EBENEZER ROJT

KOMPROMITACJE MITOLOGICZNE

KOMPROMITACJE doczekały się przez lata wielu komentarzy, w zdecydowanej większości pozytywnych. Ale w sieci istnieją również KOMPROMITACJE mitologiczne, co zresztą nie jest niczym wyjątkowym ani zaskakującym. Taka już specyfika tego medium.

Najprostsza forma mitologizacji to zmyślenie, że KOMPROMITACJE zajmują się jedynie jakimiś nieistotnymi drobiazgami. Zwykłymi omyłkami albo nawet literówkami, które przecież każdemu mogą się przytrafić i które nie dyskwalifikują niczyjej pracy. Tymczasem rzecz nie w literówkach czy omyłkach, lecz właśnie w zmyśleniach. Czasem bywa to zmyślenie banalne: ktoś nie wie, więc fantazjuje na podstawie tego, co tylko mu się wydaje. Czasem zmyśla, że przeczytał coś, czego nie czytał. Czasem zaś zmyśla, że coś sam wymyślił, a naprawdę przepisał to od kogoś innego (to ostatnie zmyślenie nazywamy plagiatem). Chodzi zatem o kłamstwa i złodziejstwo. Niestety, osoby uważające to wszystko za nieistotne drobiazgi nigdy nie mówią jasno, ile ich zdaniem można nakłamać lub nakraść, by mimo to rezultat zasługiwał na poważne potraktowanie.

Zamiast tego z przekąsem pytają, czy autor KOMPROMITACJI sam umiałby wylegitymować się lepszymi dokonaniami. Pytanie dość dziwaczne, bo na przykład od kogoś, kto znalazł błąd w dowodzie matematycznym, nikt czegoś podobnego nie wymaga. Błąd pozostaje błędem również wtedy, gdy znajdzie go uczeń szkoły powszechnej i również wtedy dowód musi iść do kosza. Jest to zarazem jak najbardziej realne dokonanie: sprzątanie śmieci to przecież szlachetniejsze zajęcie niż śmiecenie nawet najmodniejszymi śmieciami, co w naszych ekologicznych czasach powinno być chyba dla każdego oczywiste. O środowisko intelektualne też trzeba dbać.

Jednak najobficiej pasja mitologizacyjna przejawia się w fantazjach o Ebenezerze Rojcie. Jedni piszą, że jest nikim, więc potem już tylko dziw bierze, że ten nikt aż tak im leży na wątrobie. Inni zmyślają, jakobym był człowiekiem od brudnych zleceń, może nawet współpracownikiem tajnych służb (co ostatecznie mogłoby mi pochlebiać). Albo też zwykłym najemnym gryzipiórkiem, który na zamówienie gotów jest każdego obsmarować i to w dodatku nadzwyczaj tanio (co już na pewno pochlebne nie jest). Ktoś podpisujący się "Makaron czterojajeczny" ułożył kiedyś nawet zabawną opowieść, w której moim zwyczajowym honorarium okazywała się na koniec flaszka wódki. Jak widzicie, nie są to mitologie zbyt wyrafinowane. Flaszka, zlecenia, parę groszy - oto wokół jakich pragnień krąży wyobraźnia ludzi KOMPROMITACJOM nieprzychylnych.

Niektórzy do tego stopnia tracą poczucie humoru i rzeczywistości, że czują się niemal osaczeni przez wszechobecnego Ebenezera Rojta. Ci z kolei rozpowiadają, jakobym pod rozmaitymi postaciami nawiedzał ich strony internetowe, by w dalszym ciągu ich prześladować. Zazwyczaj dowodem na to jest jakiś mój mitologiczny komentarz, tak okropny, że właściciel strony musiał natychmiast go usunąć, by nawet ślad po nim nie został. I rzeczywiście, każdy może się przekonać, że to prawda - nie został.

Ponieważ jednak nie mogę wykluczyć, że istotnie jacyś dowcipnisie podszywają się niekiedy pod Ebenezera Rojta (co zresztą nie byłoby w Internecie niczym wyjątkowym ani zaskakującym), chciałbym tu na koniec oświadczyć, że poza stroną KOMPROMITACJI wszelkie produkcje mniemanych Ebenezerów Rojtów to fałszerstwa (prócz jednego niewielkiego komentarza na blogu "Migotanie słów" podpisanego ER).

Naturalnie nie mam złudzeń, że oświadczenie to zostanie przyjęte z dobrą wiarą przez każdego, kto je przeczyta. Ale to także nie będzie niczym wyjątkowym ani zaskakującym.

EBENEZER ROJT