EBENEZER ROJT

Donos jako forma uczestnictwa w życiu literackim
Przypadek Roberta Stillera

Jak ujawniła Joanna Siedlecka:
Według zachowanych bogatych akt IPN-u, pod pseudonimem "Stanisław Wisłocki", a także "Literat", "Tras" i "Kryspin" ukrywał się Robert Stiller - znany tłumacz, związany m.in. z "Literaturą na Świecie", wydawca. Pozyskany przez SB już w 1955, choć formalne zobowiązanie podpisał dopiero w 1977, zakończył współpracę w roku 1981. Dla Departamentu III "rozeznawał" gorliwie antysocjalistyczną działalność warszawskich literatów, zwłaszcza J. Ficowskiego, J.J. Lipskiego, W. Woroszylskiego, którego tłumaczył, J. Walca, krąg "Zapisu", a dla Departamentu I i II, wywiadu i kontrwywiadu, m.in. pracowników ambasady indonezyjskiej, paryską "Kulturę", m.in. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, oraz środowiska emigracyjne, londyńskie, m.in. Andrzeja Stypułkowskiego, dyrektora londyńskiego wydawnictwa "Polonia", Wojciecha Płazaka z sekcji polskiej BBC i wielu, wielu innych.

(Patrz AIPN 0126/459, mf 6710. teczka pracy KO pseudonim "Tras" i AIPN 001102/1461, mf: 23810/1 i AIPN 00191/276. Teczki personalne i pracy TW pseudonim "Kryspin") [1].

I jeszcze uwaga ze strony 275 tej samej książki:
Podziemny "Zapis" rozpracował również TW "Kryspin", według bogatych zasobów IPN-u, znany tłumacz Robert Stiller, współpracownik "Literatury na Świecie", jeden z cenniejszych, wieloletnich informatorów ze środowiska literackiego o olbrzymim, wielotomowym "urobku" zasługującym na studium oddzielne (wyróżnienie moje).
Robert Stiller donosił między innymi na Wiktora Woroszylskiego, o którym w wydanym niedawno Żydowskim abecadle napisał:
Można nie lubić (z niewieloma późniejszymi wyjątkami) jego przeważnie zdawkowych treściowo i formalnie wierszy, za komunizmu fałszywie zaliczanych do czołówki; oraz ciągłego adaptowania się do aktualności politycznej; lecz cenna pozostaje część jego przekładów z poezji rosyjskiej, chociaż bardzo nierównych [2].
Sam Stiller sztukę "ciągłego adaptowania się do aktualności politycznej" opanował niezgorzej. W czasach stalinowskich opiewał w wierszach Karola Świerczewskiego oraz pracowników UB [3], potem podobno zbuntowany, ale zawsze z paszportem, w częstych rozjazdach na Zachód. Do dziś samopoczucie moralne ma jak najlepsze, niczego się nie wstydzi [4]. Nigdy przez nikogo nie prześladowany. Gryzie go jedynie, że wciąż za mało go chwalą - ot, pieszczoch niedopieszczony.

Na szczęście troskliwa żona zorganizowała mu przyjemny koncert z okazji jubileuszu 80-lecia [5]. Koncert podobno udał się i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie źli i pamiętliwi ludzie:

