EBENEZER ROJT

Methings? Me thinks? Adam Mickiewicz jako anglista

Słuchaj dzieweczko!
- Ona nie słucha -
Szkiełko i oko mówi mi wprawdzie, że dziś matura to bzdura, ja jednak wierzę głęboko, że akurat czytelnicy "Kompromitacji" rozpoznali już początek wiersza Romantyczność [1]. Wiersza nie byle jakiego, bo programowego i (niemal [2]) otwierającego pierwszy tom Poezyj Adama Mickiewicza wydany w roku 1822. Od której to daty uczeni mężowie liczą zazwyczaj początek polskiego romantyzmu [3].

Kto chciałby sobie cały ten wiersz przypomnieć, łatwo znajdzie go w internecie, więc ja przypomnę tu tylko, że dzieweczka Karusia nie słucha, gdyż zwiduje jej się Jaś, zmarły kochanek. Jest przy tej okazji trochę radości ("Ach, i po śmierci kocha; s. 7) i trochę smutku ("Gdzie znikłeś? [...] Ja nieszczęśliwa"; s. 8), a także dużo wiary i niedowiarstwa.

Wierzy, ma się rozumieć, prostota:

"Mówcie pacierze! krzyczy prostota,
Tu jego dusza bydź musi" (s. 9).
Natomiast nie wierzy pewien przemądrzały starzec:
"Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła" (s. 9).
Co narrator wiersza zgrabnie podsumowuje:
Dziewczyna czuje, odpowiadam skromnie
A gawiedź wierzy głęboko,
Czucie i wiara silniej mówi do mnie,
Niż mędrca szkiełko i oko.

Martwe znasz prawdy, nie znane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce, i patrzaj w serce! (s. 9-10).

Niektóre zwroty Mickiewicza - "czucie i wiara" czy "mędrca szkiełko i oko"- wydają się tak zgrabne i zgodne z rytmem polszczyzny, jakby od razu zrodziły się w porywie natchnienia w tej jedynej trafnej formie. W rzeczywistości Adam długo męczył się z Romantycznością, a szczególnie z tą przedostatnią zwrotką, która w zachowanych rękopisach przybierała coraz to inną postać. Dziś dla nas zaskakująco kulawą. Na przykład w liście do Tomasza Zana i Józefa Jeżowskiego taką:
Tyś syn mądrosci, my natury dzieci,
Rzekłem westchnąwszy głęboko,
Tobie iest ciemno, to co nam swieci,
U ciebie szkło, u nas oko.
Kto chciałby wiedzieć, jakie jeszcze inne warianty Mickiewicz rozważał, niech zajrzy do przypisu [4]. Nie można więc zakładać, że się w tamtych czasach lenił i to, co mu się napisało, zostawiał bez powtórnej uważnej lektury i poprawek.

W rękopisach Romantyczność nie ma jeszcze żadnego motta, natomiast w książce dostała szykowne angielskie motto z Szekspira. Uczenie się angielskiego i, zwłaszcza, czytanie Szekspira nie było wtedy czymś oczywistym. Na dobry ład, Mickiewicz należał do pierwszego pokolenia, które pod wpływem romantyków angielskich, głównie Byrona, zaczęło pilnie powtarzać angielskie słówka.

