[Zwycięzca walki w wadze lekkiej Justin] Gaethje - podobnie jak wszyscy pozostali zwycięzcy - po walce podszedł do Trumpa i złożył mu ukłon. Tak jak w Koloseum 2 tys. lat temu ryk tłumu ucichł na chwilę, przechodząc w rodzaj rytualnej ciszy po tym, jak przemoc znów zatriumfowała.Już samo to gładkie przejście od Koloseum do Nerona wydaje się nieco ryzykowne, skoro Koloseum zaczęto budować dopiero po śmierci Nerona [2]. Natomiast twierdzenie, że Neron był "wyjątkowy, bo identyfikował się z gladiatorami i ich etosem", to niepojęta fantazja. Nie trzeba przecież studiować historii starożytnej, by wiedzieć, że ambicje Nerona szły jednak w zupełnie innym kierunku. Niegdyś wiedział o tym każdy uczeń, który przeczytał Quo vadis i doszedł aż do pointy - dramatycznego opisu śmierci Nerona; mającego zresztą dobre oparcie w źródłach (Swetoniusz i Kasjusz Dion):Neron wyróżniał się z grona rzymskich cesarzy nie dlatego, że organizował igrzyska gladiatorów - to robiło wielu przed nim i po nim. Był wyjątkowy, bo identyfikował się z gladiatorami i ich etosem. Jego poprzednicy utrzymywali wobec tej rozrywki arystokratyczny dystans. Neron poszedł krok dalej i znalazł swoich naśladowców. Wielu polityków po nim utożsamiało się ze sportami walki. Przy czym sama rywalizacja była dla nich pretekstem - chodziło o raczej o przemianę rytuału walki w rytuał zbiorowej tożsamości.
Jednym z tych naśladowców Nerona jest dziś amerykański sekretarz obrony (czyli wojny) Pete Hegseth. Nie przypadkiem apeluje on o przywrócenie "etosu wojownika" w amerykańskim wojsku i życiu obywatelskim [1].
Nero zrozumiał nakoniec, że zbliża się godzina śmierci. [...] Zęby jego kłapały z przerażenia, a jednak komedyancka jego dusza znajdowała jakby jakiś urok w grozie chwili. Być wszechwładnym panem ziemi i stracić wszystko wydawało mu się szczytem tragedyi. I wierny sobie grał pierwszą w niej rolę do końca. Opanowała go gorączka cytat i namiętna chęć, by obecni zapamiętali je dla potomności. [...] Głosem drżącym i aktorskim oświadczył, że chwila jeszcze nie nadeszła, poczem znów jął cytować. W końcu prosił, by go spalono. "Jakiż artysta ginie" powtarzał jakby ze zdumieniem [3].Jest tam oczywiście wcześniej jeszcze słynna scena z Neronem, który podczas pożaru Rzymu gra na lirze (kitarze); również poświadczona w źródłach (przynajmniej jako czarny PR z epoki) [4]. W każdym razie tyle powinno wystarczyć maturzyście, by zapamiętał, że Neron nie identyfikował się z jakimś tam etosem gladiatorów, lecz z etosem artysty. Jak zaświadcza Tacyt:
Dawną jego namiętnością było stawać na kwadrydze, a nie mniej wstrętną skłonnością - śpiewać przy akompaniamencie lutni, jak to czynią aktorzy sceniczni. [...] Chcąc jednak dać się poznać nie z samej tylko sztuki aktorskiej, próbował też cesarz oddawać się poezji i ściągał do siebie ludzi, którzy posiadali pewne, choć mało jeszcze wybitne zdolności poetyckie. Ci po uczcie odbywali razem z nim posiedzenia i łączyli w całość wiersze, które im Neron przynosił lub tamże improwizował, uzupełniając jego własne słowa byle jak wypowiedziane (Tacyt, Roczniki, ks. XIV, r. 14 i 16) [5].A tego wszystkiego już żadną miarą nie sposób połączyć z Donaldem Trumpem, o którym dotąd nic nie wiadomo, by próbował układać wiersze albo brzdąkać na gitarze. Z artystami ma zaś raczej na pieńku.
