EBENEZER ROJT

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski
Część 1: Historia jako baśń

Baśń jak niedźwiedź Gabriela Maciejewskiego, znanego w Internecie również pod pseudonimem Coryllus, opowiada o historii Polski i Europy w wiekach XV i XVI [1]. Niemniej słowo "baśń" w tytule należy rozumieć w sensie całkiem dosłownym. To nie jest praca naukowa ani popularnonaukowa. To nie jest nawet esej historyczny w rodzaju tych, jakie pisał na przykład Paweł Jasienica. To jest naprawdę baśń, czyli zmyślenie.

Sam autor pisze zresztą o tym otwarcie. Już na wstępie zaznacza, że nie jest badaczem historii, że korzystał głównie z opracowań wydanych w czasach PRL-u i że prawdę zostawia historykom [2]. A tak w ogóle to byłby zadowolony, gdyby czytelnik nazwał jego książkę "alternatywną wersją historii lub wersją autorską" (Baśń, s. 9; kursywa moja). I potem o tych swoich założeniach wielokrotnie w tekście przypomina:

[...] książka ta nosi tytuł "Baśń jak niedźwiedź" i napisana jest ku rozrywce czytelnika, a ja programowo nie sięgam przy jej pisaniu do źródeł [...] (Baśń, s. 197).
I rzeczywiście do źródeł nie sięga! Zamiast tego woli odwoływać się do "karkołomnych hipotez [...] które uwielbiają wszyscy pasjonaci i czytelnicy" (Baśń, s. 92-93), fantazyjnych tropów (Baśń, s. 97) oraz dawać pierwszeństwo legendzie, ponieważ taki trop "nawet jeśli nie doprowadzi nas do prawdy, będzie o wiele bardziej ekscytujący" (Baśń, s. 199).

Jeśli ktoś woli ekscytację od prawdy, to nic dziwnego, że jego opowieść przypomina potem jedno wielkie pasmo spisków, zdrad, prowokacji, zakulisowych działań i tajnych agentów. Często tak tajnych, że nawet ludzie żyjący w tamtych czasach niczego nie podejrzewali i trzeba dopiero hiperpodejrzliwego baśniopisarza, by to wszystko zdemaskować. "My jednak dajemy tu, na kartach tej księgi, pierwszeństwo podejrzliwości [...]" (Baśń, s. 172) - oświadcza i znowu dotrzymuje słowa.

Jest więc Gabriel Maciejewski na swój sposób uczciwy. Niczym iluzjonista, który obiecuje widzom ekscytującą rozrywkę, nie zaś nudne tłumaczenie, skąd się biorą na tym świecie cylindry wypełnione królikami. Z drugiej jednak strony pewne rekwizyty tego występu mogą być dla mniej uważnych widzów zwodnicze. W Baśni jak niedźwiedź pojawiają się bowiem dziesiątki nazwisk autentycznych postaci oraz dziesiątki dat autentycznych wydarzeń. Książka została również zaopatrzona w bibliografię. Wprawdzie dosyć osobliwą i niechlujną [3], ale przecież bibliografia nie służy w tym wypadku do czytania, lecz do odwrócenia uwagi od królików pochowanych po kieszeniach.

Wypowiada się też Maciejewski wiele razy o dokonaniach i zaniedbaniach prawdziwych historyków, co mogłoby sugerować, że choć ze źródeł nie korzysta, to jednak sprawdził porządnie przynajmniej podstawową literaturę przedmiotu. Między innymi już na początku książki podnosi larum, że nie ma dotąd w języku polskim biografii księcia Albrechta Hohenzollerna, tego od hołdu pruskiego z 1525 roku. "To jest wprost nie do uwierzenia" (Baśń, s. 9) - pisze i potem jeszcze kilkakrotnie wraca do tej sprawy (zob. Baśń, s. 231, 245). Tymczasem polska biografia Albrechta Hohenzollerna jak najbardziej istnieje i ukazała się nie gdzieś kiedyś, tak dawno, że już kurz bibliotek ją przysypał, ale w roku 2010! [4]. Cóż, widocznie nie mieli jej na Allegro w zestawie tanich opracowań historycznych z czasów PRL-u, więc skąd Maciejewski mógł o niej wiedzieć.

