EBENEZER ROJT

Joanna Tokarska-Bakir cytuje Carla Ginzburga
albo bunt fiszek
(wraz z aneksem o łaskoczącym Żydzie)

Joanna Tokarska-Bakir potrafi dać przypis do dowolnego zdania. "Ponowoczesność w pierwszym z wymienionych znaczeń można uznać za przedmiot wiedzy... " - pisze, i po słowach "przedmiot wiedzy" umieszcza odsyłacz: "Parafrazuję tu tytuł książki Krzysztofa Pomiana Przeszłość jako przedmiot wiary" [1].

Zdanie może też zaczynać się najzwyczajniej w świecie: "Czy Polacy naprawdę wierzą w swoje mity? [...]". Dalej jednak następuje: "[...] - można zapytać za Paulem Veyne'em", co naturalnie wymaga natychmiast porządnego naukowego przypisu: "P. Veyne, Did the Greeks Believe in their Myths. An Essay on the Constitutive Imagination, przeł. P. Wissing, Chicago - London, b.d.w." [2].

Na koniec mój ulubiony przypis do tytułu artykułu poświęconego relacjom między Polakami i ukrywanymi przez nich Żydami. Tytuł ten brzmi: "Sprawiedliwi niesprawiedliwi, niesprawiedliwi sprawiedliwi". Natomiast sam przypis wygląda tak: "Heraklit: "Śmiertelni nieśmiertelni, nieśmiertelni śmiertelni", fragment D62 w numeracji Dielsa" [3].

W każdym z tych przypadków przypis jest tylko cudownie bezużytecznym ornamentem. Książka Pomiana nijak się ma do znaczeń ponowoczesności, więc taka uwaga przypomina spoźniony popis studenta, który próbuje uratować egzamin. W Legendach o krwi po Paulu Veyne'em zostanie tylko tytuł w przypisie i w całej tej grubej księdze (prawie 800 stron sporego formatu) nie pojawi się on już ani razu. Podobnie Heraklit - zrobił w przypisie swoje i może odejść.

Jednak z drugiej strony, podawanie odsyłaczy do parafraz, mglistych aluzji czy niezobowiązujących napomknień, to żadna zbrodnia. Można w ostateczności potraktować takie figielki jako stylistyczny kaprys albo uprzejmy gest wobec mniej wyrobionej publiczności, która tak właśnie wyobraża sobie Uczoność [4].

Błędne byłoby jednak przypuszczenie, że ta niegroźna mania to uboczny skutek nadmiaru porządku i precyzji, który przelewa się aż do przypisów. Przeciwnie. W trakcie pisania eseju Syn marnotrawny, dziesięć lat później [5] chyba coś niedobrego stało się z fiszkami. Przypis 7 ze strony 141, który odsyła do strony 286 książki Powiedzieć prawdę o historii [6], powinien odsyłać do strony 287. Przypis 28 ze strony 146, który odsyła do stron 22-36 książki Probing the Limits of Representation [7], powinien odsyłać do stron 29-30. Z kolei cytat z Parmenidesa na stronie 154 został opatrzony bezsensownym oznaczeniem "frg. B1, 7". Powinno być 28 B 7, albo po prostu "frg. 7" [8].

Joanna Tokarska-Bakir trzykrotnie cytuje w tym eseju włoskiego historyka, Carla Ginzburga. Tylko raz bezbłędnie: gdy za Ginzburgiem cytuje innego historyka, Pierre'a Vidal-Naqueta (przypis 30 na stronie 146). Natomiast w przypisie 42 na stronie 150 pojawia się odesłanie do strony 25 książki Probing the Limits..., chociaż tekst Ginzburga znajduje się w niej na stronach 82-96. Najzabawniejsze są jednak przygody krótkiego cytatu ze strony 142:

Nowi historycy - pisał Ginzburg w tekście Just One Witness - "uczynili ze świadectw mur, który ex definitione wyklucza jakikolwiek dostęp do rzeczywistości".
Przypis 11 na tej samej stronie podaje taki oto adres bibliograficzny: "Cyt. za: C. Strout Border Crossing: History, Fiction and Dead Certainties, "History and Theory" 1992 nr 31, s. 153, za PPH, s. 268" (PPH to przywołane wyżej Powiedzieć prawdę o historii).

