EBENEZER ROJT

Jak liczy "Gazeta Wyborcza"
Trzy łyki matematyki

Anonimowy Czytelnik przesłał mi odnośniki do trzech artykułów z "Gazety Wyborczej". "Zazwyczaj takich drobiazgów w ogóle nie zauważam - napisał - a jeśli nawet zauważę, to szybko zapominam, ale to są przykłady z zaledwie kilku tygodni".

Bardzo go to, żalił się dalej Anonimowy Czytelnik, zdenerwowało, zwłaszcza trzeci przykład, bo on rozumie, że w polityce trzeba czasem jakąś opinię nagiąć w jedną lub w drugą stronę, trochę poszachrować, ale kiedy miesza się do tego zwykłe rachunki, to dzieje się już coś bardzo niedobrego.

Dodatkowy komentarz wydaje mi się zbędny, ograniczę się więc tym razem do zwięzłego zreferowania tych trzech przykładów.

PRZYKŁAD 1

Anna Popiołek, Ceny w Polsce wzrosły w lipcu o 2 proc. Tanieje żywność, drożeją paliwa (aż o 18 proc.!), wyborcza pl, 14 sierpnia 2018.

Matematyka szwankuje tutaj już w tytule. Jak wynika dalej z samego artykułu, chodzi o wzrost cen rok do roku, a zatem ceny wzrosły o dwa procent nie w lipcu 2018 roku, ale od lipca 2017 roku do lipca 2018 roku. A to zasadnicza różnica! W lipcu 2018 ceny w rzeczywistości spadły o 0,2 procent.

Urząd skorygował jednak informacje o zmianach miesiąc do miesiąca. Okazuje się bowiem, że w porównaniu z czerwcem w lipcu ceny spadły o 0,2 proc.
PRZYKŁAD 2

Maciej Stasiński, Po kilku latach ożywienia Argentyna znowu wpada w głęboką recesję, wyborcza.pl, 9 września 2018.

Argentyna jest jednym z największych na świecie producentów i eksporterów żywności. Żywi ok. 440 mln ludzi na świecie, a sama liczy tylko 44 mln. [...] Mimo to do 3 mln Argentyńczyków, czyli 3-4 proc. ludności, cierpi głód, a 13 mln, czyli 30 proc., żyje w biedzie.
Ostatnie wyliczenie jest prawidłowe: 13 milionów Argentyńczyków to mniej więcej 30 procent ludności tego kraju. Natomiast 3-4 procent to nie 3 miliony, a najwyżej 1,8 miliona. Ponad milion głodnych mniej to jednak spora różnica. Ten dodatkowy milion głodnych doliczono więc Argentynie chyba za karę, gdyż długo obrażała się na Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

PRZYKŁAD 3

Robert Stefanicki, Kto gwałci w Szwecji - a może lepiej tego nie wiedzieć?, wyborcza.pl, 30 sierpnia 2018.

58 proc. mężczyzn skazanych za gwałty w ciągu ostatnich pięciu lat nie urodziło się w Szwecji - stąd nasuwa się prosty wniosek, że imigranci, stanowiący około 20 proc. populacji kraju, gwałcą trzy razy częściej niż rodowici mieszkańcy.
Prosty wniosek jest zbyt prosty już choćby z powodu niedostatku danych. Nie można wykluczyć, że oziębli Szwedzi gwałcą sporadycznie i jeden skazany Szwed to tylko jeden gwałt, co niekoniecznie musi być prawdą w wypadku obdarzonych większym wigorem imigrantów. Jeśli jednak założymy, że każdy gwałt kończy się skazaniem i każdy skazany odpowiada za dokładnie jeden gwałt, to imigranci nie gwałcą trzy razy częściej niż rodowici mieszkańcy, ale niemal sześć razy częściej.

Takie demonstracyjne i radykalne zaniżenie istotnej danej - i to od razu w pierwszym akapicie - wygląda bardzo źle, ale być może redaktor Stefanicki nie zrobił tego specjalnie, a jedynie należy do rocznika, który nie zdawał obowiązkowej matury z matematyki.

Nie jest to dziś jednak żaden feler. Nowe wyzwania wymagają bowiem nowej lepszej matematyki. Wiedział o tym dobrze Lejzorek Rojtszwaniec, kiedy zero królików wstępnie rozmnożył do 11 726 i pół sztuki [1]. Coś podobnego dzieje się i teraz. Wszystkie zera wprost mnożą się w oczach.

Czasy coraz gorsze dla Rojtów. Coraz lepsze dla Rojtszwańców.

[1] Tak całkiem bez przypisów nie uchodzi. Niechże więc będzie choć ten jeden jedyny.

"Nastąpiły dla Lejzorka dni pracy. O godzinie trzeciej wychodził towarzysz Pietrow, o piątej woźna Dunia. Lecz Lejzorek nie wiedział, co to godzina: siedział zgarbiony nad biurkiem, liczył, myślał, planował.

Pod koniec piątego dnia zakończył pracę. Odpowiedział na wszystkie siedemnaście pytań [ankiety]. Napisał:

«Ponieważ nieżyjąca para została nadesłana do Tuły 18 listopada 1924 roku, można więc w chwili obecnej obliczać ilość królików w guberni tulskiej na 11.726 i pół sztuki. Na skutek prawidłowej akcji oraz braku różowej wody przewiduje się na 1 styczeń 1930 roku we wspomnianej guberni 260.784 sztuki królików. Szkodników jako to: suseł lub filoksera nie zauważono»" (Ilia Erenburg, Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca, przełożyła Maria Popowska, Czytelnik, Warszawa 1957, s. 85).

Potem Lejzorek miał przez te króliki trochę nieprzyjemności, ale za to postanowił zostać literatem, bo do tego "główna rzecz - fantazja", a krojczy Pfeifer już wcześniej mu mówił: "Rojtszwaniec, pan tak łżesz, jakbyś nie był żywym człowiekiem, tylko całą gazetą". Ponadto Lejzorek miał pewne pojęcie o literaturze, gdyż wiedział:

"że Puszkin był zazdrosny o żonę, całkiem jak dostawca Szajkiewicz, i że Lew Tołstoj miał nadzwyczajną brodę, taką jak Karol Marks, tylko że Marks w kształcie łopaty, a Tołstoj w kształcie szufli" (s. 89-90).

Ostatecznie jednak został (ma się rozumieć, przejściowo) pobłażliwym marksistą. Ale to już zupełnie inna historia.