EBENEZER ROJT

Piotr Sztompka o zaufaniu
albo czy można już ufać profesorom socjologii

Zaufanie to nie tylko wiara w to, że ktoś mnie nie napadnie czy oszuka - mówi profesor Piotr Sztompka w rozmowie z Wojciechem Szotem - ale też zaufanie do informacji. Ono uległo daleko idącemu zachwianiu. Musimy być czujni wobec tego, jakie informacje czytamy, które z nich powielamy. Kto z nas nie sparzył się na przesłaniu dalej jakiejś alarmującej czy zaskakującej informacji? Lub uwierzeniu w coś, co nie było prawdą.

Zaufanie pozwala nam zrezygnować z nieustannej kontroli. Nie musimy się bać, że jeśli coś odłożymy, to zostanie ukradzione. Nie musimy się obawiać, że w prasie czy telewizji usłyszymy kłamstwo, które powielimy. Dzisiaj to zaufanie zostało zachwiane [1].

Jeśli zaufać informacjom podanym w polskiej Wikipedii, Piotr Sztompka, syn wybitnego pianisty Henryka Sztompki, był ambitnym młodzieńcem. Skończył prawo i socjologię i szybko zrobił z socjologii doktorat.
Motywacją do podjęcia studiów socjologicznych był dla niego [...] amerykański charakter tej dziedziny wiedzy - podróżując po świecie z koncertującym ojcem, poznał Stany Zjednoczone i poszukiwał drogi dostępu do tego kraju.
Niestety, czytanie Wikipedii bez nieustannej kontroli to jeszcze pieśń przyszłości. Wikipedysta wprawdzie powołał się w tym miejscu na laudację prorektora UJ Jarosława Górniaka, ale z tej laudacji żadną miarą nie wynika, jakoby młody Sztompka podróżował po świecie z ojcem i bezpośrednio poznał Stany Zjednoczone. Przeciwnie.
Jak wspomina Piotr Sztompka, przywilej podróżowania po świecie z koncertami, którym cieszył się ojciec, wnosił w jego życie "powiew świeżego powietrza" ze świata bogactwa, wolności i uśmiechniętych ludzi, a pozycja ojca w kręgach intelektualnych i artystycznych dawała dostęp do amerykańskiej prasy otrzymywanej z konsulatu. Szybko zagościła w nim chęć włączenia się w ten świat, a jako klucz do niego postrzegał dobre opanowanie języka angielskiego i wykonywanie międzynarodowej profesji - uczonego [2].
Tak więc syn jedynie słuchał opowieści ojca i czytał amerykańską prasę [3]. I może właśnie dlatego rosnąca w nim latami "chęć włączenia się w ten świat" stała się w końcu aż tak przemożna, że młody Sztompka, wtedy podobno katolik, w 1972 roku wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I patrzcie państwo, co za traf! Z miejsca spełniło się jego marzenie i wyjechał do USA na stypendium Fulbrighta. Dzięki czemu mógł wreszcie włączyć się w ten świat, zrazu na rok, i kształcić pod okiem wybitnego amerykańskiego socjologa, Roberta Mertona. Toteż po powrocie, napompowany wiedzą niedostępną dla mniej szczęśliwych, szybko zrobił habilitację, został docentem, a w wieku 36 lat "otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego w zakresie nauk humanistycznych" (znów Wikipedia, tym razem bezbłędna).

We wspomnieniach Piotr Sztompka wprawdzie przyznaje, że wstąpienie do PZPR było z jego strony oportunizmem, ale jednocześnie decyzję tę racjonalizuje i bagatelizuje.

W 1972 roku zostałem członkiem rządzącej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tak jak mniej więcej dwa miliony moich rodaków. Było wśród nich prawdopodobnie mniej prawdziwych komunistów niż w Paryżu, Oksfordzie czy Nowym Jorku. Ja też się do nich nie zaliczałem. [...]

