EBENEZER ROJT

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski
Część 8: Baśń o wspaniałej tureckiej doktrynie

Tę baśń wywiódł Maciejewski właściwie z jednego tylko słowa, co dobrze świadczy o sile jego fantazji. Otóż znalazł gdzieś enigmatyczną informację o tym, że "Turcy seldżuccy mówili o sobie Rumi. Oznacza to słowo po prostu Rzymian, bo Rum to po turecku Rzym" (Baśń, s. 43). Historyk o pospolitej umysłowości zapewne doczytałby, o co chodziło z tymi "Rumi", ale przecież nie baśniopisarz Maciejewski! Dla niego jest to z miejsca "szalenie ważna informacja", ponieważ jego zdaniem w ten właśnie sposób, poprzez mówienie o sobie Rumi, "Turcy ogłaszają swoją doktrynę, a jest nią po prostu odbudowa Imperium Romanum pod znakiem półksiężyca" (Baśń, s. 43-44; zob. też s. 59 i 93).

Co więcej, jest to również "informacja kluczowa i najważniejsza dla kwestii rozwoju tak zwanego humanizmu w Europie zachodniej" (Baśń, s. 43). Bo i skąd się wziął ten tak zwany humanizm? Ano, wziął się stąd, że gdy papiestwo zorientowało się w tureckich ambicjach, wspomaganych przez "najlepszą z istniejących doktryn politycznych" (Baśń, s. 44), postanowiło temu przeciwdziałać tworząc doktrynę konkurencyjną. Postanowiło mianowicie dogadać się z kościołem wschodnim na gruncie wspólnego dziedzictwa antycznego. Stąd unia florencka z roku 1439, która nie dość, że udała się mizernie, to jeszcze na nieszczęście uruchomiła za pieniądze Medyceuszy ten cały humanizm, wskutek czego w Europie zaroiło się od nieskromnych darmozjadów, chwalących z zapałem pogańską kulturę antyczną, a dodatkowo gotowych pochwalić każdego, kto im zapłaci. Czyli humanistów.

Tak to mniej więcej wygląda w fantazji parahistoryka Maciejewskiego. A jak naprawdę było z tymi "Rumi" i turecką doktryną?

Rzeczywiście istniał seldżucki sułtanat Rûm, ale nazywał się tak tylko dlatego, że leżał na ziemiach należących dawniej do Rzymu. I to nie na jakichś poślednich, z rodzaju tych pogranicznych, gdzie wiecznie wałęsają się barbarzyńcy. Dość powiedzieć, że pierwszą stolicą tego sułtanatu było miasto, w którym odbył się przed wiekami pierwszy sobór powszechny pod patronatem cesarza Konstantyna. Chodzi więc o ziemie naprawdę bardzo mocno naznaczone rzymską historią, do których nazwa Rûm całkowicie pasuje. A kto mieszka w Rûm, ten jest Rûmi. Zresztą papiestwo i tak nie mogło przestraszyć się sułtanatu Rûm, ponieważ w roku 1439, w roku unii florenckiej, sułtanatu tego już od przeszło 130 lat nie było.

Jeśli zaś idzie o imperium Turków osmańskich, to tytuł kajser-i-Rūm (cesarz Rzymu) przyjął dopiero sułtan Mehmed al-Fatih (Mehmed II Zdobywca) po zajęciu Konstantynopola w roku 1453 [1], a może nawet dopiero w okolicach roku 1470, po wybudowaniu w Konstantynopolu meczetu Fatih (i.e. meczetu Zdobywcy) [2]. Tak czy inaczej, działo się to w wiele lat po unii florenckiej, która zatem nie mogła być papieską reakcją na "najlepszą z istniejących doktryn politycznych", skoro doktryna ta, czyli udawanie przez sułtana tureckiego rzymskiego cesarza, pojawiła się później [2a].

Poza tym następcy Mehmeda II zachowali wprawdzie tytuł kajser-i-Rūm, ale już jako któryś tam w kolejce, podrzędny. Nie zmieniło się to nawet w czasach Sulejmana Wspaniałego, gdy Imperium Osmańskie istotnie próbowało rywalizować o sukcesję po Imperium Romanum. Natomiast propaganda turecka czasem nawiązywała do tego tytułu symbolicznie. I tak na przykład wjazd Sulejmana do Belgradu w roku 1532 został specjalnie zainscenizowany na wzór rzymskiego tryumfu [3]. Ale z kolei słynny dworski poeta Bâkî porównywał Sulejmana do Aleksandra Wielkiego i do Dariusza [4]. Tak więc zamysł propagandowy był szerszy. Chodziło najogólniej o utrwalenie idei, że sułtan razem z podbitymi ziemiami przejmuje zawsze dziedzictwo i charyzmę ich dawnych władców.

I jeszcze na marginesie. Wyzwalający się ze schematów parahistoryk Maciejewski uważa imperialne plany Osmanów za "najlepszą z istniejących doktryn politycznych". Tymczasem wyzwalający się ze schematów historycy tureccy myślą o tych imperialnych planach równie źle, jak Maciejewski myśli o polityce Jagiellonów. Jeśli bowiem popatrzeć z perspektywy tureckiej, doktryna ta okazała się summa summarum fatalna w skutkach. Po pierwsze, prowadziła do naśladowania cudzoziemskich wzorów [5]. Po drugie - stanowczo zbyt wiele kosztowała. Z rachunków wynika jasno, że Osmanowie żadną miarą nie mogli sobie pozwolić na takie fanaberie i dlatego właśnie ich imperium w końcu zbankrutowało [6]. Maciejewski czasem wspomina o nadzwyczajnej ekonomicznej potędze Turków (Baśń, s. 101). To jednak znów tylko historia alternatywna! W 1527 roku, a więc tuż po bitwie pod Mohaczem, budżet Imperium Osmańskiego wynosił tyle, co budżet Hiszpanii i nieco mniej niż budżet Francji. Było to więc państwo silne, ale nie aż tak silne, by bezkarnie bawić się w naśladowanie Rzymian.

