EBENEZER ROJT

Joanna Tokarska-Bakir cytuje Wojciecha Wasiutyńskiego
albo mordownia "Pod szemranym przypisem"

Oto historia małego, tyciego, prawie niedostrzegalnego i całkiem niepotrzebnego szwindelka, a zarazem mały przyczynek do dzisiejszych obyczajów pracowników umysłowych.

W swym "świetnym studium" Żydzi u Kolberga [1] Joanna Tokarska-Bakir postawiła tezę, że antysemityzm przednowoczesny, ludowy, czerpiący z wyobrażeń religijnych, odczłowieczał Żydów równie skutecznie, co antysemityzm nowoczesny, rasistowski, ponieważ "w przekonaniu większości człowiekiem był tylko chrześcijanin-katolik" [2]. Natomiast świat Żydów

był światem na opak ("Żydów imiona nieludzkie: Rocha, Sorcha..."), oni zaś, jako ci, co robią wszystko "po żydowsku" (= na opak), byli przecież nie-ludźmi, tylko Żydami ("żyłam z nimi jak z ludźmi" - wspomina sąsiadka, a za chwilę poprawia się - "jak z Żydami"). Tu schodzą się równania antysemityzmu przednowoczesnego i nowoczesnego [3].
Ostatnie zdanie zostało w książce opatrzone przypisem:
Zob. Wojciech Wasiutyński, "Prosto z Mostu", nr 9: 1935, s. 11: "aby być człowiekiem, trzeba być najpierw Polakiem" [4].
Również w eseju Żyd jako czarownica i czarownica jako Żyd udało się Tokarskiej-Bakir wcisnąć ten sam cytat z Wasiutyńskiego do przypisu. Po kilku przykładach tradycyjnego odczłowieczania Żydów znów czytamy:
W tej samej tradycji sytuuje się pamiętna wypowiedź Zygmunta Wasiutyńskiego ("Prosto z Mostu" z 1935): "Aby być człowiekiem, trzeba być naprzód Polakiem" [5].
Wprawdzie w tym nowym przypisie Wasiutyński ma na imię Zygmunt, informacja bibliograficzna jest szczątkowa, a i cytat jakby nieco się zmienił, ale za to wypowiedź stała się już "pamiętna". Zapewne więc pochodzi ona z jakiejś pamiętnej ideowej deklaracji: szeroko znanej, a przy tym tak treściwej i zwięzłej, że bez obaw o zniekształcenie myśli autora można z niej zacytować zaledwie siedem słów.

Nie sposób się jednak o tym przekonać, ponieważ w dziewiątym numerze "Prosto z Mostu" z roku 1935 na stronie 11 żadnej takiej wypowiedzi nie ma i być nie może, gdyż numer ten liczył jedynie 10 stron. Nie, nie chodzi tu o banalną literówkę ani o kolejny bunt fiszek [6] - aż taką błahostką nie zawracałbym wam głowy. Rzecz w tym, że Joanna Tokarska-Bakir wcale Wasiutyńskiego nie czytała. W ogóle nie sięgnęła do żadnej jego "pamiętnej wypowiedzi", lecz bez zbędnych ceregieli przepisała ją sobie z cudzego przypisu. O, chyba właśnie z tego:

Jeden z polskich ideologów państwa narodowego i antysemityzmu, Wojciech Wasiutyński, pisał: "Naród to wspólnota duchowa, wspólna wiara, przodkowie, język. Państwo narodowe - służy jednemu plemieniu, narzuca jego mowę i obyczaj. [...] Człowiek może być wolny tylko wśród swego narodu, aby być człowiekiem, trzeba być najpierw Polakiem. [...] Nie ma wolnego narodu tam, gdzie życiem kulturalnym i gospodarczym rządzą obcy" ("Prosto z Mostu" 1935, nr 9 i 11) [7].
Z kolei autorka powyższego przypisu, Barbara Engelking, też najprawdopodobniej Wasiutyńskiego nie czytała, ale przynajmniej dane bibliograficzne przepisywała skądś staranniej (Tokarskiej-Bakir z "nr 9 i 11" zrobił się "nr 9 [...] s. 11") [7a]. Dzięki temu łatwiej ustalić fakty.

Fakty zaś przedstawiają się następująco. W numerach 9, 10 i 11 "Prosto z Mostu" z roku 1935 Wojciech Wasiutyński ogłosił Moralitet, miniaturę dramatyczną utrzymaną w stylu drugiego aktu Wyzwolenia (Konrad i maski) [8]. Lutni po Wyspiańskim raczej nie wziął, niemniej jego dziełko niewątpliwie należy do literatury. Tak więc, po pierwsze, nie jest to ani artykuł programowy, ani deklaracja ideowa, ale utwór artystyczny. To nie Wasiutyński mówi "...aby być człowiekiem, trzeba być najpierw Polakiem", lecz postać literacka przez niego stworzona.