Po germanomanii nastąpiła brytanomania, cisnąłem się z dykcjonarzem w ręku przez Szekspira, jak bogacz ewangeliczny do nieba przez uszko od igiełki. Za to teraz Bajron idzie daleko łatwiej i już bardzo znacznie postąpiłem [5].
Bo zwłaszcza co do Szekspira, tego nieba romantyków, starsze pokolenie miało jeszcze w głowie surowy osąd samego Woltera, składający się zarówno z plusów dodatnich, jak i plusów ujemnych. Abyście więc tę rewolucję zdołali dobrze pojąć, dam wam teraz fragment, może nieco przydługi, ze starego przekładu jego Listów o Angielczykach (Lettres écrites de Londres sur les anglois et autres sujets).
Anglicy i Hiszpani mieli iuż Teatr, gdy Francuzi Arlekinom się ieszcze dziwowali. Schaliespear [sic!], który iest miany za Korneilla Angielczyków, słynął tego samego prawie czasu, iak Lopez de Vega; utworzył on Teatr; miał dowcip mocny i obfity, przyrodzony i wysoki, bez naymnieyszey dobrego gustu iskierki, i bez naymnieyszey Prawidłow znaiomości. Powiem ci na los rzecz iednę, ale prawdziwą; iż zasługa tego Pisarza zgubiła Teatr Angielski; tak są piękne Sceny, tak wielkie i okropne kawałki, rozrzucone w iego napchanych rożnemi straszydłami torbach, które nazywają Tragedyami, iż Dzieła te zawsze były z wielkim grane oklaskiem. Czas który sam wielkich ludzi ustanawia sławę, nakoniec błędy ich szacownemi czyni. Wiele dzikich i prostych tego Pisarza myśli na końcu 170 lat prawa wyborności nabyły. Pisarze teraźnieysi prawie go wszyscy przepisali. Ale co się udawało w Shakespearze, u nich iest wyśmiane; i rozumiesz dobrze, iż cześć tego dawnego tym bardziey się pomnaża, im bardziey teraźnieyszemi pogardzają [6].
Trzeba więc było odrobiny koniecznej odwagi, by nie zostać policzonym między wyśmiewanych i pogardzanych przepisywaczy Szekspira. Na co dziś patrzymy bez porównania łagodniej. Wszakże pod warunkiem, że się go przepisuje bez błędu.

Pora zatem przypomnieć to szykowne motto z Szekspira. Nawet jeśli wydaje się wam, że je dobrze pamiętacie, przyjrzyjcie się uważnie, jak wyglądało ono w tym wileńskim wydaniu z roku 1822.

Methings I see.... Where?
- In my Mind's Eys.
     SHAKESPEAR (s. 6).
Jak wam się podoba? Rzucające się w oczy, także ze względu na wersaliki, SHAKESPEAR bez E można pominąć. Tak mógł wtedy napisać również wykształcony Anglik, aczkolwiek pisownia 'Shakespeare' zaczęła już przeważać. Natomiast Polacy w tamtym czasie pisywali niekiedy nazwisko Barda znacznie dziwaczniej: Schekspir, Szekspiér, a nawet Sekspier [7]. To samo dotyczy pisowni rzeczowników pospolitych wielką literą. Dziś co najmniej ekstrawaganckie - wtedy częste (jak choćby w powyższym cytacie z Woltera).

Ale dwa błędy ortograficzne (Methings, Eys) w ośmiu słowach, które samemu wybrało się na motto programowego wiersza, to jednak wstyd.

Mickiewicz wyjął te osiem słów z Hamleta. A tak wygląda to miejsce we współczesnym wydaniu The Arden Shakespeare:

HAMLET
My father, methinks I see my father.
HORATIO
Where, my lord?
HAMLET
In my mind's eye, Horatio [8].
Tyle dobrego, że przynajmniej dołączony przez Mickiewicza przekład miał sens.
Zdaje mi się, że widzę.... gdzie?
Przed oczyma duszy mojej (s. 6) [9].
Te dwa błędy w angielskim mógł oczywiście zrobić zecer, z którego zresztą Mickiewicz był chyba zadowolony, skoro nawet ćwierć wieku później pamiętał jego nazwisko.
Pierwszy człowiek, któremu szczerze podobały się te poezye, był drukujący je zecer, nazywał się Bończyk. Przynosząc mi eprewy [= korekty], unosił się i za to potem napisałem mu wierszem powinszowanie na imieniny Zawadzkiego [10].
Ale nie ma co usprawiedliwiać Adama zecerem Bończykiem, bo akurat Bończyk zrobił swoje. Przyniósł przecież autorowi te eprewy, więc od tej chwili już rzeczą autora było błędy zauważyć i zauważone poprawić. Jednak najwidoczniej autor żadnych błędów w tych angielskich słówkach nie widział. Po wydrukowaniu książki zresztą też nie [11]. Wprawdzie potem w kolejnych wydaniach coś tam poprawiano, ale za życia Mickiewicza motto nigdy nie było całkiem poprawne. Nigdy! To tylko współcześni edytorzy tak dyskretnie je korygują [12].

