EBENEZER ROJT

Islam na użytek zdziecinniałego Europejczyka

Aby małoletniemu synowi Ludwika XIV, noszącemu tytuł Delfina, nie przychodziły do głowy nieprzystojne myśli, wydawano z myślą o nim ocenzurowane wersje klasyków: Homera, Owidiusza, Plauta... Nawet Staremu Testamentowi nie przepuszczono. I tak się w tej robocie cenzorzy rozochocili, że ostatnie tomy wyszły, gdy Delfin dobiegał już czterdziestki. Odtąd zwrot, że coś tam jest "na użytek Delfina", ad usum Delphini, oznacza taką właśnie ugrzecznioną i ulizaną wersję. Dobrą dla dzieci albo dla osób zdziecinniałych [1a].

Homer dziś już nikogo nie gorszy. Co innego islam. I dlatego odpowiedzialne gazety troszczą się, by ich czytelnikom nie przychodziły do głowy nieprzystojne myśli w związku z islamem. Jak to się robi, pokażę na przykładzie artykułu z "Gazety Wyborczej", jednej z najbardziej odpowiedzialnych polskich gazet.

Najłatwiej zacząć od podretuszowanych wiadomości historycznych:

Boli też, że Polska zapomniała lekcję historii - bo polskich uchodźców muzułmańskie państwa przyjmowały. Kto wie, że prochy generała Józefa Bema, bohatera powstania listopadowego i Wiosny Ludów, w 1929 r. sprowadzono do Polski właśnie z Aleppo, dziś oceanu ruin? Bośnia w XIX wieku przyjęła 25 tys. emigrantów z Galicji. Iran przyjął 120 tys. polskich uchodźców po drugiej wojnie światowej. Jak to się stało, że ta historyczna solidarność państw muzułmańskich z Polakami została obecnie "pochowana w zapomnieniu"? [1].
Różnie bywało z tym przyjmowaniem. Na przykład generał Bem mógł zostać przyjęty jedynie pod warunkiem przejścia na islam. W dodatku w Allepo znalazł się właściwie na zesłaniu i to dość upokarzającym. Jego współtowarzysz z kampanii siedmiogrodzkiej, major Fiala, porównywał ten wyjazd do wygnania Napoleona na Wyspę Św. Heleny. Niezbyt to budujący przykład troski o uchodźcę. O tym, by Bema trzymać z dala od europejskiej sceny politycznej, zadecydowały rzecz jasna naciski Rosji i Austrii. Toteż zamiast walczyć z potencją zaborców, generał stoczył swą ostatnią bitwę ze zbuntowanymi przeciwko tureckiej władzy koczownikami [2].

Nie jest też prawdą, że muzułmańska Bośnia przyjęła 25 tys. uchodźców z Galicji. Pomijam już samą liczbę, co najmniej dwukrotnie zawyżoną. Rzecz bowiem w tym, że gdy pod koniec XIX wieku Polacy z Galicji przenosili się do Bośni, ani nie byli uchodźcami, ani nie istniało wtedy żadne bośniackie państwo muzułmańskie. Od roku 1878 ziemie Bośni i Hercegowiny znajdowały się pod okupacją Austro-Węgier i to właśnie władze tego państwa zachęcały Polaków do przenosin. Była to zatem forma kolonizacji tych terenów, do tego faworyzująca katolików, więc ze zrozumiałych względów źle widziana przez miejscowe muzułmańskie elity [3].

Jeśli zaś chodzi o Iran, to również w tym wypadku ani nie było żadnych uchodźców, ani decyzji nie podjęły muzułmańskie władze. Polacy ewakuowani z ZSRR po podpisaniu układu Sikorski - Majski przybyli do Iranu jako "gość brytyjskich okupantów" (jak krótko i węzłowato ujął to Norman Davies [4]). Od początku też traktowali swój pobyt w Iranie jako etap w powrocie do kraju. Dlatego po wojnie została ich tam ledwie garsteczka, jeśli nie liczyć prawie trzech tysięcy zmarłych z wycieńczenia i chorób [5].