Po drugie, cytat w kształcie podanym przez Barbarę Engelking jest po części niewątpliwym fałszerstwem, a po części dość ordynarną kompilacją. Słów "Naród to wspólnota duchowa, wspólna wiara, przodkowie, język. Państwo narodowe..." w ogóle w Moralitecie nie ma. Słowa "...służy jednemu plemieniu, narzuca jego mowę i obyczaj" wypowiada w części pierwszej "maska" określona jako Etnograf i w autorskim wstępie zaliczona do herezji dziewiętnastego wieku. Zdanie "Człowiek może być wolny tylko wśród swego narodu, aby być człowiekiem, trzeba być najpierw Polakiem" zostało bez zaznaczenia zlepione z fragmentów dwóch różnych zdań. Wypowiada je w ostatniej części Moralitetu co prawda ta sama postać, Świadomość Narodowa, ale pierwszy fragment odnosi się do herezji Liberalizmu, drugi zaś - do herezji Światopoglądu Organicznego. Natomiast zdanie kończące cytat to niezbyt dokładnie powtórzony urywek wypowiedzi odnoszącej się do dwudziestowiecznej herezji (!) Polskiego Rasizmu.

Po trzecie, nawet jeśli założymy, że zacytowane przez Joannę Tokarską-Bakir słowa: "aby być człowiekiem, trzeba być najpierw Polakiem", wolno włożyć w usta samemu autorowi (poloniści w tym momencie purpurowieją ze zgrozy), to przecież i tak nie znaczą one, że według Wasiutyńskiego jedynie Polacy są ludźmi! A właśnie w takim znaczeniu Tokarska-Bakir przywoływała je w swych obu przypisach, gdy mowa była o "schodzeniu się" przednowoczesnego i nowoczesnego antysemityzmu w kwestii odczłowieczania Żydów. Przypomnę, że w Moralitecie wypowiedź ta odzwierciedla Światopogląd Organiczny, wcześniej przedstawiony tak:

Może kiedyś cała ludzkość stanowić będzie jeden organizm. W naszym na tysiąclecia zakrojonym etapie ewolucji człowieka organizmem jest naród. W nim i tylko w nim żyje człowiek. Przez niego w ogóle jest człowiekiem [9].
Mniejsza o tę gazetową wersję ewolucjonizmu Spencera. Jeśli jednak przyjmuje się aksjomat, że na obecnym "etapie ewolucji" uczłowieczenie odbywa się wyłącznie w ramach organizmu narodowego, to wniosek "...trzeba być najpierw Polakiem", pozostaje prawdziwy także po podstawieniu zamiast "Polaka" dowolnej innej narodowości (...trzeba być najpierw Francuzem, Chińczykiem, Żydem). Cóż w tym poglądzie skandalicznego? Gdzież tu antysemityzm?

Wojciech Wasiutyński z pewnością nie miał niepokalanej biografii. Przeszedł przez ONR, być może ze zdwojoną gorliwością z powodu żydowskiego dziadka [10]. Ponadto już w młodym wieku bardzo wiele pisał, co tylko w rzadkich wypadkach nie pozostawia wstydliwych pamiątek. Z wielu głupstw potrafił się jednak później wycofać, co chwalebne i jeszcze rzadsze. Choćby z tego powodu nie zasługuje na przygodne flekowanie w mordowni "Pod szemranym przypisem" za pół zdania wyjętego z młodzieńczej sztuczki, w dodatku przepisanego z drugiej ręki, koślawo i bez zrozumienia. Porządna kwerenda należy mu się nawet od tych, którzy na jego nazwisko reagują wyuczonym obrzydzeniem.

Słuszne tezy można układać nawet na kolanie, ale prawdziwy etyczny zwrot w humanistyce zaczyna się bodaj od poważnego podejścia do własnych przypisów [11].

[1] Po raz pierwszy ogłoszone w "Res Publice Nowej" 1999, nr 7-8; później przedrukowane w: Joanna Tokarska-Bakir, Rzeczy mgliste. Eseje i studia, Sejny 2004. Określenie "świetne studium" pochodzi od Marii Janion (zob. Maria Janion, Do Europy - tak, ale razem z naszymi umarłymi, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2000, s. 149), a przypominam je po raz kolejny (zob. w DODATKACH: "Żyd Lejbuś przez polskie chłopstwo umęczony. Joanna Tokarska-Bakir polemizuje z Ludwikiem Stommą"), ponieważ ujęła mnie wdzięczność Joanny Tokarskiej-Bakir, która w Rzeczach mglistych ogłosiła z kolei laudację na cześć prof. Marii Janion i jej książki Do Europy... ("Choć wielu próbuje, nikt nie potrafi tak się uczyć jak ona. Na tym właśnie polega mistrzostwo Janion [...]", Rzeczy mgliste, s. 41).