Trzeba jednak Mickiewiczowi przyznać, że dalej pilnie pracował nad swoim angielskim:

Tymczasem potrzebuję dykcjonarzy angielskich dwóch - pisał w 1823 roku z Kowna do Jana Czeczota - które są w moim kufrze i które oddaj W. Kowalskiemu; jeślibyś znalazł u Zawadzkiego dykcjonarzyk angielsko-francuski kieszonkowy z tytułem Pocket dictionary, wtenczas owych dwóch tomów nie potrzebowałbym wcale. Wynajdź także, proszę, tom Bajrona, nie pamiętam który, tłumaczenia francuskiego, gdzie się znajduje poezja pod tytułem Le songe, ale nie weź na to miejsce drugiego «Snu» pod tytułem Les ténèbres. Te trzy książki, to jest dykcjonarze i Bajrona, przyszlij mnie natychmiast [13].
Toteż gdy w drugim tomie Poezyj pojawiło się kolejne motto z Szekspira, tym razem do II części Dziadów, było ono już bezbłędne. No, prawie bezbłędne...
There are more Things in Heaven and Earth.
Than are dreamt of in our Phylosophy.
     SHAKESPAER [14].
Tym razem ten SHAKESPAER jest już nieakceptowalny. Podobnie jak 'Phylosophy', której jednak w autorskim dopisku nie było (a 'Shakespaer' był!). I oczywiście znów sprawę mógł pokpić zecer - ale znów winić można by go tylko wtedy, gdyby jednak zapomniał przynieść eprewy [15].

Miał rację Mickiewicz, gdy pisał, że ciśnie się przez Szekspira, jak przez ucho igielne ewangeliczny bogacz (którego nb. pomylił w tym porównaniu z wielbłądem).

Natomiast kilka lat później zacznie w Krzemieńcu brać lekcje angielskiego młody Juliusz Słowacki i on akurat - o ile wiem - błędów w angielskim nie robił. Może dlatego, że zaczął się uczyć w wieku lat dziewiętnastu i pod okiem native speakera, podczas gdy Mickiewicz sam cisnął się z dykcjonarzem, gdy miał o pięć lat więcej.

Mackdonnald w Krzemieńcu zaczął mi dawać lekcye angielskiego języka, bo w całem Wilnie nikogo nie było, od któregoby się po angielsku nauczyć; profesor, dający ten język w uniwersytecie, tak go dawał, że sami Anglicy nie poznaliby, jakim on mówił językiem. Mackdonnald dziwił się nad moim postępem; we trzy miesiące już dosyć rozumiałem Byrona [16].
W tym miejscu nasuwają się przynajmniej trzy morały.

Po pierwsze, talenty językowe bywają nierówno rozdzielone. Po drugie, im wcześniej zaczyna się naukę języka, tym lepiej. Po trzecie, problem z poziomem lektoratów językowych na uniwersytetach datuje się nie od dziś i podobnie jak wtedy, również dziś kończy się to braniem lekcji prywatnych.

Co do Mickiewicza zaś to w wieku trzydziestu lat skromnie oceniał swoją znajomość angielskiego:

Umiem tyle tylko język angielski, ile potrzeba do zrozumienia myśli. Właściwość i delikatność wyrażeń, tok i harmonia wiersza, wszystko to ginie przed uchem i pojęciem lądowego mieszkańca. Trzeba koniecznie zasięgnąć rady jakiego goddama, który jadł bifsztyk «pod koroną i kotwicą» [17].
Toteż później z Margaret Fuller, namiętną amerykańską feministką, korespondował/romansował wyłącznie po francusku, myśli Emersona (też Amerykanina) tylko swobodnie parafrazował, ale za przekład Byrona jednak wziął ostatecznie okrągłe sto dukatów [18].

Całkiem nieźle. Nie można więc powiedzieć, że został z tym swoim angielskim jak Himilsbach.

[1] Tu i dalej cytuję Romantyczność za pierwodrukiem: Poezye Adama Mickiewicza, tom pierwszy, drukiem Józefa Zawadzkiego, Wilno 1822, s. 6-10. Pierwszy cytat ze strony 6; potem daję już tylko sam numer strony w nawiasie okrągłym. Zawsze zachowuję pisownię.

