EBENEZER ROJT

Janusz Głowacki o Jerzym Kosińskim
albo jeden centymetr i osiemdziesiąt dziewięć milimetrów

1.
Good night, Dżerzi [1] jest fantazją o życiu Jerzego Kosińskiego. Wszystko, co Głowacki miał na ten temat do powiedzenia, zmieściło się wcześniej bez trudu na jedenastu stronach przedostatniego rozdziału wspomnień Z głowy [2], a teraz zostało rozpaczliwie rozmamłane do rozmiarów powieści. Nawet najbardziej niedorzeczne anegdoty są tu z recyclingu. Na przykład ta, jak to Elie Wiesel w recenzji z Malowanego ptaka "oficjalnie" mianował Kosińskiego świadkiem holokaustu/Holocaustu. "I to był początek wielkiej kariery Kosińskiego" [3]. 37-letni Wiesel mianował 32-letniego Kosińskiego?! Oficjalnie? W czasach, kiedy jego własnej Nocy sprzedawało się rocznie jakieś tysiąc egzemplarzy?

W poprzedniej książce Kosiński przedstawiony był jako zagubiony chłopiec, "który na świecie dookoła widział nic tylko jedno wielkie kłamstwo na kłamstwie i cwaniactwo na cwaniactwie" (Z głowy, s. 257), ale uzasadnienie tego niezbyt odkrywczego podsumowania świata zostało naszkicowane z umiarem. Kosiński z Good night widzi na świecie "jedno wielkie kłamstwo, małpiarstwo i hipokryzję" (Good night..., s. 186), ale w tle przesuwa się dość monotonna panorama tego kłamstwa, małpiarstwa i hipokryzji. Niegdyś w teatrach kręcono za plecami aktorów kawałkiem pomalowanego płótna na rolkach i miało to wyobrażać przemierzany przez nich świat. Tu jest podobnie: po kilkudziesięciu stronach zna się tę panoramę na pamięć.

W dodatku Głowacki swoje płótno na rolkach zapacykował byle jak. Mniejsza o korzystanie ze starych szablonów czy o nieistotne błędy w rodzaju "rezydencji Polańskiego w Belle Air" (s. 237). Jeśli jednak wymyśliło się już kabotyńską scenę, w której Kosiński tłumaczy swojemu menedżerowi, że targować można się nawet z Bogiem, to wypadałoby zajrzeć do Biblii i przypomnieć sobie, że o Sodomę i Gomorę targował się z Bogiem Abraham, nie zaś Mojżesz, wspominany trzykrotnie na stronach 63-64. Z kolei na stronie 300 pojawia się nowa odmiana systemu metrycznego: jeden z bohaterów mówi, że po operacji ma nogę krótszą o "dwa centymetry, nawet niecałe - jeden centymetr i osiemdziesiąt dziewięć milimetrów".


2.
Oczywiście, można to wszystko wziąć w nawias i uznać, że to tylko ironiczny i żartobliwy Janusz Głowacki opowiada o tym, jak to nowojorsko-polski pisarz Dżanus opowiada, jak pisze na zamówienie kiczowaty scenariusz do kiczowatego filmu o kiczowatym życiu pisarza Dżerziego. W dodatku w swojej opowieści imituje styl Kosińskiego i wkleja do niej pastisze jego firmowych kiczowatych historyjek spod znaku spermy i krwi.

Niektóre są całkiem zgrabne. Na przykład wojenna historia pewnej niemieckiej damy, która najprzód banalnie gwałcona "z przodu i z tyłu, w usta, pojedynczo albo po dwóch" i to w warunkach mało higienicznych ("lepiłam się od spermy"), pewnego razu trafia na żołnierzyka, co to "na obu rękach i nogach miał zegarki zdobyte i one tykały" (s. 260). Pomysł z ruskim sołdatem, który gwałcąc zarazem cyka jak świerszcz wszystkimi swoimi trofiejnymi zegarkami, ma w sobie nutę surrealistycznego humoru, którego prawdziwemu Kosińskiemu chyba brakowało.

Prócz ducha ironii i pastiszu jest też w Good night, Dżerzi obecny duch mistyfikacji. W stosunku do powieści to żaden zarzut, ale, biorąc pod uwagę temat, Głowacki proponuje mistyfikację chyba zbyt prostoduszną. Przede wszystkim jeśli chodzi o wyjaśnienie fenomenu Kosińskiego i o ustawienie relacji między pisarzem Dżerzim a pisarzem Dżanusem. Pokazuje to w pigułce już wstępna ekspozycja:

- Dlaczego, dlaczego? [...] Pewnie dlatego, że świat już dawno stracił umiejętność odróżniania talentu od beztalencia i kłamstwa od prawdy. A może z jakiegoś innego powodu. Może dlatego, że Ameryka kogoś takiego jak Dżerzi nigdy przedtem nie widziała na oczy. Dlatego on nas wydymał. A teraz, jak rozumiemy, Dżanus, ty go zamierzasz pośmiertnie wyruchać.
[...]
Tak czy inaczej, życzymy ci powodzenia. Oczywiście zaraz pojawi się tłum ludzi, którzy się na ciebie rzucą z wrzaskiem, że znali go lepiej i że to w ogóle było nie tak. Ale tobie to nie powinno przeszkadzać, bo ty dymałeś pierwszy. Z tym że na nas nie licz. Bo nie mamy pewności, czy w Nowym Jorku poza nami są jeszcze ludzie, którzy pamiętają, kto to w ogóle był Dżerzi.
- No, to już przesadzacie - powiedziałem.

