EBENEZER ROJT

Janusz Palikot czyta Hegla i Heideggera
albo o sztuce prowadzenia samochodu

Opowiadanie głupstw i przeinaczanie faktów to zwyczajne zajęcia polityka, toteż małostkowe byłoby wytykanie akurat Januszowi Palikotowi rozmaitych andronów, które powiedział w ramach swej działalności politycznej. Mieszczą się tu także opowieści o mocach duchowych oraz o szamanach i energoterapeutach, którzy "kontaktują się z tymi mocami", a potem mówią Palikotowi, co ma począć ze swoim życiem [1]. W końcu takie rewelacje zawsze można obrócić w żart. Podobnie jak rewelacje religioznawcze, jakoby to Herod Wielki, ten od rzezi niewiniątek, zainicjował chrześcijaństwo:
Zacznijmy w ogóle od tego, że chrześcijaństwo się przecież wzięło jako fragment remontu czy naprawy judaizmu, zainicjowany przez Heroda Wielkiego, prawda, wskutek kryzysu [...] on zaczął tą pierwszą reformę judaizmu, z której się wziął Chrystus [2].
W tym wypadku Janusza Palikota dodatkowo usprawiedliwia fakt, że swoje zmyślenia wygłosił w telewizji, a czegóż to w telewizji się nie mówi. Co innego książka, w której Palikot przedstawia się jako intelektualista oraz pedant nie akceptujący pomyłek [3]. Sam jednak nie potrafi bez pomyłki podać tytułu ważnej książki Edmunda Husserla, o filozofii którego podobno kiedyś zaczął pisać doktorat. Tytuł ten brzmi Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna, nie zaś Kryzys nauk europejskich a fenomenologia transcendentna, jak można przeczytać na stronie 45. Pomylenie "transcendentalnego" z "transcendentnym" kompromituje filozofa mniej więcej tak samo, jak pomylenie Mickiewicza ze Słowackim kompromituje polonistę [3a]. Użycie wcześniej formy "Marka Siemki" (s. 42, zamiast Marka Siemka), to pewnie tylko przeoczona przez korektę przykra literówka w nazwisku promotora pracy magisterskiej Janusza Palikota. Natomiast za następujący ciąg niedorzeczności nie odpowiada ani korektor, ani redaktor, ale tylko i wyłącznie autor:
Siemek fascynował się późnym Heglem i wczesnym Marksem, podobnie jak wcześniej fascynował się nimi Leszek Kołakowski. Hegel zaś definiuje język w języku. Fenomenologia jest próbą stworzenia nowego języka, gdyż pewne procesy, zdaniem Hegla, nie dadzą się wypowiedzieć w podmiotowo-przedmiotowym języku. Język należy więc przełamać różnymi figurami, używając dziesiątków zbitek pojęciowych. Język Hegla przypomina nieco poezję Leśmiana. Hegel poniekąd język tworzy od nowa - zatem studiując jego myśl, człowiek niejako poznaje obcy język (s. 43).
Fascynacje Siemka jedynie w niewielkim stopniu pokrywały się z fascynacjami Leszka Kołakowskiego, który nigdy nie fascynował się Heglem, nawet "późnym" [4]. Zdanie "Hegel zaś definiuje język w języku" należy do kategorii trywialnych oczywistości. Dwa kolejne zdania to bełkot. Nie wiadomo, czym miałby być tajemniczy "podmiotowo-przedmiotowy język" i o jakie "pewne procesy" chodzi. Tym bardziej nie wiadomo, o co chodzi z "przełamywaniem" języka "różnymi figurami" i to za pomocą "dziesiątków zbitek pojęciowych". Z opinią, że język Hegla przypomina poezję Leśmiana, najszybciej zgodzą się ci, którzy nie czytali albo Hegla, albo Leśmiana, a najlepiej obydwu. Słówko "nieco" nieco ratuje to osobliwe zestawienie. Podobnie nieodpowiedzialną przesadą jest twierdzenie, że Hegel tworzy język od nowa. Chyba że wszelkie zastrzeżenia mieści w sobie słówko "poniekąd".

Tyle o Palikocie-filozofie. Książka Płoną koty w Biłgoraju nie jest bowiem poświęcona ani analizie Fenomenologii Hegla, ani analizie fenomenologii Husserla, ale fenomenowi samego Palikota. W intencji wydawcy miała chyba budować pozytywny wizerunek jej bohatera. Jednak dzięki umiejętnościom pp. Artura Sporniaka i Jana Strzałki, którzy tę rozmowę z Januszem Palikotem przeprowadzili, wyłania się z niej również portret nowobogackiego kabotyna "fukającego" na służbę (s. 96), a jednocześnie zaczynającego dzień od kaszy na wodzie lub kleiku (s. 139) i opowiadającego, że jego działalność przedsiębiorcy to "praca metafizyczna" (s. 137). Trzeba nie byle jakiego warsztatu dziennikarskiego, by czytelnika Heideggera ("Nie uległem tak wielkiemu zauroczeniu Heideggerem jak większość mojego pokolenia, choć przeczytałem wszystkie jego dzieła", s. 42) skłonić do wygłoszenia z namaszczeniem takiej oto złotej myśli:

