EBENEZER ROJT

Piotr Ibrahim Kalwas okrada niewiernych
albo islam po polsku

salam aleikum,

Poglady i sytuacje z tamtych czasów, to poglady Proroka(Pokój z Nim) i jego towarzyszy, i TRZEBA jej przenosic do naszych czasow bez zadnych zmian. To nie religia ma sie przystosowywac do zmieniajacych sie, bez watpienia, czasow, tylko swiat ma sie przystosowywac do niezmiennej religii(islamu).
Tak pisał w sierpniu 2004 roku na forum "Islam w Polsce" świeżo nawrócony nadwiślański muzułmanin, Piotr Ibrahim Kalwas [1]. Było to, swoją drogą, bardzo pouczające forum. Polscy i nie tylko polscy muzułmanie dyskutowali na nim otwarcie o wprowadzeniu szariatu, sposobach radzenia sobie z miejscowym prawem, a także z wielkodusznym zrozumieniem przyjmowali przemoc w imię islamu - na przykład głośne wtedy zabójstwo reżysera Theo van Gogha. Jednocześnie zaś przypominali:
Jeżeli masz uzasadnione podejrzenia, że przyznanie się do isalmu może być dla ciebie niebezpieczne, to możesz ukryć swoją wiarę. Twoja wiara jest w sercu, Allah (SWT) ją widzi. Nie ryzykuj zanadto, jeżeli jesteś otoczony złymi ludźmi, wrogami islamu [2].
Potem jednak odmieniła się skóra świata, "Islam w Polsce" zszedł do podziemia, a Kalwas zajął się głównie pisaniem książek i jemu także trochę się odmieniło. Ostatnio zaczął nawet wymyślać zabawne nonsensy, jakoby teraz miał "swój islam", "prywatny", bo ten zwyczajny jednak trochę mu zbrzydł [3]. Chociaż kto go tam wie: może jedynie nabrał "uzasadnionych podejrzeń" i postanowił nie ryzykować "zanadto".

Jego książki opowiadały często o podróżach do dalekich krajów, ale nie zalecały się przesadną erudycją. Przeciwnie, głębia niewiedzy autora bywała niekiedy żenująca [4]. Nie o to w nich jednak chodziło, by ktoś mógł się z nich czegoś dowiedzieć, tylko o wyznanie wiary. Gdzie bije światło, a gdzie ciemności kryją ziemię. Z zajadłą satysfakcją, która aż prosiłaby się o psychoanalityka (gdybym wierzył w magię psychoanalityków), opisywał Kalwas swoich pierdzących polskich wujków i zwariowane ciotki. Natomiast pomarszczona kobieta coś tam jedząca pod meczetem albo arabscy starcy byli u niego wyłącznie dostojni i uduchowieni - tak jakby recytowanie Koranu dobrze robiło również na trawienie [5].

Pod tym względem relacje Kalwasa przypominały nieco relacje ludzi, którzy tuż po wojnie nawrócili się na inną, wtedy modną religię. Gdy jechali do Moskwy, widzieli przechodniów wprawdzie skromnie odzianych, ale pełnych powagi i godności. Gdy odwiedzali Paryż, widzieli wulgarny blichtr i kloszardów pod mostem. Kultura godności i powagi przeciwko kulturze rozpasania i krzywdy. Albo śniadzi przeciwko niebieskookim. "Jesteście przegrani, o niebieskoocy. Nienawiść przeciwko nienawiści" (Drzwi, s. 130). I do tego ta wizja zwycięstwa:

Ale czasami sobie myślę, że chciałbym, żeby kiedyś, za kilkadziesiąt lat, mój malutki teraz synek [Hasan] chociaż na chwilę wszedł do tego mieszkania (tamtego mieszkania) i stanął na tym samym balkonie. Nie popatrzy już na topolę na pewno, ale popatrzy przed siebie, ponad dachy tych starych kamienic, które - da Bóg - wytrzymają jeszcze wiele, wiele lat. Nie zobaczy pewnie już tych bloków towarzysza Wiesława. Popatrzy na Mokotów rozjarzony światłami drapaczy chmur, przyozdobionych logami chińskich koncernów, przemieszanych ze strzelistymi minaretami niezliczonych meczetów (Drzwi, s. 48).
Wizji świetlanej islamskiej przyszłości towarzyszyły również namiętne filipiki wymierzone w zgniły Zachód. I nie byłoby w tym kolejnym nawiązaniu do powojennej tradycji nic szczególnie interesującego gdyby nie to, że tata malutkiego Hasana nie zawsze układał je sam.

W grudniu 2001 roku Aram Mattioli, profesor uniwersytetu w Lucernie, ogłosił w "Die Zeit" artykuł o zbrodniach popełnionych podczas włoskiego najazdu na królestwo Abisynii w latach 30. ubiegłego wieku [6]. Pod koniec stycznia 2002 polski przekład tego artykułu zamieściło "Forum" pod tytułem Zapomniane piekło [7]. Natomiast w 2005 roku ukazała się książka Piotra Ibrahima Kalwasa Czas, w której okrucieństwom Włochów w Abisynii również poświęcono wiele przejmujących akapitów [8].

W znacznej części zostały one ukradzione właśnie z artykułu Mattiolego.

Mattioli

Wcześniej, 6 grudnia, włoskie bombowce zrównały z ziemią szpital adwentystów w Dessie, zabijając przy tym 50 ludzi. Pilot bojowy Vittorio Mussolini, syn dyktatora, wychwalał bombardowanie jako zapierające dech w piersiach przedstawienie, wprawdzie tragiczne, ale niezwykle piękne. [...] Żadna wojna, którą królestwo prowadziło po zjednoczeniu, nie była tak popularna jak ta. [...] dziesiątki tysięcy Włochów oddawało dla ojczyzny swoje obrączki, zaś pisarze, tacy jak Luigi Pirandello czy Gabriele D'Annunzio - swoje złote ordery. [...] Kardynał Ildefonso Schuster, arcybiskup Mediolanu, sławił wojnę, która za cenę krwi otworzy bramy Abisynii przed wiarą katolicką i rzymską cywilizacją. Nuncjusz Angelo Roncalli, późniejszy tak lubiany Jan XXIII, pisał do swoich krewnych w Atenach: "To, jak Duce wszystko się udaje, punkt po punkcie, bitwa za bitwą, bez żadnego oporu i przerwy, każe wręcz wierzyć, że jakaś niebiańska moc prowadzi Italię i jej strzeże. Być może jest to nagroda za to, że zawarł on pokój z Kościołem". [...] Uznanie wyraził mu również sam Winston Churchill: według niego Mussolini wykazał odwagę, nie mającą sobie równej w historii ludzkości (Zapomniane piekło, s. 48-49).
Kalwas
W grudniu 1935 roku włoskie bombowce zrównały z ziemią szpital adwentystów w Dessie, zabijając przy tym pięćdziesięciu pacjentów i dwadzieścia dwie osoby z personelu medycznego. Pilot bojowy Vittorio Mussolini, syn dyktatora, osobiście zrzucił kilkanaście bomb i wychwalał bombardowanie jako, jak się wyraził, "zapierające dech w piersiach, niezwykle piękne przedstawienie". Żadna wojna, którą prowadziło państwo włoskie po zjednoczeniu, nie była tak popularna w społeczeństwie jak ta. Dziesiątki tysięcy Włochów oddawały na nią swoje pieniądze, obrączki i wszelkiego rodzaju precjoza. Znani pisarze włoscy - Luigi Pirandello i Gabriel d'Annunzio - oddali na potrzeby armii swoje złote ordery. Arcybiskup Mediolanu kardynał Ildefonso Schuster w swoich homiliach sławił wojnę w Abisynii jako tę, która otworzy bramy Afryki przed wiarą katolicką i rzymską cywilizacją. Nuncjusz Angelo Roncalli, późniejszy tak lubiany, Jan XXIII, pisał do swoich krewnych w Atenach: "To, jak Duce wszystko się udaje, punkt po punkcie, bitwa za bitwą, każe wierzyć, że to Niebiańska Moc prowadzi Italię i stoi na jej straży. To nagroda za to, że zawarł on pokój z Kościołem". Uznanie Mussoliniemu wyraził również Churchill, według niego Duce "wykazał odwagę nie mającą sobie równej w historii ludzkości" (Czas, s. 93-94).

