EBENEZER ROJT

Cezary Michalski o tajnikach ekonomii
ze szczególnym uwzględnieniem kursów walutowych

Czasem publicysta pragnie po prostu powiedzieć, że kapitalizm jest niedobry, ale czuje się w obowiązku wyłuszczyć to Czytającej Publiczności tak, jakby rozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. W felietonie Idźcie i udawajcie zamieszczonym na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" [1] Cezary Michalski powiedział, że kapitalizm jest niedobry, w następujący sposób:
Lehman Brothers zapłaci ostatecznie mniej za kryzys finansowy niż Grecja czy Egipt, mimo, że [...] to nie związkowcy, bezrobotni czy budżetówka z Grecji, Tunezji, Egiptu, ale wiodące instytucje finansowe globalnego kapitalizmu odpaliły fajerwerki ostatniego kryzysu. A może nawet zrobił to sam kapitalizm, gdyż bańka kredytowa, a następnie jej kolaps i cykliczny kryzys są zwyczajną codzienną formą radzenia sobie z problemem wartości dodatkowej (interpunkcja oryginału).
Pogląd, że ktoś konkretny, kogo da się wskazać palcem, ot, tak sobie, na trzy-cztery, "odpala fajerwerki kryzysu", trudno traktować poważnie, ale w ostateczności można uznać podobne sformułowanie za przejaw polonistycznej swobody stylu [2]. Podobnie jak metaforę, że odpalającym był "sam kapitalizm". Cóż jednak począć z końcową częścią tego zdania - że "bańka kredytowa, a następnie jej kolaps i cykliczny kryzys są zwyczajną codzienną formą radzenia sobie z problemem wartości dodatkowej"? Jest to gramatycznie poprawne zestawienie słów, ale co w istocie ono głosi? Czym miałby być ów tajemniczy "problem wartości dodatkowej"? Co to za "cykliczny kryzys", który jest "codzienną formą radzenia sobie z problemem"? Próżne pytania! We fragmencie tym można bowiem równie dobrze wszystkie pojęcia ustawić w losowej kolejności (np. tak: "kredytowanie kolapsu wartości dodatkowej jest zwyczajną formą radzenia sobie z cyklicznym kryzysem") i też będzie to jakoś brzmiało, i też nie będzie to miało żadnego sensu.

Kilka tygodni później Michalski powrócił do tematyki ekonomicznej w felietonie Życie na Wyspie [3]. Tym razem jednak spojrzał na kwestię bańkorodnych kredytów zupełnie inaczej, a mianowicie od strony swoich własnych kredytowych pożądań:

Życie na Wyspie jest przyjemne [...] wynajmujemy [w Nottingham z żoną] mieszkanie, a za jakiś czas zamierzamy je kupić na kredyt hipoteczny (obleśnie łatwy do uzyskania dla pracujących na Wyspach i nieporównanie tańszy od polskiego, między innymi z tego powodu, że [...] stopę redyskontową tutejszy bank centralny utrzymuje przemocą na niskim poziomie) [...].
Nie jestem pewien, czy Cezary Michalski rzeczywiście wie, co to takiego "stopa redyskontowa", ale prawdopodobnie chodzi mu o to, że jego przyjemny kredyt hipoteczny będzie niezmiernie tani. Ba, zdaje sobie nawet sprawę z tego, że taniość tego kredytu nie wynika z kalkulacji ekonomicznej, lecz z czyjejś arbitralnej decyzji, by kredyty hipoteczne były obleśnie łatwe do uzyskania. To właśnie dlatego bank centralny cenę tego kredytu "utrzymuje przemocą na niskim poziomie".