Sztuka prowadzenia samochodu polega na planowaniu wszystkich manewrów w taki sposób, by jazda odbywała się łagodnie i płynnie (s. 121-122).
Być może Janusz Palikot nie całkiem rozumie Hegla i zdążył zapomnieć Husserla. Niemniej dzięki swej specyficznej umysłowości dołączył już do panteonu postaci symbolicznych. Trudno jednak w tym wypadku mówić o oryginalności. Czytelnicy Przygód dobrego wojaka Szwejka znają dobrze podobną figurę: "czcigodny bałwan", pułkownik Fryderyk Kraus, również wdawał się chętnie "w nieskończenie długie rozmowy o omletach, słońcu, termometrach, pączkach, oknach i znaczkach pocztowych" i z podobnym namaszczeniem potrafił wyjaśniać, że "kopie się rydlami", "klejem się lepi", a "droga, która po obu stronach ma rowy, nazywa się szosą" [5] [5a].

[1] "Sam siebie o to pytam, przynajmniej raz w tygodniu, pytam się też o to różnych energoterapeutów i innych, czy ja powinienem wyjść z tej polityki, bo to mnie odciąga od dalszego rozwoju duchowego. - I? A ludzie, którzy w tym siedzą i kontaktują się z tymi mocami, mówią, że mam tam dalej być" (Rozmowa Janusza Palikota z Piotrem Najsztubem, "Viva", 9 lipca 2009).

[2] Wypowiedź Janusza Palikota w programie stacji TVN24 "Rozmowa Rymanowskiego", 8 lutego 2011 ("zaczął pierwszą" - tak w oryginale). Aż chciałoby się powtórzyć za Asnykiem: "I tak dalej... i tak dalej... / Coraz śmielsze wnioski przędzie / I, nicując dawne sądy, / Nie powstrzyma się w zapędzie, / Aż dowiedzie, że król Herod / Dobroczyńcą był dla sierot".

[3] Janusz Palikot, Płoną koty w Biłgoraju, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria [w chwili publikacji książki autor był współwłaścicielem wydawnictwa], Gdańsk 2007. "Intelektualiści często ulegają więc pokusie, by dotknąć rzeczywistości i czynią to na różne sposoby: czasami bawiąc się, czasami pijąc, czasami angażując się w politykę, czasami zaś, i tak było w moim wypadku, wybierając karierę przedsiębiorcy" (s. 92). "W pewnym sensie jestem bezwzględny, nie widzę powodu, by wiecznie przymykać oczy na błędy pracowników. [...] jak powiadam - nie akceptuję pomyłek. Z czego to wynika? Sam stawiam sobie wysokie wymagania" (s. 95).

[3a] Mylenie "transcendentalnego" z "transcendentnym" weszło już chyba Januszowi Palikotowi w nawyk. W rozmowie z Agnieszką Kublik (Co ma Bóg do Palikota, "Gazeta Wyborcza, 7-8 stycznia 2012) wystąpił jako autor pracy magisterskiej "Transcendentna jedność apercepcji u Kanta". W rzeczywistości Kant mówił o "transcendentalnej jedności apercepcji". Prawidłowy tytuł powinien zatem brzmieć "Transcendentalna jedność apercepcji u Kanta" i taki właśnie tytuł podaje w haśle "Janusz Palikot" Wikipedia. Natomiast według katalogu Biblioteki Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Janusz Palikot obronił w 1987 roku liczącą 55 stron pracę pod tytułem "Dialektyka transcendentalizmu : (Kant i Hegel)". Więcej o pracy magisterskiej Janusza Palikota w notce "Janusz Palikot, magister z Kanta albo dziwna amnezja.

[4] "W pierwszym zdaniu swojej książki o głównych nurtach marksizmu Leszek Kołakowski stwierdził: "Karol Marks był filozofem niemieckim", co u niego nie było komplementem. Dla mnie to jest największy komplement, ponieważ uważam, że... nie ma filozofów, nowożytnych, poza niemieckimi". Wypowiedź Marka Siemka w rozmowie z Magdaleną Bajer. Zob. Teraz napiszę o... Marksie. Rozmowa z profesorem Markiem Janem Siemkiem, [w:] Magdalena Bajer, Blizny po ukąszeniu, Biblioteka "Więzi", Warszawa 2005, s. 200.

[5] Jaroslav Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka. Początek rozdziału 15 pierwszego tomu w dowolnym wydaniu pod warunkiem, że będzie to przekład Pawła Hulki-Laskowskiego.

[5a] Okazuje się, że jednak krótkowzrocznie nie doceniałem praktycznej wagi filozoficznego wykształcenia Janusza Palikota w jego "pracy metafizycznej" i musiała zrobić to dopiero prokuratura: "Czy złe wykształcenie może być powodem uniewinnienia? Okazuje się, że tak. CBA i Maria Nowińska, była żona Janusza Palikota, odwołali się od decyzji warszawskiej prokuratury, która prowadziła postępowanie m.in. w sprawie podania nieprawdy w oświadczeniu majątkowym posła. Śledztwo zostało umorzone 28 grudnia. Zdaniem prokuratury Palikot nie ujawnił wszystkich składników majątku, ale «nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych pana posła wynikają z filozoficznego wykształcenia i stosunku do wartości materialnych»". Zob. Cezary Gmyz, Filozoficzne umorzenie Palikota, "Rzeczpospolita", 20 stycznia 2012.