I teraz uważajcie, bo sznureczek zabawy w głuchy telefon robi się już całkiem spory: ja cytuję Tokarską-Bakir, która zacytowała książkę Powiedzieć prawdę o historii, której autorki zacytowały artykuł Cushinga Strouta, który podobno zacytował esej Just One Witness Carla Ginzburga.

A jak było naprawdę? Otóż naprawdę Cushing Strout zacytował artykuł Ginsburga Checking the Evidence. The Judge and the Historian [9]. Autorki Powiedzieć prawdę o historii nie podały, skąd pochodzi cytat, ale odniesienie do Strouta było prawidłowe [10]. W polskim przekładzie w tytule artykułu Strouta zniknął przecinek po "Fiction", a "Dead Certainties" (tytuł książki Simona Schamy) zapisano bez wyróżnienia [11]. Poszerzony został także cytat z Ginzburga: otwierający cudzysłów powinien być nie przed "uczynili", ale przed "mur". U Tokarskiej-Bakir zaś przy przepisywaniu z Powiedzieć prawdę... "Crossings" zamieniło się w "Crossing", a tom 31 - w numer 31. No i na koniec z jakiejś sąsiedniej fiszki przeskoczył tytuł całkiem innego artykułu Ginsburga z całkiem innej książki.

Tyle perypetii, by zacytować pół niezbyt ponętnego zdania! Najwyraźniej potęga Erosa potrafi przejawić się także w ślepej miłości do przypisów.

[Aneks o łaskoczącym Żydzie]

Kilka lat po artykule Syn marnotrawny, dziesięć lat później Joanna Tokarska-Bakir wydała Legendy o krwi (wspomniałem już marginalnie o tej książce na początku notki) i tam również przydarzyła się jej w przypisie przykra przygoda z Carlem Ginzburgiem. W rozważaniach o tym, jak rekonstrukcja toposu historiograficznego może podważyć wartość źródłową przekazu i "zrelatywizować zgłaszane przezeń roszczenie do prawdy", powołała się, traf chciał, akurat na Ginzburga.
W taki właśnie sposób krytykę przekazu dotyczącego epizodu z roku 1349 przeprowadza np. Carlo Ginsburg w Just One Witness, [w:] S. Friedlander [red.], Probling the Limits of Representation. Nazism and the "Final Solution", Cambridge - London 1992, s. 82n. (Legendy o krwi, przypis 23 na stronie 103).
Mniejsza już o dwie literówki: Ginsburg zamiast Ginzburg i Probling zamiast Probing. Aczkolwiek obie są również w "Bibliografii" na stronie 725, a Ginzburg jest Ginsburgiem także w "Indeksie osób" na stronie 766. Co znaczy przynajmniej tyle, że ktoś tu nadużywał - i to mechanicznie, bez czytania! - funkcji kopiuj-wstaw.

Gorzej, że ktoś tu także nie czytał Ginzburga, a chyba nawet do niego nie zajrzał, ponieważ w Just One Witness Ginzburg nie zajmuje się analizą "epizodu z roku 1349", lecz epizodem z roku 1321 opisanym przez anonimowego kontynuatora kroniki Wilhelma z Nangis.

Otóż - jak podaje kronikarz - w owym czasie na zgromadzeniu trędowatych postanowiono, za namową diabła i z pomocą Żydów, że skoro trędowaci są wśród chrześcijan ludźmi najbardziej pogardzanymi, dobrze byłoby uczynić coś takiego, aby chrześcijanie pomarli albo sami stali się trędowaci, bo gdy wszyscy będą jednakowi, wtedy już nikt nikim nie będzie gardził [12].

Jacyś spostrzegawczy chrześcijanie musieli jednak zawczasu połączyć kropki, gdyż spisek wykryto. Diabłu, rzecz jasna, się upiekło, ale dla trędowatych i, zwłaszcza, dla Żydów źle się to skończyło. Między innymi - i to właśnie ten epizod z roku 1321 - w Vitriacum (Vitry-le-François) aż czterdziestu Żydów trafiło do królewskiego więzienia. A rozważając w więzieniu, jak postąpić, by nie wpadli w ręce nieobrzezanych (ne in manus incircumcisorum inciderent), dla których śmierć Żyda to biologia, a nie metafizyka, uradzili, że jeden z nich poderżnie gardła pozostałym.