[2] Niemal, gdyż poprzedza go wiersz Pierwiosnek, w którym podmiot liryczny rozmawia z kwiatkiem. Kwiatek uprzejmie proponuje podmiotowi, a mówiąc bardziej po ludzku - Mickiewiczowi, by uplótł z niego wianek "dla druha lub kochanki". Mickiewicz wybiera tę drugą opcję, co bystry kwiatek pointuje wersami "Czym kochanki godzien rączek / Powiedz niebieska Marylko!" (s. 5). I chyba właśnie na wyeksponowaniu tej "niebieskiej Marylki" tak Mickiewiczowi zależało. W rękopisie jako kochanka występowała zamiast Marylki zrazu konwencjonalna Karusia (z rymem Karusi - busi). Natomiast z Marylką wierszyk stawał się ukrytą dedykacją, zrozumiałą dla wtajemniczonych.

Nb. dedykacją dla Marylki-kochanki, więc nieco ryzykowną, skoro Marylka już od półtora roku była panią Puttkamerową. Ale wtedy także prenumeratorką tego tomu Poezyj, podobnie jak jej mamusia i dwaj bracia. O czym każdy mógł się dowiedzieć z zamieszczonego w książce spisu prenumeratorów: "Putkamerowa Marya" na s. VII; "Weresczakowa Marszałkowa Nowogr.", "Weresczaka Michał" i "Weresczaka Józef Chorąży Nowogr." na s. VIII).

[3] Oświecenie zaś z wolna gasło, bo było może nazbyt trzeźwe i przenikliwe. W każdym razie jak na gust cenzury. Tak się akurat złożyło, że w tym samym czasie, gdy młody Mickiewicz wydaje swój pierwszy tom Poezyj, cenzura zamyka w Wilnie satyryczne "Wiadomości Brukowe", organ Towarzystwa Szubrawców. A gwoździem do trumny ani chybi stały się także te oto mało poetyczne refleksje z ostatniego numeru:

"Póki ludzie byli grubsi [= prostszych obyczajów], to iest: póki nie było tyle w każdym rodzaiu wynalazków, iakiemi wiek nasz szczycić się może, póty i kradzież była grubsza, to iest: brano rzecz cudzą kryiomie, prostym sposobem, unoszono i chowano ią naystaranniey, ażeby w razie odkrycia nie bydź pozbawionym na zawsze dalszego szkodzenia w społeczności; dzisiay, dzięki naszey cywilizacyi, kradną tylko tym sposobem głupi, a że w wieku oświeconym takich głupich bardzo mało, więc i kradzieży tego gatunku mało, gdy tym czasem znowu wyznawszy szczerze, mało kto iest pewien swoiey własności: więc kradzież dzisieysza nazwać się może modifikowaną. Skutkiem tey modifikacyi i poczciwi u nas kraśdź iuż zaczynaią tak, że chociaż ta rzecz bywa nietayna, przecie im dowieśdź niepodobna, a to się nazywa mieć rozum, czyli kraśdź bezpiecznie. Bezpieczeństwo więc odmienia naturę kradzieży, czyli przeistacza ią w przemysł. Ponieważ zaś przemysłu, iako skutku dowcipu [= rozumu] nikt się nie wstydzi; kradniycie zatem Mości Panowie, kradniycie: ręczę, że wam tego nikt w oczy nie powie; i ia, com zaczął pisać o kradzieży, iuż się do inney materyi obrócę" (Rozmaitości, "Wiadomości Brukowe", 3 Cerwca [sic!] 1822, nr 287, s. 87-88; ciągła numeracja stron w ramach rocznika).

Poprawiłem oczywistą literówkę, ale pisownię zachowałem, by oddać atmosferę tamtych czasów, zdawać by się mogło - minionych. Jak już jednak pewnie sami zauważyliście, obecnie znów żyjemy w czasach bardziej oświeconych niźli romantycznych. Toteż nie muszę wam tłumaczyć, jak wygląda dzisiejsza kradzież, która "nazwać się może modifikowaną" i dlaczego również dziś "mało kto iest pewien swoiey własności". Mamy bowiem teraz wprost zatrzęsienie poczciwych, którzy potrafią "kraśdź bezpiecznie". To znaczy tak, że chociaż rzecz sama jest "nietayna", to zarazem tego "dowieśdź niepodobna". W każdym razie przed oświeconym i obdarzonym dowcipem sądem.

[4] Wszystkie te warianty znane są tylko z dwóch listów Mickiewicza ze stycznia 1821. Co działo się potem przez prawie półtora roku nim Romantyczność poszła do druku, nie wiadomo. Poza tym, że musiało się dziać sporo. Na razie Mickiewicz bardzo się męczy i w liście do Zana, prawdopodobnie późniejszym z tych dwóch, z początku pisze:

Dziewczyna czuie, ty uczysz dumnie

Rzekłem westchnąwszy głęboko.