Tych, którzy przepytywali mnie jako kandydata do partii nominalnie marksistowsko-leninowskiej, nie obchodziła nawet moja katolicka wiara. Odwzajemniłem się tym samym, oportunistycznie traktując członkostwo w partii jako barwy ochronne i nie angażując się w żadną działalność partyjną. Był to oczywiście rodzaj kompromisu, ale w tamtym czasie uważałem, że można pójść na taki kompromis bez utraty twarzy i szacunku do samego siebie [4].

Nb. Sztompka jest stanowczo zbyt skromny uznając, że nie angażował się "w żadną działalność partyjną". Gdy po wprowadzeniu stanu wojennego wielu członków PZPR oddało legitymacje, pracownik odpowiedniego departamentu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych z oburzeniem odnotował, że wśród występujących z partii naukowców znalazł się też "prof. P[iotr] Sztompka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były I sekretarz KU PZPR". Zarazem jednak uspokajał, że "rezygnacji z przynależności do PZPR nie należy utożsamiać z zejściem z marksistowskich pozycji ideologicznych" [5].

Nie przypominałbym o tej niegdysiejszej słabości profesora Sztompki do racjonalnego oportunizmu, gdyby w wywiadzie, od którego zacząłem tę notkę, nie zwrócił mojej uwagi pewien passus z jego wypowiedzi.

Polaryzacja na poziomie politycznym przekształca się w daleko idący kryzys zaufania społecznego. W efekcie dla większości ludzi rozmowa o polityce staje się czymś, czego unikają. Unikamy konfrontacji z osobami, które mają inne zdanie niż my, bo nie chcemy ryzykować kłótni, zerwania znajomości. To jest jak choroba, która rozszerza się na wszystkie sfery naszego życia.

Instytut Gallupa co roku przedstawia Światowy Ranking Szczęścia (World Happiness Report), w którym padają między innymi takie pytania: "Gdybyś znalazł się w tarapatach, czy masz krewnych lub przyjaciół, na których możesz polegać i którzy pomogą ci w razie potrzeby, czy też nie?". W 2024 roku Polska znalazła się na 26. miejscu najszczęśliwszych krajów, ale jeszcze w 2021 roku byliśmy 12 pozycji niżej. To pokazuje, jaki wpływ na naszą codzienność ma zaufanie do rządu, policji, wojska czy służby zdrowia (Wywiad, s. 27).

Ponieważ w 2024 roku akurat zaczął rządzić nowy rząd, takie powołanie się na Instytut Gallupa to oczywista - i poparta autorytetem profesora socjologii - deklaracja, że jest to rząd obiektywnie dla Polaków szczęściodajny ("byliśmy 12 pozycji niżej"). W związku z czym rośnie u nas zaufanie społeczne ("do rządu, policji, wojska czy służby zdrowia") i tylko patrzeć, gdy już nie będziemy musieli się obawiać, "że w prasie czy telewizji usłyszymy kłamstwo, które powielimy".

A jeśli nawet nie jest jeszcze całkiem wspaniale, to - jak mawiano w czasach partyjnego sekretarzowania profesora Sztompki - słuszną linię ma nasza władza.

Rok 2021 i "12 pozycji niżej" daje kombinację niemożliwą. Nie sposób tego uzgodnić z danymi Instytutu Gallupa, więc gdzieś tam musi być co najmniej literówka. Niemniej prawdą jest, że w Światowym Rankingu Szczęścia za rok 2024 Polska awansowała. I może nawet bierze was teraz chętka, by zaufać profesorowi socjologii, że to godna uwagi informacja, z której coś istotnego wynika.

Na czym ten Światowy Ranking Szczęścia polega i co jest wart, za chwilę wam opowiem (a wy wszystkie podane przeze mnie informacje będziecie mogli łatwo zweryfikować tutaj). Wcześniej jednak przypomnę, że jak dotąd największy w tym rankingu awans Polski miał miejsce bynajmniej nie w roku 2024, lecz w roku 2016, kiedy też akurat zaczął rządzić nowy rząd. Jeśli więc nie słyszeliście wtedy od profesorów socjologii o tym, jak rośnie u nas zaufanie "do rządu, policji, wojska czy służby zdrowia", to teraz zastanówcie się przez chwilę, dlaczego tak się stało.

