EBENEZER ROJT

Janusz Palikot gwałci Fryderyka Nietzschego
albo z tajników psychoanalizy

Jedni powiadają, że Wanda Nowicka wicemarszałkująca w Sejmie z rekomendacji Ruchu Palikota sprzeniewierzyła się zasadom biorąc premię i dlatego Janusz Palikot nie mógł już dłużej znosić jej na wicemarszałowskim stolcu. Inni zaś powiadają, że pomysł odwołania Wandy Nowickiej narodził się zanim jeszcze sprawa niegodziwej premii wyszła na jaw [1].

Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było - jak mawiał pewien węglarz oskarżony o zdradę stanu. Faktem jest natomiast, że w trakcie gorącej debaty nad tym problematem moralnym Janusz Palikot postanowił błysnąć swą filozoficzną ogładą i 9 lutego 2013 udzielił Faktom TVN następującej wypowiedzi:

To w ogóle nie jest mój... Być może Wanda Nowicka uważa, że każda mocna teza, ona taka była rzeczywiście, że to jest jej ogromny błąd i ona niszczy samą siebie, nie, pokazując jakby opinii publicznej, że jest przywiązana do pieniędzy i do stanowiska, a nie do zasad. Może to ktoś odbierać jako przemoc. To była myśl bliska Fryderykowi Nietzschemu. Ale w naszych czasach to się na ogół nawet twardej wymiany poglądów nie uważa za formę przemocy. A... a czytając to podświadomie, czyli psychoanalitycznie, być może Wanda Nowicka chce być zgwałcona, ale to nie ze mną, bo ja nie jestem typem człowieka, który do takiej roboty się nadaje [2].
Po słowach Palikota, jakoby Wanda Nowicka dopominała się o gwałt, wybuchł naturalnie wielki skandal, ale krzywda wicemarszałkini Nowickiej mnie tutaj nie interesuje. Antoni Słonimski opowiada we Wspomnieniach warszawskich o tym, jak to w czasach jego młodości walczył w cyrku polski zapaśnik Pinecki z żydowskim zapaśnikiem Wildmanem.
Gdy Pinecki założył olbrzymiemu Wildmanowi "podwójnego nelsona", a Wildman sapał i męczył się w tym uścisku, publiczność żydowska z galerii zaczęła gwizdać i krzyczeć: "Puść go! Puść go!" Prowadzący walkę sędzia wstał i podnosząc rękę uciszył galerię mówiąc: "Panowie, Wildman nie jest dziecko!" [3][3a].
Otóż Nowicka też nie jest dziecko i dobrze wiedziała, co robi, pakując się w ten cyrk. Wypadałoby natomiast ująć się za przypadkowo weń wplątanym Fryderykiem Nietzschem, bo to jego myśl Palikot publicznie zgwałcił, sprowadzając ją do poziomu komunału.

Janusz Palikot wprawdzie studiował na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ale jeśli zbyt często nie uciekał z zajęć, powinien jednak wiedzieć, że Nietzsche wręcz organicznie nie znosił zdroworozsądkowych frazesów, toteż nie mogła być mu bliska myśl, że każdą mocną tezę może "ktoś odbierać jako przemoc". Przeczy ona zresztą całkowicie duchowi jego filozofii!

Zdaniem Nietzschego przemoc jest bowiem - niezależnie od tego, co kto sobie uważa czy odbiera - w istocie wszędobylska, choć nosi tysiące masek. Przemocą podszyte bywa nie tylko to, co głośne i napastliwe, lecz także każdy, nawet najdelikatniej wyrażony sąd, każda ocena.

