EBENEZER ROJT

Michał Sikora doktoryzuje się z Alexandre'a Kojève'a
albo wieszcząca fałda

Przedstawiciele nauk humanistycznych wiele dziś mówią o nietolerancji i opresji, a tymczasem sama humanistyka przypomina coraz bardziej przemiłą krainę niczym nie skrępowanej wolności, po której hasają stada rozbrykanych źrebaków. Taki rozbrykany humanista może na przykład napisać:
Alienujący instrument historyczności w powiązaniu z mesjańską obietnicą przekroczenia horyzontu skończoności, przydaje pojęciu człowieka charakter Foucaultowskiej fałdy, wieszczącej rychły zanik kategorii człowieczeństwa.
i nie tylko żadna krzywda mu się nie stanie, ale przeciwnie - za wieszczącą fałdę zainkasuje tytuł naukowy, a czasem nawet jeszcze pieniądze.

Zdanie o fałdzie znajduje się na pierwszej stronie pierwszego rozdziału rozprawy doktorskiej Michała Sikory Mit wiecznego powrotu w filozofii Alexandre'a Kojève'a [1]. Nie mówcie więc, że ze złośliwością (o którą niesłusznie bywam posądzany) musiałem szukać dziury w całym - dziura sama mnie znalazła.

Mógłbym bez problemu zacytować wiele podobnych zdań ułożonych przez Michała Sikorę, ale pretensjonalny bełkot bawi tylko na krótką metę, więc rychło zanudziłbym was na śmierć [2]. W dodatku osobnym urokiem tej pracy jest jej nieprzeciętne niechlujstwo: stada literówek, awantury z przypadkami czy nawet błędy ortograficzne, ale wtedy musiałbym być jeszcze małostkowy, toteż kilka przykładów przesuwam do przypisu [3].

Nie jest to jednak pierwszy lepszy doktorat, jakich stosy zalegają magazyny uczelnianych bibliotek. O dziwo, już w następnym roku doczekał się wydania książkowego, co dobrze świadczy o przedsiębiorczości doktora Sikory [4]. Dzięki temu jego dziełko stało się odrobinę lepsze, bo redaktor wydawnictwa wyłapał garść najprostszych błędów. Ale tylko garść! W zwrocie "jak miedzy definicją trójkąta a twierdzeniem o sumie jego katów" (D, s. 73) "katow" wprawdzie poprawiono na "kątów" (K, s. 95), ale już "miedzy" zostało po staremu. Został też po staremu (między innymi) "szlachetny przywódcza" (D, s. 77; K, s. 99), estachon zamiast eschaton (D, s. 3; K, s. 11), dwukrotnie Ziemia Urlo zamiast Ulro (D, s. 63 i 116; K, s. 82 i 143) oraz tajemnicza zapowiedź: "Parusii nie będzie" (D, s. 70; K, s. 91).

Natomiast cytowane na początku tej notki zdanie wygląda teraz tak:

Alienujący instrument historyczności w powiązaniu z mesjańską obietnicą przekroczenia horyzontu skończoności, przydaje pojęciu człowieka charakter Foucaultowskiej fałdy, wskazujący na rychły zanik kategorii człowieczeństwa (K, s. 13).
Fałda zatem przestała już wieszczyć, niemniej dalej nie wiadomo, co to takiego ów "alienujący instrument historyczności" oraz kto, komu i kiedy składał "mesjańską obietnicą przekroczenia horyzontu skończoności". Być może chodzi o pewnego Żyda, który obiecywał, że kto uwierzy i przyjmie chrzest, ten będzie zbawiony, a może o całkiem innego Żyda, który obiecywał rozwiązanie zagadki historii. Ale czemu tego jasno nie napisać?

