EBENEZER ROJT

Wojciech Orliński wymyśla The Muppet Show
albo makrela pomalowana w biało-żółte paski

Doskonale rozumiem, że dziennikarzowi w średnim wieku, który nie wierzy, że dociągnie do emerytury jako dostawca lekkich kawałków dla upadającej prasy papierowej, nie chce się przykładać do pisania. W szczególności nie chce mu się sprawdzać rozmaitych drobiazgów, od czego przecież i tak jego kawałkom lekkości nie przybędzie i nie powiększy się jego kolekcja portretów polskich królów. No i Bóg z nim, szczęśliwym człowiekiem, skoro płacą mu nawet za to, co napisze lewą nogą! Byłoby jednak miłą i nic nie kosztującą uprzejmością, gdyby przynajmniej raz po raz wtrącał do swych beztroskich bajań zwroty typu "wydaje mi się", "o ile mnie pamięć nie myli", "jak gdzieś kiedyś słyszałem" etc. etc. Wyobraźnia to piękna władza ludzkiego ducha, ale dobrze jest też dawać czytelnikom jakiś znak, kiedy się ją nagle uruchamia.

Tymczasem Wojciech Orliński pisze tak, jakby właśnie obejrzał film Muppety jadą do Hollywood, choć naprawdę tylko go sobie wyobraża:

W pierwszym kinowym filmie "Muppety jadą do Hollywood" z 1979 roku Orson Welles zagrał niejakiego Lwa Lorda, parodię postaci Grade'a [Lew Grade był producentem The Muppet Show]. Kermit podpisuje z Lordem "standardowy kontrakt na sławę i bogactwo", czyli długi zwój spisany nieczytelnym maczkiem [1].
W rzeczywistości w scenie z Orsonem Wellesem nie pojawia się żaden "długi zwój spisany nieczytelnym maczkiem" i Kermit w ogóle niczego nie podpisuje. Wchodzi z przyjaciółmi do olbrzymiego gabinetu Lew Lorda [2] i trochę niepewnym głosem oznajmia, że przyszli tu, bo chcą być bogaci i sławni. Welles wyjmuje z ust cygaro, przez kilkanaście sekund milczy i ostatecznie mówi do interkomu tylko jedno zdanie: "Panno Tracy, proszę przygotować standardowy kontrakt 'bogactwo i sława' dla żaby Kermita i zespołu". Potem jest już tylko ogólna radość i piosenka [3].

Z kolei poniższa lawina szczegółów zdaje się świadczyć, że autor wręcz na gorąco spisywał z ekranu treść pilotażowego odcinka The Muppet Show: Sex and Violence. A tak naprawdę to tylko znów poniosła go wyobraźnia:

Po raz pierwszy pojawił się [w tym odcinku] szwedzki kucharz, przerywając w połowie sensacyjną transmisję z meczu wrestlingu. Zdezorientowani widzowie mogli przypuszczać, że coś się zepsuło na łączach satelitarnych i nagle przełączyło ich na kanał, na którym ktoś po szwedzku z chińskimi napisami wyjaśnia, jak sobie zrobić kanapkę. Zważywszy że wśród składników kanapki była m.in. rękawica, płyta gramofonowa i gumowy kurczak - ten ostatni okazał się za twardy, więc kucharz postanowił go skruszyć młotem pneumatycznym - szybko jednak można było rozpoznać charakterystyczne poczucie humoru Jima Hensona z jego najlepszych przedsezamkowych czasów.
W rzeczywistości nawet dziecko nie mogłoby ani przez chwilę przypuszczać, że "coś się zepsuło na łączach satelitarnych", bo wrestling zrobiony był w dokładnie tej samej muppetowej konwencji (w ostatnim odcinku "sensacyjnej transmisji" dwóch wrestlerów tworzyło na ringu olbrzymie spaghetti z rozciągniętych rąk i nóg, a wychodzący z opustoszałej sali facet z mopem mówił: "Musicie chłopaki wiedzieć, że jutro w południe mamy tu mecz hokeja na lodzie"). No i najważniejsze: szwedzki kucharz nie kruszył kurczaka żadnym "młotem pneumatycznym". Używał zwykłego drewnianego tłuczka.

Dalszy ciąg zmyśleń.

Podpisał [Jim Henson] kontrakt z Disneyem, zgodnie z którym Disney miał przejąć prawa do serialu, a Henson mógł się skupić na pracy reżysera. Niestety, wyreżyserował już tylko jeden film - "Muppety w Disneylandzie" (1990), będący de facto reklamą parku rozrywki.
Henson wyreżyserował całkiem sporo filmów, ale akurat nie Muppety w Disneylandzie (The Muppets at Walt Disney World). Reżyserem tego filmu był Peter Harris.
Wkrótce potem wyszło na jaw zaniedbane zapalenie płuc - jak przystało na pracoholika Henson od kilku miesięcy ignorował uporczywy kaszel i zmuszał się do pracy. Gdy wreszcie trafił do szpitala, było za późno.
Naprawdę choroba Hensona trwała tylko kilkanaście dni, nie zaś kilka miesięcy. Rozwijała się też raczej bez związku z jego pracoholizmem, bo w tym czasie Henson wcale nie był zajęty wyłącznie pracą: między innymi kupował antyki i wybrał się wraz z córką w odwiedziny do ojca mieszkającego na prowincji. Najprawdopodobniej miał po prostu pecha. Trafiła mu się bowiem dość paskudna odmiana paciorkowca: najpierw długo dająca objawy banalnej grypy, a potem nieproporcjonalnie zjadliwa [4].