A wiara gminna więcey znaczy u mnie

Niźli twoie szkło i oko.

Brzmi to dla nas już jakby bardziej znajomo, ale Mickiewicz tę wersję skreślił i na marginesie napisał:

Dziewczyna <wid> czuie - o mądrosci synu

Rzekłem westchnąwszy głęboko

Ty iey kochanka nie szukay srod gminu

Na kochankę obroć oko -

Jednak i tę wersję skreślił i ostatecznie dał:

Dziewczyna kocha; ty mądrosci synu

Naprozno <szukasz> <prawisz> patrzysz w tey gminie

Dziewczyna ty[l]ko widzi posrod gminu

<Al> Gmin tylko widzi w dziewczynie.

Mętne to i wręcz nieudolne. Niemniej wynika z tego, że Adam nawet do rymu głęboko - oko nie był do końca przekonany. Potem szczęśliwie rym wrócił, a wraz z nim już klarowne i wręcz wyzywające w tej klarowności przeciwstawienie czucia i wiary - szkiełku i oku.

Wszystkie odmiany tekstu cytuję za uwagami edytorskimi Czesława Zgorzelskiego w: Adam Mickiewicz, Dzieła wszystkie, tom pierwszy: Wiersze 1817-1824, opracował Czesław Zgorzelski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk 1971, s. 192. Zachowuję pisownię. W nawiasach ostrych skreślenia Mickiewicza.

[5] Adam Mickiewicz, Dzieła, tom XIV: Listy. Część I, opracował Stanisław Pigoń, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1955, s. 173; list do Franciszka Malewskiego pisany w Wilnie 23 stycznia / 4 lutego 1822.

Toteż pół roku później trafi ten Szekspir do długaśnej przedmowy do pierwszego tomu Poezyj zatytułowanej "Przemowa" i zajmującej prawie czwartą część całego tomu:

"Szekspir wielki słusznie nazwany dzieckiem uczucia i wyobraźni, kształcony jedynie na wzorach narodowych, zostawił w dziełach swoich dobitną cechę genijuszu indywidualnego i wiekowego usposobienia. Znawca głęboki serca ludzkiego, malował w śmiałych i prawdziwych rysach naturę człowieka, w nowo utworzonym rodzaju poezji dramatycznej, którego głównym jest charakterem walka namiętności z powinnością; jedno z wyobrażeń świata romantycznego (s. XXX-XXXI; w oryginale cała "Przemowa" została wydrukowana kursywą, a wyróżnienia antykwą, tu robię odwrotnie).

[6] Listy Woltera o Angielczykach, z Francuzkiego Tłomaczone przez S*** K***, [Warszawa] 1793, s. 159-160. Jak zwykle zachowałem pisownię. Jest to sam początek listu osiemnastego "O Tragedyi". "170 lat" to inwencja tłumacza, by choć z grubsza liczba się zgadzała, bo listy wyszły oryginalnie 60 lat wcześniej.

Nb. wyszły najprzód po angielsku, a dopiero potem po francusku i zaraz zostały we Francji zakazane, ale o tym wszystkim wiedzieć nie musicie, bo ważne jest tutaj to, jak przez szkiełko i oko francuskiego filozofa polski kulturalny czytelnik mógł postrzegać Szekspira w czasach młodości Mickiewicza.

Natomiast sam Mickiewicz miał w głowie nie tyle opinię Woltera, ile bliźniaczą opinię Jana Śniadeckiego wyrażoną raptem trzy lata wcześniej:

"Wzorem romantyków stał się dziś Shakespear (Szekspir) [...] [pisarz] bez starannego wychowania, bez wzoru, bez nauki. [...] Szekspir był za życia bożyszczem pospólstwa, z niego żył, a chcąc mu się podobać, nie zawsze słuchał natchnienia swego talentu i smaku. [...] Zgoła sztuki Szekspira w wielu scenach i obrazach poiedynczo uważanych, są wyborne, trafne i zadziwiaiące; ale żadna sztuka w całości wzięta ani iest porządna, ani przyiemna. Jestto budynek powabu i odrazy, zlepiony ze sztuk okazałych i pięknych, i z ułomków nieokrzesanych, grubych, a nawet obrzydliwych" (Jan Śniadecki, O pismach klassycznych i romantycznych, "Dziennik Wileński" 1819, styczeń, s. 13-15; zachowałem pisownię).

