EBENEZER ROJT

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski
Część 6: Baśń o prześladowanych Kopernikach

Bernard Wapowski, ten od spalonej mapy [1], był przyjacielem Mikołaja Kopernika. Skoro nieznani sprawcy podpalili pół Krakowa tylko po to, aby dokuczyć Wapowskiemu, trudno się dziwić, że w alternatywnej historii nie darowali również jego sławniejszemu koledze. Tak jakoś zadziałali, że "Mikołaj Kopernik za nic w świecie nie mógł znaleźć edytora dla swoich wiekopomnych odkryć" (Baśń, s. 166), a "jego dzieło szukało wydawcy o wiele dłużej, niż wszystkie pisane wówczas naprędce bzdury" (Baśń, s. 263).

Maciejewskiego bardzo ta zmowa wydawców oburza. W Krakowie - powiada - wydawać mógł "każdy [...] grafoman, każdy propagandowy szwindlarz, biskup piszący epitafia dla kurew" etc., a nawet Kopernikowi udało się tam bez trudu wydrukować u Jana Hallera błahe

tłumaczenie zbioru listów bizantyjskiego historyka z VII wieku Teofilakta Symokatty. Jest to utwór o charakterze wybitnie rozrywkowym w zamierzeniu, ale w czytaniu ciężki i nudnawy. Kopernik nie miał żadnego kłopotu z edycją - przetłumaczył, przyniósł do drukarni i rzecz się ukazała. Co innego "De revolutionibus". Wydania tego dzieła, jak pamiętamy, Mikołaj Kopernik nie doczekał (Baśń, s. 166).
Pomijam już tę drobnostkę, że przy podobno niekłopotliwej edycji listów Symokatty od "przetłumaczył" do "i rzecz się ukazała" minęły dwa lata [2]. Samo to porównanie nie ma bowiem najmniejszego sensu. Edycja Symokatty i De revolutionibus to całkiem inna drukarska liga. Ten pierwszy utwór, "w czytaniu ciężki", liczy raptem 22 karty. Ot, tycia książeczka. De revolutionibus zaś to księga dziesięciokrotnie obszerniejsza, poza tym pełna skomplikowanych wykresów i tabel. Na tamte czasy spore zecerskie wyzwanie. Nie bez kozery Jerzy Joachim Retyk jadąc do Kopernika przywiózł mu książki będące w istocie próbkami możliwości zachodnich drukarzy. Trzy z nich pochodziły z tej właśnie oficyny, która w przyszłości wydrukuje jego O obrotach.

Nie zawracajmy sobie jednak głowy tymi drobiazgami! Rzecz w tym, że twierdzenie parahistoryka Maciejewskiego, jakoby Kopernik nie mógł znaleźć wydawcy dla swego wiekopomnego dzieła, to od początku do końca kompletna bzdura, fantazja wyssana z palca!

Kopernik bowiem nigdy nie szukał wydawcy dla De revolutionibus! Między innymi także z tego prostego powodu, że książka ta aż do roku 1541 nie istniała w gotowej postaci. Kopernik był geniuszem, ale był również perfekcjonistą nieustannie szlifującym swoje rękopisy. Baśniopisarze przelewający na papier wszystko, co im tylko przyjdzie do głowy, nigdy tego nie zrozumieją...

Rękopisu De revolutionibus, wielokrotnie udoskonalanego i uzupełnianego, nie zamierzał jednak autor oddać do druku. Dopiero usilne nalegania obu przyjaciół, Giesego i Retyka, sprawiły, że Kopernik zgodził się na ogłoszenie swojej pracy [3].
Można Retyka nie lubić, na przykład - jak Maciejewski - z powodów obyczajowych ("[Retyk] został przyłapany na stosunku homoseksualnym ze studentem", Baśń, s. 259), lecz nie sposób pominąć tego, że bez jego inspiracji, bez jego energii, bez postawienia Kopernika przed faktem dokonanym po ogłoszeniu streszczenia właściwego dzieła (tzw. Narratio prima Retyka), De revolutionibus prawie na pewno aż do śmierci autora pozostałoby niewykończone.

Nie są to żadne czcze spekulacje. Wiemy od samego Kopernika, że zwlekał przez prawie 40 lat z wydaniem swego dzieła i że zdecydował się na druk dopiero za namową przyjaciół. Pisał o tym otwarcie w przedmowie do De revolutionibus skierowanej do papieża. Maciejewski wprawdzie "programowo" do źródeł nie sięga, ale to jednak wstyd opowiadać w Polsce o Koperniku bez choćby przekartkowania jego najważniejszej książki. Oto kluczowe słowa z tej autorskiej przedmowy:

[...] długo się wahałem, czy wydać te księgi, które napisałem dla udowodnienia ruchu Ziemi, czy też może pójść raczej za przykładem pitagorejczyków i niektórych innych myślicieli, którzy mieli zwyczaj przekazywać tajemnice swej nauki nie pisemnie, lecz ustnie, tylko swoim najbliższym i przyjaciołom [...]