Po tych pomniejszych retuszach historycznych można już odważyć się na retusz zasadniczy - bezwstydnie sfałszowany cytat z Koranu:

Zwalczanie terroryzmu to dla muzułmanów nie tylko oczywistość, ale również nakaz religii. To święte wersety Koranu: "Ten, który ocali niewinne życie, tak jakby ocalił całą ludzkość. Ten, który zabije niewinne życie, tak jakby zabił całą ludzkość" (Terror, s. 2).
W rzeczywistości cytat ten brzmi następująco:
Z tego to powodu przepisaliśmy synom Izraela:
"Ten, kto zabił człowieka,
który nie popełnił zabójstwa
i nie szerzył zgorszenia na ziemi,
czyni tak, jakby zabił wszystkich ludzi.
A ten, kto przywraca do życia człowieka,
czyni tak,
jakby przywracał do życia wszystkich ludzi" (sura V, Stół zastawiony (Al-Maida), werset 32) [6].
Koran parafrazuje tutaj talmudyczne:
Człowiek rodzi się jeden, aby cię pouczyć, że kto niszczy jedno życie w Izraelu, niszczy według Pisma jakby cały świat, kto zaś ratuje jedno życie w Izraelu, ratuje według Pisma jakby cały świat (Bawli, Sanhedryn 37a) [7].
W obu wypadkach (tak w Koranie, jak i w Talmudzie) kontekstem jest biblijna historia o Kainie i Ablu, opowiadająca o morderstwie wskutek którego w rzeczy samej przestała istnieć znaczna część ludzkości.

W sfałszowanym cytacie z artykułu w "Gazecie Wyborczej" zniknęło jednak nadzwyczaj ważne zastrzeżenie: nie wolno zabić jedynie takiego człowieka, który sam "nie popełnił zabójstwa i nie szerzył zgorszenia na ziemi". Komentatorzy są na ogół zgodni, że Koran bez wątpienia zezwala na legalne zabijanie trzech rodzajów osób: cudzołożników będących w związku małżeńskim, morderców oraz apostatów porzucających islam [8]. Natomiast jakie zachowania mieszczą się w tym konkretnym wypadku w dość pojemnej kategorii "szerzenia zgorszenia" (fasad), to już kwestia interpretacji, a w islamie - jak wiadomo - nie ma centralnego urzędu nauczycielskiego, którego orzeczenia obowiązywałyby wszystkich muzułmanów, czy nawet tylko wszystkich sunnitów.

Niemniej sam Koran daje tutaj istotną podpowiedź, bo już w następnym wersecie sugeruje, że gorszyciele to po prostu wszyscy ci, którzy zwalczają Boga (a więc islam), a także surowo zapowiada marny los, jaki ich czeka jeszcze w tym życiu:

Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga
i Jego Posłańca
i starają się szerzyć zepsucie na ziemi,
będzie tylko to,
iż będą oni zabici lub ukrzyżowani
albo też obetnie im się
rękę i nogę naprzemianległe,
albo też zostaną wypędzeni z kraju.
Oni doznają
hańby na tym świecie
i kary bolesnej w życiu ostatecznym (sura V, Stół zastawiony (Al-Maida), werset 33; przekład Bielawskiego).
Wcześniej zaś w tej samej surze sporo mówi się o błędach żydów i chrześcijan, na przykład o tym, że chrześcijanie "zapomnieli część tego, co im zostało przypomniane" (werset 14), co jest niewątpliwie gorszące, bo chodzi tu przecież o przymierze z Bogiem [9]. Tak więc wcale nie trzeba dokonywać karkołomnych sztuczek interpretacyjnych, by dojść do wniosku, że szczególnie przykry chrześcijanin, nie mówiąc już o takim, który zwalcza Boga i Jego Posłańca (na przykład rysując Jego karykatury), zasługuje na to, żeby mu coś obciąć: rękę, nogę, czy może najlepiej od razu głowę.

Ma się rozumieć, obowiązki muzułmanów nie sprowadzają się do obcinania głów niewiernym. W dodatku cała ta kwestia to tylko rozważania wokół zaledwie jednego wersetu z jednej sury.

Ale kto fałszuje jeden werset Koranu, to tak jakby fałszował cały islam.

[1a] Wprawdzie ten pierwszy akapit to jedynie swobodny wstęp do zasadniczego tematu, ale uważny i kompetentny Anonimowy Czytelnik zwrócił mi uwagę, że uległem potocznym (i mylnym) wyobrażeniom na temat tego, co niegdyś mógł był czytać Delfin. I nie usprawiedliwia mnie fakt, że również Francuzi utrwalają te mylne wyobrażenia w odpowiednim haśle ("Ad usum Delphini") swojej Wikipedii.

