EBENEZER ROJT

Stanisław Lem o tyranii kapitana Nemo
albo powaga liczb

Ponad czterdzieści lat temu Stanisław Lem zadał pytanie, czy kapitan Nemo był wyzyskiwaczem. Chodziło o to, że gdy
dodać do [w druku omyłkowo "od"] siebie wymiary pomieszczeń "Nautilusa", łódź ta, po odjęciu przestrzeni, zajętej przez maszynownię oraz osobiste kajuty kapitana Nemo (salon, sypialnia, biblioteka), pozostawia do dyspozycji całej załodze klitkę wielkości 16 stóp na 22. Można ustalić, iż załoga liczyła co najmniej 24 ludzi. Jeśli tedy umieścić ją nawet na potrójnie spiętrzonych kojach, pozostanie jej, na przestrzeń życiową, 10 x 16 stóp, obszar, na którym nieszczęśni podwładni kapitana Nemo musieli gnieść się stojąc - w toku wieloletnich podmorskich wojaży! Tak nędzny metraż musiał sprawiać im dolegliwości, których pan kapitan był na pewno świadom, bo to się działo pod jego bokiem - za progiem rozległych salonów i bibliotek, do których, nota bene (tekst jest tu jednoznaczny), nigdy żaden marynarz nie miał wstępu! [1]
Według Lema, kapitan Nemo, upozowany przez Verne'a na szlachetnego mściciela i troskliwego dowódcę, w świetle tych twardych liczb okazywał się "satrapą i dręczycielem swej załogi", której przypadł los sardynek w puszce. Jednocześnie Lem dodawał, że intencje autora nie mają tu nic do rzeczy. Verne ani chciał, ani nie chciał sugerować, że Nemo to naprawdę obłudny okrutnik. Po prostu pogubił się nieco w swej bajce, nieopatrznie szafując liczbami. Gdyby ograniczył się do ogólnikowych uwag, że "Nautilus" jest "kolosalny", a pokoje kapitana Nemo "przestronne", problem w ogóle by się nie pojawił. W późniejszej polemice Lem podkreślał, że:
[...] Verne nie musiał nam pchać w oczy dokładnych wymiarów "Nautilusa" i jego salonów, skoro to jednak zrobił, wypadało pamiętać i o kubryku [2].
Ale sprawa nie przedstawia się tak prosto, jak przyjął Lem [3]. Przede wszystkim liczby u Verne'a wcale nie są jednoznaczne. Po pierwsze, nic nie zmusza do przyjęcia, "iż załoga liczyła co najmniej 24 ludzi". Mogło ich być dwudziestu, a nawet mniej [4]. Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, by przedstawić sobie pomieszczenie dla załogi jako piętrowe. Wiadomo, że położony na tym samym poziomie salon ma pięć metrów wysokości [5]. Otrzymujemy zatem dla 20 ludzi dwa pomieszczenia o wysokości 2,5 metra oraz o powierzchni 30 metrów kwadratowych każde (już po odliczeniu miejsca na schodki). Daje to w rezultacie komfort znacznie większy niż we współczesnych okrętach podwodnych, gdzie dla 10 ludzi standardem jest pomieszczenie o podobnej wysokości i mniej niż 10 metrach kwadratowych powierzchni. Każdy marynarz ma tam do dyspozycji - i to na "potrójnie spiętrzonych kojach" - jakieś półtora metra kwadratowego prywatnej przestrzeni [6].

Pozostaje jeszcze kwestia dysproporcji między luksusami kapitana (to te rozległe "salony i biblioteki") i przyzwoitym - jak się okazuje - ale jednak nie zbytkownym, standardem życia załogi. Również i w tym wypadku Lem zdecydowanie przesadził. Wbrew jego zapewnieniom ("tekst jest tu jednoznaczny"), nigdzie w książce nie powiada się, że do "salonów i bibliotek" nie miał nigdy wstępu żaden marynarz. Przeciwnie, można w niej znaleźć wzmianki o panującym na "Nautilusie" egalitaryzmie [7]. Nie wynika z tego, że w opisach Verne'a wszystko się pięknie zgadza [8], niemniej akurat przed zarzutami Lema dość łatwo go wybronić.