Jak się ten horror skończył, nie będę wam opowiadał, bo tutaj ważne jest tylko to, że dość podobną historię o czterdziestu Żydach postanawiających wzajemnie się pozabijać, by nie wpaść w ręce Rzymian, Ginzburg znalazł w ósmym rozdziale trzeciej księgi Wojny żydowskiej Józefa Flawiusza. Ale wbrew temu, co wyobraziła sobie Joanna Tokarska-Bakir, jego "krytyka przekazu" była bardzo ostrożna.

Możemy dojść do wniosku, że kontynuator Wilhelma z Nangis mógł znać Wojnę żydowską Józefa Flawiusza (lub jej późną adaptację z czwartego wieku, znaną jako "Hegesippus"). Nie znaczy to jednak koniecznie, że zbiorowe samobójstwo w pobliżu Vitry-le-François nigdy nie miało miejsca [13].
Owszem, kronikarz opowiedział wydarzenie wpisując je w pewien wzór, który znał z lektury. Nie znaczy to jednak koniecznie - zaznacza Ginzburg - że samo wydarzenie nie miało miejsca. Natomiast w Legendach o krwi uchwycenie w przekazie takiego wzoru od razu podważa jego "roszczenie do prawdy". I tym samym staje się dla Tokarskiej-Bakir dowodem, że wszystkie legendy o krwi, wszystkie co do jednej, są tylko i wyłącznie legendami. Bo dla niej odkrycie zbieżności czy wzoru właśnie znaczy koniecznie - odwrotnie niż dla Ginzburga - że opisywane w tych legendach wydarzenia nigdy nie miały miejsca.

Naturalnie wolno Joannie Tokarskiej-Bakir wierzyć, że w czasach przednowoczesnych nigdy żaden Żyd nie zabił chrześcijańskiego dziecka. Że w żydowskich gminach nie było pedofilów, erotomanów, ludzi zaburzonych etc., a takie osobowości jak Weinstein lub Epstein to wyłącznie uboczny produkt nowożytnej emancypacji. Że zatem wszystkie oskarżenia musiały być z pewnością fałszywe, skoro mamy jedynie relacje używające dość schematycznego języka religii, a nie współczesnej psychiatrii. Jednak powoływanie się przy tym na artykuł, który tego typu rozumowania nie wspiera, którego najwyraźniej się nie czytało i którego dane bibliograficzne wkleiło się z błędami, jest co najmniej niestosowne.

Po tej smutnej przygodzie dla rozweselenia coś lżejszego.

W Legendach o krwi Tokarska-Bakir cytowała również księdza Skargę. Szczególnie wziętą z Żywotów Świętych historię męczeńskiej śmierci dziecięcia Szymona z Trydentu. Wtedy jeszcze wszystko było w porządku. Szymon był jak należy od Żydów kłuty igiełkami, jak należy męczony etc. Ale kilka lat później w artykule Figura krwiopijcy Tokarska-Bakir zapragnęła zacytować jeszcze inny, niewielki kawalątek z tej historii. I wyszło to jej tak:

[…] podał mu [Żyd Tobiasz] pieniędzy i jagód i innych dziecinnych łaskotek iż milczało dziecię, aż przyszedł do drzwi Samuela i tam je wepchnął [14].
Dziecinnych łaskotek mu podał? Czyżby perfidny Żyd zrazu łaskotał małego męczennika? A może był to już wstęp do męczeństwa? Tak sobie tylko retorycznie pytam, bo przecież domyśliliście się, że tam nie o łaskotki szło, ale o dziecinne łakotki, łakocie, słodycze. I naturalnie są u Skargi właśnie łakotki. Cytuję nieco większy fragment za tym samym wydaniem z 1610 roku, które w Krakowie drukował Andrzej Piotrkowczyk i które w czterysta lat później zacytowała Joanna Tokarska-Bakir).
Podał mu rękę on Żyd [Tobiasz], a dziecię jako było barzo łaskawe, podało też rączkę Żydowi: y prowadził ie zsobą w rzeczy do matki iego: a skoro dom miiał, dziecię płakać poczęło: ale mu podał pieniędzy y iagod, y inych dziecinnych łakotek, iż milczało dziecię, aż z nim przyszedł do drzwi Samuela, y tam ie wepchnął.
No dobrze, powiecie, cytat był u Tokarskiej-Bakir nieprzesadnie dokładny, a te łaskotki to już istna komedia. Ale i ty, Ebenezerze, nie przesadzaj. Już nawet głupich łaskotek nie darujesz? Przecież to pewnie autokorekta tak poprawiła i tyle.