Mattioli
[...] Duce zezwolił systematycznie używać gazów trujących. [...] które spowodowały pełną męczarni śmierć tysięcy ludzi. [...] Na działanie śmiertelnej trucizny, przenikającej przez skórę, byli wystawieni nie tylko etiopscy żołnierze, którzy w większości walczyli boso. Włoscy generałowie kazali opryskać iperytem także rzeki, jeziora, ujęcia wody, pastwiska i grunty orne. Rolnicy i pasterze, jeśli zetknęli się choćby z paroma kropelkami trucizny lub napili zatrutej wody, dostawali pęcherzy i wrzodów na całym ciele, często ślepli, a wielu zmarło. Umierali ludzie, którzy doznali nawet niewielkich zatruć, bo na ogromnych obszarach tego górzystego kraju nie było żadnej pomocy medycznej (Zapomniane piekło, s. 48).
Kalwas
Duce rozkazał swoim dowódcom użyć przeciwko Abisyńczykom bomb z iperytem, które spowodowały pełną męczarni śmierć dziesiątek tysięcy ludzi, głównie cywili. Na działanie śmiertelnej trucizny, przenikającej przez skórę, byli wystawieni nie tylko erytrejscy żołnierze, którzy w większości walczyli boso. Włoscy generałowie kazali opryskać iperytem także rzeki, jeziora, ujęcia wody, pastwiska i grunty orne. Rolnicy i pasterze, jeśli zetknęli się choćby z paroma kropelkami trucizny lub napili zatrutej wody, dostawali pęcherzy i wrzodów na całym ciele, często ślepli i masowo umierali w konwulsjach. Umierali ludzie, którzy doznali nawet niewielkich zatruć, bo na ogromnych obszarach tego górzysto-pustynnego kraju nie było żadnej pomocy medycznej (Czas, s. 94-95).

Mattioli
Po nieudanym zamachu na Grazianiego 19 lutego 1937 roku, Guido Cortese, dowódca faszystów z Addis Abeby, wydał rozkaz przeprowadzenia akcji odwetowej. [...] Bilans był przerażający: w 3 dni od 3 do 6 tysięcy ludzi straciło życie; a całe dzielnice miasta zostały wyludnione. [...] przez następne 4 miesiące Carabinieri zastrzelili 2509 miejscowych; a armia - tysiące "rebeliantów", w tym przynajmniej 1200 mnichów i diakonów słynnego miasta Debre Libanos, których oskarżono o to, że schronili zamachowców w swoich klasztorach (Zapomniane piekło, s. 49).
Kalwas
Po nieudanym zamachu na Grazianiego, 19 lutego 1937 roku, dowódca faszystów z Addis Abeby wydał rozkaz przeprowadzenia akcji odwetowej. W ciągu trzech dni Włosi wymordowali w stolicy Abisynii prawie sześć tysięcy ludzi, a całe dzielnice wyludnili, wywożąc mieszkańców do obozów koncentracyjnych. Przez następne cztery miesiące armia włoska zamordowała czterdzieści dwa tysiące ludzi, w tym przynajmniej tysiąc dwustu mnichów i diakonów klasztoru w Debre Libanos, których oskarżono o udzielenie schronienia "terrorystom" (Czas, s. 95).