Wbrew temu, co implicite wynika z wypowiedzi profesora Sztompki, Światowego Rankingu Szczęścia nie tworzy się na podstawie odpowiedzi na jakąś serię pytań (jak choćby to przez niego wymienione pytanie o krewnych lub przyjaciół, na których można polegać). Tego typu pytania dotyczą jedynie sześciu dodatkowych czynników (PKB na mieszkańca, wsparcie społeczne, oczekiwana długość życia w zdrowiu, wolność, hojność i korupcja), które nie mają żadnego wpływu na sam ranking.

Jak już zaznaczono, nasze rankingi szczęścia nie są oparte na żadnym wskaźniku spośrod tych sześciu czynników. Zamiast tego wyniki opierają się na własnej ocenie życia przez badanych, a w szczególności na ich odpowiedzi na pojedyncze pytanie oceny życia według drabiny Cantrila [6].
Z kolei owa tajemnicza drabina Cantrila sprowadza się do polecenia, które wydaje się tak proste, że nawet dziecko nie powinno mieć z nim trudności (i może rzeczywiście najlepiej byłoby za pomocą tej drabiny badać emocje dzieci). Instytut Gallupa formułuje to polecenie następująco:
Wyobraź sobie drabinę ze stopniami ponumerowanymi od zera na dole do 10 na górze. Szczyt drabiny reprezentuje najlepsze możliwe życie dla ciebie, a dół drabiny reprezentuje najgorsze możliwe życie dla ciebie. Jak czujesz, na którym szczeblu tej drabiny teraz stoisz? [7].
I to już wszystko!

Nietrudno się domyślić, że większość ludzi widzi siebie gdzieś w środku, czyli na szczeblach od piątego do siódmego. Widzi siebie, albo może raczej woli się tak prezentować wobec obcego ankietera: żeby przypadkiem nie wyjść na ponurego kandydata na samobójcę lub - co gorsza - na szczęśliwego idiotę.

I rzeczywiście: pierwszych sto państw w tym rankingu - od Finlandii aż po Kongo - mieści się właśnie między piątym a siódmym szczeblem. Z tym, że szczeble te liczy się dla całej populacji aż do trzeciej cyfry po przecinku, co od razu wygląda bardzo poważnie i naukowo. Według tego podejścia, jeśli na przykład w trzyosobowej rodzinie dwie osoby widzą się na siódmym szczeblu, a jedna na szóstym, to wynik dla całej rodziny wynosi 6,666.

Na tym też polega jedyna przyjemność z tej zabawy: jest potem co wpisywać w tabelki w Excelu i malować w Power Poincie. Bo reszta to blaga. Byłoby jeszcze pół biedy, gdyby była to blaga potwierdzająca "naukowo" różne zdroworozsądkowe obserwacje. Że na przykład w Meksyku ludzie czują się jakby mniej szczęśliwi niż w USA i właśnie dlatego ciągną do sąsiada całymi nielegalnymi tabunami. Ale gdzie tam!

Otóż wyobraźcie sobie, że w tym ostatnim Światowym Rankingu Szczęścia, na który powołał się profesor Sztompka, Meksyk jest na 10 miejscu w świecie! Tak, Meksyk! Ten pustoszony przez narkotykowe kartele Meksyk, z o połowę mniejszym dochodem na głowę niż Polska, ale za to z trzydziestokrotnie wyższą liczbą zabójstw, jest o 16 pozycji wyżej od nas! Wyżej od Nowej Zelandii i Szwajcarii. A USA dopiero na miejscu 24, tuż przed nami. Za to my wyprzedzamy Francję (miejsce 33) i Włochy (miejsce 40).