Ostatecznie bowiem zarzuty te i tak stają się z gruntu bezprzedmiotowe, gdy tylko czytelnik uprzytomni sobie, że narratorem u Verne'a jest jeden z bohaterów opowiadanej historii, dość prostoduszny profesor Aronnax. To nie Verne pcha nam w oczy dokładne wymiary "Nautilusa", ale wymiary te pcha w oczy profesorowi Aronnaxowi, i to z podejrzaną ostentacją, sam kapitan Nemo, który skądinąd ma swoje powody, by przed nikim nie odkrywać się całkowicie. Zresztą w toku późniejszych wypadków okazuje się, że na "Nautilusie" w istocie zachodzą jakieś sprawy sekretne: znika załoga, przepada gdzieś kapitan Nemo etc. Zatem kto wie, czy jego podwodny okręt nie jest znacznie dłuższy niż to przyjmuje na wiarę narrator i czy nie kryje w swym wnętrzu wielu dodatkowych pomieszczeń [9].

Lem mógłby mieć rację tylko wtedy, gdyby Verne wprowadził w Dwudziestu tysiącach mil klasycznego wszechwiedzącego i wiarygodnego narratora, za którego autor odpowiada - niczym notariusz - całym swoim majątkiem zaufania u czytelników. Bohaterowie powieści mogą być kłamliwi, omylni, zwiedzeni, związani tajemnicą milczenia etc. etc., ale dla wszechwiedzącego narratora nie ma zmiłuj, gdy pomyli się w rachunkach. Na przykład w powieści Yiyun Li Włóczędzy narrator przedstawia na wstępie taki oto szczegółowy opis topografii pewnego chińskiego miasta o nazwie Błotnista Rzeka:

Błotnista Rzeka była jednak jak na swoje rozmiary ludna i w znacznej mierze samowystarczalna. Założono ją przed dwudziestoma laty w ramach uprzemysławiania terenów wiejskich, a dziś jej liczne, choć niewielkie fabryczki zapewniały mieszkańcom pracę i niezbędne zaopatrzenie. Wytyczono symetryczny plan zabudowy, toteż całe miasto (z wyjątkiem placu, przy którym stało kilka gmachów wysokości trzech lub czterech pięter, a także głównej ulicy z domem towarowym, kinem, dwoma targowiskami i wieloma sklepikami) podzielono na dwadzieścia wielkich kwartałów, a każdy z nich dzielił się z kolei na dziewięć mniejszych, mieszczących po cztery rzędy parterowych segmentów, które liczyły po osiem domów. Każdy taki domek zbudowany był na planie kwadratu o boku czterech i pół metra, składał się zaś z sypialni i pokoju frontowego oraz podwóreczka przed wejściem, ogrodzonego drewnianym płotem, a u zamożniejszych rodzin - ceglanym murem, wyższym niż przeciętny mężczyzna.
[...]
W takich to ponumerowanych segmentach mieszkało osiemdziesiąt tysięcy ludzi [...] [10].
Z pomnożenia podanych liczb (20 x 9 x 4 x 8) wynika, że w Błotnistej Rzece znajdowało się 5760 domków. Na jeden domek przypada zatem niemal 14 mieszkańców (80000 : 5760). Ponieważ każdy domek ma powierzchnię 20 metrów kwadratowych, i to łącznie z podwóreczkiem przed wejściem, ostatecznie otrzymujemy jakieś półtora metra kwadratowego przestrzeni życiowej na jednego Chińczyka [11].

Półtora metra kwadratowego na jednego mieszkańca w rewolucyjnych Chinach z końca lat siedemdziesiątych to nie jest liczba aż tak fantastyczna, by trzeba ją było koniecznie z góry odrzucić. W sowieckich i rosyjskich więzieniach osiągano i osiąga się nieporównanie bardziej wyśrubowane wyniki: od 0,3 metra kwadratowego na osobę niegdyś, do luksusowego metra kwadratowego dzisiaj [12]. Ale w całej powieści nie pojawia się później ani jedna rodzina, nawet z warstw najuboższych i prześladowanych przez system, która choćby zbliżała się liczebnością do tej wyżej skalkulowanej średniej: 14 mieszkańców na jeden domek. Czyli na pewno chodzi tu o błąd [13].