[7] Warianty te pochodzą, odpowiednio, z roku 1826, 1821 i 1815. Wziąłem je z artykułu Jarosława Komorowskiego, który pracowicie ustalił, że w wypadku nazwiska Szekspira "w latach 1765-1849 pojawiło się w polskich drukach i rękopisach co najmniej 40 (słownie czterdzieści) wariantów zapisu, angielskich, niby-angielskich, bardziej lub mniej fonetycznych i na różne sposoby hybrydowych (Jarosław Komorowski, "Wymawia się Szekspir". Mistrzowi Williamowi w czterechsetną zgonu jego rocznicę, "Pamiętnik Teatralny" 2016, tom 65, zeszyt 3, s. 6; przytoczone warianty na stronach 19, 18 i 14).

Jak zresztą od dawna wiadomo, sam Bard podpisywał się rozmaicie: Shakspe, Shaksper, Shakspere etc. Zachowało się bodaj sześć jego podpisów uważanych za autentyczne, ale akurat nie ma wśród nich żadnego z pisownią Shakespeare.

Nb. sam piszę tutaj najczęściej Szekspir, ale zgadzam się z Jarosławem Komorowskim, że złaknieni światowej sławy powinni pisać właśnie Shakespeare, gdyż:

"nikomu na świecie nie przyjdzie do głowy wpisanie w internetową przeglądarkę łacińskim alfabetem fonetycznej formy na «Sz». Miał rację stary Bogusławski. «Wymawia się Szekspir». Pisze się Shakespeare" (s. 24).

[8] Wydanie The Arden Shakespeare oparte na Drugim Quarto (rok 1604) uważane jest przez wielu szekspirologów za najlepsze. Cytuję za: [William Shakespeare] Hamlet, The Arden Shakespeare. Third Series. Revised Edition, redakcja Ann Thompson i Neil Taylor, Bloomsbury, Londyn - Nowy Jork 2016, s. 211. Zazwyczaj cytuje się precyzyjniej (akt, scena, wers), czyli w tym wypadku 1.2.183-184.

W czasach Szekspira pisownia była jeszcze słabo ujednolicona, a Mickiewicz mógł (przynajmniej teoretycznie) cytować Szekspira za jakąś dziwną wersją opartą na złym Pierwszym Quarto (rok 1603) albo Pierwszym Folio (rok 1623). Toteż aby przynajmniej tę ewentualność wykluczyć, porównałem faksymile zarówno obu Quarto, jak i Pierwszego Folio. Dziś to łatwe. Wystarczy zajrzeć tutaj: "Internet Shakespeare Edition".

Pierwsze Quarto:

HAMLET: O my father, my father, me thinks I see my father.

HORATIO; Where my Lord?

HAMLET: Why, in my mindes eye, Horatio.

Drugie Quarto:

HAMLET: My father, me thinkes I see my father.

HORATIO; Where my Lord?

HAMLET: In my mindes eye, Horatio.

Pierwsze Folio:

HAMLET: My father, me thinkes I see my father.

HORATIO: Oh where my Lord?

HAMLET: In my minds eye (Horatio)

[9] Można by na tej podstawie spekulować, że ponieważ Mickiewicz chciał pisać o oczach w liczbie mnogiej (bo "przed oczyma duszy mojej" brzmi w polszczyźnie lepiej niż "przed okiem duszy mojej"), a dykcjonarz upewniał go, że u Angielczyków s na końcu daje liczbę mnogą, to niczego niepokojącego w tym Eys nie widział. Ba, mógł się nawet wcześniej natknąć na to eys w jakiejś starej angielskiej książce - i tak mu się to słówko w pamięci utrwaliło. Słówko wprawdzie rzadkie, ale niegdyś używane, podobnie jak eyne.

Czyli przepisywał z Hamleta i zarazem pisał z pamięci. To jednak dalej błąd, bo w Hamlecie w tym miejscu eys nie ma: ani w obu Quarto, ani w Pierwszym Folio. Natomiast udało mi się znaleźć jedno takie eys we wcześniejszej scenie w wydaniu Hamleta z roku 1703. Gdy po ukazaniu się ducha Horatio mówi do Marcellusa:

"I could not believe this,

Without sensible and true avouch

Of mime own eys" (William Shakespeare, The Tragedy of Hamlet Prince of Denmark. As it is now Acted by Her Majesties Servants, Londyn 1703, s. 2, wersy 3-5 od dołu).