Takich absurdów jest tam zresztą bez liku. Kostaryka na miejscu 6, a Japonia dopiero na 55. Ruski mir (czyli na wykresie Russian Federation) okazuje się mimo wszystko bardziej szczęściodajny (miejsce 66) niż chorwacki albo grecki smutek w Unii Europejskiej (miejsce 72 i 81). Rozsądniej więc chyba będzie wyjechać w tym roku na wakacje na Krym niż nad Adriatyk albo na Kretę. Gallup świadkiem!

Rozkład szczęścia w innych rejonach świata też może zaskoczyć. W takiej na przykład Strefie Gazy przez cały 2024 rok trwała krwawa wojna - ale nie w badaniach Gallupa! W tych badaniach Izrael aż promienieje szczęściem (miejsce 8), co zdaje się przeczyć sugestiom jakoby terror Hamasu tak straumatyzował Izraelczyków, że czują się zmuszeni do bezwzględnej walki o przetrwanie.

Z drugiej strony, państwo palestyńskie (State of Palestine) wprawdzie znalazło się dopiero na miejscu 108, ale i tak wyraźnie wyżej niż państwa z jego najbliższej okolicy, geograficznej i kulturowej: Jordania (miejsce 128), Egipt (miejsce 135) i Liban (miejsce 145). Co z kolei zdaje się przeczyć sugestiom, jakoby Gaza była już miejscem przeklętym, krainą ludobójstwa i katastrofy humanitarnej. Wszystko na odwrót!

Wiarę w Gallupa podtrzymują jedynie szeroko rozumiane państwa skandynawskie - jak zwykle wzorowo meldujące się w pierwszej dziesiątce. Widocznie ze szczęściem sprawa ma się podobnie jak niegdyś z piłką nożną (rozmaici ludzie biegają jak opętani, a na końcu i tak wygrywają Niemcy). W tym wypadku zaś wszyscy rwą się jak opętani do tortu światowego szczęścia, a największy kawałek zawsze i tak dostaje się Skandynawom.

I jak tu teraz mieć zaufanie do takich baśni z mchu i paproci?

Hadley Cantril, ten od drabiny, podkreślał, że jego podejście nie narzuca badanemu żadnego wyobrażenia, na czym konkretnie polega "najlepsze możliwe dla niego życie". To już każdy musi sam sobie określić "na podstawie własnych założeń, spostrzeżeń, celów i wartości" [8]. O ile jednak takie podejście jest jeszcze w miarę sensowne przy badaniu indywidualnych ludzkich aspiracji (drabina nie bez racji pojawia się w książce Cantrila w rozdziale "Discovering People's Aspirations. The Method Used"), o tyle po zastosowaniu tego podejścia do badania światowej szczęśliwości otrzymujemy w rezultacie - jak już sami zauważyliście - wielki teatr absurdu.

Gdy ktoś dwa lata temu widział się na piątym szczeblu, a dziś wskazuje na szczebel siódmy, można rozsądnie zakładać, że spełniły się jego aspiracje i jego poziom zadowolenia z życia wzrósł. Aczkolwiek i tutaj na decyzji mogły zaważyć przypadkowe wahnięcia nastroju: jesienna depresja, awantura w pracy, a z drugiej strony udane zakupy czy miły mail od znajomego potrafią łatwo odjąć albo dodać jeden szczebel czy nawet dwa. Bo polecenie, przypominam, nie zachęca do wnikliwej analizy całego życia, ale skupia się na aktualnej emocji: jak sam czujesz, na którym szczeblu stoisz (On which step [...] you personally feel you stand).

Robi się ten Światowy Ranking Szczęścia już od kilkunastu lat, ale dopiero całkiem niedawno zaczęto zastanawiać się, z czym właściwie kojarzy się badanym prezentowana im drabina dobrego życia. I okazało się, że na przykład w Wielkiej Brytanii kojarzy się głównie z władzą i pieniędzmi [9]. Toteż nic dziwnego, że w wielu podobnych krajach z zachodniego kręgu kulturowego wyniki silnie korelują z tym, co dzieje się w gospodarce.