Ale sprzedawanie kredytów po przymusowo obniżonej cenie to przecież pierwszy krok (a może nawet spory sus) w stronę tej straszliwej bańki kredytowej, po nadmuchaniu której następuje kolaps i cykliczny kryzys, będący zwyczajną codzienną formą... etc. etc. To jednak Michalskiego już nie interesuje. Przeciwnie, bez najmniejszego zażenowania oznajmia, że on też ma zamiar skorzystać z nadarzającej się okazji i też pragnie dmuchnąć w tę bańkę swym skromnym dmuchem na miarę obleśnie łatwego kredytu na mieszkanie w mieście Nottingham. Co raz jeszcze potwierdza tę banalną prawdę, że osławiona chciwość bankierów to jedynie emanacja powszechnej chciwości, dziś często dla niepoznaki nazywanej słusznymi oczekiwaniami godnego poziomu życia albo i jeszcze wznioślej [4] [4a].

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu myśli ekonomicznej Cezarego Michalskiego cytat z felietonu Pasmo zwycięstw [5]:

Być może w dalszym ciągu [...] w obiegu będzie złotówka, na której J.P. Morgan będzie zarabiać krocie, spuszczając ją w piątek wieczorem do poziomu 2,80 za dolara, a w poniedziałek rano pompując do 3,01.
Elementarny poziom kursów walutowych gorzej nadaje się do imitowania wiedzy ekonomicznej niż opowieści o "problemie wartości dodatkowej". Kurs to kurs. Wystarczy policzyć. Choćby to, że zmiana kursu złotówki z 2,80 za dolara na 3,01 nie jest żadnym pompowaniem złotówki. Odwrotnie, to właśnie jest jej osłabienie, obniżenie jej kursu wobec dolara, jej "spuszczenie". Pompowaniem byłoby zaś ponowne przejście z kursu 3,01 na 2,80, bo wtedy cena dolara w złotówkach spada.

Jak widać, do wyjaśniania tajemnic kapitalizmu nie jest dziś wymagany nawet poziom kompetencji pokątnych handlarzy walutą, zwanych niegdyś pogardliwie cinkciarzami [5a].

[1] Cezary Michalski, Idźcie i udawajcie, 30 stycznia 2011 (strona zarchiwizowana).

[2] Naturalnie nie twierdzę, że taki pogląd nie ma od dawna swoich oddanych zwolenników. Przeciwnie, od czasu wskazania odpowiedzialnych za "odpalenie" kryzysu finansowego w 1873 roku, cieszy się on nieustannie sporym wzięciem. W najpopularniejszej wersji "wiodące instytucje finansowe" występują jako "finansjera z Wall Street" albo po prostu jako "żydowscy bankierzy". Gdy Wilhelm Marr w swoim słynnym pamflecie pytał, kto w Niemczech wzbogacił się na kryzysie, odpowiedź była prosta: "Żydostwo, reprezentowane przez garść żydowskich bankierów; semickie maklerstwo" (Das Judenthum, repräsentirt durch eine Handvoll jüdischer Bankiers; das semitische Maklerthum). Zob. Wilhelm Marr, Der Sieg des Judenthums über das Germanenthum. Vom nicht confessionellen Standpunkt aus betrachtet, Bern 1879, s. 30. Książeczka Marra tak mocno kojarzona jest z tamtym "odpaleniem", że nieraz podaje się błędną datę jej wydania, właśnie rok 1873 (np. Jerome A. Chanes, Antisemitism. A Reference Handbook, ABC-CLIO 2004, s. 60 ("Marr's pamphlet Der Sieg des Judentums Uber das Germanentum (The Victory of Jewry over Germandom), was published in the critical year 1873, and was circulated widely") i s. 104. Encyclopaedia Judaica podaje, że wszystkie dwanaście wydań Der Sieg... opublikowano w roku 1879 (Encyclopaedia Judaica. Second Edition, tom 13, Thomson Gale 2007, s. 558). Dziś taki bezwstydnie szczery pamflet jest już raczej niemożliwy, ale modny ostatnio film Inside Job (Oscar dla najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego w roku 2011) spełnia bardzo podobną rolę.

[3] Cezary Michalski, Życie na Wyspie, 17 marca 2011 (strona zarchiwizowana).