W tej sytuacji pewnym plusem doktora Sikory staje się jego skromność. Swój niezbyt obszerny doktorat ulepił on bowiem w jednej trzeciej z cytatów ze zdolniejszych od siebie autorów. Kogóż tam nie ma! Jest Hannah Arendt (K, s. 49 i 129), jest Jean Baudrillard (K, s. 65), jest Giorgio Colli (K, s. 19-20 i 135), Jacques Derrida (K, s. 17, 36, 62, 86 i 124), Mircea Eliade (K, s. 20), Michel Foucault (K, s. 51-52 i 115), Hans-Georg Gadamer (K, s. 14-15)... I tak dalej aż do końca alfabetu.

Niestety i ten plus bywa ujemny, gdyż doktor Sikora cytuje niechlujnie i bezmyślnie. Nawet Alexandre'a Kojève'a, głównego bohatera swojej książki, który wskutek tego nierzadko wychodzi na idiotę.

Trzy przykłady.

Kojève w przekładzie Michała Sikory tak mówi w odczycie Kolonializm z perspektywy europejskiej wygłoszonym w Düsseldorfie w roku 1957:

Krótko mówiąc, kapitaliści zobaczyli i powiedzieli dokładnie to samo, co spostrzegł Marks (choć niezależnie od niego i z pewnym opóźnieniem). Mianowicie że kapitalizm nie może się ani rozwijać, ani nawet istnieć, jeśli "wartość dodana" wytworzona za pomocą technologii przemysłowej nie jest rozdzielona między kapitalistyczną mniejszością a większością pracujących. Innymi słowy post-marksistowscy kapitaliści zrozumieli, że nowoczesny, wysoko uprzemysłowiony kapitalizm produkcji masowej nie tylko pozwala, ale także wymaga stałego wzrostu przychodów (i standardu życia) pracujących mas. I będą postępować właściwie. […] kapitaliści zrobili dokładnie to, co powinni byli zrobić z marksistowską teorią w celu dokonania "rewolucji społecznej" [dla nich] niemożliwej, czyli niepotrzebnej (D., s. 85-86; K, s. 109).
Pomijam stylistyczne niezgrabności, które nie uniemożliwiają zrozumienia [5], ale końcówka tego cytatu to piramidalny nonsens. Kapitaliści coś zrobili "z marksistowską teorią w celu dokonania «rewolucji społecznej»". W dodatku zrobili "dokładnie to, co powinni", chociaż dokonywali rewolucji dla nich "niemożliwej, czyli niepotrzebnej". O co chodzi w tym bełkocie?

W rzeczywistości Kojève powiedział coś całkiem odwrotnego:

[...] kapitaliści zrobili dokładnie to, co według marksistowskiej teorii powinni byli zrobić, żeby "rewolucję społeczną" uczynić niemożliwą, tj. niepotrzebną ("[...] the capitalists did exactly what they ought to have done according to Marxist theory in order to make the «social revolution» impossible, i.e. unnecessary") [6].
"Zrobili dokładnie to", to znaczy odsunęli groźbę rewolucji dzieląc się wartością dodatkową z robotnikami i zamieniając ich w konsumentów. Dlatego w późnych próbach reanimacji marksizmu już znacznie mniej mówi się o robotnikach i wartości dodatkowej, a więcej o godności, szacunku oraz innych mglistych dobrach, których na tym świecie zawsze komuś brakuje.

I jeszcze raz Kojève w przekładzie Michała Sikory; tym razem cytat z jego listu do Carla Schmitta z 16 maja 1955 roku:

W czasie mojego kursu (czyli przed wojną) zawsze [kazałem] czytać w myślach "Stalin" zamiast "Napoleon" i wszelako [tak] interpretować. [W swojej terminologii. Stalin = Aleksander [Wielki] naszych czasów = "uprzemysłowiony Napoleon" = Świat (= Kraj) imperium] (D, przypis 41 na stronie 20; K, przypis 34 na stronie 32).
Kazałem czytać w myślach i zarazem wszelako tak interpretować. Ale komu i jak kazałem? I dlaczego tylko "w myślach" i "wszelako"? "W swojej terminologii" - to znaczy w czyjej? Same zagadki.