Waszemi wartości i słowy o złem i dobrem czynicie przemoc, wy twórcy wartości: i tem jest wasza ukryta miłość i dusz waszych blaski, drżenia i rozlewność [4].
Z tej szczególnej nietzscheańskiej perspektywy Janusz Palikot rugający grubym słowem Wandę Nowicką wcale niekoniecznie ma większy udział w czynieniu przemocy niż, dajmy na to, łagodnie uśmiechnięty Dalajlama. Chociaż ma pewnie ze swojej złości więcej uciechy. Zresztą Nietzsche już przeszło sto lat temu przewidział posła Palikota wraz z jego pop-polityką miotającą się między dowcipem a potwarzą [5].
[...] [R]anienie i dręczenie słowem i spojrzeniem dosięga w czasach zepsucia najwyższego rozwoju - wtedy dopiero wytwarza się złość i uciecha ze złości. Ludzie z czasów zepsucia są dowcipni i potwarczy; wiedzą, że istnieją inne jeszcze rodzaje mordu, nietylko sztylet i napad [...] [6].
W "czasach zepsucia" pleni się jednak zarówno uciecha z dręczenia słowem, jak i przeczulenie na słowo. Nie jest więc prawdą, że dzisiaj "to się na ogół nawet twardej wymiany poglądów nie uważa za formę przemocy". Przeciwnie, to właśnie specjalnością naszych czasów stały się łatwe oskarżenia o "mowę nienawiści", o "przemoc symboliczną", "przemoc werbalną" etc., etc. Również sam Janusz Palikot pisał o "przemocy społecznej i słownej", co jeszcze pół wieku temu byłoby zestawieniem nie do pomyślenia [7].

Te zmiany obyczajowe nie wzięły się znikąd. W jakiejś mierze zawdzięczamy je właśnie pilnym czytelnikom Nietzschego, dla których rozpoznawanie ukrytych form przemocy stało się ważnym zadaniem nowoczesnego intelektualisty. Jeden z tych czytelników, Michel Foucault, uznał nawet w pewnym momencie, że wszelka wiedza - nie tylko wiedza użytkowa na służbie jakiejś ideologii, lecz także "czysta wiedza" - wprost wiąże się z władzą, a więc pośrednio również z przemocą.

Wypada raczej uznać, że władza produkuje wiedzę (ale nie dlatego po prostu, że faworyzuje ją, gdy ta jej służy lub wykorzystuje, gdy jest użyteczna); że władza i wiedza wprost się ze sobą wiążą; że nie ma relacji władzy bez skorelowanego z nimi pola wiedzy, ani też wiedzy, która nie zakłada i nie tworzy relacji władzy [8].
Jak pokazały niedawne wydarzenia, także Janusz Palikot płynnie przeszedł w sprawie Wandy Nowickiej od wyprodukowania wiedzy o jej grzeszkach do władzy i twardą ręką zmienił swoją "mocną tezę" w eksmisję z partyjnego klubu.

Jeśli zaś idzie o psychoanalizę, to Janusz Palikot powinien wiedzieć - o ile i z tych zajęć nie uciekł - że dawno odeszła ona od wykładni, wedle której kobieta demonstrująca przewrażliwienie na punkcie przemocy, miałaby zarazem ujawniać podświadome pragnienie gwałtu. Owszem, była kiedyś w historii psychoanalizy teoria - i to mająca aprobatę samego Freuda - jakoby kobieca seksualność wskutek swych biologicznych uwarunkowań wiązała się zawsze z pasywnością i masochizmem, ale na szczęście została już zarzucona [9]. Jeśli rezonerom pokroju Janusza Palikota wciąż jeszcze wydaje się, że "psychoanalitycznie" rzecz biorąc kobiety marzą o gwałcie, to tak naprawdę powtarzają oni jedynie stereotyp równie żenujący, jak na przykład przekonanie, że wszyscy Murzyni marzą o gwałceniu białych kobiet.

Nb. wpływ klasycznego freudyzmu na społeczne podejście do problemu gwałtu ocenia się dziś na ogół bardzo krytycznie. Właśnie dlatego, że akurat w tej sprawie psychoanaliza utrwalała najtrywialniejsze kulturowe stereotypy oraz ułatwiała obwinianie ofiar o to, że przecież "same chciały" [10]. Szczególnie biolodzy ewolucyjni nie mają żadnych skrupułów, by przekonanie, że kobiety podświadomie pragną zostać zgwałcone, nazywać po prostu mitem [11].

Kobiece fantazje o gwałcie okazały się ostatecznie męską fantazją o kobietach, które tylko czekają, by je ktoś zgwałcił. Dziś w podobny sposób zwykli fantazjować politycy na temat podświadomych oczekiwań swoich wyborców.