A co do kapitana Nemo, to tak czy owak był on plugawym zbrodniarzem. Palił mianowicie cygara w pomieszczeniu publicznym i bezwstydnie zachęcał do tego procederu innych [14].

[1] Stanisław Lem, Czy kapitan Nemo był wyzyskiwaczem?, "Teksty", 1973, nr 5, s. 196.

[2] Stanisław Lem, Rozprawy i szkice, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 84.

[3] Lem oparł się w swych wywodach na artykule H.[erberta] W. Starra zatytułowanym A Submersible Subterfuge or Proof Impositive i zamieszczonym w zbiorowej pracy Leaves from the Copper Beeches wydanej w roku 1959 przez Livingston Publishing Company (ale łatwiej dostępnym jako dodatek do powieści Philipa José Farmera The Other Log of Phileas Fogg). Jednak trochę lekkomyślnie z miejsca uznał przedstawioną tam analizę za rzetelną ("Starr udowodnił"; "Analiza Starra, niezaprzeczalnie poprawna"), choć zarazem nie pozbawioną ironicznego wydźwięku i ducha zabawy. Wskutek tego nie skonfrontował podanych przez Starra informacji z książką Verne'a. Nie wspomniał też ani słowem o zasadniczym celu, jaki Starr sobie wyznaczył. A chodziło ni mniej, ni więcej o "dowód", że kapitan Nemo to ta sama osoba, która pojawia się później w opowiadaniach o Sherlocku Holmesie Arthura Conan Doyle'a jako demoniczny Napoleon zbrodni, profesor Moriarty. Nie sposób uwierzyć, by Lem nie poznał się na takim dowcipie. W dodatku dowcipie wymagającym, jak nietrudno się domyślić, dość swobodnego podejścia do faktów. Najprawdopodobniej więc artykułu Starra w ogóle nie czytał i zaznajomił się pobieżnie z jego treścią z drugiej ręki, na co dodatkowo mógłby wskazywać błąd bibliograficzny (Lem pisze ...the Copper Beach zamiast ...the Copper Beeches). Nb. książka Leaves from the Copper Beeches została wydana z inicjatywy Scion Society of the Baker Street Irregulars, stowarzyszenia miłośników Sherlocka Holmesa, a jej tytuł nawiązuje do opowiadania The Copper Beeches, godnego uwagi także ze względu na wypowiedzianą w nim przez Holmesa złotą myśl, która brzmi: "Zbrodnia jest pospolita. Logika jest rzadka" (Arthur Conan Doyle, Zniknięcie młodego lorda. Opowiadania, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1987, s. 149-150).

Jeśli zaś idzie o rachunki z A Submersible Subterfuge - całe to sumienne dodawanie wymiarów pomieszczeń "Nautilusa" - to jest to humbug i zasłona dymna pozorująca odkrywanie Bóg wie jakich tajemnic. Aby dowiedzieć się, ile mierzyły pomieszczenia załogi wedle wiedzy narratora (a rolę tę pełni jeden z bohaterów książki, profesor Aronnax), nie trzeba wykonywać właściwie żadnych obliczeń, bo to zostało otwarcie oznajmione: "Za kuchnią następowało pięciometrowej długości pomieszczenie dla załogi" (Juliusz Verne, Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi, t. I, przełożył Bolesław Kielski, Wydawnictwo "Nasza Księgarnia", Warszawa 1954, s. 111; dalej cytowane jako DT; Jules Verne, Vingt mille lieues sous les mers, J. Hetzel et Cie, Paryż 1871, s. 87: "A la cuisine succédait le poste de l'équipage, long de cinq mètres"; dalej cytowane jako VM). Tyle Aronnax wie, reszta to domysły, bo w pomieszczeniu załogi narrator nigdy nie był. Pięć metrów odpowiada 16 stopom z wyliczenia Starra. 22 stopy dłuższego boku otrzymujemy, przyjmując (DT, I, s. 115; VM, s. 90), że "Nautilus" ma szerokość ośmiu metrów i trzeba wykroić z nich jeszcze miejsce na korytarzyk. Nb. Verne używa niemal wyłącznie systemu metrycznego (poza kilkoma miejscami, gdzie narrator przytacza dane ze źródeł angielskich). Stopy do wyliczeń Starra przeszły więc z amerykańskich przekładów, niestety marnych (wedle stanu na rok 1959). Dość powiedzieć, że pierwszy pełny przekład Dwudziestu tysięcy mil pióra Waltera Jamesa Millera ukazał się dopiero w roku 1965!

