EBENEZER ROJT

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski
Część 10: Baśń o tajemniczych wojażach Jana Tarnowskiego

Zręczny baśniopisarz potrafi wycisnąć ekscytujące podejrzenie z byle czego. Maciejewski przeczytał w popularnej książeczce, że Jan Dantyszek opisuje w liście, jak to w Londynie Dietrich von Schönberg, wysłannik Albrechta Hohenzollerna, okropnie rozzłościł się, gdy Dantyszek popsuł mu dyplomatyczne plany. Mniejsza o te plany i zasługi Dantyszka, bo uwagę baśniopisarza zwrócił inny szczegół:
W opowieści Dantyszka istotne jest jednak coś innego. Oto von Schönberg zdenerwowany niepowodzeniem u dworu dokonuje wielkich zniszczeń w gospodzie, w jakiej się zatrzymał. Dantyszek pisze, że Dietrich rąbie toporem herby Tarnowskich, albowiem gospoda jest tą samą, w której zwykle zatrzymywał się na popas podczas swoich pobytów w Londynie Jan Tarnowski, późniejszy hetman. Tarnowscy pieczętują się Leliwą i tę właśnie pięknie wyrzeźbioną w drewnie Leliwę porąbał toporem, zdenerwowany własną nieudolnością i sparaliżowany skutecznością Jana Danyszka, Dietrich von Schönberg.

O wizytach, zgaduję, że regularnych, Jana Tarnowskiego w Londynie nie wiemy niestety nic. I chyba nie bardzo interesują one badaczy relacji polsko-angielskich. W opracowaniach można trafić jedynie na jakieś wzmianki. Co robił Tarnowski w Londynie? Miał tam swoją gospodę z własnymi herbami nad wejściem. Czy to w ogóle prawda? (Baśń, s. 236).

Niesamowita historia z tymi wizytami Tarnowskiego! Aż szkoda, że to tylko kolejne zmyślenie. Ale tak to już bywa, gdy się programowo nie czyta źródeł.

List, o którym mowa, wysłał Dantyszek do króla Zygmunta I z Plymouth 10 października 1522 roku. Ale Dantyszek nie pisze w nim ani o dokonywaniu "wielkich zniszczeń", ani o rąbaniu toporem pięknie wyrzeźbionej w drewnie Leliwy Tarnowskich, ani też - co najważniejsze - nie wspomina jakoby była to gospoda "w której zwykle zatrzymywał się na popas podczas swoich pobytów w Londynie Jan Tarnowski". Pisze jedynie, że przed gospodą, w której mieszkał von Schönberg, były jakieś tarcze lub herby pana z Tarnowa (arma seu insignia domini comitis de Tarnow) i towarzyszących mu polskich szlachciców, von Schönberg zaś w złości kazał je swojej służbie pociąć nożami i zniszczyć (iussit cultellis scindi et destrui). Słudzy zapytani, czemu to robią, odpowiedzieli, że Polacy nie są godni herbów, bo przypisują je sobie za przechwałki, a nie za zasługi [1].

Nie ma więc najmniejszych podstaw, by z tego listu wyciągać wniosek, jakoby Jan Tarnowski składał w Londynie regularne wizyty i miał tam nawet "swoją gospodę". Owszem, Tarnowski był przed Dantyszkiem w Londynie, mieszkał w tej właśnie gospodzie, natomiast jego znaki właściciel gospody zachował dokładnie w takim samym celu, w jakim również dzisiaj właściciele knajp robią znaczniejszym gościom zdjęcia i potem zdobią nimi ściany swego lokalu. Po prostu dla reklamy.

Co zaś Tarnowski robił w Londynie, to akurat też żadna zagadka. Wracał mianowicie z bardzo długiej podróży, której najważniejszym punktem była pielgrzymka do Ziemi Świętej. Zachowały się z tej pielgrzymki szczegółowe zapiski, dzięki którym wiemy na przykład, że nocą z 2 na 3 września 1518 roku został Tarnowski pasowany na rycerza Grobu Świętego, "pięknie brzmiący, ale już wtedy tylko czczy tytuł" [2]. A gdy wreszcie ujrzał wszystko, co ujrzeć należało w "Jerozolimie oblaney Krwią Pańską" - jak pięknie pisze Orzechowski w Żywocie i śmierci Jana Tarnowskiego - ruszył w dalszą drogę.

Alexandryą, Altanty, i wszystek Egipt, mieysca pamiątkami staroświeckiemi nadobne przechodził, Ateny uczone widział, w Rzymie Apostolskiey się Stolicy ukłonił, a z tamtąd do Hiszpaniey, a potym do Portugaliey iechał na woynę, przeciwko Murzynom Emmanuelowi na pomoc: na ktorey woynie, gdy mu się było zdarzyło dobrze, przez Francuzką ziemię, a potem przez Niemiecką, i przez Angielską do Polskiey się był wrócił, wdzięcznym u Pana swego poddanym, i wszem zaleconym człowiekiem [3].
Pobyt w Londynie udał się jednak Tarnowskiemu chyba nieszczególnie. "Nie podobali mu się Anglicy, twierdził, że są to «ludzie źli i małej wiary»" [4]. Nie składał więc potem żadnych regularnych wizyt. W ogóle nigdy się już do Londynu nie wybrał, ale w przeszło 30 lat później pojechał tam jego syn, Jan Krzysztof Tarnowski [5]. Wprawdzie poznał w stolicy Anglii Filipa II Habsburga, gdy ten starał się o rękę Marii I Tudor, znanej później jako Bloody Mary, ale i w tym wypadku nie ma o czym opowiadać.

Prawdziwa historia bywa niestety miejscami dosyć nudna.

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 11: Baśń o węglu i pominiętej pieczęci
[Kolejne części już wkrótce!]

[1] IDL 6225 w Korpusie Tekstów i Korespondencji Jana Dantyszka.

[2] Włodzimierz Dworzaczek, Hetman Jan Tarnowski, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1985, s. 20.

[3] Stanisław Orzechowski, Żywot i śmierć Jana Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego, hetmana wielkiego koronnego, [w:] Żywoty sławnych Polaków wydane przez F. S. Dmochowskiego, tom I, Warszawa 1830, s. 22.

[4] Zdzisław Spieralski, Jan Tarnowski. 1488-1561, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1977, s. 83. Też Dworzaczek. s. 21. Tarnowski miał to powiedzieć Janowi Dantyszkowi.

[5] Zob. Dworzaczek, op. cit., s. 316.