Tymczasem, jak wynika z akt IPN, Robert Stiller był zarejestrowany jako tajny współpracownik, który pomagał SB w rozpracowywaniu osób związanych z podziemnym "Zapisem" oraz członków KSS KOR. Mimo ujawnienia tych informacji Program II i III Polskiego Radia zorganizowały w ubiegły czwartek wielką fetę z okazji jego 80. urodzin. Stos kwiatów, gorące uściski, huczne "Sto lat" - tak przywitany został jubilat w Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. [...] Organizatorzy imprezy, z którymi "GP" rozmawiała przed dniem uroczystości, twierdzili, że nie znają faktów z przeszłości Stillera, które opisała w swojej książce Kryptonim "Liryka" Joanna Siedlecka. [...] Robert Stiller powiedział nam, że jest oburzony informacjami zawartymi w książce Kryptonim "Liryka". Stwierdził, że o swoich kontaktach z SB napisał już wcześniej, w posłowiu książki Semantyka zbrodni [6].
Semantyka zbrodni należy do najbardziej kuriozalnych publikacji ostatnich lat [7]. Jej zasadniczą część o rozmiarach obszerniejszego artykułu stanowi omówienie słynnej sowieckiej noty z 25 kwietnia 1943 zrywającej stosunki z polskim rządem emigracyjnym po wyjściu na jaw zbrodni katyńskiej. Stiller jest z tego wypracowania bardzo dumny ("jeden z mych ważniejszych utworów"; "w efektownej formie literackiej"; SZ, s. 52), ale w rzeczywistości jego komentarz to dość monotonna i nudna piła, sprowadzająca się do mało odkrywczych wniosków, że autorzy noty mają za nic fakty, logikę, sens etc. Poza tym praca ta w sumie daje mniejsze wyobrażenie o polityce rosyjskiej, niż o tym, co Robert Stiller uważa za "efektowną formę literacką".

Natomiast owo traktujące o "kontaktach z SB" posłowie, to już czysta groteska albo realizm socjalistyczno-magiczny. Swoją opowieść zaczyna Stiller od wspomnienia, jak to wezwano go za młodu na Rakowiecką w związku z zabójstwem Bohdana Piaseckiego [8] i zapytano, czy nie przyczyniłby się "do wykrycia sprawców morderstwa. [...] Odpowiedziałem twierdząco". Podobno zrazu rozpoznawał kogoś na jakichś zdjęciach (nie pisze, kogo i w jakim celu), ale gdy wyczuł, że chodzi o "zwalenie winy na Żydów", wstał, oświadczył, że to koniec rozmów i dzielnie wyszedł. Naprawdę tak tam jest napisane: "I wyszedłem"! Tak jakby na przesłuchaniu można się było obrazić i wyjść. Baśń ta najwyraźniej została wymyślona na użytek czytelnika wyjątkowo naiwnego.

Potem jest już tylko śmieszniej. Do prywatnego mieszkania Stillera raz po raz wpada "jeden czy drugi ubek [...]. Ludzie [...] zresztą mili, dowcipni, kulturalni" (SZ, s. 49). To się gospodarzowi zwierzą ("jeden nazwiskiem Lipski zwierzył mi się"), to coś powiedzą żartobliwie ("z na wpół żartobliwą wzmianką"). No i najważniejsze - buty zdejmują, więc błota do mieszkania nie naniosą. "Nawet obuwie zdejmowali, bo miałem wtedy zasadę, że nie wchodzi się do mnie w butach z ulicy" (SZ, 54). "I tak rozwinęły się, w niewielkim zakresie, stosunki raczej towarzyskie, w naszych środowiskach wcale nie wyjątkowe. Trzeba to sobie uświadamiać. Gawędziło się też o sytuacji politycznej w kraju [...]. Na zasadzie całkiem nie urzędowej" (SZ, s. 50).

Z analizy noty katyńskiej wyszło Stillerowi, że rządzi nią pogarda dla logiki i sensu oraz język agresji. Najzabawniejsze, że dokładnie to samo można powiedzieć o jego własnym posłowiu. Na stronie 59 cytuje swój list do prezydenta Kwaśniewskiego, w którym zachwala Semantykę zbrodni jako jedną z "publikacji najbardziej kształtujących niezależną myśl polityczną w Polsce sprzed 1989 roku". Natomiast na stronie 61 żali się, że samo tylko istnienie tej niezmiernie wpływowej publikacji zostało dotąd odnotowane jedynie w trzech książkach. Ubecy najpierw z nim gawędzą w papuciach, a potem nagle robią się źli i straszą procesem i, ach, zabraniem paszportu. Ale jakoś procesu nie wytaczają, paszportu nie zabierają i Stiller dalej wojażuje, gdzie chce, a przy tym podobno ludzi przestrzega: "żeby nie mówili mi wszystkiego, co wiedzą; bo jestem ciągle nękany przez UB i nie mogę wiedzieć, co z tego wyniknie; może nic; a może nie wytrzymam jakichś tortur albo zastrzyku na prawdomówność?" (SZ, s. 56; wyróżnienie moje). Jednak zaraz potem kolejny ubek znów pokornie wkłada u Stillera kapcie i kaja się, jak na spowiedzi:

- Ja przyszedłem pana przeprosić. W imieniu naszego urzędu. Bo koledzy się za daleko posunęli. Z kimś tak poważnym i o pańskiej pozycji nie powinno się tak rozmawiać, jak oni próbowali... Pan rozumie... Takie przegięcia zdarzają się w naszym zawodzie. Proszę wybaczyć... Paszport może pan w każdej chwili odebrać... Czy mógłbym liczyć na to, że nie będzie pan miał do nas pretensji?

Zgodziłem się (SZ, s. 59; wyróżnienie moje).

Tyle o logice i sensie tych wywodów.

Jeśli zaś idzie o język agresji, to sowiecka nota w porównaniu do popisów Stillera wygląda, jakby pisał ją angielski klub gentlemanów. Już we wcześniejszej książeczce o Lemie pojawiały się frazy godne leninowskich filipik przeciwko mieńszewikom [9]. Tutaj jest podobnie, choć czasem swoje porachunki Stiller załatwia bez sensu. Na przykład ni stąd, ni zowąd, bez żadnych wyjaśnień, pojawia się w posłowiu Urbankowski (którego Czerwoną mszę cytuję w przypisie 3):

Ubek czy milicjant też był człowiekiem. Też miał swe poglądy, twarz, osobowość. Niekoniecznie pod służbowy strychulec. Nie rozumieć tego może dopiero dziś jakiś ogłupiały w schematach Urfankowski (sic!) [...]. Tak i nam się zdarzało miewać rozmaitych znajomych, o niejednym z nich wiedząc to i owo lub domyślając się, a nic z tego nie wynikało. Trzeba to wyraźnie powiedzieć sobie i dzisiejszym kretynom (SZ, s. 50).
O Ficowskim, który domyślił się, że Stiller jest delatorem: "A najbardziej sfajdał się Ficowski". O żonie przyjaciela domyślającej się tego samego: "z którą nie chciałem pójść do łóżka" (SZ, s. 56). Do tego garść obelg ogólnych i pomniejszych: "Brzydząc się tchórzostwem i asekuracją, w których już od dawna odkryłem typową cechę Polaków" (SZ, s. 53); "polaczkowata zawiść" (SZ, s. 60); "kombinatoryka wagi muszej i znowu tchórzostwo" (SZ, s. 60). Tyle o manierach Stillera. Po prostu tak się jakoś złożyło, że w jego życiu głównie ubecy byli "mili, dowcipni, kulturalni". A jeśli nawet czasem niektórzy z nich mieli gorszy dzień, to potem przynajmniej resort przepraszał, że tak daleko się posunięto z kimś o podobnej pozycji i powadze etc. etc.

Akurat w tę grzeczność ubeków nie ma powodu nie wierzyć. Stiller napisał dla SB więcej donosów niż Petrarka sonetów dla Laury. Jest tego bodaj dwadzieścia tomów: nowe "Dzieje grzechu", tylko grzesznika brak. W dodatku była to twórczość z przekonania i z serca, co nawet na zatwardziałych pracownikach MSW mogło zrobić pewne wrażenie. W krótkiej audycji radiowej poświęconej donosicielstwu Roberta Stillera Joanna Siedlecka powiedziała:

Zawsze się, prawda, mówi, że pisarze byli zmuszani do współpracy z SB, że ich szantażowano. Jak wynika z materiałów, Robert Stiller właściwie sam się zgłosił, chętny był bardzo. Ze względu na jego znajomość języków i częste wyjazdy, bo był tłumaczem, wyjeżdżał, miał wiele kontaktów zagranicznych, dlatego jest ważnym współpracownikiem i można powiedzieć, trochę jakby z wyższej półki, ponieważ współpracował również z Departamentem II i III, czyli z wywiadem i kontrwywiadem. Absolutnie współpraca udokumentowana, głównie skupił się właśnie na rozpracowaniu środowiska emigracyjnego, a zwłaszcza londyńskiego, gdzie był najmocniej usadowiony, miał wielu przyjaciół.
[...]
To są materiały trzydziestoletnie, obfite, wielotomowe. Jest wiele materiałów pisanych własnoręcznie, jeszcze, proszę pana, poświadczonych podpisem, często nawet jeszcze, przepraszam, pieczątką. [...] Jest zobowiązanie, jest zapis ewidencyjny, właściwie jest wszystko to, co znajduje się, powinno znajdować, w klasycznej teczce Tajnego Współpracownika. Niestety, no nie ma szczęścia, nic mu SB nie zniszczyła, zostawiła każdy papierek [10].
Stiller w tej samej audycji dostał szansę na wyjaśnienie swoich postępków: sensowne albo przynajmniej oryginalne - ale po prostu poszedł w zaparte:
Pyta pan o dokumenty. Oczywiste fałszerstwa. No jest oczywiste, że w ten sposób mogły powstawać i musiały powstawać. Ja zamierzam wytoczyć sprawę sądową o symboliczną złotówkę odszkodowania.
W zamierzeniu tym Robert Stiller trwa do dzisiaj.

[1] Zob. Joanna Siedlecka, Kryptonim "Liryka". Bezpieka wobec literatów, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, przypis 7 na stronie 26.

[2] Robert Reuven Stiller, Żydowskie abecadło twórców literatury polskiej, czyli od A do Żet z prawa na lewo, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2011, s. 134. Więcej o tej książeczce w OSOBACH: "Robert Stiller donosi, kto jest Żydem albo TW "Literat" dalej nadaje".

[3] Zob. Bohdan Urbankowski, Czerwona msza czyli uśmiech Stalina, t. I, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1998, s. 91: "Ale w roku 1954 w Polsce powstanie książka, która jest unikatem: Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom Bezpieczeństwa. [...] Znajdzie się tu także bojowy Stiller z piosenką «Walka trwa»". Druga zwrotka tego utworu brzmi: "Czy wiecie, dlaczego często / miewamy na czole mrok, / dlaczego patrzymy ciężko / i stalą nam błyska wzrok? / Bo wroga musimy zdławić, / co na nas podnosi dłoń, / więc szumi we krwi nienawiść / i czuwa nabita broń". Po każdej zwrotce następował refren kończący się słowami: "Choćbyś nie był / w służbie bezpieczeństwa, / podaj dłoń, / czujny bądź, walka trwa!" (Czerwona msza..., t. II, s. 248).

A oto fragment pieśni Stillera o generale Świerczewskim pt. "Serce generała":

"W rytmie fabryk szukajcie / Tętna krwi generalskich żył, / Wszak on rósł przy warsztacie, / Metalowcem, tokarzem był. / Więc na każdej tokarce, / Gdzie nóż w metal się wżera / Warcząc, bije wciąż serce / Generała Waltera" (Czerwona msza..., t. II, s. 318).

[4] Robert Stiller, Lemie! po co umarłeś? Opowieść w reminiscencjach, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2006, s. 12-13: "Ja miałem za sobą nędzny poemat o gen. Świerczewskim [...] był w trzy lata później nagrodzony i kilkakrotnie wydany przez dużą ale podłą instytucję wojskową. [...] Mojego wcześniaka sam się wyrzekłem, zmywając wstyd, i skazałem go na zapomnienie". I dalej na s. 19: "My nie mamy powodu się wstydzić". Jak widać, "zmycie wstydu", to dla Stillera sprawa prostsza niż umycie rąk. Więcej o tej książeczce w OSOBACH: "Robert Stiller o Stanisławie Lemie albo siła zawiści".