[4] Narrator (profesor Aronnax) nigdy nie dowiaduje się, ilu ludzi liczy załoga "Nautilusa". Kapitan Nemo nie udziela takich informacji. Zresztą, Aronnax i tak nie mógłby ich zweryfikować. W trakcie całej historii trzej goście-więźniowie kapitana Nemo (Aronnax, jego służący Conseil oraz harpunnik Ned Land) parokrotnie rozważają, ilu też ludzi może mieć kapitan Nemo, gdyż kalkulują szanse swej ucieczki. Skazani są jednak na domysły w przedziale od 10 do 100 (DT, I, s. 129) lub w przedziale od 10 do 60 (DT, II, s. 126-128). W tym ostatnim wypadku zgadzają się, że do obsługi statku wystarczyłoby 10 ludzi (ale to też tylko domysł). Jednorazowo Aronnax widzi najwięcej około dwudziestu ludzi z załogi ("na platformę wyszło ze dwudziestu marynarzy", DT, I, s. 165; "une vingtaine de matelots du Nautilus [...] étaient montés sur la plate-forme", VM, s. 133). Niemniej znowu jest to wyłącznie liczba szacunkowa.

W malutkiej kabince obok hali maszyn znajduje się "tuzin skafandrów" (DT, I, s. 147) do podmorskich przechadzek. Ich liczba nie powinna chyba znacznie różnić się od liczby załogi, ale nie wiadomo, czy jest to jedyne pomieszczenie ze skafandrami. Na podmorski pogrzeb zmarłego tragicznie marynarza idzie "jeszcze ze dwunastu ludzi z załogi" (DT, I, s. 237). Nb. zdarzenie to potwierdza, że skafandrów jest więcej niż tuzin, bo w pogrzebie uczestniczy również kapitan Nemo i trójka bohaterów, i pośrednio potwierdza obecność jakiegoś innego pomieszczenia ze skafandrami (chyba że profesor Aronnax poprzednio źle oszacował ilość skafandrów lub też kilku członków załogi miało już skafandry na sobie, o czym Aronnax nie wiedział).

Do walki z kałamarnicami szykuje się "około dziesięciu ludzi uzbrojonych w topory" (DT, II, s. 203; "une dizaine d'hommes, armés de haches d'abordage", VM, s. 395).

W trakcie przygotowań do rozprawy z wrogim pancernikiem, kapitana otaczało "z piętnastu marynarzy" (DT, II, s. 232; "une quinzaine de marins", VM, s. 420 ), a innym razem na pomost wychodzi porucznik "w towarzystwie kilkunastu marynarzy" (DT, II, s. 235; "plusieurs marins l'accompagnaient", VM, s. 422).

Nawet najbardziej dramatyczna sytuacja, z kategorii "wszystkie ręce na pokład", gdy "Nautilus" miażdżony jest napierającym lodem, który trzeba szybko rąbać, nie potwierdza, że załoga musiała liczyć "co najmniej 24 ludzi". Wiadomo tylko, że pierwsza zmiana rębaczy liczyła "dwunastu ludzi z załogi, wśród nich i Neda" oraz kapitana Nemo, i że po dwóch godzinach zastąpiła ich "nowa partia robotników, do których przyłączyłem się i ja wraz z Coinseilem" (DT, II, s. 175). Nie jest całkiem jasne, czy pierwszy tuzin został w całości zastąpiony drugim tuzinem, ale jeśli nawet tak było, to mamy 24 ludzi łącznie z kapitanem Nemo oraz narratorem i jego dwoma towarzyszami. Daje to 20 ludzi załogi.

[5] "Był to obszerny czworobok z zaokrąglonymi kątami, długi na dziesięć metrów, szeroki na sześć, a wysoki na pięć" (DT, I, s. 100); "C'était un vaste quadrilatère, à pans coupés, long de dix mètres, large de six, haut de cinq" (VM, s. 77).