Mattioli
Żadnemu Włochowi nie wytoczono żadnego procesu. Mimo że etiopski rząd podejmował po 1945 roku wiele dyplomatycznych kroków w celu postawienia winnych przed Trybunałem ds. Zbrodni Wojennych, to jednak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie były zainteresowane afrykańską Norymbergą. [...] dla Włochów reżim terroru nad Etiopią nigdy nie był powodem do refleksji (Zapomniane piekło, s. 49).
Kalwas
Żadnemu Włochowi nigdy nie wytoczono żadnego procesu, mimo że erytrejskie i etiopskie rządy podejmowały wiele dyplomatycznych kroków w celu postawienia winnych przed Trybunałem do Spraw Zbrodni Wojennych. Jednak ani Stany Zjednoczone, ani Wielka Brytania, ani żadne inne mocarstwo nie było zainteresowane afrykańską Norymbergą. Dla Włochów zbrodnie ich rodaków w Abisynii nigdy nie były powodem do refleksji (Czas, s. 97).
Czas nie jest książką naukową ani nawet popularnonaukową, należy do działu literatury pięknej. Toteż darowałbym Kalwasowi, gdyby Mattioli został przez niego choć raz zdawkowo wspomniany. Choćby tylko tak: "Czytałem kiedyś artykuł Arama Mattiolego, który wrył mi się na zawsze w pamięć". A potem niechby już nawet płynęły sobie bez cudzysłowów strumienie tej przepisanej pamięci.

Darowałbym również, gdyby Kalwas programowo nie cytował nic i nikogo, wrzucając wszystko, co przeczytał, do jednego wielkiego tygla. Ale nie, tam nawet zaraz w sąsiedztwie są obszerne i wyraźnie zaznaczone cytaty z dwóch książek. Z Poławiaczy pereł Mirko Paška (Czas, s. 92) i z Historii bestialstwa Jensa Bjørneboe (Czas, s. 101-102). Czyli umie cytować, respektuje reguły.

Umie też cudze zdania kroić i lepić wedle potrzeby. A to znaczy, że pracował nad nimi i nie jest nieświadomą ofiarą jakiegoś nazbyt łatwego kopiuj-wklej, o którym potem można równie łatwo zapomnieć.

Być może też w ogóle nie przypomniałbym sobie o tej dawnej sprawie, gdyby w ostatniej książce Piotra Ibrahima Kalwasa o Egipcie nie uderzyło mnie tu i ówdzie dziwne słownictwo, jakby przekalkowane z angielskiego [9]. To naturalnie nie musi o niczym świadczyć: może tylko dużo czyta po angielsku i tak mu się to niechcący utrwaliło. Ale może czyta i niechlujnie tłumaczy. Potem zaś zapomina podać, skąd to wziął.

Dla muzułmanina to nic nadzwyczajnego. Gdy forum "Islam w Polsce" przekształciło się na krótko w portal, obowiązywała tam fatwa, by nie zawracać sobie głowy czymś tak niemuzułmańskim, jak "prawa autorskie" [10].

A już złupić niewiernych - sama radość [11].

[1] Forum "Islam w Polsce", 15 sierpnia 2004 (strona zarchiwizowana). Zachowuję pisownię oryginału.

[2] To także Kalwas. Forum "Islam w Polsce", 9 października 2004 (strona zarchiwizowana). Zachowuję pisownię oryginału. Nb. wypowiedziom Kalwasa na islamskim forum dodatkowego aromatu dodawał fakt, że jego ojciec, Andrzej Kalwas, mniej więcej w tym samym czasie był ministrem sprawiedliwości w rządzie Marka Belki (wrzesień 2004-październik 2005). Oczywiście, obaj dorośli, obaj odpowiadają wyłącznie za siebie, niemniej jeszcze jakiś czas potem młody Kalwas publicznie dziękował staremu Kalwasowi za wsparcie (bodaj finansowe). Zatem ministrowi sprawiedliwości działalność syna co najmniej nie przeszkadzała. Chyba że zasadę "nie ryzykuj zanadto" syn zastosował także wobec własnego ojca.

