EBENEZER ROJT

Alina Cała na tropie antysemitów
albo bzdury pospolite i ezoteryczne

"Autorka udało się tę tezę bardzo dobrze udokumentować" - tak niegramatycznie zachęca się na ostatniej stronie okładki do przeczytania książki dr Aliny Całej Żyd - wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła [1]. Pal jednak sześć gramatykę, gdy również udokumentowanie kuleje! Książka liczy wprawdzie blisko 900 stron sporego formatu, lecz jeśli idzie o treść, sprawia wrażenie, jakby terminy goniły i trzeba było szybko zebrać "zusammen do kupy", jak pisze poeta Piotr Sommer, co tam akurat wypadło z szuflady na podłogę.

Przy okazji przepisało się też to i owo od siebie samej, z dawnych swych prac, chociaż - trzeba uczciwie zaznaczyć - przepisało się z pewnym nowym wkładem własnym, mianowicie poprzestawiało się wyrazy. Czy nowy układ słów jest lepszy, porównajcie sobie sami. Poniższy poglądowy przykład dotyczy pojawiania się Żydów we wczesnych listach Orzeszkowej (najpierw wersja stara, potem nowa):

Pojawiali się, gdy była mowa, że "Żydowinom" zmuszona była sprzedać las; że w Grodnie istniał "monopol żydowski" w handlu; że "ulubionym żywiołem" Żydów było grodzieńskie błoto [2].
[...] pojawiali się, gdy informowała, że zmuszona była sprzedać las "Żydowinom", że ich "ulubionym żywiołem" było błoto, a w Grodnie istniał "monopol żydowski" w handlu [3].
Ot, maleńki autoplagiacik; właściwie nie ma o czym gadać, ale wygląda to przecież niepoważnie [4]. Gorzej, że od tych kombinacyjek, jakby tu napisać to samo, tylko trochę inaczej, od tego przepisywania stąd i zowąd, wycinania, doklejania etc. szlag trafił wszelkie proporcje oraz hierarchię problemów. Z jednej strony omawia się więc trzeciorzędne antysemickie broszurki, z drugiej zaś pomija się sprawy i osoby, bez których ambitny podtytuł: Antysemityzm w Polsce i jego źródła musi pozostać wyłącznie pustym frazesem.

Jest na przykład w Żydzie - wrogu odwiecznym Urban II, papież, jest Urban Mariusz, działacz jakiegoś efemerycznego Ruchu Narodowego z Sopotu, o którym nawet autorka nic nie wie, nie ma natomiast wzmianki o postaci tak ważnej i zasłużonej w budzeniu nastrojów antysemickich wśród Polaków jak Urban Jerzy.

Z kolei Krasiński Zygmunt, autor czytanej od pokoleń w szkole Nie-Boskiej komedii, gdzie demoniczne przechrzty wyją "ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna", został w tej grubej księdze wymieniony wszystkiego trzy razy! Trzy razy! W tym dwa razy w zbiorowej wyliczance. Natomiast Ziemkiewicz Rafał A. wymieniony został pięć razy. Czy Alina Cała na serio pragnie mnie przekonać, że Ziemkiewicz jest ważniejszym źródłem polskiego antysemityzmu niż Krasiński? Czy to, u licha, praca naukowa, czy folwark prywatnych porachunków?!

Nie tylko Krasiński został tak obcesowo potraktowany. O Norwidzie dr Cała orzekła wprawdzie, że można go zaliczyć do "filosemitów" (Żyd, s. 222), ale już nie starczyło jej miejsca, by zacytować z jego twórczości choć linijkę. Za to trzysta stron dalej przekleiła "z Internetu" trzy głupie zdania, które 6 czerwca 2008 roku o godzinie 12:12 umieścił na portalu "Wirtualnej Polski" użytkownik o pseudonimie "cadyk". Nie żartuję! Takie właśnie internetowe śmieci można znaleźć w głównym tekście tej monografii polskiego antysemityzmu [5].

Całkowity brak zmysłu hierarchii widać także w kuriozalnym aneksie zatytułowanym "Organizacje i ugrupowania wykorzystujące antysemityzm (1980-2006)". Wrzucono tu do jednego wora bez ładu i składu, bez żadnych gradacji i dystynkcji, tuziny nazwisk nikomu nieznanych, a prócz tego ludzi tak różnych jak Ryszard Gontarz, Albin Siwak, Maciej Giertych, Jan Olszewski, Leszek Bubel, Tomasz Gabiś, Piotr Gontarczyk, Marek Jurek, Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Górny, Mariusz Kamiński... Oto, proszę państwa, poczet współczesnych antysemitów polskich według dr Całej!

Poziom tej wyliczanki niepokojąco przypomina rozmaite listy "komunistycznych morderców" (Lenin, Pol-Pot, Jacek Kuroń...) albo tzw. "listy Żydów" krążące w Internecie. To samo pomieszanie z poplątaniem: obok "prawdziwego nazwiska" prymasa Polski jakieś prowincjonalne figury, z którymi autor listy ma akurat na pieńku. Ale na tym podobieństwo umysłowości dr Całej do umysłowości typowego antysemity się nie kończy! Jak wiadomo, w antysemickiej wizji świata większość Żydów udaje, że nie jest Żydami i posługuje się fałszywymi nazwiskami. Według autorki Żyda - wroga odwiecznego tak samo postępują antysemici: większość z nich udaje, że wcale antysemitami nie jest i chytrze posługuje się fałszywymi poglądami. Trzeba więc ich "prawdziwe poglądy" nieustannie demaskować [6].

