EBENEZER ROJT

Julian Tuwim jako ewangelista

Siostra Juliana Tuwima, Irena Tuwim, napisała we wspomnieniach o bracie:
Julek miał już teraz swoje samodzielne życie w domu. Wyprowadził się z dziecinnego pokoju do swojego własnego. Prócz półek na książki był tam jeszcze stół, który Julek dla podkreślenia ważności celów, jakim służył, obił zieloną bibułą. Na tym to stole, już teraz biurku, postawił głowę jakiegoś uszastego demona z brązu. [...] Obok leżał płaski krzyż z kopenhaskiej porcelany z głową Chrystusa w cierniowej koronie. Na odwrotnej stronie krzyża wypisał Julek niebieskim atramentem: "Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą".
Ten werset z Ewangelii powtarzał nieraz, na całej przestrzeni swego życia. I za każdym razem te słowa w Jego ustach wstrząsały mną do głębi. Mimo jarzącej się wiecznie, jak choinka, musująco-szampańskiej aury, która Go otaczała, bałam się zawsze prawdy tych słów. Wyczuwałam w nich głębię cierpienia, jakie się zrosło z Julkiem, od kiedy Go tylko pamiętam, aż po ostatnie Jego dni [1].
Rzecz błaha, ale ponieważ historię o napisie na krzyżu cytuje się wciąż i wciąż, bez żadnego komentarza, zarówno w książkach o charakterze bardzo popularnym [2], popularnym [3], jak i w książkach naukowych [4], a także w artykułach prasowych [5], trzeba raz wreszcie to powiedzieć. W Ewangeliach (i w ogóle w całej Biblii) takiego wersetu (czy choćby tylko trochę podobnego) nie ma!

W katolickim kraju powinno to być właściwie oczywiste, ale jakoś nie jest [6].

[Dopisek]

Po latach dopełniam tę notkę swoim małym odkryciem. Otóż okazuje się, że fraza "Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą", choć oczywiście nie została wzięta z Ewangelii, to jednak nie została również wymyślona przez Tuwima. W rzeczywistości są to dwa początkowe wersy z polskiego przekładu wiersza rosyjskiego poety, Mikołaja Mińskiego. Autorem tego przekładu był Miriam (Zenon Przesmycki), który ogłosił go w roku 1917 w piśmie "Myśl Polska".
Kto raz się zgodził, by krzyż nieść,
Tego nań wiecznie wbijać będą;
Jeśli w ofierze - szczęścia treść,
Żywot mu stał się szczęść legendą.

Nagrody nie zna dobry czyn,
Wspólnym ból, miłość torem biegną,
Lecz kto zniósł taki ból bez win,
Ten nadeń nie zna nic droższego [7].
Wybierając te dwa wersy Mińskiego na osobną maksymę, Tuwim nieznacznie zmienił pierwszy, bo "nieść swój krzyż" brzmi znacznie lepiej niż "by krzyż nieść", a rym do 'treść' nie był mu już potrzebny.

Wiadomości o Mikołaju Mińskim (1855-1937) znajdziecie łatwo w rosyjskiej (hasło "Минский, Николай Максимович") lub angielskiej (hasło "Nikolai Minsky") Wikipedii, więc nie będę tego tutaj kopiował. Jako filozofujący poeta należał - obok tak znanych postaci, jak Sergiusz Bułgakow, Wasyl Rozanow, Mikołaj Bierdiajew, czy nieszczęsny premier, Aleksander Kiereński - do Petersburskiego Towarzystwa Religijno-Filozoficznego. Ale Tuwima mógł zainteresować nie tyle religijno-filozoficzną tematyką swych wierszy, ile podobieństwem swej sytuacji życiowej. Pochodził bowiem Miński - jak Tuwim - z tradycyjnej żydowskiej rodziny, a gnało go - jak Tuwima - w chrześcijańskie mistycyzmy.