[2] Rzeczy mgliste, s. 67

[3] Rzeczy mgliste, s. 65. Cytowane w nawiasach wypowiedzi pochodzą z białoruskich badań Anny Engelking z roku 1993.

[4] Rzeczy mgliste, przypis 74 na stronie 72.

[5] Joanna Tokarska-Bakir, Ganz Andere? Żyd jako czarownica i czarownica jako Żyd w polskich i obcych źródłach etnograficznych, czyli jak czytać protokoły przesłuchań, "Res Publica Nowa", sierpień 2001, nr 8, przypis 69 na stronie 21.

[6] O zgubnej namiętności Joanny Tokarskiej-Bakir do przypisów więcej w OSOBACH: "Joanna Tokarska-Bakir cytuje Carla Ginzburga albo bunt fiszek".

[7] Barbara Engelking, Zagłada i pamięć. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 1994, przypis 15 na stronie 207.

[7a] Pani Barbara Engelking potwierdziła w uprzejmym mailu moje przypuszczenia, że i ona rzekomą wypowiedź Wasiutyńskiego od kogoś przepisała. Niestety, nie pamięta już od kogo, tak więc źródło tej manipulacji pozostaje nieznane. Dodała także, że wstydzi się swego błędu, co wypada mi tu odnotować jako reakcję stosowną i wartą naśladowania.

[8] Wojciech Wasiutyński, Moralitet, "Prosto z Mostu", nr 9, s. 2; Część druga Moralitetu, "Prosto z Mostu", nr 10, s. 3; Koniec Moralitetu, "Prosto z Mostu", nr 11, s. 7. Wszystkie części pod wspólnym nagłówkiem Z duchem czasu, pod którym Wasiutyński ogłaszał wtedy bardzo różnorodne formalnie felietony. W roku następnym przedruk w książce Z duchem czasu wydanej w bibliotece "Prosto z Mostu". Ponieważ kontekst też jest nie bez znaczenia, a "Prosto z Mostu" uznawane bywa niekiedy za pismo od początku skrajnie radykalne, warto może dodać, że w tych samych trzech numerach publikują m.in.: sędziwy Aleksander Świętochowski, Witold Gombrowicz, Władysław Jan Grabski, Jerzy Andrzejewski, Zofia Nałkowska, Adolf Nowaczyński, Ferdynand Antoni Ossendowski i Jerzy Szaniawski.

[9] Cytat z pierwszej części Moralitetu ("Prosto z Mostu", nr 9, s. 2).

[10] Dziadkiem Wasiutyńskiego ze strony matki był Józef Buchbinder, urodzony - jak głosi akt jego chrztu - "w mieście Radzyniu ze starozakonnego Heli Buchbinder i Rajzli", a w dniu swych chrzcin "lat dwadzieścia mający". Został on potem wziętym malarzem religijnym i jego obrazy do dziś wiszą w wielu polskich kościołach. Także Stanisław Piasecki, wydawca "Prosto z Mostu", miał żydowskich przodków po matce, Gizeli Silberfeld. Toteż Julian Tuwim przy pierwszej nadarzającej się okazji wsadził ich obu jako echt-Sarmatów do satyrycznego wiersza: "U Stasia na stole korowaj i miód, / Za stołem - ataman Wasiutko, / A u mnie - Grycendler i maca i brud / I Josełe Wyttlyn (ten z bródką)". O ile jednak Piasecki swej matki się nie wypierał, o tyle Wasiutyński utrzymywał bez sensu, że jego dziadek to zupełnie inny, czysto aryjski Józef Buchbinder, dziwnym trafem urodzony w tym samym wielkim mieście Radzyniu. Prowokowało to rzecz jasna nowe drwiny (Tuwim wymyślił z tej okazji neologizm "buchbinderabilia") i skończyło się procesem, który Wasiutyński wytoczył prześmiewcom. Co jeszcze dziwniejsze, proces wygrał! Kto ciekawy, jak się to mogło stać, niech przeczyta relację zamieszczoną w "Wiadomościach Literackich" z 23 maja 1937 roku pod tytułem Czy malarz Józef Buchbinder był Żydem?, jak również komentarz W świetle logiki i dokumentów podpisany mg [Mieczysław Grydzewski]. W sumie czyta się te procesowe przepychanki ze smutkiem, ale trafiają się tam też miejsca weselsze. Na przykład taka oto wypowiedź samego Wasiutyńskiego:

"Ostatnia kwestja, to rasizm. Zaznaczyłem, że nie stoję na gruncie biologicznego rasizmu. Nie dlatego nie stoję, że mój dziadek nazywał się Buchbinder, ale dlatego że jako katolik nie mogę stać na gruncie supremacji ciała nad duchem. Kwestje duchowe i cywilizacyjne odbiły się na stronie duchowej człowieka. Jeśli chodzi o antropologję, rasa badana jest na podstawie części kostnej a nie na podstawie części miękkiej (śmiech wśród publiczności, Sędzia przywołuje obecnych do porządku) twarzy, na którą oddziaływa kwestia języka, kwestja typu życia i. t. d.".