Po pierwsze, to słynne wydanie klasyków, 64 tomy z dewizą in usum serenissimi Delphini, obejmowało wyłącznie literaturę łacińską, toteż o żadnym Homerze czy Starym Testamencie nie może być mowy.

Po drugie, niczego, jak się zdaje, ostatecznie nie wycinano, a jedynie w niektórych tomach (na przykład w wydaniu Marcjalisa) obscoena przesuwano na koniec do osobnej sekcji, pozostawiając uznaniu czytelnika (ad lectoris arbitrium), czy zechce je przeczytać, czy też nie.

Nb. filolodzy klasyczni do dzisiaj czasem korzystają z tego wydania (lub jego przedruków), ceniąc je zwłaszcza za walory dydaktyczne. Delfin był zatem starannie kształcony i (wbrew potocznemu wyobrażeniu) nie kazano mu się zadowalać jakąś byle papką przyrządzoną dla dziecka.

Rzecz jasna, ocenzurowane wydania na użytek młodzieży (czyli takie, do których stosuje się zwrot ad usum Delphini w jego zwykłym sensie) również istniały. I był wśród nich i Homer, i Stary Testament. Zresztą współcześnie w podobny sposób potraktowano Przygody Hucka, ponieważ Mark Twain użył w nich ponad dwieście razy straszliwego słowa 'czarnuch' (nigger).

[1] Emina Ragipović, Terror, nasz wspólny wróg, "Gazeta Wyborcza", 3-4 czerwca 2017, dodatek "Osiem dziewięć", s. 1. Autorka została przedstawiona przez Redakcję jako "uchodźczyni, Bośniaczka, muzułmanka, od 2012 r. obywatelka RP". Dalej cytuję jako Terror.

[2] Zob. Eligiusz Kozłowski, Generał Józef Bem 1794-1850, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1970, rozdział "Ostatni akt". Słowa majora Fiali przytoczone na s. 183. Cytuję tę popularną książeczkę, wydaną w masowym nakładzie, by podkreślić, że nie są to żadną miarą wiadomości ezoteryczne.

Nb. podobno Turcy nie uważali uchodźcy Józefa Bema za Polaka, lecz za Węgra. Tak w każdym razie podaje Selim Deringil. Zob. jego Conversion and Apostasy in the Late Ottoman Empire, Cambridge University Press 2012, s. 166: "A certain mystery surrounds the life story of Murad Paşa [tak Bem nazywał się po konwersji]. Although he was Polish, his illustrious role in the Hungarian Revolution identified him with the Hungarians (Macar) as far as the Ottomans were concerned. He was never referred to as Polish (Lehli)".

[3] Nb. dla polskich chłopów, chcących wyrwać się z galicyjskiej nędzy, Bośnia nie zawsze była ziemią obiecaną. Ksiądz Czermiński tak opisuje dom jednego z kolonistów w Rakovacu: "Nędzę w chacie widziałem wielką; w maleńkiej jedynej izdebce, służącej zarazem za kuchenkę, znajdowała się jego żona i czworo drobnych dziatek" (x. Marcin Czermiński T.J, Kolonie polskie w Bośni. Wspomnienia z misyi w roku 1902, Kraków 1903, s. 19).

Znacznie lepiej wiodło się urzędnikom, których znalazło się w Bośni ponad pół tysiąca, przeważnie prawników, wskutek czego co dwudziesty tamtejszy urzędnik był Polakiem. Podaję te dane za: Jan Magiera, Ludność polska w Bośni, Kraków 1912, s. 1. Ale też kolonizacja po austriacku opierała się głównie na urzędnikach. "The new administration consisted of mainly foreign, non-Bosnian employees. In 1907, only a third of the civil servants were native Bosnians. Of that number, 61.56 percent were Catholics, 29.29 percent were Orthodox, and only 8.63 percent were Muslims" (Mitja Velikonja, Religious Separation and Political Intolerance in Bosnia-Herzegovina, Texas A&M University Press 2003, s. 121).

[4] Zob. Norman Davies, Szlak Nadziei. Armia Andersa. Marsz przez trzy kontynenty, Rosikon Press, Izabelin - Warszawa 2015, rozdział 6. "Iran - 1942-1943".