Do tego wszystkiego dochodzi rozpaczliwa niekompetencja i niechlujstwo dr Całej, której zdecydowanie zbyt często zdarza się zabierać głos w sprawach, na których się nie zna i powoływać się na książki, których nie czytała.

To wprost nie do uwierzenia, ale najwyraźniej nie miała w ręku nawet Duszy żydowskiej w zwierciadle Talmudu Andrzeja Niemojewskiego, jednego z najsłynniejszych polskich antysemitów wszystkich czasów (aczkolwiek pojawiającego się u dr Całej dokładnie tyle samo razy, co Rafał Ziemkiewicz). Nazywa ją broszurą (185 stron w formacie ósemki!), przekręca tytuł ("w świetle" zamiast "w zwierciadle") i fantazjuje, że "była to [...] klerykalna wersja antysemityzmu". Fantazjuje również, jakoby Niemojewski uznawał w tej książce "żydowskie cechy duchowe za niezbywalne". Przeciwnie, zaznaczał, że możliwe jest oderwanie Żyda "od pnia żydowskiego" i ucywilizowanie [7].

Myli też dr Cała przyczyny tak zwanej "wojny żydowskiej" z roku 1859. Jej powodem nie było to, że "obrońcy polskiego zaścianka niechętnie widzieli Żydów wśród publiczności teatralnej i koncertowej". Odwrotnie, iskrą zapalną tej wojny stał się artykuł potępiający zbojkotowanie przez publiczność żydowską pewnego koncertu. Cała przywołuje wprawdzie w przypisie podstawową dla tego tematu książkę Kazimierza Bartoszewicza, ale widocznie nawet jej nie przekartkowała [8].

Nie zna dziennika generała George'a S. Pattona, ale nie przeszkadza jej to sugerować, że Patton był prymitywnym antysemitą: "W pamiętniku gen. George'a Pattona znaleźć można [...] sformułowanie they are like animals w odniesieniu do Żydów". W rzeczywistości to bulwersujące sformułowanie brzmiało nieco inaczej, odnosiło się wyłącznie do Żydów z obozów dla uchodźców, a wynikło nie z rasowych uprzedzeń, lecz z doświadczeń generała podczas inspekcji tych obozów; między innymi z niemożności nakłonienia żydowskich uchodźców, by korzystali z toalet i nie wypróżniali się gdzie popadnie. Zresztą już w następnym akapicie Patton pisze, że nie widzi powodu, by Żydów traktować lepiej lub gorzej niż przedstawicieli innych wyznań [9].

Jeszcze okrutniej sponiewierała dr Cała okultystę Rudolfa Steinera:

Austriak Rudolf Steiner (1861-1925) połączył na początku XX w. volkistowską idealizację życia wiejskiego z fascynacją hellenistyczną mitologią i neopoganizmem, a także przekształconą wersją Nietzscheańskiego zaratustryzmu. Dorzucił do tego rasizm i wiarę w misję dziejową Aryjczyków, a zwłaszcza ich najdoskonalszej odmiany - nordyckich Niemców. Uważał, że istnienie Żydów, ich religii i sposobu myślenia to pomyłka historii i powinni oni zniknąć.
Dodatkowo w przypisie dobija go demaskatorską uwagą, jakoby elementy jego teorii ekonomicznej "usiłowano realizować w III Rzeszy". Są to wszystko piramidalne bzdury na poziomie macy z krwią chrześcijańskich dzieciątek, ale dr Cała udaje, że zna Steinera z pierwszej ręki i nawet odsyła do konkretnej strony w konkretnej książce. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tej książki nie przeczytała. Nadzmysłowe wizje mogą być dla wielu osób czymś nie do strawienia. Ale robienie pre-nazisty nawet ze zbzikowanego teozofa to zabieg wyjątkowo obrzydliwy [10].

Pora na rewelacje biblistyczne. Wedle dr Całej

Kanon Nowego Testamentu został skompilowany między II a V w. n.e. spośród bardzo rozmaitych pism obejmujących midrasze protochrześcijańskie, apokryfy, opisy życia Jezusa, listy paterskie, rozprawy gnostyckie itp. Jednym z literackich zabytków, odnalezionych w drugiej połowie XX w. w Egipcie, jest kodeks gnostycki nazwany Ewangelią Tomasza, napisany przed zburzeniem Świątyni. Nie ma w nim mowy ani o dziewiczym poczęciu, ani o ukrzyżowaniu, ani o zmartwychwstaniu, a Jezus nie jest nazywany "synem Boga". Zob. A. Dembska, W. Myszor (tłum., 1992), Ewangelia Tomasza, Katowice.
Innymi słowy, chrześcijanie te swoje bajdy o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu zaczęli zmyślać dopiero w II wieku i ciągnęło się to potem jeszcze przez 300 lat, natomiast gnostycy, piszący o Jezusie przed zburzeniem Świątyni, czyli przed 70 rokiem n.e., o żadnych takich cudach-niewidach nie słyszeli. Tyle że to znów piramidalne bzdury - tym razem na poziomie Kodu Leonarda da Vinci. Otóż żaden poważny biblista - także z tych, co deklarują ateizm czy wręcz niechęć do chrześcijaństwa - nie kwestionuje, że listy Pawłowe, w których o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu mówi się przecież wielokrotnie, powstały przed 70 rokiem n.e. Natomiast to właśnie Ewangelię Tomasza datuje się powszechnie na II wiek [11].

