EBENEZER ROJT

Szymanowski o Żydach
WYPISY

Szkice, z których pochodzą poniższe wypisy, zostały ogłoszone z rękopisów w drugim tomie Pism Karola Szymanowskiego [1]. Wszystkie - prócz ostatniego, najpóźniejszego - powstały prawdopodobnie w latach 1918-1919, czyli przemawia w nich Szymanowski dojrzały, zbliżający się do czterdziestki. Są jednak mało znane, bo niewygodne. Także wydawcy Pism czuli tę niewygodę i próbowali zawczasu objaśnić czytelnikowi, co będzie czytał. Najpierw piórem Jana Błońskiego w "Przedmowie", a potem po raz wtóry piórem Teresy Chylińskiej we wstępie do działu zatytułowanego "Kwestia żydostwa".

Błoński głównie ubolewał nad poglądami kompozytora, na które składały się "uprzedzenia środowiska i fantazmaty artysty", ale zarazem podkreślał:

Zapewne, antysemityzm Szymanowskiego pochodził z epoki, w którą jeszcze nie wkroczył diabeł. Nie przychodziło mu do głowy, aby takie rozważania mogły prowadzić do prześladowań i rozlewu krwi. Ale czytamy je ze złością i przykrością, tym bardziej że roją się od paskudnych głupstw, jak to choćby, że nie było wśród Żydów filozofów (mógłby Szymanowski pamiętać choćby o Spinozie!) [...] (s. 14).
Zaskakująco niezdarna jest tu zarówno obrona, jak i atak. Pogromy Żydów nie należały do rzadkości ani w Rosji carskiej, ani w porewolucyjnym chaosie [2]. Tak więc Szymanowskiemu co najwyżej nie mogła przyjść do głowy skala przyszłego rozlewu krwi. Z drugiej strony, uderza niepamięć, że Spinoza stał się filozofem niejako wbrew własnemu żydostwu, co zresztą doprowadziło go natychmiast do zerwania z gminą. Tak czy owak, Błoński zaleca, by Szymanowskiego czytać "ze złością i przykrością".

Z kolei Chylińska sięgnęła po sztukę uniku. Po pierwsze, podkreśliła, że problemat żydostwa "należał do obszaru tematycznego i ideowego Efebosa", pisanej w tym samym czasie powieści, dziś zatraconej [3]. Czyli mamy w tym wypadku do czynienia raczej z literaturą niż z wykładem poglądów. Po drugie, jeśli nawet przyjmiemy, że są to jednak poglądy samego autora, to wyrastają one przecież ze stosunku do spraw żydowskich określonego "głęboką ludzką uczciwością" (s. 229). Co to w istocie znaczy, nie wiadomo, lecz "świadomość tego winna towarzyszyć lekturze wszystkich tekstów Szymanowskiego poświęconych problematyce żydowskiej" (s. 229).

W styczniu 1960 roku Zygmunt Mycielski, kompozytor i znajomy Szymanowskiego, został wezwany do pewnej pani, "u której w sporym koszu znajduje się kupa rzeczy po Karolu Szymanowskim". Najpierw przejrzał wszystkie rupiecie: były tam między innymi stare książeczki czekowe, dyplomy, metryki, cudze nuty, fotografie, a także "zjedzony przez mole frak", "pudełeczko srebrne, nie wiadomo na co", a nawet "woda z Lourdes", którą Szymanowskiemu dano do picia przed śmiercią. Potem zaś naszła go refleksja:

Dziwne wrażenie. Karol nie był "wielkim człowiekiem", choć biografiści drżą u nas, żeby go takim zrobić. Ja też napisałem ze sto artykułów na ten temat. Ale u nas się nigdy prawdy nie pisze, bo albo znajomi, albo "naród" (?), albo pan Bóg czy inny Stalin się obrazi [4].
Kto się obrazi tym razem?