Nb. miał ten obszerny salon nieco mniejszą powierzchnię niż dywan w daczy Stalina w Kuncewie "o wymiarach 6 na 12 metrów (nawiasem mówiąc, powierzchnia dywanu była równa średniej przestrzeni mieszkalnej dla 16 sowieckich mieszkańców miast w 1953 r. - 4,5 metra kwadratowego na osobę)" (Oleg Khlevniuk, Stalin. Nowa biografia, przełożyła Dorota Bal, Znak Horyzont, Kraków 2016, rozdział "Siedziby władzy Stalina"; korzystałem z wersji elektronicznej w formacie MOBI przygotowanej przez Woblink).

[6] Zob. informację na stronie marynarki Stanów Zjednoczonych: "On U.S. Navy submarines, living quarters are called «berthing areas» that provide no more than 15 square feet of space per man for sleep and personal belongings". Takie same dane podaje Andra Serlin Abramson: Submarines Up Close, Sterling Publishing, Nowy Jork 2007.

[7] Już na samym początku kapitan Nemo oświadcza narratorowi, profesorowi Aronnaxowi, że ma on na "Nautilusie", podobnie jak dwaj pozostali więźniowie, "zupełną swobodę chodzenia, poruszania się, oglądania, przypatrywania się wszystkiemu, co się tu dzieje - wyjąwszy kilka rzadkich okoliczności - swobodę, jaką zresztą cieszymy się tu wszyscy, to jest moi towarzysze i ja!" (DT, I, s. 90, kursywa moja; "la liberté enfin dont nous jouissons nous-mêmes, mes compagnons et moi", VM, s. 69). Przy jedzeniu zaś powiada: "Od dawna już wyrzekłem się ziemskich potraw, a przecież nie czuję się gorzej. Moja załoga odżywia się tak samo, a wszyscy są silni i zdrowi" (DT, I, s. 94, kursywa moja; "Mon équipage, qui est vigoureux, ne se nourrit pas autrement que moi", VM, s. 71). Oczywiście, wypada pamiętać, że są to jedynie deklaracje samego kapitana, niemniej nic w treści książki im nie przeczy. Nemo pracuje na równi z swoimi ludźmi, rąbie lód, walczy z kałamarnicą etc. Owszem, Aronnax bodaj nigdy nie spotyka w salonie i bibliotece żadnego marynarza. Jednak z drugiej strony, rzadko spotyka tam także kapitana Nemo, który nieraz przepada gdzieś (gdzie?) na "całe tygodnie" ("Ileż to razy mijały całe tygodnie, w czasie których bywał w ogóle niewidzialny", DT, II, s. 83; "Des semaines entières s'étaient souvent écoulées sans que je l'eusse rencontré", VM, s. 282).

[8] Salon kapitana Nemo jest wprawdzie spory, ma kubaturę 300 metrów sześciennych (zob. przypis 5), ale jak upchnąć w nim te wszystkie skarby, których pobieżne wyliczenie zajmuje narratorowi kilka stron? Wisi tam na ścianach "blisko trzydzieści" (s. 100) wspaniałych obrazów, a do tego jeszcze gobeliny i zbroje. Pod ścianami stoją "zmniejszone kopie najpiękniejszych marmurów i brązów" (s. 100). Dalej rzadkie zbiory przyrodnicze, liczne gabloty z okazami, m.in. cała kolekcja przedstawicieli świata szkarłupni (s. 102), ogromna kolekcja muszli. "Osobno, w specjalnych szafkach, wiły się sznury przepięknych pereł" (s. 103). A trzeba jeszcze pamiętać, że jedną ścianę zajmują organy, na środku zaś stoi fontanna wykonana z olbrzymiej konchy. Nic dziwnego, że już pierwsi ilustratorzy Dwudziestu tysięcy mil mieli kłopot z salonem. Na rysunku Édouarda Riou (VM, s. 80, w wydaniu polskim niestety pominięty; nb. w wydaniu tym błędnie przypisano wszystkie ilustracje Alphonsowi de Neuville) obrazów na ścianach jest ledwie kilkanaście, do tego trzy małe gablotki i ani śladu "najpiękniejszych marmurów i brązów". W znanej adaptacji filmowej Richarda Fleischera (20,000 Leagues Under the Sea, 1954) wielki salon kapitana Nemo to już tylko zagracony salonik: kilka gablotek, kilka niewielkich obrazków, organy... Bez rzeźb, bez zbroi i bez fontanny.