Ale rzecz jasna nie musi tak być wszędzie. Zresztą również wtedy, gdy ludzie myślą w pierwszym rzędzie o swojej sytuacji materialnej, dalej nie wiadomo, o czym tak naprawdę myślą wskazując na konkretny szczebelek. Nawet w porównywalnie biednych społeczeństwach może istnieć zarówno tendencja do wybierania raczej niskich szczebli (bo tylko skrajnie biedny może liczyć na pomoc), jak i odwrotnie - do wybierania szczebli raczej wysokich (skoro mam co jeść, to jest to realnie najlepsza sytuacja, jaka mnie może spotkać).

Mogą też wchodzić w grę zupełnie inne kryteria. Istnieją społeczeństwa, w których zaniżanie swojej pozycji i niemal licytowanie się w skromności jest wymogiem dobrego wychowania. Niewykluczone, że właśnie takie uprzejme wskazywanie na nieco niższy szczebelek spowodowało, że Japończycy znaleźli się na 55 miejscu, Korea Południowa na 58, a Chińczycy dopiero na 68. Z kolei na wyższy szczebel będą wskazywać ludzie przekonani, że społeczeństwo, w którym żyją, kieruje się sprawiedliwymi regułami, więc ich życie jest zasadniczo tak dobre, jak na to zasługują. A tym samym jest to dla nich najlepsze możliwe życie. Być może właśnie tu kryje się tajemnica deklarowanej szczęśliwości w krajach skandynawskich.

Naturalnie wszystko to są wymyślone ad hoc spekulacje, bo w rzeczywistości otrzymujemy od Gallupa jedynie cyferki, pod którymi nie bardzo wiadomo, co się kryje. Nie wątpię też, że Piotr Sztompka doskonale zdaje sobie sprawę, że cały ten wielki Światowy Ranking Szczęścia to w istocie humbug i socjologiczna makulatura. Wstyd więc, gdy profesor socjologii powołuje się na podobne śmiecie, nawet jeśli ładnie opakowane, z kolorowymi tabelkami i mnóstwem liczb z dokładnością do trzeciej cyfry po przecinku.

Co innego, gdy robi to jakiś wyrabiający wierszówkę dziennikarz albo celebryta, który szybciej mówi niż myśli. Zresztą jeden z nich naprawdę powiedział w telewizji w zasadzie to samo, co profesor Sztompka, tyle że ponad pół roku wcześniej.

Na zakończenie... Były te ostatnio... ONZ podało dane. Z trzydziestego szóstego miejsca szczęśliwego państwa chyba skoczyliśmy na dwudzieste piąte. Też to coś oznacza. Gdzieś tam Polacy się odblokowali [10].
I szczerze mówiąc, z dwojga złego wolałbym, by profesor Sztompka zamiast powtarzać androny za Jerzym Owsiakiem przypomniał sobie jakieś swoje stare partyjne przemówienie i powtórzył coś za Włodzimierzem Leninem [11]. Choćby tę wyświechtaną, lecz wciąż aktualną maksymę: Zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza [12].

Żyjemy bowiem w czasach, w których bez kontroli nie sposób już nawet zaufać profesorom socjologii gawędzącym o pożytku ze społecznego zaufania.

[1] A ile razy świat miał się już skończyć? Z socjologiem, prof. Piotrem Sztompką rozmawia Wojciech Szot, "Gazeta Wyborcza" 27 grudnia 2025, s. 26. Dalej cytuję jako Wywiad.

[2] Jarosław Górniak, Laudacja dla profesora Piotra Sztompki, "Alma Mater. Miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego" 2021, numer specjalny 224, s. 10. Prorektor Górniak powołał się w przypisie na wspomnienia prof. Sztompki Coming in from the Cold. My Road from Socialism to Sociology zamieszczone w: Sociologists in a Global Age. Biographical Perspectives, redakcja Mathieu Deflem, Ashgate, Aldershot 2007 (poprawiłem informację bibliograficzną). Dalej cytuję jako My Road.