[5] "[...] zostało zawarte dwustronne Porozumienie między Programem III PR S.A. a Organizatorem i Realizatorem Koncertu: Niną Stiller i Krystyną Gucewicz" [http://www.polskieradio.pl/9/202/Artykul/171240,JUBILEUSZ-80lecia-ROBERTA-STILLERA].

[6] Maciej Marosz, Feta na cześć TW, "Gazeta Polska", 14 stycznia 2009.

[7] Robert Stiller, Semantyka zbrodni. Nota katyńska z 25 kwietnia 1943 i sowiecki sposób myślenia, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2007. Dalej cytowane jako SZ.

[8] Bohdan Piasecki był synem przewodniczącego Stowarzyszenia PAX, Bolesława Piaseckiego. Porwano go 22 stycznia 1957 i najprawdopodobniej tego samego dnia zamordowano. Rodzina długo łudziła się, że 15-letni Bohdan jeszcze żyje, ponieważ ciało znaleziono dopiero w grudniu 1958. Morderców nigdy nie schwytano, zagadką pozostają również ich motywy. "Ślad żydowski", tj. udział w zabójstwie żydowskich pracowników MSW (kilku z nich, których nazwiska przewinęły się w śledztwie, zaraz potem wyjechało do Izraela), nigdy nie został potwierdzony dowodami. Nie ulega jednak wątpliwości, że śledztwo sabotowała przynajmniej znaczna część aparatu policyjnego: dowody ginęły, ślady zabezpieczano niestarannie, pewnych wątków nie sprawdzano etc.

Sprawa, zdawałoby się, wystarczająco ponura, ale Stillerowi horroru było, widać, jeszcze mało, więc zaczął zmyślać: "Trupa znaleziono z gwoździem w czaszce, sercu i żołądku w rok później, ukrytego za drewnianą ścianą w piwnicach domu na rogu Świerczewskiego [...]" (SZ, s. 47). Naprawdę trupa znaleziono w znajdującej się w piwnicy ubikacji (piwnica zaplanowana została jako schron), do której drzwi zabito gwoździami. W piersi ofiary tkwił jedynie komandoski "sztylet o szesnastocentymetrowej klindze" (zob. Peter Raina, Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1988, s. 7, 34).

Stiller pisze, że na przesłuchaniu w sprawie Piaseckiego pytano go o ludzi związanych z teatrem na Tarczyńskiej, gdyż tam "wśród wymyślnych programów bywał m.in. kawałek maszynopisu na przebitce, poskładany w ozdobionym pudełku od zapałek. Przesłuchujący wspomniał, że jacyś spiskowcy mogli tym sposobem się komunikować. No pewnie! lecz wyśmiałem ten pomysł jako chyba najmniej praktyczny z możliwych i nieprawdopodobny" (SZ, s. 48). Śmiech Stillera wynikał z ignorancji. Mordercy Bohdana Piaseckiego, którzy początkowo udawali zwykłych porywaczy, rzeczywiście kontaktowali się z osobami mającymi dostarczyć im okup za pomocą wiadomości schowanych w pudełkach od zapałek (zob. Sprawa zabójstwa, s. 36).

[9] Zob. na przykład Lemie! po co umarłeś?..., s. 19: "Trzeba teraz uderzyć w stół i przywołać ostro do porządku tych głupich przemądrzałków, co usiłują nas pouczać i oceniać, a wtedy ich nie było na świecie albo siedzieli na nocniczkach, czerpiąc z nich swoje dzisiejsze pojęcie o tamtej rzeczywistości".

[10] Program III Polskiego Radia, audycja z 13 stycznia 2009. Zapis w pliku mp3 dostępny na stronie: http://www.polskieradio.pl/9/201/Artykul/189846,TWKryspin.