W rzeczywistości Kojève znów napisał co innego:

W czasie mojego kursu (tj. przed wojną) zawsze w duchu czytałem "Stalin" zamiast "Napoleon", a mimo to interpretowałem Fenomenologię ducha. [W Pańskiej terminologii. Stalin = Aleksander naszego świata = "Napoleon epoki przemysłu" = Światowe (= Lądowe) imperium] ("At the time of my course (i.e. before the war) I always inwardly read «Stalin» instead of «Napoleon» and nevertheless interpreted the Ph.d.G. [In your terminology. Stalin = «the Alexander of our World» = «industrialized Napoleon» = World (= Country) empire]) [7].
To jedynie Kojève czytał w myślach "Stalin" zamiast "Napoleon", gdy interpretował Fenomenologię ducha Hegla. Ale doktor Sikora najwyraźniej nie wie, że tajemnicze Ph.d.G. to właśnie skrót od Phänomenologie des Geistes. Natomiast w nawiasie kwadratowym Kojève nawiązuje nie do jakiejś "swojej terminologii", lecz do terminologii Carla Schmitta, adresata listu. Lądowe imperium Stalina to naturalnie nawiązanie do nawracającego motywu rozważań Schmitta o ścieraniu się potęg lądu i morza, walki Behemota z Lewiatanem [8].

Ale Michał Sikora potrafi również od ręki zepsuć porządny cudzy przekład.

Zapewne szczyty (którym nigdzie nie dorównano) specyficznie japońskiego snobizmu - takie, jak Teatr No, ceremoniał herbaciany i ikebana - były i nadal pozostają wyłącznym przywilejem szlachty i ludzi ubogich (D, s. 94; K, s. 119).
Pozostają przywilejem szlachty i ludzi ubogich? Że to bez sensu? I co z tego? Skoro fałdy mogą wieszczyć, to czemu japońscy biedacy nie mieliby zajmować się układaniem kwiatów? [9].

"Rządzą masowe gusta, spada poziom nauki, niedouczona większość kończy uniwersytety" - pisze złowieszczo doktor Michał Sikora na stronie 97 swojej książki.

Ba, bywa już znacznie gorzej! Bywa, że dzisiejszym doktorom nauk humanistycznych problem sprawia nawet przepisanie bez błędu prostego zdania. A przecież ta umiejętność to zaledwie wstęp do znacznie trudniejszej sztuki czytania ze zrozumieniem.

Być może jednak uda się ją opanować w trakcie pisania pracy habilitacyjnej.

[1] Michał Sikora, Mit wiecznego powrotu w filozofii Alexandre'a Kojève'a, Katowice 2015, s. 4; praca łatwo dostępna w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej. Baza Nauki Polskiej podaje, że promotorem pracy doktorskiej Michała Huberta Sikory był prof. dr hab. Andrzej Jan Noras, promotorem pomocniczym - dr Marta Ples, recenzentami zaś prof. dr hab. Radosław Kuliniak oraz dr hab. Sławomir Marek Raube.

[Dopisek] Poproszono mnie, bym nieco rozjaśnił, o co chodzi z tą fałdą. Otóż fałda (czy też, jak w polskim przekładzie, fałd) pojawia się pod koniec przedmowy do chyba najgłośniejszej książki Michela Foucaulta Słowa i rzeczy. W przedmowie tej Foucault zaraz na początku cytuje za Jorge Luisem Borgesem "pewną chińską encyklopedię" (naturalnie zmyśloną), która klasyfikuje wszystkie zwierzęta za pomocą osobliwego zestawu kategorii: "a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny" etc., etc. (Jorge Luis Borges, Analityczny język Johna Wilkinsa, [w:] Idem, Dalsze dociekania, przełożył Andrzej Sobol-Jurczykowski, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 153). Co staje się potem pretekstem do rozważań o naturze kategorii w systemie wiedzy oraz ich arbitralności i historyczności. Jak twierdzi Foucault, taką arbitralną i historyczną kategorią jest również "człowiek". I wtedy właśnie pada w przedmowie do Słów i rzeczy to niezmiernie często cytowane zdanie:

"Jakaż to jednak pociecha i głębokie uspokojenie, gdy się pomyśli, że człowiek jest stosunkowo świeżym wynalazkiem, figurą liczącą zaledwie dwa wieki, zwyczajnym fałdem w naszej wiedzy, który zniknie natychmiast, gdy przyjmie ona nowy kształt" (Michel Foucault, Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych, przełożył Tadeusz Komendant, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2006, s. 12; wyróżnienie moje).

Fałd, fałda, czy nawet zmarszczka, jak w wyrażeniu "zmarszczki na wodzie", to zatem metafora przygodności i nietrwałości naszych kategorii. A o tym, jak fałdy potrafią niespodzianie pojawiać się i znikać, wie każdy, kto próbował usiąść tak, by nie pognieść świeżo wyprasowanych spodni. Fałda wiedzy to może nie najwspanialsza poezja, ale całkiem nieźle jak na filozofa. Nie muszę chyba dodawać, że u Foucaulta fałda niczego nie wieszczy. Wieszczeniem zajmował się osobiście sam Foucault.

A dla koneserów jeszcze powyższe zdanie w oryginale:

"Réconfort cependant, et profond apaisement de penser que l'homme n'est qu'une invention récente, une figure qui n'a pas deux siècles, un simple pli dans notre savoir, et qu'il disparaîtra dès que celui-ci aura trouvé une forme nouvelle" (Michel Foucault, Les mots et les choses. Une archéologie des sciences humaines, Gallimard, Paryż 1990, s. 15; wyróżnienie moje).

[2] Wieczny powrót tego samego bełkotu to differentia specifica tego dziełka. Oto przykład z następnej strony, dodatkowo kulawy za sprawą literówki: "Potęga Rozumu, którą tak konsekwentnie zwalczał dwudziestowieczny renesans nietzscheanizmu, potwierdził jedynie moc mitu, zajmującego ciągle uprzywilejowaną pozycję na nieskończonych mapach imaginarium" (s. 5). Albo jeszcze coś takiego: "Negatywność historii, czyli punkt w którym sczezł rozwój, a poczucie czasu przeszło na stronę odnawianej farsy, wydobywa realność nieskażoną koniecznością; jest zmianą która niczego nie zmienia" (s. 10).

Nb. pretensjonalne differentia specifica wtrąciłem tu zauroczony bogatym słownictwem Michała Sikory, który już we wstępie zdążył napisać: limes, casus, sophia perennis i eschaton.

[3] "zmknięty" (s. 58); "w reku" (s. 80); "myśliciel sadził" (s. 86); "mogą tyczyć się [...] chemię DNA, wartość szwajcarskiego franka" (s. 74); "szarą eminęcję rządu de Gaulle'a" (s. 81); "wbrew utrzymującym się nierównością ekonomicznym" (s. 94).

Inna sprawa to polszczyzna doktora Sikory. Alexandre Kojève to dla niego: "Postać o tak niebywałym autoramencie" (s. 14; prawdopodobnie chodziło o 'autorytet'; w przeciwnym wypadku powinno być 'niebywałego autoramentu'). W zdaniu "Osławiony pasaż z Fenomenologii ducha..." (s. 26) prawdopodobnie chodziło o 'sławny pasaż', bo osławiony to tyle, co mający złą sławę, a tego znaczenia kontekst nie wspiera. Etc., etc., etc.

[4] Wydało ten doktorat pod identycznym tytułem Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR (Warszawa 2016). Jako recenzenci są tam znów wymienieni pp. Kuliniak i Raube. Ci sami, którzy uważnie czytając recenzowaną pracę, zgodnie przepuścili "szarą eminęcję" oraz "nierównością ekonomicznym". Natomiast jako redaktor i korektor został wymieniony Jakub Dadler, który z kolei przepuścił między innymi estachon i Ziemię Urlo. Odtąd oryginalny doktorat będę cytował jako D, a jego wersję książkową jako K.