W wydaniu The Arden Shakespeare:

"Before my God, I might not this believe

Without the sensible and true avouch

Of mine own eyes" (s. 183-184; 1.1.55-57).

Tyle że w wypadku tego wydania eys to niemal na pewno zwykła literówka: eys zamiast eyes. Podobnie zresztą jak wcześniejsze mime zamiast mine. Byłby to zgoła niecodzienny pech, gdyby okazało się, że Mickiewicz uczył się angielskiego na literówkach.

[10] Władysław Mickiewicz, Żywot Adama Mickiewicza podług zebranych przez siebie materyałów oraz z własnych wspomnień, tom I, Poznań 1890, s. 95. Do tych słów przypis u dołu strony: "Z rozmowy, spisanej przez Aleksandra Chodźkę, 18-go Czerwca 1846 r.".

[11] W pół roku po wydrukowaniu pierwszego tomu Poezyj Mickiewicz dostał jeszcze niespodziewanie szansę, by wszystkie dotąd dostrzeżone błędy i usterki (a było ich sporo, podobno blisko dwieście) poprawić w dodruku. Swoją drogą nielegalnym, bez biletu cenzury.

"Do Zawadzkiego [drukarza] wielu księgarzy pisze, prosząc o twoje poezye. Egzemplarze prawie wszystkie wyszły; wie o tem Zawadzki i mówił przed Malinowskim, czy byś nie chciał, aby pierwszy tomik powtórzyć. Czemuż nie? Jeśli chce, tem lepiej" (List Jana Czeczota do Adama Mickiewicza z 26 listopada / 8 grudnia 1822, [w:] Korespondencya [Filomatów] 1815-1823, tom IV: 1821-1823, wydał Jan Czubek, nakładem Akademii Umiejętności i Towarzystwa dla Popierania Wydawnictw Akademii, Kraków 1913, s. 360).

Pierwszy (legalny) nakład w edycji z czerwca 1822 wynosił 513 egzemplarzy, natomiast drugi (nielegalny), w edycji z marca 1823, prawie dwa razy tyle - 1019 egzemplarzy. Wiadomo o tym tak zadziwiająco dokładnie ze starannie prowadzonego Regestru prenumeratorow poezyi Mickiewicza (zob. Czesław Zgorzelski, Materiały do dziejów wileńskiej edycji "Poezyj" Mickiewicza, "Pamiętnik Literacki" 1966, nr 4, przypis 14 na s. 631).

Oba nakłady zecer składał osobno, a dziś najłatwiej je odróżnić po tym, że w pierwszym nakładzie błąd jest już w drukowanej wielkimi wersalikami dedykacji następującej zaraz po stronie tytułowej: JANOWI CZECZOTTOWI zamiast CZECZOTOWI przez jedno T. Natomiast motto z Hamleta różni się jedynie liczbą kropek. W pierwszym nakładzie po I see są cztery kropki, a w drugim - tylko trzy. Methings i Eys bez zmian.

[12] Czesław Zgorzelski, który miał bardzo dobre szkiełko i oko, tak o tym pisze edytorskim szyfrem zestawiając odmiany tekstu w wydaniu cytowanym w przypisie 4:

"Motta nie ma jeszcze ani w A1, ani w A2; w wydaniach za życia autora drukowano je niepoprawnie: Methings w Wil 22; Me thinks w Pet 29, P 38, P 44, Wad 51, Lipsk 52; Mind's Eys w Wil 22; Mind's Eyes w Pet 29, P 38, P 44, Wad 51, Lipsk 52; Shakespear w wydaniach przed P 44" (s. 190).

[13] List do Jana Czeczota, ok. 4/16 sierpnia 1823. To samo wydanie co w przypisie 5, strona 253. Stanisław Pigoń w piątym przypisie na tej stronie przypomina, że Mickiewicz przełożył oba wiersze Byrona wymienione w liście. Ale, jak widać, przełożył posiłkując się przekładem francuskim, bo francuski znał znacznie lepiej. Tyle że akcent do końca życia miał dość osobliwy. Ale mówił z tym osobliwym akcentem tak ciekawe rzeczy, że podobno nawet niektórzy Francuzi snobowali się na tę jego wymowę.