___________________

Gdyby Żydzi nie nienawidzili tak [stale?], tak bezlitośnie nas Aryjczyków i gdyby tą nienawiścią nie wypełniali po brzegi swego życia - umarliby chyba ze wstrętu do samych siebie.
Żyd filozof to contradictio in adiecto. Gdy Żyd zejdzie na chwilę ze swej naturalnej drogi, która jest bezwzględnym niszczycielstwem wszystkiego, co jest mu obce, instynkt w tej chwili zwraca się przeciw niemu i zabija go bezlitośnie.
[...]
Historia jest możliwa do pojęcia li tylko ze stanowiska amoralnego. "Etyczność" - o ile nie jest kwestią prywatną osobnika, jest jedynie podstępną, zatrutą bronią w ręku Żydów (powszechna równość - niwelacja indywidualnych wartości - jednakowa wartość, a raczej bezwartość, w obliczu Boga-Jehowy). Arystokratyzm kultury (nie rodu) jest zasadniczą cechą aryjskiej psychiki. Walka jego z niwelującym wpływem semityzmu - to klucz do rozumienia historii począwszy bodaj od Summerytów i Akadów i ich tajemniczego upadku pod brzemieniem asyryjskiego semityzmu (s. 231).

[Krytyka pierwszych wieków chrześcijaństwa]
Zdobyć się w dziejopisarstwie na drobiazgową rewizję, bezstronną i bezlitosną krytykę historii pierwszych wieków chrześcijaństwa [...]. Po pierwsze: najwcześniejsze chrześcijaństwo, jako ruch sekciarski w łonie tylko i tylko! żydostwa! Niech więc nawet contradictio, zaprzeczenie, przeciwny biegun jego istoty - ale jedynie w sferze tegoż żydostwa, w tej niewspółmiernej nam orbicie obcej planety, która niespodziewanie przecięła naszą w jakimś punkcie zderzenia, wywołując najstraszniejszą dziejową katastrofę. -
[...]
Chrystus - jako typ psychologiczny - niestety, [na zawsze?] już nieodgadniona, cudowna zagadka. Zapewne straszliwy uosobiony protest przeciw zacofaniu ortodoks. [yjnego] żydostwa.
[...]
Powstawanie kościołów - zwłaszcza katolicyzmu - na gruzach tradycyj antycznych i prawie już bez współudziału Żydów [...] równość, niwelacja wartości ect., coraz bardziej przechodzi w "mistyczną miłość" Chrystusa - dla wybrańca - jako też w metafizyczne konstrukcje (oparte, o dziwo! - na Arystotelesie, a nie na Biblii) - cechy zupełnie obce judaizmowi. W sferze zaś praktycznej - twarda, niezłomna hierarchia, pierwiastek arystokratyczny. Stosunek do Boga otwierający tak szerokie horyzonty, ogarniające tak niezgłębione sfery życia, o jakich się Żydom i nie śniło (s. 231-232).

[Pansemityzm - "panaryjskość"]
Pansemityzmowi można jedynie przeciwstawić "panaryjskość", a nie jednakowe wysiłki tych lub owych narodowościowych grup. Powinny o tym pamiętać "endecje" wszystkich krajów Europy i nie budować w dążeniu do kulturalnych odrębności nieprzeniknionych murów pomiędzy sobą.
[...]
Niewątpliwie poza wszelkim rozkładowym udziałem żydostwa we współczesnych zjawiskach kultury Duch Aryjski gorączkowo i nieco bezładnie szuka owych wspólnych źródeł, utraconych wraz z usunięciem się "katolicyzmu" (nie chrześcijaństwa!) jako dźwigni kultu na dalszy plan.
Żydzi ze zwykłą sobie wprawą mieszają karty, szwindlują i wsuwają się pierwsi na opuszczone przez nas z rumowisk placówki, wytwarzając niejasne złudzenie, że kroczą na czele "prawdziwej" kultury. "Postępowiec" w ordynarnym tego słowa znaczeniu jest niemal synonimem Żyda. Aryjczyk prawdziwie kulturalny lubi być raczej retrogradem, gdyż ma niezmiernie szacowne i głębokimi korzeniami sięgające drzewo genealogiczne.
[...]
"Postęp" - "ewolucja" w świetle psychiki żydowskiej jest w ogóle złudzeniem, dobywa się bowiem w zaklętym kręgu ich raz na zawsze skostniałych cech rasowych, jest to jedynie szereg nowych etykietek naklejonych na butelce zawierającej od wieków tenże sam trujący płyn.
Falowania ciągłe znamionujące naszą linię rozwojową świadczą o naszej wiecznie młodej żywotności (pomimo przejściowych upadków), osłabiają nas jednak w stosunku do semityzmu, odsłaniają bowiem nasze nie bronione niczym miejsca (idea historycznego fatum - wroga nam, podsunięta jako "podstęp" socjalizm, materializm historyczny, areligijność).
[...]
Jedynie katolicyzm jest strukturą par exellence aryjską. [Pozornie szerokie?], wszechogarniające pojęcie "Chrześć" [?] zaczęło się od sfałszowania przez Żydów naszego religijnego instynktu (s. 233-234).