Ale po długim z mej strony zwlekaniu, a nawet oporze, odwiedli mnie od tego moi przyjaciele [...] [Biskup Giese] mianowicie często mnie zachęcał i nieraz wśród gorzkich wyrzutów usilnie na mnie nalegał, abym to dzieło, które głęboko schowane przeleżało u mnie w ukryciu nie tylko dziewięć lat, lecz już nawet czwarte dziewięciolecie, wydał i pozwolił mu w końcu wyjść na światło dzienne [4].

Tyle o rzekomych prześladowaniach Kopernika przez wydawców. Teraz wypada jeszcze sprostować pomniejsze bzdury zmyślone przez Maciejewskiego przy tej okazji.

Nie jest prawdą, że De revolutionibus zostało "dedykowane papieżowi Klemensowi VII" (Baśń, s. 257). List dedykacyjny skierowany został do Pawła III, który nb. kilka lat wcześniej zatwierdził Towarzystwo Jezusowe i był też - podobnie zresztą jak wtedy jezuici - wielkim zwolennikiem astrologii [5].

Twierdzenie, że Kopernikowi do obserwacji wystarczał "drewniany balkonik i niebo" (Baśń, s. 260), to nonsens. Maciejewski widocznie nigdy nie słyszał o czymś takim, jak pavimentum Kopernika [6].

Zdziwienie Maciejewskiego, że angielski poeta "Coxe ani razu nie wspomina o Mikołaju Koperniku" (Baśń, s. 238) w swej pochwale "Akademii Krakowskiej i jej uczonych" (Baśń, s. 237), samo musi budzić zdziwienie, gdyż Kopernik nigdy nie należał do uczonych Akademii Krakowskiej.

Kupców londyńskich nie mógł ciekawić traktat "O szacunku monety" (Baśń, s. 258), gdyż wbrew temu, co zmyśla Maciejewski, Kopernik nie opublikował "w nieszczęsnym roku 1526" takiego traktatu (Baśń, s. 255). Nie opublikował go zresztą ani w żadnym innym roku, ani pod żadnym innym tytułem. Kopernik w ogóle nie wydał swojego traktatu o monecie, a tytuł "O szacunku monety" (De estimatione monete) został wymyślony przez wydawców dopiero w XIX wieku, i to dla krótszej wersji łacińskiej [7].

Całkowitym zmyśleniem jest następujący opis korespondencji Kopernika z Janem Dantyszkiem:

Z listów Kopernika wynika, że Dantyszek miał zwyczaj, gdzieś w okolicach rocznicy śmierci stryja astronoma [7a] - biskupa Łukasza Watzenrode, pytać go jak się czuje. Czy czasem nie miewa jakichś obniżeń nastroju albo jak mu smakuje jedzenie, które przygotowuje dla niego Anna Schilling. Kopernik zwykł na takie sugestie odpowiadać wymieniając wszystkich krewnych i powinowatych, tak swoich jak i i zmarłego biskupa Łukasza, mieszkających w pobliżu biskupiej siedziby i posiadających ludzi oraz broń pod ręką (Baśń, 261-262; dokładnie za oryginałem).
W rzeczywistości z żadnego listu Kopernika do Dantyszka - a zachowało się ich raptem dziesięć - nie wynika, że Dantyszek pytał się go, jak się czuje i czy smakuje mu jedzenie. W żadnym też liście do Dantyszka Kopernik nie wymienia swoich krewnych "mieszkających w pobliżu biskupiej siedziby i posiadających ludzi oraz broń pod ręką". Ani jednego! Zero! Baśniopisarz wszystko to sobie od A do Z uroił [8].

Najzabawniejsze zmyślenie zostawiłem na deser. Dotyczy ono losów ojca Mikołaja Kopernika. Cytat będzie obszerny, byście nie wyobrażali sobie, że wydłubałem z jednego zdania jakąś trzeciorzędną nieścisłość. O nie, tu baśnią jest cała fabuła.