Ba, gdyby się to przydarzyło raz, nadawałoby się najwyżej na przypis do notki o zabawnych literówkach [15]. Ale dwa lata później, w roku 2012, Joanna Tokarska-Bakir wydała Okrzyki pogromowe i tam znów jest ten sam cytat z łaskoczącym Żydem.

[…] podał mu [Żyd Tobiasz] pieniędzy i jagód i innych dziecinnych łaskotek iż milczało dziecię, aż przyszedł do drzwi Samuela i tam je wepchnął [16].
No dobrze, powiecie znowu, ale to był przecie przedruk tego samego artykułu. Może się spieszyła i dała, co było, bez czytania. A poza tym do trzech razy sztuka.

Ale po kolejnych sześciu latach, w roku 2018, Joanna Tokarska-Bakir, wydała grubą księgę Pod klątwą - inne wydawnictwo, inna redakcja etc. - i tam też Żyd po raz trzeci dziecię uspokaja łaskotkami.

podał mu [Żyd Tobiasz] pieniędzy i jagód i innych dziecinnych łaskotek, iż[by] milczało dziecię, aż przyszedł do drzwi Samuela i tam je wepchnął [17].
Nie jest to więc historia o złośliwym chochliku drukarskim, ale historia o autorce, która symuluje uczoność, produkuje tony książek, ale nie tylko nie chce jej się czytać tego, na co się w przypisach powołuje, ale nie chce się jej nawet czytać tego, co sama cytuje.

Aliści niefrasobliwość Joanny Tokarskiej-Bakir ma w sobie czasem również coś z ponurej atmosfery mordowni. Jak wtedy, gdy w przypisie fałszuje sens słów nielubianego autora [18].

[1] Joanna Tokarska-Bakir, Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt etnografii nieprzezroczystej, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", 1995, nr 1. Zdanie opatrzone przypisem na stronie 14. Przypis nr 9 na stronie 22.

[2] Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2008, cytowane zdanie i przypis (nr 41) na stronie 47. Dalej cytuję jako Legendy o krwi.

Nb. przypis nie jest tak całkiem porządny: wypadałoby podać przynajmniej datę copyrightu, którą można bez problemu znaleźć w metryczce książki (cop. 1988).

[3] Joanna Tokarska-Bakir, Sprawiedliwi niesprawiedliwi, niesprawiedliwi sprawiedliwi, "Zagłada Żydów. Studia i materiały", 2008, s. 170. Cytat w przypisie to mniej więcej jedna trzecia fragmentu B 62, liczącego w całości 13 słów. W numeracji Dielsa oczywiście żadnej literki D nie ma. Tam, skąd cytat został przepisany, "D" oznaczało może właśnie Dielsa i wyszło z tego masło maślane. Albo też w "B" zatarły się brzuszki i zamieniło się w "D". O cytowaniu presokratyków jeszcze będzie niżej.

Nb. nie jest bynajmniej oczywiste, jakoby Heraklitowi chodziło o to, że nieśmiertelni bywają śmiertelni, a śmiertelni - nieśmiertelni (jak bywa u Tokarskiej-Bakir ze sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi).

"W pierwszej części fragmentu Heraklit wyraźnie przeciwstawia nieśmiertelnych śmiertelnym, a śmiertelnych nieśmiertelnym. Nie mówi «nieśmiertelni są śmiertelni» ani odwrotnie" (Kazimierz Mrówka, Heraklit. Fragmenty: nowy przekład i komentarz, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004, s. 188).

Tak więc przywołanie Heraklita miałoby sens tylko wtedy, gdyby Tokarska-Bakir chciała te dwie grupy - sprawiedliwych i niesprawiedliwych - radykalnie sobie przeciwstawić. A tego właśnie nie chce.