Na deser coś o Mickiewiczu. Zdaniem dr Całej przejawiał on "filosemickie sympatie", towiańczycy, do których należał, "wręcz byli zafascynowani duchowością Żydów", ale mimo to jest szansa, że on sam Żydem nie był, gdyż "związki matki Mickiewicza z frankistami nie są wcale pewne". W rzeczywistości Mickiewicz pisał o Żydach zarówno dobrze, jak i bardzo źle, towiańczycy byli zafascynowani wyłącznie własnymi wyobrażeniami o duchowej roli Izraela, a matka Mickiewicza na pewno nie miała żadnych, ale to żadnych związków z frankistami [12]. Po tym wszystkim dr Cała pisze jeszcze tak:

Towiańczycy świadomie odwoływali się do mistycznych tradycji judaizmu. Kiedy czyta się następujące zdania z Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego:
Duch narodu polskiego (...), zmuszonego po upadku wejść całkiem w siebie, dokonał skupienia się, jakiego przykładu nie było od czasów upadku Izraela. Polska tym sposobem poznała tajemnice dziejów Izraela. Stała się ich przedstawicielką i przyjęła za nie współodpowiedzialność (...),
to stają się one zrozumiałe tylko w świetle kabały luriańskiej, która nadawała eschatologiczne znaczenie kolejnym wygnaniom oraz dziejowym cierpieniom Żydów. Sformułowania podkreślone spacją [tu kursywą] znajdują odpowiedniki w terminologii używanej przez Icchaka Lurię (1543-1572) (Żyd, s. 223).
Można ostatecznie przymknąć oko na kolejne fantazje, że "towiańczycy świadomie odwoływali się do mistycznych tradycji judaizmu", a słowa Mickiewicza o wejściu w siebie i skupieniu stają się "zrozumiałe tylko w świetle kabały luriańskiej". Można też darować omyłkę w roku urodzenia Lurii. Rzecz jednak w tym, że te niechlujnie przepisane zdania, które dr Cała wyczytała podobno w Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, naprawdę pochodzą z późniejszych o dwanaście lat wykładów o literaturze słowiańskiej! [13].

Z dwóch względów nie sposób tego uznać za czysto mechaniczny błąd.

Po pierwsze, gdy Mickiewicz pisał Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, nawet nie śniło mu się jeszcze, że zostanie jakimś "towiańczykiem". Nie jest to więc zastąpienie właściwego tytułu innym, ale równie prawdopodobnym, który przyplątał się niechcący z sąsiedniej fiszki.

Po drugie, dr Cała przynajmniej raz gruntownie przeredagowywała akurat ten fragment swojej książki. Pracowicie poprzestawiała wiele wyrazów, ale nic ją nie tknęło na widok zestawienia towianizmu i Ksiąg. Tę odmienną redakcję - w której jednak Księgi nadal występują jako pismo towianistyczne - można pobrać ze strony internetowej Żydowskiego Instytutu Historycznego w dziale "Materiały edukacyjne - opracowania i prezentacje" [14].

Pozostaje mi więc jedynie pogratulować na koniec Żydowskiemu Instytutowi Historycznemu starannego doboru kadr oraz materiałów edukacyjnych.

[1] Alina Cała, Żyd - wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2012 (dalej cytowane jako Żyd). Tu i dalej przypominam stopień naukowy Aliny Całej, wiecznego adiunkta w Żydowskim Instytucie Historycznym, byś czytelniku stale miał w pamięci, że mówi się tu o pracy naukowej, nie zaś o jakimś swobodnym publicystycznym fiu-bździu.

[2] Alina Cała, Asymilacja Żydów w Królestwie Polskiem (1864-1897). Postawy, konflikty, stereotypy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 222 (dalej cytowane jako Asymilacja). Książka ta jest ulepszoną wersją pracy doktorskiej obronionej w grudniu 1984 roku, której promotorem był profesor Artur Eisenbach.

Nb. kopię dyplomu doktorskiego wraz z innymi materiałami z esbeckiej teczki Aliny Całej umieścił w Internecie niejaki Leszek Bubel, jedna z najczęściej pojawiających się w Żydzie - wrogu odwiecznym postaci (zob. zwłaszcza strony 765-766). Jeśli pominąć samą autorkę oraz historyka Dariusza Libionkę, to na więcej wzmianek zasłużyli sobie jedynie Roman Dmowski, Jezus Chrystus i Adolf Hitler. Na czym polegają te ogromne zasługi Leszka Bubla dla polskiego antysemityzmu, nie wiadomo. W swej długiej karierze politycznej dwukrotnie startował w wyborach prezydenckich. W roku 1995 otrzymał mniej niż pół promila (sic!) głosów, natomiast w roku 2005 - nieco więcej niż promil. Paradoks tak nikłych wpływów najgroźniejszego polskiego antysemity aż prosi się o poważną analizę, ale tego akurat próżno szukać u dr Całej.

[3] Żyd, s. 236. Ponadto dwa przypisy z poprzedniej wersji zostały połączone w jeden, ale niechlujnie: z trzech listów Orzeszkowej do Sikorskiego pominięto ten, który poprzednio podany był jako źródło cytatu o "grodzieńskich błotach" (por. przypisy 6 i 7 na stronie 373 Asymilacji oraz przypis 80 na stronie 236 Żyda). Przykro to mówić, ale pisząc swoją pracę doktorską prawie trzydzieści lat temu Alina Cała cytowała Orzeszkową staranniej.