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 9: Baśń o wycieczce, której nie było

[1] Zob. Zygmunt Abrahamowicz, Sułtan osmański jako cesarz rzymski (kajser-i Rūm), [w:] "Sprawozdania z posiedzeń Komisji Naukowych Oddziału PAN w Krakowie, Komisja Orientalistyczna" 1971, nr 2, s. 409-410. Aziz Al-Azmeh, Muslim Kingship. Power and the Sacred in Muslim, Christian and Pagan Polities, Tauris 2001, s. 47 (tytuł czasem błędnie cytowany jako ...Politics). W języku angielskim stosuje się zazwyczaj pisownię Kayser-i-Rūm ale także Kaiser lub Kaysar.

[2] Tak w każdym razie twierdzi Nuh Yilmaz, autor hasła "Fatih mosque complex", [w] Encyclopedia of the Ottoman Empire, redakcja Gábor Ágoston i Bruce Masters, Facts On File, Nowy Jork 2009, s. 216.

[2a] Ściśle rzecz biorąc nie była to żadna doktryna, ale najwyżej nowa strategia w ramach tradycyjnej islamskiej doktryny zawierającej się w pojęciu dżihadu. Zob. Janusz Smołucha, Papiestwo a Polska w latach 1484-1526. Kontakty dyplomatyczne na tle zagrożenia tureckiego, Towarzystwo Naukowe "SOCIETAS VISTULANA", Kraków 1999, s. 13: "Wojna święta mająca powiększać «dom islamu» była podstawową doktryną państwa osmańskiego". Maciejewski z założenia nie bierze motywacji religijnych pod uwagę.

[3] Zob. Gülru Necipoğlu, Süleyman the Magnificent and the Representation of Power in the Context of Ottoman-Hapsburg-Papal Rivalry, "The Art Bulletin" 1989, t. 71, nr 3, s. 407-408.

[4] Zob. Daniel Goffman, The Ottoman Empire and Early Modern Europe, Cambridge University Press 2004, s. 106-107: "The imagery of Bâkî's poem suggests how conscious Süleyman and his court were of the history of the domain over which he ruled as well as the regions he aspired to govern. The poet compares him favorably with Darius, the great king of the ancient Persian Empire, as well as Alexander, the Macedonian who conquered most of the known world and introduced Hellenistic civilization to it".

[5] Mehmed II tak się zapalił do wizji uniwersalistycznego imperium, że zaczął zapraszać do Konstantynopola europejskich artystów. Gentile Bellini namalował nawet kilka jego portretów, choć - jak wiadomo - islam zabrania wykonywania wizerunków żywych istot. Również ceremonie na dworze sułtana uległy europejskim wpływom. W latach 30. Sulejman przestał przyjmować ambasadorów siedząc "po turecku", ale odtąd górował nad nimi z bogato zdobionego tronu. Na głowie zaś miał rodzaj hełmu z pióropuszem i poczwórną koroną, wysadzanego drogimi kamieniami i perłami oraz przypominającego nieco papieską tiarę. Hełm ten został zamówiony u weneckich złotników i kosztował zawrotną sumę 115 tysięcy dukatów. O portretach Belliniego zob. Goffman, op. cit., s. 107. O hełmie-koronie Sulejmana Wspaniałego zob. Necipoğlu, op. cit., passim.

[6] Zob. Murat Çizakça, Long Term Causes of Decline of the Ottoman/Islamic Economies, [w:] Religione e istituzioni religiose nell'economia europea. 1000-1800, redakcja Francesco Ammannati, Firenze University Press, Florencja 2012. Dane o budżecie imperium osmańskiego biorę właśnie stamtąd ze s. 363: "Latest studies of the sixteenth century Ottoman budgets reveal that in the year 1527, the Ottoman budget data were nearly the same as France and comparable to Spain. [...] [A]t the beginning of the twentieth century, Ottomans state revenue was merely one-sixth of that of France and one-seventh of that of Russia".

Wypada jednak dodać, że Imperium Osmańskie znajdowało się w swoistym imperialnym klinczu. Nie miało wystarczającego budżetu na prowadzenie polityki ciągłych podbojów, a zarazem właśnie te podboje były warunkiem funkcjonowania finansów Imperium, gdyż systemowy deficyt pokrywano nie przez zapożyczanie się u swoich lokalnych Fuggerów, lecz "dzięki wpływom z nowo podbitych prowincji" (Smołucha, op. cit., s. 154; zob. też Andrzej Dziubiński, Imperium Osmanów, [w:] Europa i świat w początkach epoki nowożytnej, część 1: Społeczeństwo, kultura, ekspansja, redakcja Antoni Mączak, Wiedza Powszechna, Warszawa 1991). Tak więc jak niemieckie cesarstwo nie mogło zaprzestać wspierania bankierów, tak tureckie imperium nie mogło zaprzestać podbojów. Europejczycy długo nie pojmowali tego mechanizmu, sądząc, że możliwa jest pokojowa koegzystencja z Turcją; na przykład oparta na obopólnych korzyściach handlowych. Tymczasem dla Imperium Osmańskiego przejście od - mówiąc językiem Immanuela Wallersteina - imperium-świata do gospodarki-świata wiązało się z jego nieuchronną peryferializacją. Zob. Immanuel Wallerstein, The Ottoman Empire and the Capitalist World-Economy. Some Questions for Research, "Review" 1979, t. II, nr 3.