EBENEZER ROJT

Brzozowski - Czechowicz. Człowiek-maszyna

Nie wiem, czy Józef Czechowicz czytał Stanisława Brzozowskiego. Nie wiem, czy ten ślad lektury ktoś u niego zauważył. Nie wiem nawet, czy to rzeczywiście ślad, czy tylko przypadkowa i wątła zbieżność, którą wyolbrzymia moja wyobraźnia.

W Widmach moich współczesnych Brzozowskiego, w pierwszym "fikcyjnym portrecie satyrycznym" z tego cyklu, pojawia się Homunculus, zwiastun przyszłości, który mówi między innymi tak:

- Maszyna jest doskonała, ale człowiek jest niedoskonały. Człowiek jest rękoczynnem uzupełnieniem maszyny. Konieczność rękoczynu jest jego usprawiedliwieniem i celem - oto jego filozofia przyszłości. Wszystko inne ulegnie eliminacyi i będzie wyrzucone poza rozwój. Zaniknie więc dusza. Starali się określić ją filozofowie. Określali ją źle. Określać ją można tylko ze stanowiska maszyny. Dusza jest tam, gdzie człowiek się waha, wybiera, myśli; dusza jest chorobą maszyny i jej cierpieniem, dusza jest występkiem człowieka. Wszystkie nieprzystosowania i niedokładności pochodzą z niej. Powiadam: dusza, a nie mózg. Mózg pozostanie. Ręka jest dopełnieniem maszyny, mózg dopełnieniem ręki: w nim mamy jak gdyby klawiaturę człowieka. Mózg będzie - ale będzie działał zawsze po jednej tylko możliwej tylko w każdym wypadku linii: nie będzie się zatrzymywał, nie będzie w nim bezładu - a więc nie będzie w nim ani myśli, ani czucia; czucie i myśl są bezładem [1].
A to początek wiersza "Przemiany" Józefa Czechowicza z tomu Kamień:

Żyjesz i jesteś meteorem
lata całe tętni ciepła krew
rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek
od mózgu biegnie do ręki drucik nie nerw

Jak na mechanizm przystało
myśli masz ryte w metalu
krążą po dziwnych kółkach (nigdy nie wyjdą z tych kółek)
jesteś system mechanicznie doskonały
i nagle się coś zepsuło

Oto płaczesz
po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień
linje proste falują - zamiast kwadratów romby
w każdym głosie słychać w całym bezwstydzie
Ostatecznego Dnia trąby [2]

Jest więc już po spełnieniu się proroctwa Homunculusa. Człowiek to teraz maszyna, "system mechanicznie doskonały", składający się - jak zapowiedział Homunculus - z mózgu i ręki, które łączy "drucik nie nerw". Jeśli ma myśli, to już nie bezładne, ale "ryte w metalu"; takie, co to wiecznie "krążą po dziwnych kółkach", by mózg "działał zawsze po jednej tylko możliwej tylko w każdym wypadku linii". A jednak dusza, ta choroba i cierpienie maszyny, znów się pojawia, bo przecież wystarczy, by w mechanizmie "nagle coś się zepsuło" - i "oto płaczesz".

[1] Stanisław Brzozowski, Widma moich współczesnych (fikcyjne portrety satyryczne). Książka o starej kobiecie (fragment powieści), Lwów 1914, s. 5-6.

[2] Józef Czechowicz, Kamień, Lublin 1927, s. 11. W pierwodruku wiersz nosił tytuł "Śmierć"; zapewne zmieniony, bo w tomie Kamień jest inny wiersz o tym tytule. Wers "i nagle coś się zepsuło" zapisany był osobno i zaczynał się z wielkiej litery. Zob. "Reflektor", nr 3, maj 1925, s. 84 ("Reflektor" miał ciągłą numerację stron: ostatnia strona numeru 2 to 76; pierwsza strona numeru 3 to 77). Nb. w musicalu Szalona lokomotywa z 1977 roku na wierszu tym oparty był tekst pięknej piosenki "Motorek" (muzyka Marek Grechuta i Jan Kanty Pawluśkiewicz).