[4] Uczoność jednak Tokarską-Bakir trochę kosztuje. Jak wyznała Annie Zawadzkiej:

"Żeby być na bieżąco, muszę sprowadzić książki za blisko 500 dol. w semestrze. Plus 10 tys. zł na książki, które kupuję w Polsce" (Anna Zawadzka, Własny pokój, wyborcza.pl, 7 kwietnia 2008).

Zatem nic dziwnego, że stara się potem - jak każda skrzętna gospodyni - zagospodarować wszystkie resztki. Czasem wyjdzie z tego mielony, a czasem pasztet.

[5] Joanna Tokarska-Bakir, Syn marnotrawny, dziesięć lat później, "Teksty Drugie", 2005, nr 4.

[6] Joyce Appleby, Lynn Hunt, Margaret Jacob, Powiedzieć prawdę o historii, przełożył Stefan Amsterdamski, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2000. U Tokarskiej-Bakir miejsce i rok wydania to "Warszawa 2002" (przypis 6 na stronie 141). Dwójka zamiast zera to zecerski banał, ale jakim cudem Poznań zmienił się w Warszawę. Może akurat ta książka nie zmieściła się w semestralnym budżecie, więc to kolejny przepisany nie wiadomo skąd cytat.

[7] Probing the Limits of Representation. Nazism and the "Final Solution", redakcja Saul Friedlander [tak w książce, Tokarska-Bakir używa pisowni "Friedlaender"], Harvard University Press, Cambridge - Londyn 1992. Dalej cytuję jako Probing.

Przypis dotyczy cytatu z eseju Christophera Browninga German Memory, Judicial Interrogation, and Historical Reconstruction. Writing Perpetrator History from Postwar Testimony. Cały ten esej rzeczywiście znajduje się na stronach 22-36, ale cytat, do którego odnosi się przypis, na stronach 29-30. Być może zatem znów został on skądś przepisany, ale przepisywaczka nie wiedziała dokładnie, gdzie znajduje się u Browninga.

Nb. cytat ten w oryginale brzmi:

"For instance, probably the only «facts» of the opening narrative that are beyond contention are that Reserve Police Battalion 101 arrived in Jozefów [sic!] on the morning of 13 July 1942 and shot many hundreds of Jews in the nearby forest. Such «facts» quite simply allow no interpretation, no meaning of the event at all, at least in terms of the questions to which I am seeking answers" (Probing, s. 29-20).

Co Tokarska-Bakir przełożyła tak:

"101 Rezerwowy Batalion Policji przybył do Józefowa rankiem 13.07.1942 i rozstrzelał wiele setek Żydów w pobliskim lesie. Takie «fakty» po prostu nie pozwalają na interpretację, nie mają żadnego sensu, przynajmniej w tych kategoriach pytań o sens, na które ja poszukuję odpowiedzi" (Syn marnotrawny..., s. 146).

Ale Browningowi nie chodziło o to, że takie fakty "nie mają żadnego sensu", ale że są bezsporne ("beyond contention"). Przyjechał niemiecki batalion i zabił setki Żydów. Cóż tu jeszcze interpretować? Jakiego dodatkowego sensu doszukiwać się w tym wydarzeniu?

Jednak Browning stanowczo nie docenił talentów polskich historyków. Po latach okazało się, że ci zabici przez Niemców Żydzi to również ofiary polskiego antysemityzmu i śmiało można ich śmierć policzyć na konto Polaków. Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta w OSOBACH: "Krzysztof Persak cytuje Christophera R. Browninga albo biedni Niemcy patrzą na krwiożerczych Polaków".

[8] Presokratyków standardowo cytuje się za wydaniem Die Fragmente der Vorsokratiker Dielsa/Kranza. Parmenidesowi odpowiada tam rozdział 28 (w dawnych wydaniach Dielsa był to rozdział 18), litera B oznacza część z zachowanymi fragmentami (w części A są świadectwa), po czym podaje się numer fragmentu. Czasem jeszcze dodaje się numer wersu, ale w tym wypadku jest to niepotrzebne, ponieważ został zacytowany cały fragment 7. Zob. Die Fragmente der Vorsokratiker, t. I, wyd. 9, Weidmannsche Verlagsbuchhandlung 1960, s. 234-235.