Owszem, Neron nie odważył się zerwać z tradycją walk gladiatorów i może nawet je lubił, ale niekoniecznie krwawe, bo Swetoniusz odnotowuje (musiało to więc być dla Rzymian coś niecodziennego), że:
Podczas zapasów gladiatorskich, które wydał w drewnianym amfiteatrze, wybudowanym w ciągu niecałego roku w okolicy Pola Marsowego, nikogo nie pozwolił zabić, nawet spośród skazańców (Żywoty cezarów, ks. VI, 12; wyróżnienie moje).Podobno jednak znacznie bardziej niż gladiatorów lubił konie, a jako artysta z ambicjami jeszcze bardziej lubił udawać kulturalnego Greka.
Ustanowił raz na pięć lat zawody - pierwszy ze wszystkich w Rzymie obyczajem greckim - trojakiego rodzaju: muzyczne, gimnastyczne, hippiczne, które nazwał nerońskimi (Żywoty cezarów, ks. VI, 12).To właśnie w tych igrzyskach, w których po gladiatorach nie ma przecież ani śladu, sam brał udział. Nagrodzony za zwycięstwo paroma wieńcami, pragnął ich coraz więcej i więcej, więc choć unikał dalekich podróży, wybrał się w końcu do Grecji, by i tam występować w zawodach muzycznych. Sprytni Grecy zaś skwapliwie skorzystali z okazji, wieńcami niemal go zasypali, i schlebiali jego próżności do tego stopnia, że wzruszony obdarzył całą prowincję wolnością.
Tu akurat można dostrzec pewien rys podobieństwa do charakteru Donalda Trumpa, który, kto wie, może nigdy nie zacząłby awantury z Iranem, gdyby wcześniej jacyś sprytni Szwedzi dali mu jednak tego pokojowego Nobla.
Wspólna jest również ciągnąca się za obydwoma panami opinia obyczajowych skandalistów. Szkopuł jednak w tym, że o ile Trump grzeszy raczej konserwatywnie i, że tak powiem, "po Bożemu", o tyle Neron był osobowością zdecydowanie queerową.
I to do tego stopnia, że wszystkie te nowinki, które dziś zachwycają lub gorszą publiczność, on wypróbował osobiście już niemal dwa tysiące lat temu!
Był pionierem tzw. operacji korekty płci i naturalnie nie miał też nic przeciwko tzw. osobom transpłciowym.
Chłopca Sporusa, po wycięciu mu jąder, usiłował zamienić w kobietę. Sprowadził do siebie z posagiem i w purpurowej zasłonie, uroczyście święcąc obrzęd zaślubin. Żył z nim jak z żoną (Żywoty cezarów, ks. VI, 28).Z taką samą tolerancją podchodził do kwestii jednopłciowych związków, płynnej tożsamości płciowej oraz praktyk BDSM i wprowadzania do nich elementów transgatunkowych. Był bi-, homo-, poli-, pan-, i czego tam jeszcze dusza zapragnie, na długo przedtem, zanim wymyślono i dolepiono do ludzkiej seksualności te wszystkie przedrostki.
Swoim ciałem kupczył tak szczodrze, że nie tylko splamił rozpustą prawie wszystkie jego części, lecz wymyślił jeszcze jakby nowy rodzaj zabawy. Oto przebrany w skórę dzikiego zwierzęcia wypadał z klatki i rzucał się na organy płciowe mężczyzn i kobiet przywiązanych do słupa. A gdy do syta zaspokoił swą okrutną żądzę, oddawał się wyzwoleńcowi Doryforosowi. Co więcej, jak sam poślubił uprzednio Sporusa, tak teraz został żoną Doryforosa, naśladując okrzyki i jęki gwałconych dziewic. Od niektórych osób dowiedziałem się, że był głęboko przekonany, "jakoby każdy mężczyzna żył płciowo z innymi mężczyznami i że każda część ciała bywa narzędziem rozkoszy, lecz że większość spośród ludzi kryje się z tą zdrożną praktyką i chytrze ją osłania" (Żywoty cezarów, ks. VI, 29).O co by Donalda Trumpa nie pomawiać, nie są to jego ulubione zabawy i poglądy. Co do Nerona zaś, tego zapomnianego patrona ruchu LGBTQIAP+, to miłującym stare rzymskie cnoty Rzymianom nie kojarzył się on bynajmniej z etosem wojownika. Przeciwnie, zarzucali mu głównie - jak to konserwatyści - zniewieściałość.