Nazwisko Kopernik wywodzą badacze zwykle od wioski od nazwie Koperniki, która istniała kiedyś pod Nysą na Śląsku. Stamtąd rodzina Mikołaja miała przybyć do Krakowa i tu rozpocząć karierę. Ojciec Mikołaja był kupcem i zajmował się transakcjami miedziowymi. Czy to czasem nie wiąże się z jego nazwiskiem? Ależ oczywiście. Kopper to po niemiecku miedź, a kopersztych to po prostu miedzioryt. Być może więc nazwisko nie pochodziło od wioski pod Nysą, ale od profesji, którą parali się od dawna członkowie tej rodziny. Od handlu miedzią. Póki na Węgrzech nie pojawił się Jakub Fugger i nie zawiązał wraz z Janem Turzo spółki "Ungarischer Handel" na węgierskiej miedzi bogacili się różni ludzie. Tacy na przykład jak Mikołaj Kopernik, ojciec astronoma. Kiedy jednak powstała spółka, a król Zygmunt i jego następca przekazali sprawy transportu i handlu miedzią w królestwie rodzinie Turzo, sprawy się skomplikowały. Wszyscy to znamy - monopol dusi konkurencję i usuwa z rynku słabszych graczy. Rodzina Mikołaja Kopernika nie dała sobie rady w starciu z ludźmi Jakuba i jej przedsiębiorstwo upadło. Ojciec astronoma zmarł, a on sam został oddany na wychowanie do wuja Łukasza Watzenrode, który był biskupem warmińskim (Baśń, s. 254-255).
Mniejsza już o propagowaną głównie przez Niemców hipotezę, że nazwisko Kopernik pochodzi od średniowiecznej formy niemieckiego słowa "miedź" [9]. Ale co z tą wzruszającą opowieścią o tym, jak wielka korporacja okrutnego Jakuba Fuggera, "Ungarischer Handel", doprowadziła do ruiny krakowskie przedsiębiorstwo Koperników, w rezultacie do śmierci ojca małego Mikołaja, a jego samego skazała na sierocą dolę?

Otóż jest to znów bzdura oparta na baśniowej chronologii. Ojciec Mikołaja Kopernika, również Mikołaj, który w Krakowie rzeczywiście handlował węgierską miedzią, przenosi się bowiem w okolicach 1455 roku do Torunia. W roku 1458 jest tam już pełnoprawnym obywatelem miasta i handluje teraz suknem [10]. Okrutny Jakub Fugger urodzi się zaś dopiero za rok, w marcu 1459, natomiast jego spółka z Janem Turzo, "Ungarischer Handel", powstanie dopiero wtedy, gdy ojciec Kopernika będzie już od ponad dziesięciu lat leżał w grobie [11].

W tym wypadku trudno nawet powtórzyć za przekładanym przez Kopernika Symokattą, że Maciejewski "zmyślenie niby wodę domieszał do najsłodszego wina prawdy" [12], ponieważ słodkiego wina prawdy nie ma w tej fantazji ani kropelki. Została sama woda.

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 7: Baśń o niezrozumiałych słowach Marcina Lutra

[1] Zob. "Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 5: Baśń o pożarach i spalonej mapie".

[2] "[...] Kopernik do przekładu całości Listów zabrał się około 1505-1506 r. i ukończył pracę w 1507 r. Tekst mógł długo oczekiwać na druk i dopiero w 1509 r. ukazał się debiut literacki Kopernika". Zob. wstęp wydawcy [w:] Mikołaj Kopernik, Dzieła wszystkie, tom III: Pisma pomniejsze, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2007, s. 203. Dla porządku przypomnę, że Kopernik przekładał Symokattę z greki na łacinę, nie na język polski. Jak wiadomo, nie zachowało się nawet jedno zdanie napisane przez Kopernika po polsku. Sama łacina i niemiecki.

[3] Zob. Alojzy Tujakowski, Mikołaja Kopernika "De revolutionibus". Historia wydań, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 1973, s. 8

[4] Mikołaj Kopernik, Dzieła wszystkie, tom II: O obrotach, przekład Mieczysława Brożka. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Kraków 1976, s. 3; kursywa moja. Przedmowy tej, będącej zarazem listem dedykacyjnym skierowanym do papieża, nie należy mylić z anonimową przedmową samowolnie dodaną w wydaniu norymberskim przez Andrzeja Osiandra.