[4] Następujące dalej trzy bardzo obszerne cytaty z Orzeszkowej (Żyd, s. 236-237) również były już w Asymilacji (por. kolejno s. 223-224, z takim samym opuszczeniem w środku; s. 223; s. 228). Podobnie jak obszerny cytat z Junoszy Szaniawskiego (Żyd, s. 235; Asymilacja, s. 206) i ze Świętochowskiego (Żyd, s. 238; Asymilacja, s. 249). W ostatnich dwu wypadkach autorka dała jednak ogólne odesłanie do swojej starszej książki.

[5] Żyd, s. 549. I nie, nie był to fragment jakiejś socjologicznej analizy antysemickich postaw w polskim internecie ani anegdotka dla ubarwienia suchego wywodu. Najprawdopodobniej znów chodziło o jakieś prywatne porachunki: w tym wypadku o to, by chlapnąć błotem na Pawła Lisickiego. Jeśli zaś idzie o Norwida, to przypomnę, co sama dr Cała napisała w przedmowie: "Literatura piękna stanowi może nie podstawowe, lecz ważne źródło, w którym odbijał się zmienny stosunek do Żydów oraz sposób ich postrzegania, począwszy od literatury staropolskiej, przez prozę i poezję najznamienitszych twórców XIX i XX wieku (jak Adam Mickiewicz, Cyprian Kamil Norwid [...])" (Żyd, s. 11-12). Zaraz, zaraz... Cyprian Kamil Norwid? Ważne źródło? Szkoda więc, że potem w praktyce naprawdę ważnym źródłem i tak okazuje się użytkownik "cadyk" z "Wirtualnej Polski".

[6] "Większość działaczy i publicystów antysemickich odżegnuje się od miana antysemity" (Żyd, s. 556). "[...] wszystkie zagadnienia zaprezentowano wedle nieco zakamuflowanych antysemickich schematów" (Żyd, s. 547; kursywa moja). "Niby jest to doniesienie o kryminalnej aferze w Izraelu - ale jego treść została sformułowana tak, by zasiać zamęt w umysłach czytelników [...]" (Żyd., s. 548; kursywa moja). To swoją drogą zastanawiające, jaką trwałość wykazują pewne koleiny umysłowe i jak różną można wypełnić je treścią: znów ktoś udaje kogoś innego, znów ktoś się kamufluje, znów ktoś sieje zamęt. Tyle że tym razem nie jest to "Żyd", ale "antysemita". Fakt, że dr Cała czyta zawodowo nawet najbardziej tandetne antysemickie pisemka oraz ulotki i w ten sposób nasiąka tamtejszym stylem myślenia, usprawiedliwia ją jedynie częściowo.

Nb. jednym z celów, jakie dr Cała postawiła sobie w swej książce, było uściślenie definicji antysemityzmu (Żyd, s. 20; "próba uściślenia terminu"). Po prawie 700 stronach góra zaczernionego papieru urodziła taką oto mysz:

"[...] antysemityzm to przydawanie symbolicznych, negatywnych znaczeń postaci Żyda i zbiorowości Żydów. Jest to rodzaj paranoidalnej wizji rzeczywistości, objawiającej się obsesyjnym skupieniem na koncepcji Żyda zbiorowego, postrzeganego nie jako osobowość, lecz mityczna grupa, niezróżnicowana i działająca celowo, nawet nieświadomie" (Żyd, s. 695).

Jest to definicja wyjątkowo mętna, mieszająca opis z oceną i absolutnie bezużyteczna; zwłaszcza w kontekście szeroko stosowanej przez samą dr Całą praktyki demaskowania "prawdziwych poglądów" antysemitów. Przede wszystkim nie wiadomo, jak w oparciu o tę definicję można by odróżnić uprawnione krytyczne uwagi pod adresem konkretnego Żyda bądź jakiejkolwiek żydowskiej zbiorowości (np. chasydów z ruchu Lubawicz, działaczy ADL, na państwie Izraela skończywszy) od przydawania "symbolicznych, negatywnych znaczeń postaci Żyda i zbiorowości Żydów" etc., etc. "Symbolicznego znaczenia" można przecież doszukać się w dowolnej wypowiedzi, nawet w danych statystycznych.

[7] Żyd, s. 289. Zob. też Andrzej Niemojewski, Dusza żydowska w zwierciadle Talmudu, Warszawa 1921, s. 192: " [...] każdy żyd, który się czymkolwiek wsławił, zawdzięczał to więzi antropologicznej aryjskiej, która go oderwała od pnia żydowskiego, ucywilizowała i na człowieka urobiła". Antysemityzm Niemojewskiego można by nazwać "cywilizacyjnym", ewentualnie "religioznawczym". Widać to nawet w poniższej próbce jego argumentacji. Proszę zwrócić uwagę, że chrześcijański chrzest jest tu traktowany po prostu jako jeden z obrządków religijnych, a hierarchii tych obrządków nie wyznacza "świętość" danej religii (tak argumentowałby klerykał), ale jej miejsce w porządku ewolucji cywilizacyjnej.