[3] "Wybieram sobie co chcę z religii, tak samo jak z każdej idei czy prądu myślowego. Biorę z zewsząd, z życia, to, co sprawia mi radość, daje mądrość, inspirację, miłość i buduje swój islam", Piotr Ibrahim Kalwas, polski muzułmanin: Świat arabski to czarna dziura intelektualna [WYWIAD]. Rozmawia Katarzyna Stańczyk, wokolfaktu.pl, 1 października 2015 (strona zarchiwizowana). Zachowuję pisownię oryginału.

"Przeszedłem długa drogę od konserwatyzmu islamskiego do jednoosobowego Bractwa Wolnego Ducha, którego jestem jedynym członkiem i założycielem. Nie należę do nikogo i niczego, chociaż przychylnym okiem patrzę na sufizm. Jednak nie jestem sufim i nie będę, mój islam jest prywatny, tylko mój, z Bogiem się kłócę, czasem Go wielbię, czasem wyzywam od najgorszych. Czuję że On to lubi. Znowu ta występna miłość", Wywiad z Piotrem Ibrahimem Kalwasem, pisarzemowia.nl, 28 stycznia 2017 (strona zarchiwizowana). Zachowuję pisownię oryginału.

Na ogół uważa się, że islam, którego podstawą jest umma oraz wywiązywanie się z obowiązków wobec wspólnoty, nie może być prywatny. Określenie "prywatny islam" ma mniej więcej tyle sensu, co "prywatny komunizm". Prywatnie można islam (albo komunizm) rozważać, ale nie można go praktykować.

[4] Oto w Muzeum Narodowym w Damaszku znajdują się malowidła ze słynnej synagogi z Dura Europos. Wielokrotnie reprodukowane, opisywane, analizowane, bo to jedyny taki wypadek, kiedy szczęśliwym zbiegiem okoliczności ocalała starożytna synagoga udekorowana malarstwem figuratywnym, tj. namalowanym Mojżeszem, Mordechajem i Esterą, przejściem przez Morze Czerwone etc. Kalwas zaś odwiedza to muzeum, po czym notuje:

"Niewiarygodne! Kto pozwolił zamalować synagogę żywymi formami? Niestety, nikt w muzeum nie wiedział nic na ten temat. Nigdzie potem nie znalazłem też żadnych informacji na temat tej "malowanej synagogi". Tego kuriozum religijnego, stojącego w całkowitej sprzeczności z prawami Talmudu" (Piotr Ibrahim Kalwas, Drzwi, Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2006, s. 2006, s. 79; dalej cytuję jako Drzwi).

Nb. o żadnych "prawach Talmudu" w tym wypadku nie ma mowy, bo synagoga z Dura Europos jest starsza od Talmudu, ale zakaz przedstawiania postaci wyprowadza się zazwyczaj z Tory.

Nawet jeśli w sprawach światopoglądowych u Kalwasa sporo się od tamtej pory zmieniło, to skłonność do niefrasobliwego pomieszania z poplątaniem została mu do dziś. Często wie, że wołają na modlitwę, ale już nie bardzo wie, w którym meczecie. Trzy przykłady.

Islam powstał "w okolicach Jerozolimy"? Równie dobrze można by powiedzieć, że do Bitwy Warszawskiej doszło w okolicach Moskwy, bo to nominalnie mniej więcej ta sama odległość (a przy szybkości podróżowania w czasach Muhammada było to relatywnie znacznie więcej).