[5] "Co natomiast jest pewne, to to, że Paweł III był zwolennikiem astrologii wieszczbiarskiej i często zasięgał rady astrologów, jak to zresztą było wówczas powszechnym zwyczajem". Zob. Aleksander Birkenmajer, Komentarz, [w:] Kopernik, O obrotach, op. cit., s. 327. Podobno Paweł III nawet "radził się astrologów, które godziny są najodpowiedniejsze na konsystorz". Zob. o. Paweł Siwek SJ, Wieczory paryskie, Veritas, Londyn 1965, przypis 8 na stronie 273. O Pawle III, jezuitach i astrologii zob. Andrew Steinmetz, History of the Jesuits, tom I, Lea and Blanchard, Filadelfia 1848, s. 82 i n. O jezuitach uczących astrologii i chiromancji w Lizbonie jeszcze w XVII i XVIII stuleciu zob. Henrique Leitão, Entering Dangerous Ground. Jesuits Teaching Astrology and Chiromancy in Lisbon, [w] The Jesuits II. Cultures, Sciences, and the Arts, 1540-1773, redakcja John W. O'Malley SJ, Gauvin Alexander Bailey, Steven J. Harris i T. Frank Kennedy SJ, University of Toronto Press, Toronto 2006, s. 371-389.

[6] Zob. Andrzej Woszczyk, Instrumenty Kopernika a narzędzia współczesnej astronomii, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 1973, s. 18-22. Był to rodzaj obszernego podestu na wysokiej podmurówce. Kopernik pisze o pavimentum w rozdziale II drugiej księgi De revolutionibus jako o "płycie kamiennej [...] bardzo starannie zniwelowanej za pomocą wagi wodnej" (zob. Kopernik, O obrotach, op. cit., s. 52)

[7] Zob. Kopernik, Pisma pomniejsze, op. cit., s. 51.

[7a] Zwrócono mi uwagę, że biskup Łukasz Watzenrode nie był stryjem Kopernika (bratem ojca), lecz jego wujem (bratem matki). Pominąłem ten drobiazg, ponieważ Maciejewski w innym miejscu pisze o biskupie Watzenrodem jako o wuju, a więc jest to jedynie zwykłe u niego niechlujstwo.

[8] Zob. wszystkie listy Kopernika do Jana Dantyszka, [w:] Kopernik, Pisma pomniejsze, op. cit., s. 196-202. Formalnie rzecz biorąc Kopernik wymienia wprawdzie w listach do Dantyszka dwa razy nazwisko jednego ze swoich krewnych, Rafała Konopackiego, z którego ojcem Jerzym łączyło go dalekie powinowactwo przez babkę Katarzynę Watzenrode, ale pisze nie o nim, lecz o prebendzie, którą dla niego załatwił. "[...] [Z]wolnioną prebendę przejąłem jako pełnomocnik dla pana Rafała Konopackiego i załatwiłem, żeby mu ją przyznano [...]" (list z 3 marca 1539 r.); "[...] przyjąłem od kapituły dla Rafała Konopackiego kanonikat i prebendę [...]" (list z 11 marca 1539 r.). Tak więc nawet przy najlepszej woli nie można zaliczyć Rafała Konopackiego do krewnych wymienianych w roli ukrytej groźby pod adresem biskupa Dantyszka. Więcej o Rafale Konopackim i jego prebendzie zob. Jerzy Drewnowski, Mikołaj Kopernik w świetle swej korespondencji, Ossolineum, Wrocław 1978, s. 51-52.

[9] Głoszą ją z reguły ci sami niemieccy historycy, którzy nigdy nie zapomną przypomnieć, że Kopernik na studiach w Bolonii zapisał się do nacji niemieckiej. Zob. Janusz Małłek, Mikołaj Kopernik, [w:] Polacy i Niemcy. 100 kluczowych pojęć, Biblioteka "Więzi", Warszawa 1996, s. 28. Nb. "miedź" we współczesnej niemczyźnie to naturalnie Kupfer.

[10] Zob. Karol Górski, Mikołaj Kopernik. Środowisko społeczne i samotność, Ossolineum, Wrocław 1973, s. 32: "W 1458 r. był już Kopernik obywatelem miasta"; o tym, że handluje w Toruniu suknem na s. 33.

[11] Nb. śmierć ojca była dla rodziny ciosem, ale nie ruiną. Zob. Karol Górski, Dom i środowisko rodzinne Mikołaja Kopernika, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 1968, s. 35-36: "Śmierć Mikołaja nie przyniosła rodzinie biedy, ale na pewno warunki życiowe musiały być o wiele skromniejsze. [...] Pani Kopernikowa była dość zamożna i wiadomo, że do roku 1489 mieszkała z dziećmi w swej kamienicy w Toruniu".

[12] Kopernik, Pisma pomniejsze, op. cit., s. 238. Swobodny przekład Jana Parandowskiego. Oryginalne łacińskie tłumaczenie Kopernika brzmi w tym miejscu: "Qui [Homerus] auditui nostro veritatem ceu poculum nectare dulcius commiscuit tanquam vinum potentissimum aqua temperando" (tamże, s. 220).