"Całe legjony żydów inteligentnych i kształconych, parzących postępowców, liberalistów, socjalistów, wolnomyślicieli, humanitarystów, w pismach swych i publikacjach wciąż powstają na "zaśniedziałość średniowieczną" katolicyzmu, trzęsą się z oburzenia "kulturalnego" na obrządek chrztu, a cichaczem dają swe dzieci okaleczać rytualnie wedle obrządku, sięgającego może czasów człowieka jaskiniowego. Ci oberżnięci i obrzynający swych synów filozofowie specjalnie lubią Polakom zarzucać "wstecznictwo" i "zoologiczny patrjotyzm", a trzymają się zażarcie obyczaju, który prawdopodobnie sięga czasów, kiedy w ludzkim stadzie wrzała walka starych samców z młodemi. Religja talmudyczna nie wyrobiła w żydach sumienia i wstydu, natomiast wyposażyła ich w czelność i arogancję. Śród żydów uchodzi za aksjomat: wszyscy żydzi są postępowi, i nic tam zmieniać nie potrzeba!

Ze stanowiska kultury i hygjeny niewinnym wprost obrządkiem jest chrzest w porównaniu z dzikim aktem obrzezania. Bo cóż to ostatecznie szkodzi dzieciątku, gdy zostanie pokropione wodą święconą, pomazane olejem świętym i dostanie do ust szczyptę soli! Ale nie tu szukać należy stadjum porównawczego ewolucji cywilizacyjnej.

Rozwój religijny odbywa się w kierunku od materjalizmu do idealizmu i od realizmu do symbolizmu. Wiemy, że chrześcijanie pierwotni tatuowali sobie krzyż na czole (p. Tertulljan, Haer. 40). Ale już Cyryll Jerozolimski mówi o kreśleniu krzyża palcem na czole (XIII Katecheza, 36). Realizm ustępuje symbolizmowi, materjalizm idealizmowi. Na ten krok nie może się zdobyć w kilkanaście wieków później kwiat inteligiencji żydowskiej, nie zamienia realnego obrzezania na symboliczne, nazywa "żydożerstwem naukowym" poruszanie takich kwestji (p. N* 26 "Izraelity" z 5. VII. 1907) i chce Polaków uczyć tego, co to jest postęp!" (Dusza żydowska, s. 98-99).

[8] Żyd, s. 261, przypis 6. Książka Bartoszewicza niechlujnie wymieniona (z błędną datą wydania) w przypisie 5 na tej samej stronie. Bartoszewicz tak opisuje początek "wojny żydowskiej":

"[Na koncercie] publiczności zebrało się niewiele - brakowało mianowicie żydowskiej plutokracyi, która chlubiła się popieraniem muzyki i na własnych salonach urządzała koncerty [...] Nieobecność tych sfer oburzyła do żywego Józefa Keniga, więc też w najbliższym felietonie Gazety Warszawskiej (nr. 4 r. 1859) dał folgę swemu niezadowoleniu" (Kazimierz Bartoszewicz, Wojna żydowska w roku 1859 (początki asymilacyi i antisemityzmu), Gebethner i Wolff, Warszawa - Kraków 1913, s. 36-37).

[9] Żyd, s. 454, przypis 76. Uwaga Pattona o "Żydach, którzy stoją niżej od zwierząt" ("the Jews, who are lower than animals") służy już standardowo do oskarżania go o antysemityzm. Natomiast niemal nikogo nie interesuje jej kontekst i nikt tego kontekstu ani nie cytuje, ani nie próbuje zrozumieć. Najuczciwsi zaznaczają czasem, że zapis w dzienniku powstał po wizytacji kwater uchodźców (zob. Atina Grossmann, Jews, Germans, and Allies. Close Encounters in Occupied Germany, Princeton University Press 2007, s. 213: "Patton's notorious comment [...] was influenced by his disgust at viewing DP quarters"). Z kolei inni dla lepszego efektu posuwają się czasem nawet do fałszerstwa, łącząc cytaty z dwu różnych zapisów. Zob. na przykład Stuart E. Eizenstat, Imperfect Justice. Looted Assets, Slave Labor, and the Unfinished Business of World War II, przedmowa Elie Wiesel, PublicAffairs 2004, s. 11, gdzie podaje się właśnie taki zlepek: "Patton wrote in his diary on September 15, 1945, «Others [powinno być "Harrison and his ilk"] believe that the Displaced Person is a human being, which he is not, and this applies particularly to the Jews, who are lower than animals... a sub-human species without any of the cultural or social refinements of our time»". Początek tego cytatu pochodzi z zapisu z 15 września, natomiast zakończenie - z zapisu z 1 października (zob. Martin Blumenson, The Patton Papers. 1940-1945, Da Capo Press 1996, s. 751, 787). Jak można się domyślić z tego ostatniego zapisu, Patton znów był głównie zdegustowany tym, że żydowscy uchodźcy obojga płci tłoczą się razem w jednym miejscu i odmawiają korzystania z toalet.

Ponieważ jednak kogoś może zainteresować, w jakim kontekście pojawia się u Pattona ta skandaliczna uwaga o Żydach, podaję mniej więcej połowę jego notatki z dziennika zapisanej pod datą 15 września 1945 roku.

"Mickelsen also showed me the report of a man named Harrison (which report was inclosed in the President's letter) on the condition of the Displaced Persons in Europe, particularly Jews. Harrison is the member of the State Department. The report contained many allegations against General Eisenhower, the Army, and the various commanders.

One of the chief complaints is that the DP's are kept in camps under guards. Of course, Harrison is ignorant of the fact that if they were not kept under guard they would not stay in the camps, would spread over the country like locusts, and would eventually have to be rounded up after quite a few of them had been shot and quite a few Germans murdered and pillaged.