Nie mam pojęcia, skąd wziął się w "Polityce" ten Neron jako wzór wojownika dla amerykańskiej administracji. Może miał to być tak naprawdę Kommodus, ale Gladiator pomieszał się tamtejszym erudytom z Quo vadis. Może coś koślawo przepisali od jakichś erudytów zagranicznych [6]. Może pomylili Nerona z jego dziadkiem, Domicjuszem, którego rzeczywiście fascynowały krwawe walki gladiatorów [7]. A może wzmianka o Neronie, powszechnie znanym prześladowcy chrześcijan, miała być zrazu tylko kulturalnym przytykiem do bardzo szczególnej religijności prezydenta Trumpa.
"Dawniej - to wierszyk Boya - ludzie mniej mieli kultury, lecz byli szczersi". Toteż o etosie wojownika w amerykańskim wojsku oraz o amerykańskim upodobaniu do urozmaiconego okładania się po buzi, wtedy zwanym "wolną amerykanką", pisano wprost, bez lukrowania tego historią starożytną.
Żołnierz amerykański nazywa się popularnie "G.I." (czytaj dżi aj) [...]. "G.I." - to żołnierz, który w różnych częściach świata pilnuje interesów amerykańskich magnatów dolara, wysysających soki żywotne z gospodarki wszystkich krajów kapitalistycznych. "G. I." to symbol przygotowań imperializmu amerykańskiego przeciwko krajom obozu pokoju.Z czego jasno wynika - co poddaję na przyszłość pod rozwagę roztrzepanym erudytom z "Polityki" - że do wyrażania szczerych opinii o Ameryce żaden Neron w ogóle nie jest potrzebny.
[...]
Zgoła wstrętny widok przedstawia specyficznie amerykańska odmiana walki francuskiej "wolna amerykanka". Uczestnikom tej walki wolno używać wszelkich chwytów, wydłubywać oczy, gryźć, wyłamywać palce, wydzierać włosy [8.
[1] Łukasz Wójcik, Ameryka w oktagonie, "Polityka" nr 27, 1 lipca 2026, s. 11. Nie jest to pierwszy lepszy artykuł, mały i schowany gdzieś w kącie, lecz czterokolumnowy i anonsowany w dziale "Temat tygodnia".
[2] Niektórych czytelników Quo vadis zawodzi pamięć i wydaje im się, że właśnie w tej książce czytali nie tylko o krwiożerczym Neronie, lecz także o Koloseum, na którego arenę wypada "potworny tur germański, niosący na głowie nagie ciało kobiece", etc. etc. Tymczasem w Quo vadis Koloseum oczywiście nie ma, a Sienkiewicz nawet dwukrotnie wprost przypomina o jego ówczesnym nieistnieniu. Najpierw opisując pożar Rzymu:
"Ci, którzy chronili się na rynki i place, w miejscu, gdzie później stanął Amfiteatr Flawiański, koło świątyni Ziemi, koło portyku Liwii i wyżej koło świątyń Junony i Lucyny oraz między Clivus Vibrius a starą bramą Eskwilińską, otoczeni naokół morzem ognia, poginęli od żaru" (Henryk Sienkiewicz, Quo vadis. Powieść z czasów Nerona, tom III, Gebethner i Wolff, Warszawa 1896, s. 5; wyróżnienie moje).
A potem raz jeszcze:
"Zanim Flawiusze wznieśli Coloseum, amfiteatra w Rzymie budowano przeważnie z drzewa, to też wszystkie niemal spłonęły w czasie pożaru. Nero jednak, dla wyprawienia przyobiecanych igrzysk, kazał wznieść kilka, a między nimi jeden olbrzymi, na który, zaraz po ugaszeniu ognia, poczęto sprowadzać morzem i Tybrem potężne pnie drzew, wyciętych na stokach Atlasu" (III, s. 135; wyróżnienie moje).
[3] Quo vadis, tom III, s. 342-343.
Tak z kolei wygląda to u Swetoniusza (Żywoty cezarów, ks. VI, 49; tu i dalej cytuję przekład Janiny Niemirskiej-Pliszczyńskiej):
"Gdy wszyscy towarzysze po kolei nalegali, aby jak najprędzej uszedł zniewag, jakie mu niechybnie grożą, kazał wykopać w swej obecności dół wymiarów takich, jak jego ciało, zgromadzić także, gdzie się znajdą, szczątki marmuru, jednocześnie przynieść wody i drewien, aby zatroszczono się o trupa. Płakał przy każdym poleceniu i ciągle powtarzał: «Jakiż artysta ginie!»" (Qualis artifex pereo!).