W Tuwimowskich juweniliach sytuacja ta bywa przedstawiana jako coś nie do zniesienia, zderzenie przeciwieństw. Stąd raz akty strzeliste do Chrystusa, to znowu rozpacz: a ja to jestem Żyd niestety. Bo Chrystus niby też Żyd, ale jednak aryjski. Trochę to może i dziwne, i śmieszne, niemniej rozpacz jak najbardziej prawdziwa.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy przepisuje od Mińskiego słowa o krzyżu, sam od siebie pisze w wierszu Tragedia tak:

Największa ma tragedia - to, że Żydem jestem,
A ukochałem Arjów duszę chrystusową!
Że się coś zrywa czasem jakimś wnętrznym gestem
I przypomina Rasy dziedziczność wiekową!

Że się coś czasem nagłym, zwierzęcym odruchem
Buntuje we krwi mojej, dziko, nieświadomie,
I walczy krew semicka z jakimś innych Duchem
W wichurze wieków przeszłych i w myśli ogromie!

I dumny jestem wtedy - ja, arystokrata,
Syn ludu najstarszego - mesjanizmu zaród!
I wstyd mi, że się ze mną krwią tą samą brata
Bezdomnych tchórzów podły, niewolniczy naród! [8].
Irenie Tuwim uwierzono zatem pochopnie nie tylko w to, że jej brat na odwrocie krzyża z kopenhaskiej porcelany wypisał werset z Ewangelii. Równie pochopnie uwierzono jej, że zrobił to we wczesnej młodości - przed rokiem 1914, a już na pewno jeszcze w okresie łódzkim. Traktują to jako ustalony fakt także najnowsze biografie poety:
Na jego łódzkim biurku uczniaka leżał krucyfiks z wpisaną osobiście dewizą na odwrocie: "Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą" [9].
Ale gdy Tuwim czytał przekład wiersza Mińskiego - najwcześniej w marcu 1917 roku, bo druk ukończono 24 lutego - już od dawna nie był uczniakiem. Miał wtedy dwadzieścia dwa lata (we wrześniu skończy dwadzieścia trzy) i od jesieni mieszkał w Warszawie.

I tak to właśnie jest ze wspomnieniami.

[1] Irena Tuwim, Łódzkie pory roku, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 103. Kursywa moja.

[2] Monika Warneńska, Warsztat czarodzieja, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1975, s. 69.

[3] Mariusz Urbanek, Tuwim, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2004, s. 22. Cytowany tylko napis na krzyżu.

[4] Ryszard Bonisławski, Łódzkie adresy Juliana Tuwima, [w:] Julian Tuwim. Biografia, twórczość, recepcja, pod redakcją Krystyny Ratajskiej i Tomasza Cieślaka, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2007, s. 14. Cytowany tylko napis na krzyżu.

[5] Marek Mikos, Towim to znaczy dobry, "Gazeta Wyborcza", 27 grudnia 2003: "A jednak, choć dużo tam o śmierci i przemijaniu, w przedwojennych tekstach Tuwima widać maskę optymizmu. Na dobre zdarła ją dopiero Irena Tuwim, która pisze, że brat trzymał u siebie w pokoju krucyfiks z wersetem z Biblii: «Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą». To zdanie «powtarzał nieraz na całej przestrzeni swego życia»". Także: Anna Augustyniak, Irena płacząca za szafą, "Gazeta Wyborcza", dodatek "Wysokie Obcasy", 20 listopada 2010.

[6] Uwierzyła Irenie Tuwim również Małgorzata Szotek-Ostrowska, a swój artykuł o Tuwimie ogłosiła w katolickiej "Więzi". I też nikt tego nie zauważył!

"W jednej z gablot w warszawskim Muzeum Literatury podczas rocznicowej wystawy, poświęconej życiu i twórczości Juliana Tuwima (1894-1953), leżał niewielki porcelanowy krzyż z głową Chrystusa w cierniowej koronie. Jest to jedna z niewielu pamiątek z domu rodzinnego poety, która towarzyszyła mu przez całe życie. Na odwrotnej stronie owego krzyża napisał młody Tuwim niebieskim atramentem: «Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą». Irena Tuwim, siostra poety, wspominała, że ten cytat z Ewangelii powtarzał jej brat wielokrotnie na przestrzeni swego życia i czuło się w tym jego cierpienie" (Małgorzata Szotek-Ostrowska, Człowiek zaczarowany?, "Więź" 2005, nr 12; cytuję za wersją internetową, kursywa moja).