[14] Znowu cytuję pierwodruk: Poezye Adama Mickiewicza, tom drugi, drukiem Józefa Zawadzkiego, Wilno 1823, s. 99. W wydaniu The Arden Shakespeare to miejsce wygląda tak:

There are more things in heaven and earth, Horatio,

Than are dreamt of in your philosophy" (s. 255; 1.5.165-166).

Przekład Mickiewicza "ani śniło się naszym filozofom" świadczy, że our philosophy zamiast your philosophy nie powstało przez przypadkowe opuszczenie jednej litery. Nadto wariant z our poświadczony jest w Pierwszym Folio, można więc i tak. Aczkolwiek szekspirolodzy uważają your Drugiego Quarto za wiarygodniejsze, wzmacniając racje filologiczne sugestią, że Hamlet w tym miejscu akcentuje różnicę między swoim widzeniem świata, a tym, jak pojmuje świat Horatio.

[15] Fotokopię dopisku z mottem na rękopisie pisanym ręką Jana Czeczota zamieścił w swoim w artykule Jarosław Komorowski (przypis 7) na stronie 18. Widać wyraźnie, że Mickiewicz napisał "Philosophy" i, niestety, "Shakespaer".

Nie wiadomo, jakie racje kierowały Mickiewiczem, gdy w wydaniu petersburskim z 1829 roku jednak zmienił our na your i, odpowiednio, swój przekład z "ani śniło się naszym filozofom" na "ani śniło się waszym filozofom". Ale zamiast SHAKESPAER pojawiło się równie dziwaczne SHAKSPEAR. Zob. Poezye Adama Mickiewicza, tom drugi, wydanie nowe pomnożone, nakładem autora, drukiem Karola Kraya, Petersburg 1829, s. 129.

[16] Dzieła Juliusza Słowackiego, tom II: Utwory dramatyczne - Pamiętniki - Listy do matki i rodziny, wydał Tadeusz Pini, Lwów - Warszawa - New York 1910, s. 455. Słowacki wspomina półroczny pobyt w Krzemieńcu w latach 1828-1829, ale spisał to już w Paryżu 24 lipca 1832. Cytuję wydanie Piniego nie dla jego dobroci, ale dla pisowni, którą późniejsi wydawcy bezlitośnie uwspółcześniają.

[17] List do Konstantego Rdułtowskiego z 25 stycznia / 6 lutego 1828 roku. To samo wydanie co w przypisie 5, strona 368. Jak objaśnia Pigoń, Rdułtowski przełożył na angielski niektóre Sonety krymskie i chciał zasięgnąć opinii samego autora. "Goddam, który jadł bifsztyk «pod koroną i kotwicą»" to takie nieco pretensjonalne określenie "rodowitego Anglika", bo widocznie Mickiewicz uznał, że poecie nie wypada napisać zwyczajnie "rodowity Anglik".

Niemniej Szekspira dalej wielbił:

"Mam wstręt okrutny do wszystkich wysp i krajów, których nie ma na mapie, i królów, których nie ma w historii. Owe intrygi osnowane na przebraniach się, siurpryzach, wyroczniach, dla mnie nieznośne. Jestem zabity szekspirzysta; lubo dozwalam odmieniać formy i ekonomię dramatu, ale zawsze szukam ducha poetyckiego" (List do Edwarda Odyńca z 20 maja / 1 czerwca 1928 roku; to samo wydanie co w przypisie 5, strona 394).

[18] "Ja Giaura za 100 dukatów na własność przedałem" - pisze już we Francji w czerwcu 1833 do Edwarda Odyńca (Adam Mickiewicz, Dzieła, tom XV: Listy. Część II, opracował Stanisław Pigoń, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1955, s. 83). Dukat to było wtedy osiemnaście złotych, a ponieważ jeden złoty wart był co najmniej 60 centymów, więc 100 dukatów = 1080 franków. Mniej więcej tyle zarabiał wtedy rocznie wykwalifikowany rzemieślnik, nauczyciel czy urzędnik niższego szczebla. Niewiele lat później, już jako profesor literatur słowiańskich w Collège de France, Mickiewicz będzie otrzymywał około 6000 franków rocznie.