[4] Poziom powszechnej chciwości reguluje zaś w znacznej mierze rząd, ten oberbankier, który rzadko kiedy chce chciwość kiełznać, natomiast swym majstrowaniem na ogół jeszcze pogarsza objawy choroby (zob. wczesną analizę pokazującą, jak działania oraz interwencje rządu amerykańskiego spowodowały, przedłużyły i pogorszyły ostatni kryzys finansowy: John B. Taylor, "The Financial Crisis and the Policy Responses. An Empirical Analysis of What Went Wrong", [w] A Festschrift in Honour of David Dodge's Contributions to Canadian Public Policy. Proceedings of a Conference Held by the Bank of Canada, November 2008, Bank of Canada 2009).

Wiedział już o tym zresztą anonimowy autor "Mrówki Poznańskiej" z roku 1822, gdy pisał, że rząd "musi stać się łakomym, dla zadość uczynienia swoim łakomym poddanym, których namiętności niczem innem iak tylko wdziękiem zysku poruszyć nie można". Więcej w NOTATKACH: "Wypisy z «Mrówki Poznańskiej» albo o zgubnych następstwach zbytku".

[4a] Niemal równo rok po tej deklaracji chęci dołączenia do dmuchania bańki kredytowej Cezary Michalski bardzo oburzył się na ekonomistę Krzysztofa Rybińskiego i nawet zapowiedział (oczywiście był to tylko taki lewicowy żarcik) powrót do swoich dziecięcych fascynacji grupą Baader-Meinhof: "tyle że pierwszym i na razie jedynym bankierem, którego zamknę w samochodowym bagażniku będzie właśnie Rybiński". O co poszło? Otóż Rybiński "założył fundusz inwestycyjny pod nazwą Eurogeddon" grający na kryzys w Europie, a więc, zdawać by się mogło, zgodnie z wizją Michalskiego, wedle której kryzysy są przecież "zwyczajną codzienną formą radzenia sobie z problemem wartości dodatkowej". A jednak Michalski uznał, że o ile łapczywe rzucanie się na kredyty jest moralnie w porządku, o tyle próba przewidywania, co z tego może wyniknąć, to już nikczemność zasługująca na wsadzanie do bagażnika. Zaiste, malowniczy przykład hipokryzji (zob. Cezary Michalski, Nie ma wroga w centrum, nawet przesuniętym na prawo, 5 marca 2012 (strona zarchiwizowana).

Nb. profesor Rybiński znacznie pomylił się w swoich przewidywaniach, że takich łapczywych Michalskich znajdzie się w Europie więcej i po czterech latach wartość jednostki funduszu Eurogeddon spadła o blisko 60%.

[5] Cezary Michalski, Pasmo zwycięstw, 20 lutego 2011 (strona zarchiwizowana).

[5a] Nie należy jednak osądzać Cezarego Michalskiego zbyt surowo! Analfabetyzm ekonomiczny to u naszych humanistów dosyć częsta przypadłość. Oto Kamil Sipowicz, doktor filozofii i długoletni konkubent piosenkarki Kory, mówi w wywiadzie tak: "Kora za komuny była wielką gwiazdą, robiła koncerty na setki tysięcy ludzi. I jak się skończył ten pierdolony komunizm i nowy rząd zrobił denominację, to się spotkały z Agnieszką Osiecką i sobie powiedziały, że są gołe i wesołe" (Dajcie nam żyć. Rozmowa z Korą i Kamilem Sipowiczami, rozmawia Agnieszka Kublik, wyborcza.pl, 12 marca 2016). Nie było to przejęzyczenie. W innym wywiadzie Sipowicz tak tę myśl powtórzył: "Kora jest wielką artystką, ale wszystkie oszczędności z PRL-u, z czasów, kiedy zrobiła gigantyczną karierę, pochłonęła denominacja" (Kamil Sipowicz: Kora chce żyć jak najdłużej, rozmawia Paweł Piotrowicz, onet.pl, 20 kwietnia 2016; strona zarchiwizowana).