, wyborcza.pl, 17 września 2008.

Nb. Kalwas rzeczywiście był wcześniej wspóltwórcą scenariusza serialu Świat według Kiepskich. Podobno namówił go na to inny scenarzysta, Aleksander Sobiszewski, który pewnego dnia stwierdził:

"- Musimy mieć jeszcze trzeciego do pisania. Jest taki jeden fajny psychol z Warszawy, nazywa się Kalwas. Piotrek Kalwas".

A tak o tej przygodzie opowiada już sam Kalwas:

"Pod koniec lat dziewięćdziesiątych żyłem sobie spokojnie w Warszawie, prowadząc żywot «niebieskiego ptaka». Utrzymywała mnie żona, która wtedy dobrze zarabiała jako menedżerka restauracji, więc całymi dniami zajmowałem się głównie nicnierobieniem. Pewnego dnia zadzwonił do mnie przyjaciel z Wrocławia, Alek Sobiszewski. Znaliśmy się niemal od dziecka, bo razem chodziliśmy do liceum, i ta więź między nami trwała. Czasem go odwiedzałem, będąc na Dolnym Śląsku. Sobiszewski powiedział, że razem z Januszem Sadzą pisze scenariusze nowo powstającego serialu komediowego. W skrócie, chodziło o to, że dwóch «świrów» potrzebowało trzeciego «świra», który wniósłby do zespołu ducha kreatywności. A ponieważ znaliśmy się długo, Alek doskonale wiedział, na jakie wariactwa mnie stać. W rozmowie wspomniał też o pieniądzach, więc długo się nie zastanawiałem, tylko wsiadłem w pociąg i pognałem do Wrocławia" (Jakub Jabłonka, Paweł Łęczuk, Świat według Kiepskich. Zwariowana historia kultowego serialu Polsatu, Wydawnictwo SQN, Kraków 2022; korzystałem z wersji elektronicznej przygotowanej przez wydawcę; pozostałe cytaty również z tego wydania).

Nb. jak szczerze przyznaje Janusz Sadza, w serialu nie mogło chodzić o jakieś "podskórne niuanse" etc., bo reżyser, "Okił Khamidow po szkole filmowej w Moskwie", nie znał dobrze polskiego i nie był w stanie sam scenariusza czytać. Chodzić mogło jedynie o demoralizację, i to na najbanalniejszym poziomie: o wprowadzenie szerokim strumieniem do telewizyjnego obiegu plugawej mowy Moskali. Kto chciałby o obyczajach Moskali wiedzieć więcej, niech przeczyta w NOTATKACH: "Epitafium Agatona Gillera wraz z wypisami o obyczajach moskiewskich"

Dla porządku dodam, że jednak Kalwas uparcie widzi swoją pracę inaczej:

"Ten serial, postrzegany przez wielu Polaków jako głupota i esencja złego gustu, w naszym zamierzeniu, czyli pierwotnych scenarzystów, miał być alegorią. Bardzo chcieliśmy przedstawić konflikt, który notabene cały czas istnieje: między Polską B, czy nawet C - tych ludzi zabiedzonych, niewykształconych, prostych, gnieżdżących się w tanich czynszowych domach ze wspólną toaletą na piętrze, a Polską A - która jest bogata i wykształcona. To jest esencja tego serialu, którą doskonale odzwierciedla polska scena polityczna. To nie były tylko jajca, jak wielu chciałoby ten serial postrzegać, istniało w nim drugie dno".

Przeczy temu samozadowoleniu jego inne wyznanie ("Myśmy czasami przesadzali, szczególnie w wulgaryzmach") oraz przytoczona w tej książce opinia Olgi Lipińskiej, która - czego by o niej nie myśleć - z pewnością jest w stanie jako profesjonalistka dostrzegać w komediach różne alegorie oraz "drugie dno". Dla niej Kiepscy to było jednak wyłącznie zwyczajne, pojedyncze dno.

[13] Piotr Ibrahim Kalwas, Forum "Islam w Polsce", wątek "coca cola", 12 września 2004.

[13a] Być może napisałem to zdanie niezbyt jasno, skoro już parokrotnie zwrócono mi uwagę, że Izrael nie ma konstytucji. Istotnie - nie ma konstytucji jako osobnego aktu prawnego, i właśnie dlatego można uznać Prawo o żydowskim państwie narodowym za coś podobnego do majstrowania przy polskiej konstytucji, gdyż podobna jest jego ranga. Należy ono bowiem do Ustaw Zasadniczych Izraela.