"«Świat jest faktem, a przedmiot jest prosty» głosi Wittgenstein, w sumie też Budda, prawda?" Nieprawda. Takiej tezy w Traktacie nie ma. Świat nie jest faktem, ale ogółem faktów (a to istotna różnica), które zresztą w tej samej tezie przeciwstawia się rzeczom: "1.1. Die Welt ist die Gesamtheit der Tatsachen, nicht der Dinge" (Ludwig Wittgenstein, Tractatus Logico-Philosophicus, Routledge & Kegan Paul, Londyn 1963, s. 6; tekst niemiecki (na stronach parzystych) wraz z przekładem angielskim (na stronach nieparzystych). W polskim przekładzie Bogusława Wolniewicza teza ta brzmi: "1.1 Świat jest ogółem faktów, nie rzeczy"; Ludwig Wittgenstein, Tractatus Logico-Philosophicus, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, s. 5). "Przedmiot jest prosty" ("Der Gegenstand ist einfach") to teza 2.02 (tekst niemiecki, s. 10; polski przekład, s. 7). Ale wg Wittgensteina przedmiot, o którym mowa, ani nie jest jedyny, ani nie jest tożsamy ze światem (przedmioty stanowią substancję świata).

I na koniec wstyd największy - z Gombrowiczem.

"Ale, wiesz, tak naprawdę nie wiem, kim jest dla mnie Gombrowicz, nie wiem kim w ogóle jest. On także tego nie wiedział, pisał przecież [...] «Ja naprawdę lękam się tego, że mam pięć palców u ręki. Dlaczego pięć? Dlaczego nie 328584598208854? A dlaczego nie wszystkie ilości naraz? I dlaczego w ogóle palec? Nic dla mnie bardziej fantastycznego, jak że tu i teraz jestem jaki jestem, określony, konkretny, taki akurat, a nie inny». To jest przerażające, to jeden z moich ulubionych fragmentów «Dziennika», mój koan do medytacji. «I dlaczego w ogóle palec….?» Noszsz… transhumanizm!"

Jeden z ulubionych fragmentów "Dziennika". Koan do medytacji. Z pewnością nie zacytowany z pamięci (bo kto spamięta 328584598208854 palców). A jednak... A jednak w rzeczywistości w Dzienniku tego fragmentu nie ma. Znajduje się on bowiem w rozmowach z Dominikiem de Roux (zresztą napisanych od A do Z przez samego Gombrowicza i potem wydawanych jako jego Testament). Zob. Dominique de Roux, Rozmowy z Gombrowiczem, Instytut Literacki, Paryż 1969, s. 124-125.

Tak nawiasem, był to recycling podobnej uwagi o palcach, jaką Gombrowicz zrobił wcześniej w wywiadzie dla Daniela Odier: "Uważam ciało za coś zadziwiającego. Jestem zdumiony, że mam pięć palców u ręki. Dlaczego pięć, a nie na przykład trzy miliony siedemset? (Witold Gombrowicz, Publicystyka, wywiady, teksty różne, 1963-1969, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 352; wywiad zatytułowany Przypadek nazwiskiem Gombrowicz przełożył Ireneusz Kania).

Wszystkie trzy przykłady z: "Lubię mieć coś wspólnego z wszystkimi ludźmi dobrymi i mądrymi". Z Piotrem Ibrahimem Kalwasem rozmawia Jakub Winiarski, literaturajestsexy.pl, 11 maja 2016 (strona zarchiwizowana). 10 lat wcześniej Kalwas potrafił prawidłowo zacytować ten swój koan z Gombrowicza w Drzwiach (s. 88-89).

[5] "Binduchowski chodził i pierdział. Siedział i pierdział. Leżał i pierdział. Cały czas w aurze pierdu. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Po prostu wychowywałem się w obecności mężczyzny ciągle pierdzącego" (Drzwi, s. 51).

"Kobieta [na podwórku meczetu] coś jadła: raz po raz sprawnym ruchem odrzucała skrawek chusty, odsłaniając zasuszoną, zmurszałą twarz, aby wrzucić do ust kolejną porcję jedzenia. Dlatego wiedziałem, że jest stara. Przez chwilę zamarłem i wpatrywałem się w tę jedzącą kobietę. Piękny widok, jak obraz mistrzów. Starych" (Drzwi, s. 75).