[1] Zob. Paweł Gawlik, Dominik Uhlig, Ruch Palikota wyrzucił Wandę Nowicką, wyborcza.pl, 13 lutego 2013: "Bogdan Rymanowski przypomniał, że pod wnioskiem o odwołanie Nowickiej z prezydium widnieje data 2 stycznia, a więc sprzed ujawnienia przyznanych przez Ewę Kopacz wicemarszałkom premii. - W pierwszym momencie myślałabym, że to przypadek. Ale właściwie kiedy patrzę z pewnego dystansu na to, co się wydarzyło, to podejrzenia, że to było wcześniej przygotowywane, są uzasadnione - oceniła [Wanda Nowicka]".

[2] Wypowiedź Janusza Palikota spisałem z nagrania zamieszczonego na stronie www.tokfm.pl.

[3] Antoni Słonimski, Wspomnienia warszawskie, Czytelnik, Warszawa 1957, s. 16. Anegdotkę tę Słonimski powtarza w Alfabecie wspomnień (zob. Antoni Słonimski, Alfabet wspomnień, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, hasło "Pinecki" na stronie 186). Czasem też ją Słonimskiemu kradziono. Na przykład w Kalendarzu i klepsydrze Konwickiego z żydowskim zapaśnikiem Poschoffem walczy jakaś "okrutna Czarna Maska" i anegdotka kończy się tak: "W kolejnym starciu brutal przygniótł do ringu Poschoffa i zaczął mu wyłamywać nogę ze stawu biodrowego. Żydowska publiczność podniosła straszliwy rwetes w obronie swego pupila. Rozległy się okrzyki: pfuj, hańba, puszczaj go! Wtedy na ring wskoczył sekundant Poschoffa. Podniósł ręce do góry i zawołał w stronę publiczności: - Sza! Poschoff nie jest dziecko!" (zob. Tadeusz Konwicki, Kalendarz i klepsydra, Czytelnik, Warszawa 1982, s. 332).

Nb. żydowski zapaśnik Poschoff istniał naprawdę, ale to właśnie on bywał brutalem. 16 marca 1928 roku podczas walki ze Teodorem Sztekkerem w Warszawie podobno "podniósł Steckera i rzucił nim z całej siły o ziemię. Stecker zemdlał, a lekarz stwierdził u niego wstrząśnienie mózgu i naruszenie, czy też złamanie szczęki". Doszło do awantur i policja musiała opróżnić widownię ("Kurjer Zachodni", 21 marca 1928, s. 2). Wśród widzów znajdował się wtedy słynny polski lotnik, Franciszek Żwirko, który jednak nieco inaczej zapamiętał przebieg wydarzeń: "Wczoraj byliśmy kupą w cyrku na walce Sztekker - Poschoff. Była decydująca. Poschoff tak się rozzłościł, że kopnął Sztekkera i ten zemdlał. W cyrku z tego powodu był straszny skandal" (za: Henryk Żwirko, Franciszek Żwirko, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1976, s. 71).

Wspomniany przez Słonimskiego Wildman chyba rzeczywiście dużo sapał, bo Stefan Korboński pisze o nim "żydowski grubas Wildman" (Polonia Restituta. Wspomnienia z dwudziestolecia niepodległości 1918-1939, Wydawnictwo "Promyk", Filadelfia 1986, s. 20). W 1926 roku walczył z Wildmanem w warszawskim cyrku i wygrał Teodor Sztekker (ten skopany przez Poschoffa). Zob. Teodor Sztekker, W potrójnym nelsonie, Towarzystwo Wydawnicze "Rój", Warszawa 1928, s. 84: "[...] latem tegoż roku [1926] zostałem zaangażowany do warszawskiego cyrku, gdzie odniosłem szereg zwycięstw nad dobrymi bardzo zapaśnikami, jak Lobmayer, Wildman i inni". Nb. Sztekker pisze o Wildmanie jako o atlecie węgiersko-żydowskim (s. 24), a o Poschoffie: "Poshoff, «żydowski Herkules» z Frankfurtu" (s. 87). Najwięcej zaś pisze o swoich przeprawach z Leonem Pineckim (s. 88-92), "wielkopolskim olbrzymem" (s. 83), mistrzem podwójnego nelsona, którego kibice podobno zagrzewali do walki hasłem "Leonek, zrób mu nelsonek" (Paweł Wiktorski, Lot nad kołyską, Książka i Wiedza, Warszawa 1984, s. 428).