[3] Sztompka pisze we wspomnieniach wyraźnie, że fascynowały go jedynie opowieści ojca oraz przywożone przez niego egzotyczne drobiazgi:

"Poland at that time, in the 1950s, was not an open society, neither in the Popperian sense, nor in the simple geographical sense. However, my father, being an artist, was among the privileged few who were allowed to travel abroad. Returning from each successive concert tour, he would bring home the breath of fresh air the wider world offered: stories of prosperity, freedom, a joie de vivre, full stores, and smiling people. There were also stimulating scents and exotic souvenirs - at a time when "exotic" could mean not only Chanel No. 5 for my mother, but also simply oranges, lemons, dried figs, and Colgate toothpaste" (My Road, s. 190).

O paście Colgate w "Kompromitacjach" nie pisałem, ale kto chciałby wiedzieć więcej, jak było w socjalizmie z pomarańczami i cytrynami, niech przeczyta w DODATKACH: "Pomarańcze i cytryny albo z dziejów socjalizmu w Polsce".

[4] Przełożyłem swobodnie: a protective shell jako 'barwy ochronne' to oczywiście nawiązanie do głośnego w latach 70. tak właśnie zatytułowanego filmu Krzysztofa Zanussiego.

A dla koneserów jeszcze oryginał:

"In 1972 I acquired membership in the ruling Polish United Workers' Party, like some two million of my compatriots before me. Among them, there were perhaps fewer true communists than in Paris, Oxford, or New York. I wasn't one either. [...]

When questioning me as a candidate for a nominally Marxist-Leninist party, they did not even care about my Catholic faith. I reciprocated in kind by using my party membership entirely opportunistically, as a protective shell, without getting involved in any party activities. This was, of course, a kind of personal compromise, but at the time I felt it could be achieved without losing face and self-respect" (My Road, s. 193).

[5] Spętana akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL, tom I: Materiały Służby Bezpieczeństwa (1967-1987), wybór, wstęp i opracowanie Patryk Pleskot i Tadeusz Paweł Rutkowski, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2009, dokument nr 124: (1982 wrzesień 11, Warszawa - Informacja Departamentu III MSW dotycząca sytuacji w naukach społecznych, tajne) "Informacja dot[ycząca] sytuacji w naukach społecznych", s. 351; wyróżnienie moje.

Pierwszym sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR na jednym z najważniejszych uniwersytetów w Polsce nie zostawał pierwszy lepszy, bo było to stanowisko nomenklaturowe, wymagające akceptacji wyższych władz partyjnych. Profesor Sztompka nie należał więc do dwóch milionów szeregowych członków partii, lecz do partyjnej elity.

Nic więc dziwnego, że o tym sekretarzowaniu Profesor Sztompka w pisanych po angielsku wspomnieniach jakoś nie wspomina. Natomiast wspomina swoje uczestnictwo we mszy na krakowskich Błoniach podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski:

"In 1979 he made his first pilgrimage to Poland. On a broad green field in Krakow I participate in a mass with around two million other people in attendance. And I witness a true sociological miracle (perhaps worth invoking during the current process of his beatification!). There is an absolute calmness and religious concentration of the crowd during the mass, but the moment the liturgy ends, an outburst of patriotic emotions with thousands of flags and banners appearing out of nowhere" (My Road, s. 197).

[6] John F. Helliwell, Richard Layard, Jeffrey D. Sachs, Jan-Emmanuel De Neve, Lara B. Aknin, Shun Wang, World Happiness Report 2025, University of Oxford: Wellbeing Research Centre, s. 15-16. Plik PDF dostępny tutaj. Wyróżnienie za oryginałem. W raporcie z poprzedniego roku oba te zdania zostały w całości wyróżnione czcionką wytłuszczoną.

A dla koneserów od razu oryginał:

"As already noted, our happiness rankings are not based on any index of these six factors. Rather, rankings are based on individuals' assessments of their own lives, in particular their answers to the single-item Cantril Ladder life evaluation question".