Nb. drugą stroną pięknych widoków bywa czasem absolutna ślepota. Podróżując po Indiach natrafia Kalwas na ulicach na "stosy śmieci i kolorowych reklamówek" i pisze o tym tak:

"Tych ostatnich była tutaj niesamowita wprost ilość. Po prostu dziesiątki tysięcy reklamówek - małych, wielkości wizytówek, średnich jak kartki z zeszytu i wielkich niczym gazetowe płachty. Reklamy restauracji, kursów jogi, sklepów, kwiaciarni, gabinetów lekarskich, korporacji taksówkowych i setek innych miejsc oferujących swoje usługi. Ani jednej ulotki «z panienkami»" (Piotr Ibrahim Kalwas, Rasa mystica. Traktat około Indii, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 143).

Tymczasem nie jest żadną tajemnicą, że w mistycznych Indiach można stosunkowo łatwo i tanio kupić usługodawcę seksualnego dowolnej płci i wieku. Zob. choćby wydaną w tym samym roku, co książka Kalwasa, zbiorową pracę Prostitution and Beyond. An Analysis of Sex Work in India (redakcja Rohini Sahni, V. Kalyan Shankar i Hemant Apte, SAGE Publications India, New Delhi 2008). O dziecięcej prostytucji już na stronach 27-28 (badania jeszcze z ubiegłego wieku). Na stronie 79 uwaga: "Child prostitution is also seen as linked to the paedophile tourism of the men of advanced capitalist countries and simultaneously to the cultural preferences for sex with young sexual partners, virgins, specifically with the increasing AIDS scare". Chodzi o prostytucję zarówno hetero- jak i homoseksualną.

[6] Aram Mattioli, Eine veritable Hölle, "Die Zeit", nr 51, 13 grudnia 2001, zeit.de (strona zarchiwizowana).

[7] Aram Mattioli, Zapomniane piekło, "Forum", nr 5, 28 stycznia - 3 lutego 2002, s. 47-49. Dalej cytuję jako Zapomniane piekło. Artykuł ten można znaleźć także w internecie (tutaj strona zarchiwizowana).

[8] Piotr Ibrahim Kalwas, Czas, Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2005. Dalej cytuję jako Czas.

[9] Kalwas używa na przykład wielokrotnie słów 'kleryk' i 'sekularny' w takim znaczeniu, jakie mają angielskie 'cleric' (duchowny) i 'secular' (świecki). Natomiast w polszczyźnie 'kleryk' to "alumn seminarium duchownego" (za Słownikiem Doroszewskiego), a 'sekularny' to "stuletni, wiekowy" (również za Słownikiem Doroszewskiego).

Dwa cytaty:

"Efekty tej decyzji muzułmańskich kleryków odczuwa dzisiaj cały świat islamu, pogrążony w biedzie i postępującym intelektualnym zacofaniu" (Piotr Ibrahim Kalwas, Egipt: haram halal, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015, s. 141).

"Arabscy władcy, nawet ci sekularni, od niepamiętnych czasów uświęcali państwo, jeśli czynisz coś złego władcy, to jakbyś obrażał samego Boga" (Egipt: haram halal, s. 132).

Wiem, że angielski wciska się teraz wszędzie, ale pisarze na ogół zwracają uwagę na język.

[10] Jak można przeczytać choćby w tej stopce, standardowo powielanej, w islamie nie ma "praw autorskich", a o podanie autorstwa można jedynie uprzejmie prosić. Nb. tłumacz artykułu znajdującego się na tej akurat stronie, Musa Czachorowski, należał do bardzo aktywnych uczestników dawnego forum "Islam w Polsce", a obecnie (gdy piszę te słowa w kwietniu 2017 roku) jest rzecznikiem prasowym Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP oraz przedstawicielem tej organizacji na Dolny Śląsk.

[11] Toteż Kalwas z entuzjazmem opisywał arabski targ, na którym leżały na wierzchu, otwarcie i bezwstydnie, "stosy płyt kompaktowych, dyskietek, oprogramowań komputerowych, programów antywirusowych, wszystkie nowinki do wszystkich pecetów, wszystko pirackie, wszystko za grosze, wszystko dla ludzi" (Drzwi, s. 64).