The brilliant Mr. Harrison further objected to the sanitary conditions, again being ignorant of the fact that we frequently have to use force in order to prevent the inmates, Germans, Jews, and other people, from defecating on the floor when ample facilities are provided outside.

Evidently the virus started by Morgenthau and Baruch of a Semitic revenge against all Germans is still working. Harrison and his associates indicate that they feel German civilians should be removed from houses for the purpose of housing Displaced Persons.

There are two errors in this assumption. First, when we remove an individual German we punish an individual German, while the punishment is not intended for the individual but for the race. Furthermore, it is against my Anglo-Saxon conscience to remove a person from a house, which is a punishment, without due process of law. In the second place, Harrison and his ilk believe that the Displaced Person is a human being, which he is not, and this applies particularly to the Jews, who are lower than animals. I remember once at Troina in Sicily, General Gay said that it wasn't a question of the people living with the dirty animals but of the animals living with the dirty people. At that time he had never seen a displaced Jew.

Furthemore, I do not see why Jews should be treated any better or any worse then Catholics, Protestants, Mohammedans, or Mormons. However, it seems apparent that we will have to do this, and I am going to do it as painlessly as possible by taking a certain group of buildings in several cities and placing the Jews, who do not exceed 20,000, in sort of improved ghettos.

To put the Jews on farms would be disastrous because it would break up the agricultural economy of Bavaria on which we depend on providing what food is provided which is not paid for American taxpayers" (The Patton Papers, s. 751-752).

[10] Żyd, s. 130 oraz przypis 59. Konkretna strona z konkretnej książki Rudolfa Steinera to strona 189 z Geschichte der Menschheit. Nie ma tam wprawdzie mowy o tym, że "istnienie Żydów [...] to pomyłka historii", ale Steiner rzeczywiście mówi w pewnym momencie, że najlepiej byłoby, gdyby istnienie Żydów jako narodu zakończyło się. Nic dziwnego, że wśród krytyków Steinera strona ta funkcjonuje mniej więcej tak, jak uwaga Pattona o zezwierzęconych Żydach funkcjonuje wśród tropicieli jego antysemityzmu. Każdy z nich o niej wspomina i zarazem każdy pomija kontekst oraz sens tego, co tam w istocie zostało powiedziane.

Wypowiedź Steinera pochodzi z wykładu wygłoszonego 8 maja 1924 w Dormach. Odpowiadając obszernie na pytanie jednego ze słuchaczy, czy Żydzi wypełnili swą misję w ewolucji ludzkości, Steiner relacjonuje między innymi rozmowę, jaką przeprowadził jeszcze przed I wojną z pewnym zaprzyjaźnionym syjonistą. Tłumaczył wtedy owemu syjoniście, że idea syjonistyczna, żydowski nacjonalizm, to działanie wbrew duchowi czasu, który wymaga dziś czegoś, co mogłoby zjednoczyć wszystkich ludzi bez względu na podziały rasowe, narodowe, klasowe itp. Ale zwolennicy takich nacjonalistycznych ruchów - dodawał gorzko Steiner - mają na to jedną odpowiedź: że ludzie tak naprawdę nie pragną żadnego wszechludzkiego ideału, lecz chcą budować wszystko na podstawach narodowych. I właśnie ten sposób myślenia doprowadził ostatecznie do wybuchu wielkiej wojny.

O co jednak chodzi z tym zniknięciem Żydów? Oczywiście nie o to, by ich unicestwić. Ponieważ wypełnili już swoje posłannictwo powinni po prostu - znów w imię tych samych wszechludzkich ideałów - niejako rozpłynąć się wśród reszty ludzkości. Rzecz jasna dobrowolnie, gdyż - co Steiner podkreśla - takie rozpłynięcie się leży także w ich najlepiej pojętym interesie.

Zob. Rudolf Steiner, Die Geschichte der Menschheit und die Weltanschauungen der Kulturvölker. Siebzehn Vorträge gehalten für die Arbeiter am Goetheanumbau in Dornach vom 1. März bis 25. Juni 1924, Rudolf Steiner Verlag, Dornach 1988, s. 201-202:

"Sehen Sie, ein sehr angesehener Zionist, mit dem ich befreundet war, der legte mir einmal seine Ideale auseinander, nach Palästina zu gehen und dort ein Judenreich zu gründen. Er tat selber sehr stark mit an der Begründung dieses jüdischen Reiches, tut heute noch mit und hat sogar in Palästina eine sehr angesehene Stellung. Dem sagte ich: Solch eine Sache ist heute gar nicht zeitgemäß; denn heute ist dasjenige zeitgemäß, dem jeder Mensch, ohne Unterschied von Rasse und Volk und Klasse und so weiter sich anschließen kann. Nur das kann man eigentlich heute propagieren, dem sich jeder Mensch ohne Unterschied anschließen kann. Aber jemand kann doch nicht von mir verlangen, daß ich mich der zionistischen Bewegung anschließe. Da sondert ihr ja wiederum einen Teil aus von der ganzen Menschheit! - Aus diesem einfachen, naheliegenden Grunde kann eigentlich eine solche Bewegung heute nicht gehen. Sie ist im Grunde genommen die wüsteste Reaktion. Natürlich erwidern einem dann solche Menschen etwas Merkwürdiges; sie sagen: Ja, in der Zeit hat es sich doch herausgestellt, daß die Menschen so etwas wie Allgemeinmenschliches gar nicht wollen, sondern fordern, daß sich alles aus dem Volkstümlichen heraus entwickeln soll.