[7] "Myśl Polska" 1917, zeszyt 1-2, s. 92. Mikołaj Minskij, wiersz bez tytułu wydrukowany w bloku przekładów Miriama (Zenona Przesmyckiego) zatytułowanym "U poetów". Nie zaznaczono jednak, że jest to tylko niewielki (1/40 całości) końcowy fragment poematu Mińskiego Гефсиманская ночь (Noc Getsemani) z roku 1884. W poemacie słowa te mówi anioł i ujęte są one w cudzysłów. Dla koneserów to samo w oryginale (pisownia przedrewolucyjna, z twardym znakiem i literą jać (ять)):

Кто крестъ однажды хочетъ несть,
Тотъ распинаемъ будетъ вѣчно,
И, если счастье въ жертвѣ есть,
Онъ будетъ счастливъ бесконечно.

Награды нѣтъ для добрыхъ дѣлъ.
Любовь и скорбь - одно и то же.
Но этой скорбью кто скорбѣлъ,
Тому всѣхъ благъ она дороже
»" (Cytuję za: Пушкинский сборникъ (въ память столѣтiя дня рожденiя поэта), Sankt-Petersburg 1899, s. 42-43; drukowany pod tytułem Искушенiе (Kuszenie)).

[8] Julian Tuwim, Juwenilia, tom 2, opracowali Tadeusz Januszewski i Alicja Bałakier, Czytelnik, Warszawa 1990, s. 330. Lekcja "innych Duchem" za rękopisem. Wcześniej przyjmowano "innym Duchem".

Jak widać, nawet żydostwo jest w tym wierszu dwoiste, sprzeczne. Jednocześnie lud najstarszy, "mesjanizmu zaród" i "bezdomnych tchórzów podły, niewolniczy naród". Sam Tuwim zaś to arystokrata, najlepsza cząstka tego narodu, więc jakby już uleciał z niego duchem (albo nawet Duchem), by przyjąć to, co z mesjańskiego zarodu wyrosło, ale semicka krew czasem go na powrót ściąga "zwierzęcym odruchem".

Nie minie jednak dwadzieścia lat i arystokratyzm, żydowskość oraz aryjskość ułożą się Tuwimowi w całkiem inną mozaikę:

"Usłyszałem od tej gnidy,
Żem żydowski jest krwiopijec.
A ja - szlachcic między Żydy,
Gdy on gudłaj, choć aryjec" (Julian Tuwim, Utwory nieznane. Ze zbiorów Tomasza Niewodniczańskiego w Bitburgu. Wiersze. Kabaret. Artykuły. Listy, opracował Tadeusz Januszewski, Wydawnictwo Wojciech Grochowalski, Łódź 1999, s. 99).

[9] Piotr Matywiecki, Twarz Tuwima, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007, s. 132. Ma to być potwierdzenie tezy, że "Chrystus naśladowany w stacjach życiowej męki był Tuwimowi bliski od młodości". Nb. w rozdziale "Bóg i bogowie" Matywiecki cytuje wspomnienie Ireny Tuwim opuszczając słowa "z Ewangelii" ("Ten werset [...] powtarzał nieraz, na całej przestrzeni swego życia"; s. 659), ale w żaden sposób tego opuszczenia nie komentuje.

Również Mariusz Urbanek przyjmuje, że krzyż z wypisaną atramentem maksymą leżał "na obitym zieloną ceratą stole" w łódzkim pokoju Tuwima (zob. Mariusz Urbanek, Tuwim. Wylękniony bluźnierca, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2013, rozdział "Rozsadzał jak dynamitem szarość i ubóstwo naszego życia..."; korzystałem z wydania elektronicznego przygotowanego przez publio).

Według Ryszarda Bonisławskiego (zob. przypis 4), pokój Julka ze wspomnień jego siostry, z obitym zieloną bibułą biurkiem i porcelanowym krucyfiksem, znajdował się w mieszkaniu przy ulicy Św. Andrzeja 40, w którym Tuwimowie mieszkali do wybuchu wojny w 1914 roku.

Nb. Św. Andrzeja 40 to dziś Andrzeja Struga 42 i może dlatego u Mariusza Urbanka łódzki adres Tuwima zmienił się w Św. Andrzeja 42. Dlaczego jednak poetyczna zielona bibuła na biurku zmieniła się w ordynarną ceratę, nie mam zielonego pojęcia.