[Sztuka Mahlera]
Wykształconym Żydom przy całej sprawności i złożoności ich inteligencji brakuje zazwyczaj głębi w sądach na tematy sztuki i filozofii. Jest to jakiś brak intuicji, którego przyczyna tkwi w wyjałowieniu i zubożeniu wyobraźni, właściwym narodowi postarzałemu już i wyczerpanemu długotrwałym istnieniem, i co za tym idzie, w niezwykłej łatwości nastawienia się na rzeczy powierzchowne, pozbawione prawdziwie głębokiego znaczenia.
[...]
Sztuka Mahlera jest do najwyższego stopnia przejmująca i w pewnym sensie niemoralna. Zauważyłem, że szlachetni ludzie tej rasy są przeważnie bezgranicznie smutni. Można by powiedzieć, że każdy z nich (nie ma ich wielu!), pozbawiony złości, przebiegłości, tchórzostwa i innych cech charakteryzujących jego pospolitych współbraci - wreszcie ujmowany jako sama esencja czystego geniuszu rasy - zdaje się dźwigać na swych barkach całe znużenie wieków przeżytych przez jego naród, całe znużenie tej zbyt starej kultury, nieskończone zmęczenie istnienia zbyt długiego i zaiste zbyt tragicznego (s. 235).

Kwestia żydostwa
[Podkreślając?] nieraz już kwestię semickiego pochodzenia tego lub owego z artystów, czynimy to świadomie i poza sferą jakiegokolwiek bądź ideowego czy też tylko politycznego antysemityzmu. Sądzimy, że w rozważaniu spraw sztuki kwestia rasowego pochodzenia jej twórców jest pierwszorzędnej wagi, ze względu na zasadnicze nasze stanowisko, a także z powodu rozpowszechnionego szeroko mniemania o impotencji semickiej rasy w sztuce. Nie przesądzając tej kwestii, należy przyznać, iż autorytet historii zdaje się potwierdzać tę hipotezę. - Z drugiej strony można by ująć całą kwestię pod innym kątem widzenia: talenty i uzdolnienia europejskich Żydów i rola ich w sztuce nie ulegają żadnym wątpliwościom - nie dosięgają tylko nigdy poziomu, który zwykliśmy wyznaczać twórczym geniuszom.
[...]
Pozostawiając na razie na boku kwestię, o ile artystyczna twórczość Żydów da się rozwinąć na rasowym swym podłożu, musimy stwierdzić, że udział ich w naszej twórczości, aczkolwiek niewątpliwy i zataczający - zwłaszcza dziś - szerokie kręgi, nie był nigdy decydującym o losach nowej sztuki. Na ogół dałby się on zdefiniować w ten sposób, iż gdy tylko geniusz aryjski odkrył nie zbadany jeszcze, nowy teren, natychmiast talenty semickie eksploatowały teren ten w mniej lub więcej wartościowy sposób. Kryją się w tym niewątpliwie cechy naśladownictwa i snobizmu, właściwego tej rasie (s. 238-239).
[1] Karol Szymanowski, Pisma, t. II: Pisma literackie, zebrała i opracowała Teresa Chylińska, przedmowa Jan Błoński, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1989. Dalej w nawiasach okrągłych strony z tego wydania. Tytuły w nawiasach kwadratowych pochodzą od wydawców.

[2] Chylińska twierdzi na stronie 226, że Szymanowski był świadkiem "pogromów żydowskich w Rosji w latach 1905-1906", a zatem widział prześladowania i krew.

[3] Więcej o Efebosie w DODATKACH: "Efebos Karola Szymanowskiego albo aryjska męska zmysłowość".

[4] Zygmunt Mycielski, Dziennik 1960-1969, Iskry, Warszawa 2001, s. 9-10.