Światowy kapitalizm to nie jest gra o sumie zerowej, co zauważył już jakiś czas temu Immanuel Wallerstein - wygodna pozycja konsumentów z krajów centrum, którzy mogą się oburzać na fatalne warunki pracy i rabunkową eksploatację środowiska naturalnego, jest okupiona podrzędną pozycją zarówno samych Chińczyków, jak i Chin jako państwa. To bowiem państwa robotnicze ponoszą koszty ludzkie i środowiskowe rozpasanej konsumpcji na Zachodzie [1].Pomijam trafność tej diagnozy, choć pozycję "Chin jako państwa" już od dawna trudno uznać za "podrzędną" [2]. Zaskakuje natomiast stanowcze stwierdzenie, poparte dodatkowo autorytetem Wallersteina, że "kapitalizm to nie jest gra o sumie zerowej". Dotąd takie zapewnienia słychać było zazwyczaj z prawej strony sceny politycznej i znaczyło to tyle, że kapitalizm jest dobry, bo może się dzięki niemu poprawić wszystkim. Na portalu młodej lewicy to nowość!
Nie należy jednak robić sobie złudzeń. Wygląda bowiem na to, że Smoleński po prostu nie rozumie pojęcia "gry o sumie zerowej". Jeśli twierdzi się - tak jak on - że w kapitalizmie zyski centrum ("rozpasana konsumpcja") są każdorazowo okupione stratami peryferiów ("koszty ludzkie i środowiskowe"), to stosuje się właśnie schemat gry o sumie zerowej. Skąd więc te dwa sprzeczne twierdzenia w jednym zdaniu? Prawdopodobnie Smoleński wyobraża sobie błędnie, że gra o sumie zerowej to gra, w której każdy z graczy wychodzi co najmniej na zero, a więc żaden z nich nigdy nie traci. Naprawdę jest akurat odwrotnie - gra o sumie zerowej to właśnie taka gra, gdzie zysk to zawsze czyjaś strata i dopiero suma zysków i strat daje zero. Czyli działa to mniej więcej tak, jak w przedstawionym przez Smoleńskiego modelu światowego kapitalizmu: wygoda jednych zostaje "okupiona podrzędną pozycją" innych.
Oczywiście również Immanuel Wallerstein nigdy nie twierdził, że "kapitalizm to nie jest gra o sumie zerowej". Przeciwnie, jako kontynuator pomysłów Róży Luksemburg z Akumulacji kapitału [3], zawsze traktował jako grę o sumie zerowej zarówno procesy podziału wartości dodatkowej [4], jak i globalne procesy akumulacji kapitału. Nie są to jednak zjawiska, które można by w jakikolwiek sposób "zauważyć". Są to tylko wyjściowe założenia teoretyczne, podobnie jak przekonanie o tym, że system właśnie osiągnął granice swojej ekspansji. Jeśli zaś gospodarka światowa istotnie przypomina dziecięcą zabawę, w której zawsze dla kogoś musi zabraknąć krzesełka, w co Jan Smoleński zdaje się wierzyć, to w związku z Chinami nasuwa się nie tyle pytanie o to, kto dziś jest beneficjentem kosztów, jakie ponoszą Chińczycy, ale raczej o to, kto w przyszłości poniesie koszty ich sukcesu gospodarczego [5].
I pomyśleć, że kiedyś Nietzsche radził, by rozwydrzonych europejskich robotników wychowywać na "skromny i ze siebie zadowolony typ ludzki, coś w rodzaju Chińczyka" [6].
[1] Jan Smoleński, Smoleński: Odpady chińskiej modernizacji (2), 5 kwietnia 2011.
[2] W pierwszej połowie 2011 roku rezerwy walutowe Ludowego Banku Chin wynosiły trzy tysiące miliardów dolarów. Problem Chińczyków nie polega na tym, że nie mają czego inwestować, ale że muszą robić to tak, by nie wywrócić światowych rynków do góry nogami. Oczywiście dopóty, dopóki stabilność rynków będzie ich strategicznym celem.
[3] O nawiązywaniu Wallersteina do Róży Luksemburg zob. Alf Hornborg, The Power of the Machine. Global Inequalities of Economy, Technology, and Environments, AltaMira Press 2001, s. 37.
[4] Zob. np. Immanuel Wallerstein, World-Systems Analysis. An Introduction, Duke University Press 2006, s. 50: "The capitalist system provides for a certain mode of dividing up the surplus-value that is produced, and obviously at any given moment this is a zero-sum game"; Immanuel Wallerstein, The Essential Wallerstein, The New Press 2000, s. 83: "[...] the exchange of surplus-value within a system is a zero-sum game".
[5] "The situation has indeed changed today. The geography of the whole system can no longer expand. Ergo the geographic reach of the core can no longer expand. It there is to be any significant change in which geographical areas are core-like, this is more than ever a zero-sum game. If a new area comes in, an old area must go out. This was always partially true, but only partially, because of the overall expansion of the system. Now it is entirely true. If in the next 30 years China or India or Brazil were in a true sense to «catch up,» a significant segment of the world’s population elsewhere in this world-system would have to decline as a locus of capital accumulation. This will be true whether China or India or Brazil «catches up» via delinking or via export-orientation or by any other method. This will be true as long as states, separate states, are each searching for ways to develop themselves. Catching up implies competition, and competition means that one country’s development will be at someone else’s expense ultimately" (Immanuel Wallerstein, Unthinking Social Science. The Limits of Nineteenth-Century Paradigms, Polity Press, Cambridge 1991, s. 119; wyróżnienie za oryginałem).
[Dopisek] W 1991 roku Wallerstein pisał jeszcze warunkowo: "If in the next 30 years China...". Po dwudziestu latach w 2011 roku Jan Smoleński mógł już pisać o "konfucjańskim konsumpcjonizmie", mającym jednak także drugą, ciemniejszą stronę: rzesze ludzi, głównie migrantów ze wsi, pracujących "na miskę ryżu", wskutek czego Chiny "są wielką fabryką (a raczej sweatshopem) Zachodu". Natomiast po kolejnych piętnastu latach pointa Smoleńskiego, że rozpasana konsumpcja na Zachodzie "jest okupiona podrzędną pozycją [...] Chin jako państwa", brzmi już nie tyle kontrowersyjnie, co po prostu zabawnie. Widocznie kapitalizm działa jednak nieco inaczej, niż wyobrażają sobie w "Krytyce Politycznej".
[6] Fryderyk Nietzsche, Zmierzch bożyszcz, czyli jak filozofuje się młotem, przełożył Stanisław Wyrzykowski, Warszawa 1906, s. 105.