[7] World Happiness Report 2025, przypis 17 na stronie 89:

"The specifc question wording is as follows: «Please imagine a ladder with steps numbered from zero at the bottom to 10 at the top. The top of the ladder represents the best possible life for you and the bottom of the ladder represents the worst possible life for you. On which step of the ladder would you say you personally feel you stand at this time?»".

W autorskiej wersji Hadleya Cantrila polecenie było jeszcze łatwiejsze, bo niczego nie należało sobie wyobrażać. Badanemu pokazywało się schematyczny rysunek drabiny ze szczeblami ponumerowanymi od 1 do 10 (zerem była przestrzeń poniżej pierwszego szczebla), po czym badający mówił, dodatkowo gestykulując:

"Here is a picture of a ladder. Suppose we say that the top of the ladder (POINTING) represents the best possible life for you and the bottom (POINTING) represents the worst possible life for you.

Where on the ladder (MOVING FINGER RAPIDLY UP AND DOWN LADDER) do you feel you personally stand at the present time?" (Hadley Cantril, The Pattern of Human Concerns, Rutgers University Press, New Brunswick 1965, s. 23.

[8] "[...] on the basis of his own assumptions, perceptions, goals, and values [...] he is asked where he thinks he stands on the ladder today, with the top being the best life as he has defined it, the bottom the worst life as he has defined it" (Cantril, s. 22; oba wyróżnienia za oryginałem).

[9] August Håkan Nilsson, Johannes C. Eichstaedt, Tim Lomas, Andrew Schwartz i Oscar Kjell, The Cantril Ladder elicits thoughts about power and wealth, "Scientific Reports" 2024, 14, 2642.

[10] Hejt na Owsiaka. "Każdego dnia starałem się o tym zapominać". Z Jerzym Owsiakiem, prezesem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, rozmawia Justyna Dobrosz-Oracz, "Pytanie dnia", 7 marca 2025. Spisałem z filmu dostępnego tutaj. Sam koniec; mniej więcej w okolicy 21 minuty i 30 sekundy.

Nb. Jerzy Owsiak potrafi bez mrugnięcia okiem opowiadać jeszcze większe androny, gdy rzecz schodzi na jego zarobki. Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta w NOTATKACH: "O dobroczynności albo ci zręczni rozdzielcy powszechnego miłosierdzia".

[11] Sztompka i Lenin to bynajmniej nie jakaś moja złośliwa (i wymyślona) zbitka. Sztompka już jako bezpartyjny socjolog prezentował tak nienagannie słuszną postawę ideologiczną, że w czwartym numerze "Studiów Socjologicznych" z roku 1970 setną rocznicę urodzin Lenina uczcił również i jego artykuł Partia w leninowskim modelu społeczeństwa socjalistycznego. A na koncelebrę w odprawianiu takiej liturgii nie pozwalało się byle komu.

Nb. podstawą tego artykułu był główny (!) referat wygłoszony na poświęconej Leninowi sesji Komisji Socjologicznej krakowskiego oddziału PAN. Później zresztą w życiu profesora Sztompki Lenin ze swoim autorytetem przewijał się jeszcze wiele razy.

[12] Nie ma wprawdzie dowodu, że Lenin kiedykolwiek użył dokładnie takiego zwrotu, w każdym razie na piśmie, ale sama myśl nie była mu obca. Znał przecież - więc może kiedyś w jakiejś rozmowie sparafrazował - ludowe porzekadło: Доверяй, но проверяй (Ufaj, ale sprawdzaj). Natomiast w 1914 roku w artykule O awanturnictwie napisał: "Nie wierzyć na słowo, dokładnie sprawdzać - oto hasło marksistów robotników".

A dla koneserów oryginał:

"Не верить на слово, проверять строжайше - вот лозунг марксистов рабочих" (В[ладимир] И[льич] Ленин, Об авантюризме, [w:] Idem, Полное собрание сочинений. Издание пятое, tom 25: Март - июль 1914, Издательство политической литературы, Moskwa 1969, s. 220).