Orliński myli się też, pisząc o "znakomitej muppetowej adaptacji «Opowieści wigilijnej» Dickensa" jako o filmie telewizyjnym.

I na koniec wybuch entuzjazmu Orlińskiego tak eksplozywny, że pozazdrościć go mógłby Wielki Gonzo, a może nawet sam Szalony Harry:

Wiosną 1981 roku telewizyjne "Muppety" pożegnały się z widzami w rewelacyjnym stylu. Gościem ostatniego programu był Roger Moore, który wykonał piosenkę, podczas której musiał walczyć z uzbrojonymi szpiegami, wyskakującymi z każdego elementu dekoracji. [...]
W tym odcinku padł też żart, który jest moim ulubionym w historii całego programu - przypomina mi się niemal codziennie, gdy mam styczność z polskimi mediami. Prezenter "Wiadomości Muppetów" odczytał w nim przerażającą depeszę o organizacji terrorystycznej, która chce siać chaos przez podrzucanie mediom absurdalnych depesz.
- Proszę się nie martwić - powiedział prezenter - zatrudniliśmy specjalnych asystentów do odrzucania takich depesz i odczytał następną wiadomość: "Pomalowana w biało-żółte paski makrela została wybrana na króla". Oczywiście okazuje się, że ta wiadomość akurat jest prawdziwa i Jego Wysokość za chwilę pojawia się na wizji...
Problem w tym, że odcinek z Rogerem Moorem jest ostatnim odcinkiem tylko według porządku produkcji (production order), który ani nie pokrywał się z kolejnością nagrywania (recording order), ani - co najważniejsze! - z kolejnością emisji (broadcasting order). Wyemitowano go po raz pierwszy już w grudniu 1980, a wiosną 1981 jako ostatni został pokazany odcinek z Martym Feldmanem. Ale i wtedy Kermit mówił na zakończenie "Do zobaczenia w następnym Muppet Show".

Natomiast wybrana na króla makrela nie była pomalowana w biało-żółte paski. W ogóle nie była pomalowana! Była najzwyczajniejszą (?) makrelą w czarno-żółte paski [5].

Rzecz jasna, dowcipu takie głupstwo nie kładzie; zamiast makreli mógłby być przecież nawet dorsz z Biedronki w dziwne białe plamki. No ale kiedy dmie się w fanfary i oznajmia z wielkim zadęciem, że - uwaga, uwaga! - zaraz opowiem mój najbardziej ulubiony żart "w historii całego programu", żart, który "przypomina mi się niemal codziennie", to wypadałoby przynajmniej ten jeden żart powtórzyć dokładnie.

A teraz już, drogie dzieci, pocałujcie Orlińskiego... Bo i co więcej możecie mu zrobić.

[1] Wojciech Orliński, A teraz, drogie dzieci, pocałujcie muppeta..., wyborcza.pl, 22 stycznia 2012; strona zarchiwizowana.

[2] Producent Lew Grade był taki Lew, jak nie przymierzając Lew Rywin. Ponieważ jednak zangliczał, trzeba teraz decydować, czy Lew ma być w wersji angielskiej, czy w polskiej. Lew angielski (wymawiany "Lju" i dla Anglika pozbawiony skojarzeń zoologicznych) będzie nieodmienny, czyli "zagrał niejakiego Lew Lorda" ("Lewa Lorda" stanowczo odradzałbym). Lew spolszczony będzie oczywiście odmienny, czyli "zagrał niejakiego Lwa Lorda". Orliński Lwa spolszczył, ale Henson dalej jest u niego "Jim", nie zaś "Kuba Henson". Gorsze zamieszanie - już bez winy Orlińskiego - panuje, jeśli idzie o polski odpowiednik oryginalnego tytułu The Muppet Movie. Orliński podaje wersję Muppety jadą do Hollywood, ale funkcjonuje także wersja Wielka wyprawa muppetów, a w bazie IMDb znalazł się potworek Mappety jada do Hollywood. Na dobitkę w tym samym 1979 roku wypuszczono telewizyjny film The Muppets Go Hollywood, który także przekłada się jako Muppety jadą do Hollywood.

[3] Scena ta dzieje się mniej więcej pięć minut przed końcowymi napisami. Kermit w oryginale mówi: Please sir, uh, my name is Kermit the Frog, and and we read your ad, and, oh, we've come to be rich and famous, natomiast Orson Welles jako Lew Lord odpowiada: Miss Tracy, prepare the standard 'rich and famous' contract for Kermit the Frog and company.

[4] Tak w każdym razie twierdzi doktor Edward Kaplan, specjalista od infekcji wywoływanych przez paciorkowce. Zob. wywiad z nim dołączony do artykułu napisanego w związku ze śmiercią Jima Hensona: Susan Schindehette, Legacy of a Gentle Genius, "People", 18 czerwca 1990. Dr Kaplan określa infekcję, jaka przytrafiła się Hensonowi, mianem "wysoce zwodniczej" (highly deceptive). Z kolei Susan Schindehette próbuje wyjaśniać niespieszność w szukaniu pomocy lekarskiej charakterem Hensona, który nie lubił sprawiać kłopotów, a także tym, że jako dziecko był wychowywany zgodnie z wartościami Christian Science, wyznania mającego bardzo niekonwencjonalne podejście do medycyny.

[5] Dla porównania oryginalny tekst wygłaszany przez prezentera "Wiadomości Muppetów": Here is a Muppet News Flash. An international spy ring is trying to sneak ridiculous stories into the news. Fortunately, with the tight security in the Muppet News room it can't happen here. In other news, a black and yellow striped mackerel was elected king this morning and...