[5] Wersja książkowa tego cytatu zasadniczo nie różni się od jego wersji pierwotnej z doktoratu. Onieśmielony filozoficznym żargonem redaktor poprawił jedynie kilka przecinków i jeden błąd ortograficzny. Zostawił natomiast frazę "rozdzielona między kapitalistyczną mniejszością a większością pracujących" oraz nie całkiem jasne "I będą postępować właściwie".

[6] W angielskim przekładzie, na którym oparł swoje tłumaczenie Michał Sikora, cały ten fragment przedstawia się następująco:

"To put it briefly, the capitalists saw exactly the same thing as Marx saw and said [although independently of him, and with some delay]. Namely, that capitalism can neither progress, nor even exist, if the «surplus value» produced through industrial technologies is not divided between the capitalist minority and the working majority. In other words, the post-Marxist capitalists understood that the modern, highly industrialized capitalism of mass production not only permits, but also requires, a constant increase in the income (and of the standard of living) of the working masses. And they behaved accordingly.

In brief, the capitalists did exactly what they ought to have done according to Marxist theory in order to make the «social revolution» impossible, i.e. unnecessary" (Alexandre Kojève-Carl Schmitt Correspondence and Alexandre Kojève, "Colonialism from a European Perspective", redakcja i przekład Erik De Vries, "Interpretation", jesień 2001, tom 29, nr 1, s. 117).

[7] Michał Sikora znów posłużył się angielskim przekładem (cytowanym w przypisie 6). Tym razem jest to strona 97.

A dla koneserów jeszcze niemiecki oryginał:

"Zur Zeit meines Kursus (d. h. vor dem Kriege) habe ich innerlich statt «Napoleon» immer «Stalin» gelesen und die Ph.d.G. dennoch gedeutet. [In Ihrer Terminologie: Stalin = «Alexander unserer Welt» = «industrialisierter Napoleon» = Welt(=Land)reich]" (Schmittiana. Beiträge zu Leben und Werk Carl Schmitts, tom VI, redakcja Piet Tommissen, Duncker & Humblot, Berlin 1998, s. 103).

[8] "Dzieje powszechne to walka pomiędzy narodami pogan. W szczególności Lewiatan, którego ucieleśniają potęgi morskie, walczy przeciwko Behemotowi, czyli potęgom lądowym. Ten pragnie rozerwać Lewiatana rogami, podczas gdy Lewiatan swoimi płetwami zatyka Behemotowi pysk i nozdrza, i w ten sposób go uśmierca, co stanowi zresztą piękną metaforę ujarzmienia lądu przez zastosowanie blokady. Żydzi jednak stoją z boku i patrzą, jak zabijają się ziemskie narody; dla nich te wzajemne «rzezie i mordy» są zgodne z prawem i «koszerne». Dlatego spożywają mięso zabitych narodów i z tego żyją" (Carl Schmitt, Lewiatan w teorii państwa Thomasa Hobbesa. Sens i niepowodzenie politycznego symbolu, przełożył Mateusz Falkowski, posłowie Piotr Nowak, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 20-21).

[9] Powinno być, rzecz jasna, "szlachty i ludzi bogatych". I tak właśnie jest w polskim przekładzie Kojève'a autorstwa Światosława Floriana Nowickiego.

Dla koneserów francuski oryginał:

"Certes, les sommets (nulle part égalés) du snobisme spécifiquement japonais que sont le Théâtre Nô, la cérémonie du thé et l'art des bouquets de fleurs furent et restent encore l'apanage exclusif des gens nobles et riches" (Alexandre Kojève, Introduction à la lecture de Hegel. Leçons sur la Phénoménologie de l'Esprit, professées de 1933 à 1939 à l'École des Hautes-Études réunies et publiées par Raymond Queneau, Gallimard, Paryż 1968, s. 437, przypis).