Z Baśnią Maciejewskiego rzecz ma się więc trochę tak, jak z parabankami. Niby każdy z tych tworów uczciwie przyznaje na wstępie, że nie jest zwyczajnym bankiem, po czym jednak stosuje rozmaite sztuczki w celu przekonania klientów, że trafili do poważnej instytucji finansowej, której można śmiało zawierzyć. Repertuar tych sztuczek bywa na ogół niezwykle obszerny i urozmaicony. Parabankowcy nazywają to kreatywnym podejściem do finansów.

Parahistoryk Gabriel Maciejewski również zastosował obszerny i urozmaicony repertuar zmyśleń w swoim kreatywnym podejściu do historii i dlatego opowieść o tych zmyśleniach jest aż tak długa. Dla wygody podzieliłem ją więc na części opatrzone tytułami i na tyle niezależne, że można w trakcie czytania każdą z tych części pominąć, jeśli akurat jakieś konkretne zmyślenie uzna się za mniej ważne. W sumie przedstawiam wam dość materiału, byście odtąd nie mogli się tłumaczyć, że czegoś tam w tej Baśni nie zauważyliście i dlatego właśnie w niej ulokowaliście swoje nadzieje na zrozumienie historii. Tej prawdziwej, nie tej alternatywnej.

Pamiętajcie: zostaliście ostrzeżeni!

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 2: Baśń jako świat uproszczony

[1] Gabriel Maciejewski, Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tom II, Klinika Języka, Warszawa 2012. Dalej cytowane jako Baśń. Tom II jest osobną całością, którą można czytać niezależnie od tomu I. Skąd wziął się ten dziwny tytuł, wyjaśnia motto: "Światło szeleści, zmawiają się liście na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy". Są to słowa z wiersza Tadeusza Nowaka "Krajobraz z wilgą", znanego głównie z piosenki Marka Grechuty "Krajobraz z wilgą i ludzie" (Prócz "Krajobrazu z wilgą" Grechuta wykorzystał jeszcze wiersz Nowaka "Ludzie" o identycznej rytmice).

Maciejewski wprawdzie na poezji się nie zna (nie tak dawno przypisał znany wiersz Gałczyńskiego "Ojczyzna" Wisławie Szymborskiej; zob. tutaj), a pisarzy aktywnych w czasach stalinowskich ocenia surowo ("Szymborska, Miłosz, Watt, mogli tylko współpracować. Przecież musieli coś robić, nie mogli milczeć. Prawda?"; zob. tutaj; pisownia oryginału), ale widocznie uznał, że akurat Nowaka rozgrzeszy z jego licznych strof o serdecznych radzieckich żołnierzach, o Gwardii Ludowej, o Leninie z Tatr, o armii Stalina, czy też o Partii, która "wiecznie żywa [...] śmierć przeciw śmierci wzywa" (wiersz "Ta sama partia" z tomiku Porównania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1954). Tadeusz Nowak złożył też podpis pod tą samą rezolucją krakowskich literatów domagających się surowego ukarania księży kurii krakowskiej, której podpisanie tak często wypomina się Wisławie Szymborskiej. Słusznie więc powiadają, że łaska pańska (w tym wypadku łaska p. Maciejewskiego) na pstrym koniu jeździ.

[2] "[...] nie jestem badaczem historii, tylko autorem popularnych książek [...]" (Baśń, s. 7-8); "postanowiłem zrobić to [...] korzystając z [...] opracowań pochodzących z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku" (Baśń, s. 8); "Ponoć tylko prawda jest ciekawa. Tak więc zostawmy prawdę historykom i zostawmy im odpowiedzialność za przekazywanie tej prawdy. My zaś zajmijmy się Baśniami" (Baśń, s. 10).

[3] Można w tej bibliografii znaleźć między innymi takie pozycje, jak dwie powieści Henryka Manna, powieść Aleksandra Dumasa oraz powieść Kraszewskiego. Autor nigdy nie podaje, z jakiego wydania korzystał, ani nawet czy chodzi o książkę, czy o artykuł w piśmie lub w pracy zbiorowej. Są też w niej wynikające z niechlujstwa błędy: zamiast "paligeneza" powinno być "palingeneza" (s. 315); nie "Zbigniew Hubert Nowak", ale "Zenon Hubert Nowak" (s. 316); nie "Mohacs", ale "Mohács" (s. 317). Nadto w tytule książki Marka Plewczyńskiego Daj nam, Boże, sto lat wojny opuszczone zostały przecinki.

[4] Jacek Wijaczka, Albrecht von Brandenburg-Ansbach (1490-1568). Ostatni mistrz zakonu krzyżackiego i pierwszy książę "w Prusiech", Littera, Olsztyn 2010.