A tak w zachowanym streszczeniu, epitome, tego miejsca z Historii rzymskiej Kasjusza Diona (ks. LXIII, 29, 2):
"Kiedy [Neron] zauważył, że się zbliżają [wysłani po niego jeźdźcy], rozkazał swoim towarzyszom, by go zabili. A gdy odmówili, jęczał, że nie ma ani przyjaciela, ani wroga. Ponieważ zaś jeźdźcy byli już blisko, odebrał sobie życie, wypowiadając te często cytowane słowa: O Zeusie, jakiż artysta ginie we mnie! (O Zeu, hoios technites parapollymai)".
[4] "Lud wskazywał go zdala rękoma, oblanego krwawym blaskiem. W oddali syczały węże płomieni i płonęły odwieczne, najświętsze zabytki [...] płonęła przeszłość i dusza Rzymu, on zaś, Cezar, stał z lutnią w ręku, z twarzą tragicznego aktora i z myślą nie o ginącej ojczyźnie, ale o postawie i patetycznych słowach, któremiby najlepiej wielkość klęski mógł oddać, obudzić największy podziw i najgorętsze zyskać oklaski" (Quo vadis, tom III, s. 30).
Jednak Tacyt podaje, że była to tylko pogłoska, bo w czasie pożaru Neron bawił w Ancjum, a potem sporo zrobił, by złagodzić jego skutki i pomóc ludziom.
"Te zabiegi, choć popularne, chybiały celu, ponieważ rozeszła się pogłoska, że właśnie w chwili gdy miasto stało w płomieniach, on wstąpił na scenę domowego teatru i opiewał zagładę Troi, porównując obecne nieszczęście z klęskami przeszłości (Roczniki, ks. XV, 39; tu i dalej cytuję przekład Seweryna Hammera).
Natomiast Swetoniusz traktuje popisy artystyczne Nerona jako fakt:
"Nero patrząc na ten pożar z wieży Mecenasa i rozkoszując się, jak mówił, «pięknością płomienia», odśpiewał: Zdobycie Ilionu w swoim stroju aktorskim" (Żywoty cezarów, ks. VI, 38)
Podobnie Kasjusz Dion:
"Podczas gdy ludność była pogrążona w rozpaczy, a wielu rzucało się w płomienie, Neron wszedł na dach pałacu, skąd najlepiej było widać cały pożar, i przywdziawszy strój kitarzysty (ten skeuen ten kitharodiken labon) odśpiewał zdobycie, jak mówił - Troi, ale jak widziano - Rzymu (Historia rzymska, epitome ks. LXII, 18, 1).
[5] Podobnie pisze o Neronie, może za Tacytem, Eutropiusz:
"Wreszcie zhańbił się czynem tak niecnym, że tańczył i śpiewał na scenie w stroju kitarzysty albo poety tragicznego" (Brewiarium od założenia Miasta, 7, 14).
Musiał to być w istocie czyn bardzo haniebny, skoro zamordowanie przez Nerona brata, żony i matki podaje Eutropiusz dopiero w drugiej kolejności.
[6] Praktyka w "Polityce" nie taka znów rzadka. Kto chciałby o tym wiedzieć więcej, niech przeczyta: "Jak plagiatuje się w "Polityce" albo ciepły kontakt z prostym czytelnikiem".
[7] Pisze o tym Swetoniusz:
"Urządzał [Domicjusz] walki z dzikimi zwierzętami w cyrku i we wszystkich dzielnicach stolicy, również zapasy gladiatorów, lecz tak okrutne, że August musiał mu zwrócić uwagę najpierw na osobności, a gdy to nie pomogło, zabronił mu ich publicznym obwieszczeniem" (Żywoty cezarów, ks. VI, 4).
[8] B[orys] Karpowicz, Armia USA. Narzędzie imperializmu amerykańskiego, przełożył z rosyjskiego E[ugeniusz] Kuszko, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1953, s. 5 i 113. Tytuł podaję za stroną tytułową. Na okładce podtytuł brzmi Narzędzie amerykańskiego imperializmu.