[3a] Odmienną wersję anegdotki o Pineckim, nelsonie, żydowskim zapaśniku i dziecku Słonimski podał w jednej z przedwojennych Kronik tygodniowych:

"Pamiętam, w czasach dawnych walk francuskich, jak publiczność z galerji udzielała rad walczącym. Przeważnie były to rady życzliwe ale mało praktyczne, np.: «Połóż go!». Jednym z ulubieńców galerji był Leonek Pinecki. Potężny ten dryblas był specjalistą od zakładania «nelsona». Przeciwnik, który się dostał w żelazny uścisk Leonka, zwykle kapitulował. W czasie walki z jakimś żydowskim zapaśnikiem Leonek założył nelsona, ale galerja uważała, że Leonek nie zdobywa się na pożądaną energię w działaniu. Nagle w ciszy padł okrzyk: «Leoś, dziecku zakładasz?»" (Antoni Słonimski, Kronika tygodniowa, "Wiadomości Literackie", 4 kwietnia 1937, nr 15, s. 5).

W latach siedemdziesiątych "Czytelnik" przygotowywał obszerne wydanie Kronik, które ostatecznie nie doszło do skutku, ale szczęśliwie zachowały się noty do tego wydania sporządzone przez samego Słonimskiego. Powyższą anegdotę o Pineckim skomentował w przypisie następująco:

"Inną wersję słynnych «nelsonów» Pineckiego podałem w przedwojennym felietonie. Gdy Pinecki walczył z atletą żydowskim Wiedmanem i gniótł go w potężnym uścisku, z galerii rozległy się gwizdy i krzyki: «Hańba! Puść go!». Na to arbiter prowadzący walki wstał i uciszył protestujących: «Panowie! Wiedman nie jest dziecko!»" (zob. Antoni Słonimski, Kroniki tygodniowe 1936-1939, słowo wstępne i przypisy Rafał Habielski, Wydawnictwo LTW, Warszawa [2004], przypis a na stronie 151).

Oczywiście chodzi o felieton powojenny, a "Wiedman" to w rzeczywistości Wildman (tak samo w "Indeksie osób" na s. 415). Nie wiem, czy są to omyłki Słonimskiego, czy też wynik nieuważnego odczytania jego not.

[4] Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo, przełożył Wacław Berent, nakład Jakóba Mortkowicza, Warszawa - Kraków 1913, s. 159 (część II, "O przezwyciężeniu samego siebie"). Por. też słowa z Zaratustry, które Nietzsche powtórzy potem w Ecce homo: "Najcichsze to słowa są, co burzę niosą. Myśli, co gołębim przychodzą krokiem, światem kierują" (Tako rzecze Zaratustra, s. 206; część II, "W najcichszą godzinę"; także: Friedrich Nietzsche, Ecce homo. Jak się staje, czym się jest, przełożył i wstępem opatrzył Bogdan Baran, Wydawnictwo Baran i Suszczyński, Kraków 1996, s. 15). Nb. na gruncie nietzscheanizmu każda interpretacja to już forma przemocy. Odnosi się to oczywiście również do interpretacji książek samego Nietzschego, który zalecał swoim czytelnikom, by zdobywali je sobie "za pomocą zarówno najczulszych palców, jak najdzielniejszych pięści" (Ecce homo, s. 62; wyróżnienie moje).

[5] O polityce jako dowcipie zob. Janusz Palikot, Pop-polityka, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 106: "Planując swoją aktywność polityczną, założyłem, że istotną jej częścią będą happeningi, prowokacje, pastisze i inne lekkie formy [...]". Zob. także na stronie 107 charakterystyczne sformułowanie, że żart jest "katem". O polityce jako chamstwie zob. Muszę być chamem. Z Januszem Palikotem rozmawia Agnieszka Kublik, "Gazeta Wyborcza", 1 grudnia 2012: "Czyli już na zawsze: intelektualista i cham? - Tak, nie ma innego wyjścia".

[6] Fryderyk Nietzsche, Wiedza radosna ("La gaya scienza"), przełożył Leopold Staff, nakład Jakóba Mortkowicza, Warszawa 1906-1907, s. 65.

[7] Zob. Janusz Palikot, Poletko Pana P. Dziennik Janusza Palikota, notka "Pomnik dla Lecha?", 12 kwietnia 2011.