[9] W rozdziale "Kilka cyfr" Nemo mówi Aronnaxowi, że "Nautilus" liczy "dokładnie 70 metrów" (DT, I, s. 115; "est exactement de soixante-dix mètres", VM, s. 90). Ale na samym początku książki narrator podaje, że dwa okręty ścigające "Nautilusa" (uważanego zrazu za olbrzymie morskie zwierzę) oszacowały jego minimalną długość na 350 stóp, co czyni przeszło 106 metrów! ("Łączna obserwacja pozwoliła rzekomo na określenie minimalnej długości zwierzęcia na trzysta pięćdziesiąt stóp angielskich", DT, I, s. 11); "Dans cette observation simultanée, on crut pouvoir évaluer la longueur minimum du mammifère à plus de trois cent cinquante pieds anglais", VM, s. 3).

[10] Yiyun Li, Włóczędzy, przełożył Michał Kłobukowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s. 16-17.

[11] Nie wchodzi tu w grę błąd tłumacza. Zob. Yiyun Li, The Vagrants, Random House, Nowy Jork 2009, s. 9-10: "Yet for a town of its size, Muddy River was heavily populated and largely self-sufficient. The twenty-year-old city, a development planned to industrialize the rural area, relied on its many small factories to provide jobs and commodities for the residents. The housing was equally planned out, and apart from a few buildings of four or five stories around the city square, and a main street with a department store, a cinema, two marketplaces, and many small shops, the rest of the town was partitioned into twenty big blocks that in turn were divided into nine smaller blocks, each of which consisted of four rows of eight connected, one-storied houses. Every house, a square of fifteen feet on its sides, consisted of a bedroom and a front room, with a small front yard circled by a wooden fence or, for better-off families, a brick wall taller than a man's height.
[...]
It was in these numbered blocks that eighty thousand people lived".

[12] Trzy przykłady:

Franciszek Gonczyński, Raj proletariacki, "Gryf", Londyn 1950, s. 48: "W celę o powierzchni 10 i pół metra kwadratowego wtłoczono 34 więźniów. Panuje okropny zaduch, śpimy w kalesonach, wklinowani jeden w drugiego. Obracanie się na drugi bok odbywa się na komendę, lecz mimo to każdej nocy 4 więźniów siedzi na stole, bo na podłodze celi nie ma miejsca" (więzienie to lwowski Zamarstynów).

Aleksander Weissberg-Cybulski, Wielka Czystka, przełożył Adam Ciołkosz, wstęp Gustaw Herling-Grudziński, Instytut Literacki, Paryż 1967, s. 261: "Przebywałem później w więzieniu na Chołodnej Gorze w przerażających warunkach, w celi o powierzchni 8 metrów kwadratowych i zaludnieniu 26-29 osób, ale nawet tę morderczą kwaterę określali więźniowie jako swój «dom»".

"Rzeczpospolita", 5 marca 2009: "Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu skazał Rosję za warunki panujące w jej więzieniach, a w szczególności za zamknięcie 38 więźniów w celi o powierzchni 36 m kw., gdzie mogli spać tylko na zmianę".

[13] Co naturalnie nie wyklucza, że błąd ten powstał całkowicie mechanicznie. Być może podczas redakcji w jednym z angielskich liczebników zgubiła się końcówka. Na przykład prosta zamiana four na fourteen zwiększa liczbę domków do 20160. Na jeden domek przypada wtedy średnio mniej niż czterech mieszkańców i chyba właśnie taka liczba najlepiej pasowałaby do przedstawianego świata.

[14] "Ta sala to nie tylko biblioteka - rzekł kapitan Nemo - to także palarnia. - Palarnia? - zdumiałem się. - Więc można tu palić? - Oczywiście. [...] Proszę się poczęstować tym cygarem; jeśli pan jest znawcą, będzie panu smakowało, choć nie pochodzi z Hawany" (DT, I, s. 99). Cygara to również "dar morza". Kapitanowi Nemo służy do ich wyrobu "pewien gatunek alg, bogaty w nikotynę".