Dieses Gespräch, das ich Ihnen jetzt erzählt habe, hat stattgefunden vor dem großen Kriege 1914 bis 1918. Ja, sehen Sie, meine Herren, daß die Menschen die großen allgemeinmenschlichen Prinzipe nicht mehr wollen, sondern sich absondern, Volkskräfte entwickeln wollen, das hat eben gerade zu dem großen Krieg geführt! Und so ist das größte Unglück dieses 20. Jahrhunderts gekommen von dem, was die Juden auch wollen. Und so kann man sagen: Da alles dasjenige, was die Juden getan haben, jetzt in bewußter Weise von allen Menschen zum Beispiel getan werden könnte, so könnten die Juden eigentlich nichts Besseres vollbringen, als aufgehen in der übrigen Menschheit, sich vermischen mit der übrigen Menschheit, so daß das Judentum als Volk einfach aufhören würde. Das ist dasjenige, was ein Ideal wäre. Dem widerstreben heute noch viele jüdische Gewohnheiten - und vor allen Dingen der Haß der anderen Menschen. Und das ist gerade dasjenige, was überwunden werden müßte. Die Dinge werden nicht überwunden, wenn alles beim alten bleibt".

[11] Żyd, przypis 7 na s. 52. Co do kanonu Nowego Testamentu, to - jak o tym świadczy tzw. fragment Muratoriego - jego zasadnicze zręby istniały w II wieku, łącznie ze wszystkimi tymi księgami, które opowiadają o dziewiczym poczęciu, ukrzyżowaniu, zmartwychwstaniu, nazywają Jezusa "synem Boga" etc. (zob. Bruce M. Metzger, The Canon of the New Testament. Its Origin, Development, and Significance, Clarendon Press, Oxford 1989, s. 305-307). Natomiast Ewangelia Tomasza w obecnej postaci to koptyjski przekład z III wieku tekstu greckiego, który powstał wiek wcześniej, ale miał inny układ. To datowanie przyjmują również zwolennicy poglądu, że być może utwór ten w swojej najdawniejszej wersji (już nieistniejącej) opierał się na źródle tak starym, jak źródło ewangelii Marka i Łukasza (hipotetyczne źródło Q). Zob. Helmut Koester, Ancient Christian Gospels. Their History and Development, Trinity Press International 1990, s. 77: "Thus the Gospel of Thomas is well attested as a Greek gospel writing that circulated widely during the 2d century. The attestation is just as strong as that for the canonical gospels". Zob. także wstęp Koestera do przekładu Ewangelii Tomasza w: The Nag Hammadi Library in English, third, completely revised edition, red. James M. Robinson, HarperCollins 1990, s. 124-126. Również na II wiek datuje Ewangelię Tomasza Wincenty Myszor w książce, na którą dr Cała wprawdzie się powołuje, ale którą najwidoczniej zapomniała przeczytać. Zob. Ewangelia Tomasza, z języka koptyjskiego przetłumaczyli Albertyna Dembska i Wincenty Myszor, wstępem i komentarzem opatrzył oraz całość opracował Wincenty Myszor, verbum Marek Górny, Katowice 1992, s. 6: "[...] Ewangelia mogła powstać pod koniec II wieku".

[12] O plotce, jakoby Mickiewicz był z pochodzenia Żydem, pisałem już w: "Robert Stiller donosi, kto jest Żydem albo TW "Literat" dalej nadaje". Podobnie jak Stiller, również dr Cała powołuje się na chucpiarską książkę Jadwigi Maurer Z matki obcej...". Szkice o powiązaniach Mickiewicza ze światem Żydów (zob. Żyd, s. 225, przypis 56).

A propos frankizmu. Dr Cała wiele razy porusza w swej książce sprawę oskarżeń o mord rytualny. Podkreśla, że takie oskarżenie stawało się często katalizatorem pogromów (zob. na przykład Żyd, s. 469-471); przynajmniej czterokrotnie przypomina słynny proces Bejlisa (Żyd, s. 78, 230, 308-311, 472), ale pomija milczeniem fakt, że autorami najgłośniejszego oskarżenia o mord rytualny w XVIII-wiecznej Polsce byli właśnie frankiści! Musiało ono, rzecz jasna, wywrzeć tym większe wrażenie, że wyszło ze środowiska żydowskiego i nie ograniczało się do mętnych ogólników. W broszurze skierowanej przeciwko ortodoksom między innymi wyliczano szczegółowo "w jakie święta rabini nakazują używać krwi chrześcijańskiej, w jaki hańbić hostię i święte obrazy itp." (zob. Jan Doktór, Śladami mesjasza-apostaty. Żydowskie ruchy mesjańskie w XVII i XVIII wieku a problem konwersji, Wydawnictwo Leopoldinum, Wrocław 1998, s. 163).

Co w słowniku towiańczyków znaczyło słowo "Izrael", to temat na osobną rozprawę. W każdym razie znaczenie to było na tyle osobliwe, że Towiański mógł uważać Napoleona za "największego w ostatnich czasach męża-Izraela", a Francję za "naród-Izrael chrześciański" (zob. Andrzej Towiański, Pisma, tom I, Turyn 1882, s. 14). O Żydach zaś mu współczesnych wcale nie miał jakiegoś "filosemickiego" mniemania: "Najstarsze duchy izraelskie między żydami, albo nie żyją na świecie, w szkole dni pędząc, albo żyją oddając się najohydniejszemu szachrajstwu" (Ibid., s. 66).