[5] Wbrew temu, co się nieraz powiada, kontakty z miejscową muzułmańską ludnością nie zawsze były serdeczne, a czasem nie były nawet poprawne.

"Naturalnie my, młodzież, patrzyliśmy na otaczający nas świat z wielką ciekawością, ale o ile zachwycało nas miasto, o tyle miejscowi ludzie byli dla nas po prostu obcy. Czytając pamiętniki dorastających dziewcząt czuje się nawet niechęć, której przyczyną były ciągłe nieprzyjemne zaczepki na ulicach. Prości muzułmanie nie mogli się pogodzić z obecnością dużej ilości kobiet i dziewcząt, które swobodnie chodziły po ich ulicach, w ubraniu, które choć bardzo skromne w pojęciu europejskim, musiało razić ich wyobrażenia o tym jak powinna wyglądać kobieta. Młodsze dziewczynki miały surowy zakaz wychodzenia z zakładu bez opieki ponieważ było to niebezpieczne. Starsze miały przepustki, ale żadna nigdy nie wychodziła sama, zawsze w grupie. Z młodzieżą perską też kontaktów prawie nie było" (Isfahan - miasto polskich dzieci, redakcja Irena Beaupré-Stankiewicz, Danuta Waszczuk-Kamieniecka, Jadwiga Lewicka-Howells, Koło Wychowanków Szkół Polskich Isfahan i Liban, Londyn 1988, s. 299).

Znacznie lepsze kontakty nawiązywano z żyjącymi w Isfahanie Ormianami. Wspomina o tym także Davies w cytowanej w poprzednim przypisie książce:

"Polskie dziewczęta, wychodzące do miasta w swoich harcerskich mundurkach, były obrzucane kamieniami, zrywano im też z głów berety. Polaków wspierali tamtejsi chrześcijańscy Ormianie i w swojej katedrze udostępnili na ich potrzeby jedną z kaplic".

Nb. o tym, jakoby to właśnie Iran (nie zaś brytyjski okupant Iranu) "ratował Polaków w czasie II wojny światowej", przypomniał ostatnio irański minister spraw zagranicznych. Jak widać, "Gazeta Wyborcza" jest pismem o zasięgu światowym.

[6] Koran, z arabskiego przełożył i komentarzem opatrzył Józef Bielawski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986, s. 133.

[7] Ponieważ jest to cytat nieco drażliwy, cytuję przekład Szymona Datnera i Anny Kamieńskiej z: Z mądrości Talmudu, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 134. Drażliwy jest zaś dlatego, bo w oryginale podkreśla żydowski ekskluzywizm ("w Izraelu"). Być może też z tego powodu w obiegu częściej pojawia się jego parafraza używana przez Instytut Jad Waszem (czasem podawana jednak fałszywie jako cytat, na przykład tutaj), w której to parafrazie Izrael znika, przez co nabiera ona przyjemnego, uniwersalistycznego charakteru. Czemu jednak takiej uniwersalistycznej parafrazy używa akurat Instytut Jad Waszem fetujący Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, to już paradoks żydowskiej umysłowości, skoro zarazem podstawowym kryterium przyznania tytułu Sprawiedliwego jest uratowanie Żyda, czyli właśnie "jednego życia w Izraelu", nie zaś życia jakiegokolwiek.

[8] "Three kinds of people can be killed legally: a married person who has committed adultery; a murderer; and an apostate, someone who has defected from Islam and returned to kufr or paganism" (The Qur'an. An Encyclopedia, redakcja Oliver Leaman, Routledge, Londyn - Nowy Jork 2006, hasło "Murder", s. 429). Zob. też hasło "Corruption" z powołaniem się właśnie na ten 32 werset piątej sury Koranu w: Encyclopaedia of Qur'an, tom I: A-D, redakcja Jane Dammen McAuliffe, Brill, Lejda - Boston - Kolonia 2001, s. 439.

[9] Podstawową karą za to "zapomnienie" był - według Koranu - rozpad chrześcijaństwa na wrogie i nawzajem się nienawidzące odłamy (zob. odpowiedni komentarz w: The Study Quran. A New Translation and Commentary, redakcja Seyyed Hossein Nasr, HarperCollins 2015). Ponieważ jednak islam również rozpadł się później na takie wrogie odłamy (dwa podstawowe to islam sunnicki i szyicki), wątek ten nie jest przesadnie akcentowany.