[9] Carlo Ginzburg, Checking the Evidence. The Judge and the Historian, "Critical Inquiry" 1991, tom 18, nr 1. Cytowane zdanie znajduje się na stronie 83: "Zamiast traktować świadectwa jak otwarte okno, współcześni sceptycy uznali je za mur, który z definicji uniemożliwia jakikolwiek dostęp do rzeczywistości".

A dla koneserów jeszcze oryginał:

"Instead of dealing with the evidence as an open window, contemporary skeptics regard it as a wall, which by definition precludes any access to reality".

Nb. słowo evidence może w angielskim znaczyć zarówno świadectwo (testimony), jak i dowód (proof).

[10] Zob. Joyce Appleby, Lynn Hunt, Margaret Jacob, Telling the Truth about History, W. W. Norton & Company 1995, s. 258.

[11] Cushing Strout, Border Crossings. History, Fiction, and Dead Certainties, "History and Theory" 1992, tom 31, nr 2.

[12] Ginzburg daje jedynie zwięzłe omówienie tej historii, ale zajrzałem do tekstu łacińskiego, który wydał prawie dwieście lat temu Hercule Geraud, i teraz mam dla koneserów także oryginał:

"Fuit igitur in dictis leprosorum conciliis per eorum majores caeteris propositum, suadente diabolo per ministerium judaeorum, quod cum ipsi leprosi essent apud christianos vilissimae et abjectae personae, nec ab ipsis reputatae, bonum esset aliquod tale committere ut christiani omnes morerentur, vel omnes uniformiter leprosi efficerentur, et sic, cum omnes essent uniformes, nullus ab alio despiceretur" (Chronique latine de Guillaume de Nangis de 1113 à 1300 avec les continuations de cette chronique de 1300 à 1368, tom II, Jules Renouard, Paryż 1843, s. 34).

Wstawka łacińska w następnym akapicie wzięta ze strony 36.

[13] Probing, s. 84: "We can conclude that the continuator of William of Nangis may have been familiar with Flavius Josephus' Jewish War (or with the late fourth-century adaptation of it, known as «Hegesippus»). This does not necessarily imply, however, that the collective suicide near Vitry-le-Francois never took place".

[14] Joanna Tokarska-Bakir, Figura krwiopijcy w dyskursie religijnym, narodowym i lewicowym Polski roku 1945/1946. Studium z antropologii historycznej, "Sprawy Narodowościowe. Seria Nowa" 2010, zeszyt 37, s. 26.

Jest do tego przypis numer 24 na tej samej stronie:

"Piotr Skarga, Żywoty Swiętych Starego y Nowego Zakonu, na każdy dzień przez cały rok, drukarnia A. Piotrkowczyka, Kraków 1610, s. 262, na dzień 30 marca (24 marca): Męczeństwo pacholęcia Szymona Trydenckiego od Żydów umęczonego pisane od Doktora Jana Macieja Tybaryna do Senatu Brygji".

Nie mam pretensji o niekonsekwentną modernizację pisowni, bo sam tak czasem robię. Ale Jan Maciej Tybaryn to u Skargi Tyberyn i nie do Senatu Brygji pisał, lecz do Senatu Bryxyey, czyli do Senatu Bryksji, dzisiejszej Brescii.

[15] Kto chciałby wiedzieć, jak podstępne mogą być literówki, niech przeczyta w DODATKACH: "Nomada Liebniza, kluch Dawidowy oraz inne litrówki literówki".

[16] Joanna Tokarska-Bakir, Okrzyki pogromowe. Szkice z antropologii historycznej Polski lat 1939-1946, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012, s. 121. A w przypisie znów Tybaryn pisze do Senatu Brygji.

[17] Joanna Tokarska-Bakir, Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego, tom I, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018, s. 118-119. W przypisie (nr 532) dalej Tybaryn pisze do Senatu Brygji, a na dodatek strona 262 zmieniła się w kartę 262.

[18] Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta w OSOBACH: "Joanna Tokarska-Bakir cytuje Wojciecha Wasiutyńskiego albo mordownia «Pod szemranym przypisem»".