Następnego dnia pogoda się popsuła, nagle zaczęło lać. Ale poszedłem do Barnes & Noble - ogromnej kilkupiętrowej księgami na Broadwayu naprzeciwko Lincoln Center - i poprosiłem o monografię Kosińskiego.
- Kogo? Czy mógłbyś przeliterować to nazwisko? - zapytał młody sprzedawca.
Przeliterowałem raz, potem jeszcze raz i jeszcze raz, ale już przez zęby. Postukał w komputer, pokręcił głową i powiedział:
- Nic.
- Nic?
- Nic!
(s. 16-18)
Poprzestanę na dwóch komentarzach. Po pierwsze, element zaskoczenia ("Ameryka [..] nigdy przedtem nie widziała na oczy") odgrywał może pewną rolę w sprawie Kosińskiego, ale nie zasadniczą. Znacznie ważniejsze było pojawienie się koniunktury na "świadków Holocaustu", czego nie da się sprowadzić do anegdoty o jednorazowym kaprysie Elie Wiesela, bo i on sam także na tej fali wypłynął. Koniunktura ta nie przeminęła wraz z Kosińskim. Już w 1995 roku ukazały się fałszywe holokaustowe wspomnienia fałszywego Binjamina Wilkomirskiego, a w dwa lata później fałszywe holokaustowe wspomnienia wydała fałszywa Misha Defonseca. Czyli, ujmując rzecz w stylistyce Good night, Dżerzi, dymanie trwało nadal.

Po drugie, w styczniu 2011 roku Wystarczy być Kosińskiego znajdowało się na liście bestsellerów Amazon.com gdzieś koło 18 tysiąca, a Malowany ptak w okolicy 25 tysiąca. Najlepsza w tym rankingu książka Janusza Głowackiego, Kopciuch, to drugi milion. Antygona w Nowym Jorku - trzeci. Na amerykańskim eBayu proporcja wystawionych na sprzedaż książek Kosińskiego do książek Głowackiego to mniej więcej 100:1 [4].

I jak by pisarz Dżanus nie dymał pisarza Dżerziego, nie zanosi się na razie na większe zmiany.

[1] Janusz Głowacki, Good night, Dżerzi, Świat Książki, Warszawa 2010.

[2] Janusz Głowacki, Z głowy, Świat Książki, Warszawa 2004 (wydanie drugie, poprawione i rozszerzone), s. 253-263.

[3] W Z głowy, książce bez szans na amerykańskie wydanie, anegdota znajduje się na stronie 256 i obowiązuje pisownia "holokaust". W Good night anegdota wraz z łopatologicznymi objaśnieniami zajmuje już dwie strony, 50-51, a obowiązującą pisownią jest "Holocaust", wielką literą. Recenzja Wiesela z pewnością wpłynęła na późniejsze traktowanie Malowanego ptaka jako zapisu autentycznych wojennych przeżyć Kosińskiego, który tym samym stawał się "kronikarzem" i "świadkiem". Ale Wiesel zawsze miał łatwość do wynajdywania "świadków". Na przykład dwa lata wcześniej, w 1963 roku, uznał za "świadectwo" niewielką powieść Terezińskie rekwiem Josefa Bora (polski przekład Juliusza Zychowicza ukazał się w 1978 roku w Wydawnictwie Literackim). Zob. Ruth Franklin, A Thousand Darknesses. Lies and Truth in Holocaust Fiction, Oxford University Press 2011, s. 84. Piąty rozdział tej książki poświęcony jest w całości Kosińskiemu, cytowana jest tam także recenzja Wiesela oraz jego pierwsza rozmowa z Kosińskim (za drugim tomem pamiętników Wiesela And the Sea is Never Full, wydanym 8 lat po śmierci Kosińskiego). Wiesel podobno zapytał wtedy Kosińskiego wprost: "Czy pana książka jest oparta na faktach?", a Kosiński podobno na to pytanie odpowiedział twierdząco.

[4] Amazon to nieustanne upokorzenie dla mitomanów. "Od razu zaproponowano mi serial, ale z godnością to odrzuciłem, chociaż się mówiło o sześciuset tysiącach dolarów" (Z głowy, s. 155). Gdy to piszę, na Amazonie można znaleźć tylko jedną recenzję z książki Głowackiego. Wprawdzie jest to recenzja na całe pięć gwiazdek, więc wyżej już być nie może, ale brzmi ona następująco: "This book was received very quickly and in the condition describe. I'd order from this person again".