[13] A dokładniej z wygłoszonego 21 maja 1844 roku XIII wykładu czwartego kursu. Cytuję większy fragment, by łatwiej było zorientować się, które opuszczenia dr Cała zaznaczyła, a których nie.

"Duch francuski jest tym, który na najwięcej się ważył, najwięcej stosował, najwięcej realizował; duch narodu polskiego, tego narodu zmuszonego po swym upadku wejść całkiem w siebie, dokonał skupienia się, jakiego przykładów nie było na świecie od czasu politycznego upadku ludu Izraela. Polska tym sposobem poznała tajemnice dziejów Izraela; stała się ich przedstawicielką i przyjęła za nie współodpowiedzialność. Francja rozprzestrzenia się na ziemi i zewsząd ją ogarnia; Polska, wytrącona ze świata, mogła się rozprzestrzeniać w jednym tylko kierunku: ku niebu. Naród ten wznosząc się ciągiem nieustannych cierpień ku swemu Bogu, który na ziemi był człowiekiem cierpiącym, naród ten, mówię, połączył się z nim i w łonie swym zgotował mu przybytek" (Adam Mickiewicz, Dzieła, tom XI: Literatura słowiańska. Kurs trzeci i czwarty, przełożył Leon Płoszewski, S. W. "Czytelnik", Warszawa 1955, s. 490).

Kabała luriańska jako ezoteryczne zaplecze wykładów Mickiewicza to efektowna i pociągająca hipoteza. Niestety, pozbawiona podstaw! Nic nie wiadomo, by Mickiewicz studiował kabałę, aczkolwiek nie można wykluczyć, że jakieś najogólniejsze jej pojęcia dotarły do niego pośrednio: z rozmów z Oleszkiewiczem czy poprzez lekturę Boehmego lub Saint-Martina. W każdym razie poczynał sobie z tymi pojęciami swobodnie. Dr Cała twierdzi wprawdzie, że "wejście w siebie" i "skupienie się" wskazują na luriańskie cimcum (tak kabaliści określali akt "wycofania się", "samoredukcji" Boga umożliwiający właściwy akt stworzenia świata), ale co to za żydowska kabała, gdy dwa zdania później powiada się, że naród polski skupił się po to, by wznieść się poprzez cierpienia "ku swemu Bogu, który na ziemi był człowiekiem cierpiącym". Chodzi przecież w tym określeniu najoczywiściej o Jezusa Chrystusa. Warto też pamiętać, że dla Lurii i jego następców cimcum nie było jakąś rozciągliwą metaforą, którą można sobie w poetyckim natchnieniu dopasowywać do najróżniejszych procesów mających fazę "wdechu", "kontrakcji" itp. Przeciwnie, starano się traktować cimcum niczym termin "techniczny", opisujący określoną realność. Jeśli bowiem - jak zauważa Scholem - "cimcum nie jest żadnym realnym procesem, to kwestia realnego istnienia czegoś, co nie jest Bogiem, pozostaje w istocie nie rozwiązana" (Gershom Scholem, Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki, przełożył Ireneusz Kania, wstępem opatrzył Michał Galas, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 323). Ponieważ istnieje wiele poziomów rzeczywistości i wiele różnych od siebie rzeczy stworzonych, można też mówić o wielości manifestacji Boga i wielu cimcumim (zob. Jacob Immanuel Schochet, Mystical Concepts in Chassidism. An Introduction to Kabbalistic Concepts and Doctrines, Kehot Publication Society, Nowy Jork 1988, s. 56-57).

Nb. "skupienie się" ducha narodu polskiego może też być inną wersją towianistycznej metafory, że Polska jest jak sprężyna: im mocniej dociskana, tym więcej sił nabywa w tym docisku:

"Złe tryumfuje z tego, głosząc że już Polski nigdy nie będzie, że myśl Boża na niej leżąca obaloną jest na zawsze. Ale jak sprężyna, im bardziej przyciśnięta, tem silniej odskakuje siłą w ucisku nabytą, tak i Polska przyciśnięta do ziemi a nawet niżej ziemi, prędzej później zwycięży grzech lenistwa, przyjmie chrześciaństwo prawdziwe i przy błogosławieństwie Bożem, z siłą w ucisku nabytą, zawodząc złe które ją uciska, okaże się czem jest, okaże się w blasku właściwym duchowi i chrześciańskiemu powołaniu swemu" (Andrzej Towiański, Pisma, tom I, Turyn 1882, s. 473).

[14] Opracowanie nosi tytuł "Postać Żyda w literaturze polskiej". W wydaniu książkowym drobnych błędów i niechlujstw jest znacznie więcej, ale któż nie usnąłby przy czytaniu takiego rejestru! Cytat z rzekomych Ksiąg to strona 223, a już na następnej stronie (224) w przypisie 55 dr Cała niechlujnie przepisuje dane bibliograficzne artykułów Romana Brandstaettera, z kolei stronę dalej, w przypisie 57 na stronie 225, błędnie twierdzi, że Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego pozostał za życia autora w rękopisie etc., etc., etc.

Dane bibliograficzne artykułów Brandstaettera Cała przepisała najprawdopodobniej z: Eugenia Prokop-Janiec, Międzywojenna literatura polsko-żydowska jako zjawisko kulturowe i artystyczne, Universitas, Kraków 1992, s. 152-153. Nie zauważyła jednak, że artykuł Adam Mickiewicz wśród Żydów włoskich nie był drukowany - jak napisała - "na łamach «Opinii»", lecz na łamach "Chwili".