[8] Michel Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przełożył Tadeusz Komendant, Wydawnictwo Spacja - Fundacja Aletheia, Warszawa 1993, s. 34. Foucault będzie później łagodził radykalizm tej książki. Na przykład w znanym eseju Podmiot i władza napisze, że sprawowanie władzy nie jest samo w sobie przemocą, co mogłoby otwierać furtkę do projektu władzy bez przemocy (zob. Michel Foucault, The Subject and Power, "Critical Inquiry" 1982, t. 8, nr 4, s. 789: "In itself the exercise of power is not violence [...]"). Z drugiej jednak strony w wywiadzie udzielonym w 1984 roku - a więc u schyłku życia - Foucault zdystansuje się od podobnych pomysłów Jürgena Habermasa, które określi mianem utopii doskonale przejrzystej komunikacji (l'utopie d'une communication parfaitement transparente). Podkreśli natomiast, że władza jako taka nie jest złem. Chodzi tylko o to (i aż o to), by minimalizować efekty dominacji i represji. Zob. Michel Foucault, Dits et écrits. 1954-1988, t. IV: 1980-1988, Gallimard, Paryż 1994, s. 727 i n.

[9] Chodzi przede wszystkim o pomysły Helene Deutsch, która nie poprzestała na akcentowaniu przyrodzonego masochizmu kobiet, ale wprost twierdziła, że pragnienie bycia zgwałconą stanowi jedną z charakterystycznych cech kobiecej seksualności. Zob. Helene Deutsch, The Psychology of Women. A Psychoanalytic Interpretation, tom I, Grune & Stratton, Nowy Jork 1971, s. 148: "Ardent wishes to be desired, strong aspirations to exclusive egoistic possession, a normally completely passive attitude with regard to the first attack, and the desire to be raped that asserts itself in dreams and fears, are characteristic attributes of feminine sexuality" (wyróżnienie moje). Zwięzłą pochwałę wczesnej pracy Deutsch o kobiecym masochizmie można znaleźć na początku czwartej części eseju Freuda Female Sexuality z roku 1931 (tom XXI The Standard Edition of the Complete Psychological Works of Sigmund Freud).

Ruch feministyczny nieźle sobie poużywał na tych psychoanalitycznych banialukach, wahadło zaś szybko wychyliło się w drugą stronę. Teraz z kolei okazało się, że gwałt już od czasów prehistorycznych służy wszystkim mężczyznom jako metoda świadomego zastraszania wszystkich kobiet. W gwałcie nie chodzi więc o seks, ale o utrwalanie męskiej dominacji. Penis zaś to już nie jakaś tam sfera erogenna, lecz oręż w tej walce. Zob. Susan Brownmiller, Against Our Will. Men, Women and Rape, Ballantine Books 1993, s. 14-15: "Man's discovery that his genitalia could serve as a weapon to generate fear must rank as one of the most important discoveries of prehistoric times, along with the use of fire and the first crude stone axe. From prehistoric times to the present, I believe, rape has played a critical function. It is nothing more or less than a conscious process of intimidation by which all men keep all women in a state of fear" (wyróżnienia za oryginałem).

[10] Zob. hasło "Freud Sigmund/Freudian Theory", [w:] Encyclopedia of Rape, redakcja Merril D. Smith, Greenwood Press, Westport - Londyn 2004, s. 83: "Some of Freud's theories were revolutionary, but his views on women and female sexuality were shaped by Victorian ideologies. Psychoanalysis gave the stamp of science to cultural stereotypes, often to the detriment of understandings of sexual violence. Freudian theory tended to associate femininity with passivity and masochism, contributing to victim blaming". Zob. również hasła "Deutsch, Helene" (s. 56) oraz "Fantasies" (s. 71-72).

[11] Zob. Randy Thornhill, Craig T. Palmer, A Natural History of Rape. Biological Bases of Sexual Coercion, The MIT Press, Cambridge - Londyn 2000, s. 183: " [...] it was the absence of evolutionary theory in Sigmund Freud's thinking about the mind's structure that led to the widespread adoption of the myth that women subconsciously desire to be raped. [...] That myth was widely accepted in law and medicine from the 1930s to the early 1970s".