Wiersz Tuwima wydrukowano w "Szpilkach" z 31 stycznia 1937 roku pod długaśnym tytułem: Poeta zazdrości pewnemu literatowi imieniem Staś, że jest Sarmatą; on zaś, nieszczęsny poeta, żydem jest parchatym. Takoż obojej stron żywot wiernie opisany. Na dobitkę "Szpilki" dały jeszcze na pierwszej stronie karykaturę autorstwa Eryka Lipińskiego, która przedstawiała Piaseckiego i Wasiutyńskiego jako kontuszowych szlachciurów z okropnie żydowskimi fizjonomiami.

Wasiutyński odrzucał biologiczny rasizm, ale do końca życia miał problem z otwartym przyznaniem, że jego dziadek mógł być Żydem, który w młodości przylgnął do polskiej kultury. Jeszcze w późnych wspomnieniach przedstawia jego genealogię tak, jakby podejrzenie o żydostwo pragnął za wszelką cenę oddalić, niczym przykry zarzut. Twierdzi tam, że "Józef Buchbinder był synem naturalnym Jana Zembrzuskiego, wielkiego pana, niemal magnata, z Podlasia. [...] Była to historia w stylu feudalnym, romans wielkiego pana z ubogą dziewczyną. Gdy urodziła mu syna, Józefa, oficjalnie jego rodzicami byli Edward Buchbinder, rzemieślnik małomiasteczkowy i Rozalia z Podolskich". A więc nie Heli i Rajzla, jak zapisano w akcie chrztu, ale Edward i Rozalia, jak z kolei zapisano w późniejszym o przeszło 20 lat akcie ślubu Józefa Buchbindera. O tym akcie chrztu, jak również o podaniu, w którym młody Buchbinder prosi o przyjęcie go do Szkoły Sztuk Pięknych i zaczyna je od słów "Przeszedłszy z Judaizmu na wiarę chrześcijańską..." (fotokopia w cytowanym numerze "Wiadomości Literackich"), Wasiutyński zresztą w ogóle nie wspomina! Za to podkreśla pobożność swego dziadka: "Zauważę może, że ze wszystkich znanych mi przodków był najbardziej przywiązany do religii i Kościoła" (zob. Wojciech Wasiutyński, Prawą stroną labiryntu. Fragmenty wspomnień, opracowanie i redakcja Wojciech Turek, wstęp Wiesław Walendziak, EXTER, Gdańsk 1996, s. 21-22).

Wojciech Turek, autor pożytecznej biografii politycznej Wasiutyńskiego, akurat w tej kwestii całkowicie zawierzył jego wspomnieniom i dokumenty świadczące o żydostwie Józefa Buchbindera również pomija. Ponieważ jednak "historia w stylu feudalnym" nie wyjaśnia do końca pochodzenia Rozalii z Podolskich, Turek nie wyklucza kategorycznie, że Wasiutyński mógł mieć jakichś "niepolskich czy nie wyznających katolicyzmu przodków" (zob. Wojciech Turek, Arka przymierza. Wojciech Wasiutyński 1910-1994. Biografia polityczna, Wydawnictwo ARCANA, Kraków 2008, s. 39). O procesie wytoczonym żartownisiom Turek pisze na s. 169-172. Na stronie 171 cytuje obszernie wypowiedź sądową Wasiutyńskiego o "biologicznym rasizmie", ale miłosiernie wycina zacytowany przeze mnie ustęp o tym, jakie części bierze pod uwagę antropologia przy ustalaniu rasy.

[11] "Żydzi u Kolberga to było moje przeczucie zmiany, ale przełom przyszedł rok później, gdy wyszła książka Grossa Sąsiedzi. Przeżyłam wstrząs, kiedy z daleka, z Niemiec, gdzie byłam na stypendium, zobaczyłam, co dzieje się z moim krajem, dyskutującym o Jedwabnem. I postanowiłam to swoje plemię opisać. [...] Dopiero długo potem zdałam sobie sprawę, że przemiana, której wtedy podlegałam, należy do szerszego procesu, który na Zachodzie jest dobrze opisany i nazywa się «zwrotem etycznym» w naukach społecznych". Ku antropologii. Z Joanną Tokarską-Bakir rozmawia Dorota Hall, "(op.cit.,)" 2004, nr 6-7.